RAPORT:

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Meksyk: tajemnice indiańskich chrześcijan [GALERIA]

Agnieszka Wasztyl odwiedziła Meksyk (fot. Agnieszka Wasztyl)
Agnieszka Wasztyl odwiedziła Meksyk (fot. Agnieszka Wasztyl)

Nie mogę oderwać oczu od szamanki. Ubrana w kolorowe szaty starsza kobieta sprawia wrażenie, jakby przybyła z innej rzeczywistości. Zapach roztopionych świec i igliwia unosi się w powietrzu. Wierni siedzą na wyścielonej sosnowymi igłami posadzce i popijają posh – lokalny alkohol wyprodukowany z kukurydzy i trzciny cukrowej. Setki płomyków świec rozświetlają panujący w świątyni półmrok. Indianie nie zwracają na nas uwagi, dzięki czemu spokojnie możemy przyglądać się ich rytuałom… Być ich częścią. W kościele św. Jana Chrzciciela w San Juan Chamula pradawne wierzenia mieszają się z chrześcijańskimi, a sacrum z profanum.

Tajemnicze miasta Majów [WIDEO]

Znali się na astronomii, matematyce i astrologii. Opracowali własny kalendarz, a założone przez nich miasta były potęgami gospodarczymi. Ich upadek...

zobacz więcej

Siadamy obok indiańskiej rodziny. Stara kobieta z fantazyjnie zaplecionymi długimi warkoczami szepce modlitwy i polewa alkoholem świece. Intensywny zapach  uderza w nozdrza. Posh (pox) piją tu nawet małe dzieci. Próbuję tego lokalnego trunku – smakuje jak bimber. Rozsypane po podłodze igły i gałązki sosny momentami sięgają kostek.

Przyglądam się młodej Indiance, która zapala przed sobą kilka świec i mocuje je do posadzki kościoła. Oczywiście każdy kolor oznacza coś innego. Przykładowo żółte i pomarańczowe świece Indianie zapalają po to, żeby ochronić się przed demonami, a różowe lub niebieskie w intencji uzdrowienia. Białe zapalane są dla Matki Ziemi i Boga. Dyskretnie rozglądam się po kościele. Najwięcej pali się białych i żółtych... Patrzę na te setki cienkich, kolorowych świec i zastanawiam się, jakim cudem nie doszło tu jeszcze do pożaru.

Indianie sami dbają o swoją świątynię  


Kobieta w średnim wieku uderza woreczkiem z kurzymi jajami w kark siedzącego przed nią mężczyzny. Jajko podobno oczyszcza duszę. Indianie w skupieniu modlą się przed posągami świętych. Często jednak postrzegają ich jako indiańskich, prekolumbijskich bogów, którzy noszą imiona biblijnych postaci. I tak na przykład Maria Dziewica symbolizuje Matkę Ziemię.  Nie ma tu konfesjonału, krzeseł i ławek. Nie ma nawet księdza – Indianie sami dbają o swoją świątynię.

Kapłan pojawia się kilka razy w roku – głównie na chrzcinach, bo to jedyny sakrament, który uznaje miejscowa ludność. Ostatnią mszę świętą odprawiono tu ponad 40 lat temu. Indianie uważają, że nie potrzebują nikogo do kontaktowania się z Bogiem. Robią to sami. Modlą się przed posągami świętych – ale nie zawsze jest to bezinteresowne działanie. 

Świętym przynoszą dary, składają ofiary… To właśnie tutaj, w świątyni, nadal zabija się kurę… Ukręca się jej kark. Ale gdy święci nie spełnią próśb, to narażają się na gniew Indian, którzy  przestają dbać o ołtarzyki, a nawet zdzierają z posągów szaty.

W centralnej części kościoła stoi Jan Chrzciciel – patron miasteczka.

Pobierz aplikację mobilną i oglądaj TVP INFO na żywo

Półwysep Jukatan w pigułce

Turkusowe wody Morza Karaibskiego, świetnie zachowane ruiny majańskich miast, tropikalne lasy i wreszcie klimatyczne kolonialne miasta. Turyści...

zobacz więcej

W kościele nie wolno robić zdjęć


Przyglądam się figurom św. Augustyna, św. Sebastiana i św. Antoniego. Zastanawiam się, jakich prekolumbijskich bogów symbolizują. Ubrani są w haftowane szaty, naszyjniki z nasion i lusterka, które mają odbijać złe spojrzenia. Ci, co mają najwięcej ozdób, są podobno najskuteczniejsi. Stoją też najbliżej ołtarza.

Ogromnie żałuję, że w kościele nie wolno robić zdjęć. Ale trzeba to uszanować. Indianie za opłatą wpuszczają do świątyni turystów, ale na swoich zasadach. Za zrobienie zdjęć w kościele grożą kary, a zdarzały się także pobicia. Biali turyści czasem zdają się zapominać, że nie są u siebie, a lokalne zwyczaje należy respektować.

Przyglądam się rytuałom jak zaczarowana. To chyba najbardziej niezwykłe miejsce, jakie widziałam. Czuję euforię, że jestem tak blisko innej, żywej kultury. Jest namacalna, prawdziwa. Mam wrażenie, jakby czas się zatrzymał. Mogłabym tu spędzić cały dzień.

Święty napój coca-cola


Oprócz alkoholu Indianie popijają coca-colę, którą uznają za święty napój. I nie jest to żart. Bąbelki powodują odbijanie, a to wtedy wg lokalnych wierzeń zły duch opuszcza ciało i oczyszcza organizm. Więc colę pije się litrami... Od przewodnika dowiaduję się, że Meksyk to drugi kraj na świecie, gdzie spożywa się tego napoju najwięcej.   

Agnieszka Wasztyl: Ale Meksyk!

Chaotyczny moloch. Miejska dżungla pełna kontrastów. Od nowoczesnych drapaczy chmur, azteckich ruin, kolorowych kolonialnych willi i zadbanych...

zobacz więcej

Indianie mieszkający w San Juan Chamula posługują się językiem tzotzil – należącym do grupy języków majańskich. Ponad połowa dorosłych mieszkańców nie mówi po hiszpańsku. Nie uznają meksykańskiego prawa, mają własną administrację, a wykładnią jest dla nich to, co powie ich przywódca. Zdarza się, że dziewczynki wydawane są za mąż już w wieku 13 lat. Kobiety ubierają długie spódnice z czarnej wełny, a mężczyźni wełniane tuniki „chujes”.

Przed kościołem na dużym placu można spróbować lokalnych produktów. Indianie są nastawieni do turystów pozytywnie, ale rzadko godzą się na zrobienie sobie zdjęć. Nie ma tu komercji, jak już w wielu miejscach na świecie, choć chętnie sprzedają przyjezdnym własne wyroby.

Indiańskie dzieciaki nie biegną za turystą i nie wołają, że będą pozować do zdjęć za dolara. Miejscowi nie starają się przypodobać przyjezdnym, których jest tu coraz więcej. Żyją swoim życiem, według własnych zasad i wierzeń. Ich życie, ubiór i zachowanie są autentyczne, do bólu prawdziwe. I to jest fascynujące.

Sprawdź też: Klejnoty Meksyku – TOP5 najpiękniejszych miast

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej