RAPORT:

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Szef z licencją na hejt. O czym kumple Tuska powinni pamiętać

Sławomir Nowak, Donald Tusk (fot. PAP/Adam Warżawa)
Sławomir Nowak, Donald Tusk (fot. PAP/Adam Warżawa)

Pomysł na powrót Donalda Tuska nie jest szczególnie oryginalny, ale na jego zwolenników działa. Agresywny ton przyjmują jako zapowiedź twardej walki i charakteru nowego wodza. Z kolei każde niewygodne pytanie, skierowane pod jego adresem, przedstawiane jest jako „podłość”, a nawet „podżeganie do zabójstwa”. Tusk jawi się raz jako właściciel jedynej licencji na hejt, innym razem jako niewinna ofiara, narażona na śmiertelne niebezpieczeństwo. To wizerunek dla wyborców. A czy przymilający się dziś do niego partyjni podwładni przyswoili sobie styl, w jakim ich „Donald” robi politykę? Powinni to zrobić. Dla własnego bezpieczeństwa.

Przewrót Tuska, wygrana Kaczyńskiego, upadek Budki

Kongres Prawa i Sprawiedliwości wybrał jednogłośnie Jarosława Kaczyńskiego na kolejną kadencję szefa partii. Tego samego dnia w wyniku pałacowej...

zobacz więcej

Strategię polegającą na ukazywaniu siebie, w zależności od potrzeb, jako męczennika lub bezkompromisowego bojownika można ująć w hasła znane z niewybrednych wesel i potańcówek. Spójne zawołania: „Stop kapela, szwagra biją” oraz „Grać kapela, szwagier bije…” są inspiracją w wielu dziedzinach, a już do polityki pasują jak ulał.

Nie trzeba się uczyć niczego nowego


Lider Platformy, Donald Tusk w pierwszym tygodniu swojego urzędowania, jak podkreślają jego zwolennicy, dał nadzieję. Na czym jednak oparta jest ufność w jego przewodnią rolę? Na razie wystarczyło, że się pojawił (trzeba przyznać, trzyma formę fizyczną) i nikogo nie zaskoczył psychologicznymi nowinkami. Pochwala agresję wobec „PiS”, bo to samo zło, a zło trzeba atakować i broń Boże o nic nie pytać. Proste to i chwytliwe, nie trzeba się niczego nowego uczyć , bo kto chciał, zdążył sobie już przyswoić symbol ośmiu gwiazdek.

No, może niektórzy działacze, którzy miejsce prac na programem wypełniają zapowiedziami rozliczeń wszystkich ludzi o innych poglądach, mogli się poczuć cokolwiek zaniepokojeni, gdy Donald Tusk w wywiadzie dla „GW” odżegnywał się od zemsty. Ale jednocześnie uspokajał ich, że rozumie ich chęć odwetu. Dlatego odwet nie będzie celem samym w sobie, co nie znaczy, że go nie będzie, bo przecież, w „PiS-ie narasta świadomość, że to nie pozostanie bezkarne. Że naturalną konsekwencją utraty władzy będzie odpowiedzialność polityczna, ale w wielu przypadkach także karna" .

Zobacz także: Pobierz aplikację mobilną i oglądaj TVP INFO na żywo

Donald marzy, żeby było miło. Dla niego

Donald Tusk wyobraża sobie media takie jak sprzed 2015 roku. Z kabaretami wychwalającymi jego geniusz, dziennikarzami uśmiechającymi się od ucha do...

zobacz więcej

Donald Tusk uwodzi swoich zwolenników opowiastkami, które pozwalają im zdjąć z siebie jakiekolwiek wahania, co do zasadności zemsty. W skrócie: może i powinniśmy się wystrzegać chęci tępego odwetu, ale skoro to nasz wróg, to możemy sobie na nią pozwolić, ot tak przy okazji.

Wzorem swoich poprzedników wysyła również niezmiennie sygnał do przeciwnej strony o każącej ręce sprawiedliwości, jaka ich niechybnie dosięgnie. Może któryś z wrogów w to uwierzy, może się przestraszy. Zawsze warto spróbować.

Prawie męczennik


Z każącego i osądzającego Donalda Tuska, unijny polityk szybko potrafi się przeistoczyć w kruchą ofiarę złych języków. Pytany z troską przez „GW” o złe opinie wyrażane w TVP, przypomina morderstwo prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. "Wiemy, jakie konsekwencje ma tego typu szczucie" - podkreślił. „Te ataki bardzo podnoszą nie tylko temperaturę sporu politycznego, ale także emocje zwykłych ludzi. Także u tych nieobliczalnych” – zaznaczył w wywiadzie.

Taki sposób narracji nie został wymyślony pod wpływem chwili i przed chwilą. Propagandowa teza, zgodnie z którą z szaleńca zrobiono ideowego zamachowca, inspirowanego komunikatami wrażych mediów, powielana jest od chwili zabójstwa Adamowicza. Teraz jednak wróciła z ponowną werwą, powtarzana przez samego Tuska i jego politycznych oraz medialnych sprzymierzeńców.

Powrót Donalda Tuska nie byłby korzystny dla pracowników

A jednak stało się to o czym komentatorzy przez lata rozmawiali w sezonie ogórkowym – potencjalny powrót Donalda Tuska trafiał na agendę wtedy, gdy...

zobacz więcej

Wyborcy mają odnieść wrażenie, że właściwie Tusk już jest męczennikiem za sprawę. Kto by pamiętał zabójstwo działacza PiS Marka Rosiaka z Łodzi. Zabił go człowiek w pełni świadomy, który rzeczowo opowiedział o swoich niedoszłych planach zamachu na Jarosława Kaczyńskiego. No, ale przecież działacz PiS nie był prezydentem, a poza tym, jak to wtedy wdzięcznie ujmowali politycy PO: - Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę.

Od „przyjaźni” do „lodówki”


Donald Tusk podczas kilku konferencji prasowych zapewniał wszystkich swoich koalicjantów, jak bardzo ich lubi, szanuje i jest kumplem każdego z nich. Kto go nie znał wcześniej, mógł zostać uwiedziony. Dar uwodzenia przyznają zresztą Tuskowi zarówno jego zwolennicy, jak i przeciwnicy. Dziesięć lat temu w książce „Daleko od miłości”, poświęconej karierze Tuska, Michał Majewski i Paweł Reszka opisali tę cechę jako nieprzeciętny dar byłego premiera.

„Wiele osób w Platformie przeszło rytuał uwodzenia przez Tuska. Szef zaprasza na luźna pogawędkę. W tle muzyczka, wino w kieliszkach, rozmowa sączy się powoli i nie dotyczy bieżących spraw. Tusk pokazując na drzwi, rzuca od czasu do czasu: „Tylko z tobą mogę tak pogadać. Tamci…sam zresztą wiesz”. (…) Czujesz, że rosną ci skrzydła, że jesteś kimś ważnym, wyjątkowym dla Donalda. Potem wychodzisz. Tusk przekłada płytę na drugą stronę, sekretarka wnosi kolejne kieliszki, wchodzi nowy „zaufany” i Tusk mówi mu na dzień dobry: „Widzisz, tylko z tobą mogę tak pogadać…”.

To fragment wypowiedzi jednego z ówczesnych działaczy PO. Oczywiście, tę historyjkę jednak uznać za obraz niewinnych manipulacji. Gorzej, gdy uskrzydleni „kumple” Tuska nagle lądują w politycznej lodówce, a z niej mogą trafić „do zamrażarki, albo na półkę z warzywami, gdzie są plus trzy stopnie”. Doświadczyli tego wszyscy faworyzowani „zaufani” byłego premiera.

Powrót Tuska. Saruman zgrywa Gandalfa

Donald Tusk z całą premedytacją próbuje stare platformerskie zło sprzedać jako totalne dobro. A za jego plecami czekają na powrót do władzy ludzie,...

zobacz więcej

Premier wyciera buty


Jeszcze gorzej, gdy kogoś dosięgnie jawna niechęć pryncypała. Nie trzeba wiele. Przed laty Piotr Zaremba w tygodniku „Uważam Rze” opisał sytuację „jednego z ministrów w kancelarii dopraszanych do spotkań na szczycie, którego marynarka bardzo drażniła premiera. Kiedyś, korzystając z wyjścia tego doradcy do toalety, Tusk podszedł do jego krzesła. Marynarka wisiała na oparciu. Została zrzucona figlarnym ruchem na podłogę, premier wytarł sobie o nią buty . Gdy polityk wrócił, długo nie rozumiał uśmieszków kolegów”.

Oczywiście, można powiedzieć, że to tylko figle silnego człowieka. Choć, jak piszą autorzy wspomnianej książki, trzeba go było również wyciągać ze stanów depresyjnych, wtedy „z jego ust można było usłyszeć tradycyjne: - Wszystko jest spierdolone! Albo: - Przyjdzie Kaczyński i skończymy w więzieniu”.

Oczywiście, gdy sprawy szły nie tak, autorami wszystkiego, co „spie…one” byli zwykle jego podwładni, nie on sam.

To tylko fragmenty wyznań mogących równie dobrze posłużyć do budowy człowieka silnego, choć z wadami, więc tym bardziej ludzkiego. Nie ma co przytaczać bardziej krwawych rozpraw z przeciwnikami, którzy przeszkadzali lub zagrozili liderowi. Ci prędzej czy musieli wypaść z sań. Oczywiście, to tylko polityka.

To zresztą było ponad 10 lat temu. Do partii i Parlamentu weszli nowi, młodzi ludzie, których Donald Tuska zapewnia o swojej uczciwości, lojalności i przyjaźni. Minęło dziesięć lat, może się zmienił. Może.

Pobierz aplikację mobilną i oglądaj TVP INFO na żywo

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej