RAPORT:

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

„Droga zbrodni”. Jak major WP szpiegował dla bolszewików i jak skończył

Piotr Demkowski szpiegował dla ZSRR (fot. IPN/NAC)
Piotr Demkowski szpiegował dla ZSRR (fot. IPN/NAC)

Zdrada to nic szczególnie oryginalnego ani nowego. Wojskowi i urzędnicy od zawsze i pod każdą szerokością geograficzną decydują się na współpracę z wrogiem. Dla pieniędzy, adrenaliny, z pobudek ideologicznych. Przypadek majora Piotra Demkowskiego wymyka się nieco klasyfikacjom. Oto żołnierz Wojska Polskiego najpierw walczy z sowietami, a potem dla nich szpieguje. Kara mogła być tylko jedna. Mija właśnie 90 lat od jego wpadki.

Chaszodżdżi po polsku. Jak PRL likwidowała zdrajców

Brutalne morderstwo saudyjskiego dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego, skrytobójczy zamach na podwójnego szpiega Siergieja Skripala czy wcześniejszy...

zobacz więcej

Życiorys Piotra Demkowskiego nie różnił się szczególnie od życiorysów setek tysięcy innych Polaków, którzy urodzili się pod zaborami. Przyszedł na świat 26 stycznia 1895 roku w Gorbaczowej jako poddany cara. Po wybuchu I wojny światowej przyszło mu służyć w carskiej armii. W lutym 1916 roku zgłosił się ochotniczo do 116 Batalionu Zapasowego.

Skierowano go do Szkoły Przygotowania Praporszczyków Piechoty w Tyflisie, a następnie jako żołnierz 22 batalionu marszowego trafił na front austriacki, gdzie wcielono został do 47 pułku piechoty. W ramach sojuszu Ententy od czerwca do października 1917 roku szkolił się we Francji w ramach kursu gazowego.

I wojna światowa stała pod znakiem tej straszliwej broni i wszystkie strony uczyły się jak najefektywniej z niej korzystać. Szacuje się, że przyniosła ona cierpienia około 1,3 miliona ofiarom, z czego co najmniej 90 tysięcy poniosło śmierć w wyniku działania iperytu, chloru, bromocyjanu, chloropikryny i innych świństw.

Ekspert od broni chemicznej


Demkowski poznał taktykę użycia broni chemicznej i po powrocie do Rosji został przydzielony do 8 Armii. W ostatnich miesiącach wojny dołączył 4 Dywizji Strzelców Polskich gen. mjr Lucjana Żeligowskiego i służył w 14 pułku strzelców polskich, a następnie w 30 pułku Strzelców Kaniowskich.

Po wojnie był urlopowany, ale wrócił do służby w grudniu 1919 roku i objął stanowisko oficera gazowego w dowództwie 4 Dywizji Piechoty. Uczestniczył w wojnie z bolszewikami. Wiosną 1920 roku przeniesiony został do dowództwa 7 Armii. również na stanowisko oficera gazowego, a w lipcu tego roku do sztabu 4 Armii.

Szpieg w czepku urodzony. Zwodził NKWD, uratował setki jeńców i więźniów

Pilot bombowca, który został szpiegiem. Żołnierz, który pod przykrywką dyplomaty spenetrował niemieckie i sowieckie obozy i uratował około tysiąca...

zobacz więcej

Dalej, jak to w wojsku, oficer był przenoszony między jednostkami. Odbył między innymi kurs dowódców batalionów w Rembertowie, zaznajamiał się z organizacją walki artyleryjskiej. W październiku 1927 roku ukończył kurs i został dyplomowanym oficerem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.

Demkowski był oficerem Sztabu Generalnego jakich wielu służyło w tym czasie. Powoli gdzieś daleko rysowała się perspektywa kolejnej wojny, ale na razie ludzie cieszyli się pokojem, odzyskaną po ponad 120 latach niepodległością, a oficerowie cieszyli się poważaniem w społeczeństwie i mogli liczyć na spokojną służbę i pewne zatrudnienie.

Awans na majora


2 grudnia 1930 roku roku Demkowski został mianowany majorem ze starszeństwem z dniem 1 stycznia 1931 roku i 63. lokatą w korpusie oficerów piechoty. Kolejnych awansów już nie doczekał. Wstąpił na drogę szpiegowania dla Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. W jego przypadku szybko się ona skończyła.

Wiosną 1931 roku nawiązał kontakt z mjr Wasylem Bogowojem, pomocnikiem attaché wojskowego przy Poselstwie ZSRR w Polsce. W trakcie spotkania miał się zadeklarować jako komunista i zgodzić na współpracę z sowieckim wywiadem, polegającą na przekazywaniu informacji.

Oddział II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, słynna „dwójka”, wiedział czym zajmuje się Bogowoj. Oceniano go wprawdzie jako mało inteligentnego, zamkniętego i podejrzliwego człowieka, ale był niezwykle skuteczny. Oprócz Demkowskiego prowadził także kpt. Stanisława Okulicza, jego brata por. Leona Okulicza, inż. Antoniego Staniszewskiego, a przez swoją żonę utrzymywał kontakt z kpt. Leszkiem Rudnickim.

Chińscy szpiedzy nad Bałtykiem

Chiny wyrosły na drugie, po Rosji, zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego krajów bałtyckich – wynika z najnowszych raportów służb specjalnych...

zobacz więcej

„Gazeta Lwowska”, która relacjonowała proces Demkowskiego zwróciła uwagę, że „był człowiekiem stosunkowo młodym, liczył bowiem dopiero 36 lat życia”. „W czasie wojny służył w wojsku rosyjskim, w oddziałach kozackich, jako kornet. Przeszedłszy do wojska polskiego, ukończył szkołę Sztabu generalnego i uzyskał stopień majora dyplomowanego. Ostatnio pracował w Oddziale IV Sztabu Generalnego”.

Żona rosjanka


W artykule wskazano, że najpewniej miał sentyment do Rosji. „Żonaty był z Rosjanką (aktorka Walentyna Demkowska z domu Miedwiediew – przyp. red.), miał dwie córeczki – Arjadnę i Zofję”. Dalsza charakterystyka nie wystawia mu pochlebnego świadectwa. Warto przytoczyć ją w oryginale ze względu na piękno przedwojennego języka polskiego.

„Miał jako oficer opinję człowieka energicznego, zdolnego i pracowitego. Cechowała go bezwzględność i surowość. W osobistym zetknięciu się mało sympatyczny; skryty aż do tajemniczości, z nikim się nie przyjaźnił (ważna cecha u szpiega, mniejsza szansa, że coś wypapla i się zdemaskuje – przyp. red.) i przed nikim nie zwierzał” – pisał red. Sen.

Uprawiał kosztowny hazard na wyścigach (nie on jedyny – przyp. red.), wydawał wielkie sumy na kobiety (również nie on jedyny – przyp. red.), co zwracało nawet uwagę jego otoczenia. Wszelkie w tym kierunku podejrzenia odwracał Demkowski twierdzeniem, że ma bogatego »kuzyna«, który udziela mu pożyczek względnie subsydjów. Dziś wyjawiła się już tajemnica owego »kuzyna«. Po polsku mówił z silnym akcentem rosyjskim” – relacjonował dziennikarz w numerze z 21 lipca 1931 roku, a więc – uprzedzając fakty – trzy dni po egzekucji szpiega.

Ale po kolei. „20 maja 1931 roku, podczas obserwacji samochodu należącego do poselstwa sowieckiego, zauważono nieznanego wcześniej mężczyznę, który wsiadł do auta. Ponieważ w samochodzie był wówczas wicekonsul Grebieńszczykow, podejrzany od dawna o prowadzenie działań szpiegowskich, zdarzenie to przykuło uwagę pracowników polskiego wywiadu” – napisał Andrzej Pepłoński w książce „Wojna o tajemnice. W tajnej służbie Drugiej Rzeczypospolitej 1918-1944”.
Demkowski walczył w wojnie polsko-bolszewickiej (fot. NAC)
Demkowski walczył w wojnie polsko-bolszewickiej (fot. NAC)

Prawdziwy James Bond. Czaił się na Niemców z łukiem, szpiegował sowietów

James Bond jest nazywany ostatnim mężczyzną w Hollywood. Teza dość mocno naciągana, ale ciekawa, szczególnie w kontekście pierwowzorów 007. Jedną z...

zobacz więcej

Agent na rowerze


Owego 20 maja nie zdołano jednak ustalić kim jest tajemnicza postać, z którą spotkał się Grebieńszczykow z sowieckiego poselstwa. Przyczyną było to, że polski agent nie mógł dogonić podejrzanej dwójki, gdyż… poruszał się na rowerze. Co się odwlecze to nie uciecze.

„Gazeta Lwowska”. „Oto – jak krążą wersje, gdyż rozprawa odbywała się tajnie i oficjalnie żadne szczegóły nie są znane – funkcjonariusze policyjni pełniący służbę koło gmachu jednego z obcych poselstw, zwrócili uwagę na oficera, który bez powodu nawiązał z nimi rozmowę, pytał, czy poselstwo jest dobrze strzeżone, czy wywiadowcy śledzą cywilne osoby, które się tam udają”.

„Jeden z policjantów zażądał przy jednej z takich sposobności od tajemniczego oficera legitymacji. Ten wylegitymował się legitymacją Oddziału II Sztabu. Nie zadowoliło to jednak Policji poczęła rzecz dalej badać. Wówczas to wyszło na jaw, że oficer o opisanym wyglądzie w Oddziale II nie pracuje, a to zaś dało asumpt do roztoczenia nad owym oficerem jak najściślejszej inwigilacji” – tłumaczył czytelnikom „San”. Wkrótce tajemniczy jegomość znów się pojawił. „1 czerwca, w czasie kolejnej obserwacji, zauważono majora WP, który wówczas na ulicy Hożej wsiadł do wspomnianego samochodu. Oficer, dzierżąc w ręku ciemną teczkę, wszedł do mieszkania przy ulicy Franciszkańskiej 44” – wskazał Pepłoński.

Teraz udało się zidentyfikować renegata – majora dyplomowanego Piotra Demkowskiego, trzykrotnie odznaczonego Krzyżem Walecznych. Dekadę temu walczył z bolszewikami, teraz przekazywał śmiertelnemu wrogowi Polski ściśle tajne dokumenty, służył im szeroką wiedzą i doświadczeniem. Szpiega zidentyfikował agent „dwójki” o pseudonimie Grabczyk.

Agentka Y-59. „Czy mam żałować, że niemiecki kat nie obciął mi głowy?”

Senator darzona zaufaniem Piłsudskiego, agent głębokiego wywiadu Armii Krajowej, kobieta szpieg, która dostarczyła aliantom namiary na fabrykę bomb...

zobacz więcej

Zgodę na inwigilację ptaszka wyraził gen. dyw. Tadeusz Piskor, ówczesny szef Sztabu Generalnego. Ustalono, że Demkowski ma kontakty w sowieckim poselstwie i jest widywany w towarzystwie funkcjonariuszy rosyjskich służb. Okazało się, że major jeździ w nieznane miejsca autem należącym do poselstwa.

Poszlaki, nie dowody


Nie były to jednak niezbite dowody na agenturalną działalność Demkowskiego, a jedynie poszlaki. Biorąc jednak pod uwagę, że ma on dostęp do ściśle tajnych informacji i może je przekazywać Moskwie, zdecydowano, że „w razie próby spotkania się z Grebieńszczykowem lub innym urzędnikiem sowieckim zostanie zatrzymany”. Była to wówczas najpoważniejsza sprawa prowadzona przez kontrwywiad.

Perełka od korespondenta „Gazety Lwowskiej”, lubującego imiesłowy. „Tento człowiek dopiąwszy się tak zaszczytnego stanowiska w służbie wojskowej, zyskawszy sobie zaufanie kolegów i przełożonych, nadużył tego zaufania w sposób nikczemny i zbrodniczy; splamił honor Polaka, obywatela i mundur oficerski; zaprzedał się obcym czynnikom na szkodę własnego Państwa i Narodu”.

Zobacz także: Pobierz aplikację mobilną i oglądaj TVP INFO na żywo

„W swem zbrodniczem zaślepieniu zaszedł tak daleko, że zaniechał nawet jakichkolwiek środków ostrożności przy uprawianiu swego szpiegowskiego procederu” – oburzał się dziennikarz.

Do zatrzymania agenta doszło 11 lipca około godziny 20, gdy Demkowski z teczką wypchaną dokumentami wyniesionymi ze Sztabu Głównego udał się na rozmowę z sowieckimi „dyplomatami”.

„Wściekły Jack”. Komandos z pałaszem i kobzą

Każdy oficer udający się w bój bez miecza jest nieodpowiednio ubrany – mawiał brytyjski podpułkownik Jack Churchill. Sam świecił przykładem....

zobacz więcej

Szybka akcja


„Doskoczyłem do drzwiczek limuzyny (z prawej strony), otworzyłem je i zobaczyłem siedzącego w aucie (z prawej strony) znanego mi Bogowoja, zastępcę attaché wojskowego ZSRS, a obok niego mjr. dypl. Demkowskiego. Poleciłem Zdanowiczowi i wywiadowcy Grabczykowi wyprowadzenie z limuzyny sowieckiej mjr. D. i wsadzić do mojego auta” – relacjonował.

„W tym czasie Zdanowicz sięgnął z głębi auta po teczkę mjr. D. i podał mi ją. Zauważyłem, że obok Bogowoja leżała druga teczka skórzana, prawdopodobnie pusta, przygotowana przez Bogowoja na akta, dostarczone przez mjr. D.” – opisywał Dziewulski, oficer Samodzielnego Referatu Informacyjnego Dowództwa Okręgu Korpusu I.

Ta wersja jest bardziej wiarygodna od nieoficjalnych ustaleń korespondenta „Gazety Lwowskiej”, ale również zacytujmy ją, gdyż trudno się oprzeć urokowi jego języka. „Oto zauważono, że Demkowski wszedł do gmachu wspomnianego poselstwa, niosąc ze sobą grubą teczkę. Po niedługim czasie opuścił gmach, ale już w towarzystwie jakiegoś pana, który miał być rzekomo posłem obcego państwa i w którego rękach znajdowała się tasama teczka. Należało działać szybko” – budował napięcie.

„Organy Policji zdobyły się w tym wypadku na maksimum energii, zmysłu orjentacyjnego a zarazem i taktu. Dwaj wywiadowcy podeszli do Demkowskiego i oświadczyli mu, że jest aresztowany. Ten straciwszy panowanie nad sobą, wziął ową teczkę w swe ręce, lecz w tej samej chwili odebrali mu ją wywiadowcy. Zawrtość teczki okazała się sensacyjna. Znaleziono w niej materjał szpiegowski, wykazujący ponad wszelką wątpliwość winę Demkowskiego” – pisał „San”.

Immunitet ochronił Rosjan


Wylegitymowani sowieccy dyplomaci zostali puszczeni wolno, wszak chronił ich immunitet. Demkowski został zabrany na przesłuchanie. Szybko przyznał się do winy. Wyjaśnił, że działał z pobudek ideologicznych. Podkreślił, że „nie ulega wątpliwości, że gdyby w tym czasie wybuchła rewolucja komunistyczna, bezwzględnie znalazłby się po stronie komunistów”. Biorąc jednak pod uwagę jego zamiłowanie do koni i kobiet, możemy wyciągnąć wniosek, że pieniądze z Moskwy również mu nie śmierdziały.
Zdrajca został rozstrzelany na terenie Cytadeli Warszawskiej (fot. Wiki/Willem van de Poll)
Zdrajca został rozstrzelany na terenie Cytadeli Warszawskiej (fot. Wiki/Willem van de Poll)

W tajnej służbie jego sekretarzowskiej mości

Chiny to najbardziej ekspansywny kraj na świecie. Na szczęście nie zajmują się eksportem ideologii komunistycznej, gdyż już dawno neoimperialny...

zobacz więcej

Okazało się, że oficer zaczął pracować dla Rosjan w kwietniu 1931 roku. Współpraca była dość krótka, ale nader intensywna. Ustalono, jakie informacje Demkowski przekazał Moskwie. „Na początku maja 1931 roku był w ambasadzie ZSRS i przekazał liczący ponad sześćdziesiąt stron »Plan ochrony z załącznikami do Planu „S”«. Współpracownicy Bogowoja wykonali fotokopie” – wyjaśnił Pepłoński.

„Innym razem dostarczył Plan etapowy, Instrukcję etapową i wytyczne do prac nad zapewnieniem bezpieczeństwa »Z« oraz mapę 1:1 500 000. (…) Podczas aresztowania w teczce znajdowało się kilkanaście ważnych dokumentów mobilizacyjnych poszukiwanych przez obce wywiady” – wskazał historyk.

W czwartek 16 lipca 1931 roku gen. dyw. Piskor zadecydował o rozpoznaniu sprawy przez sąd w trybie doraźnym. Akt oskarżenia wniósł prok. Konrad Zieliński. Dlaczego tryb doraźny? Odpowiedź dał red. „San”.

Sprawa w trybie doraźnym


„Obowiązujące przepisy dozwalaja, by w wypadkach szpiegostwa, przeprowadzono względem osób podlegających sądownictwu wojskowemu postępowanie w trybie doraźnym. Wedle tych przepisów sąd doraźny zbiera się w 24 godziny po otrzymaniu rozkazu, który wydaje właściwy dowódca prokuratorowi wojskowemu, a ten natychmiast wdraża postępowanie, doręczając odnośny nakaz sądowi okręgowemu”.

„Sąd wydaje bezwłocznie zarządzenia co do dostarczenia eskorty i oddziału egzekucyjnego, potrzebnych dla bezpieczeństwa sądu, a w razie potrzeby do wykonania kary śmierci. Na miejscu zjawia się też duszpasterz tak, by w razie skazania oskarżonego na karę śmierci, nic nie stało na przeszkodzie jej wykonaniu. Tak też stało się i w tym przypadku” – odnotował dziennikarz.

Operacja Mincemeat. Jak trup wywiódł Hitlera w pole

Morze wyrzuca na brzeg zwłoki brytyjskiego oficera, który ma przy sobie ściśle tajne dokumenty zdradzające plany alianckiej inwazji. W Abwehrze...

zobacz więcej

Proces, który wzbudził ogromne zainteresowanie opinii publicznej rozpoczął się w piątek 17 lipca przed Wojskowym Sądem Okręgowym nr I przy ulicy Dzikiej w Warszawie pod przewodnictwem ppłk. KS Teofila Marescha (w składzie sędziowskim był też między innymi późniejszy generał Antoni Durski-Trzaska). Obrońcą oskarżonego z urzędu był kpt. Kazimierz Sarnicki. Wybrany przez Demkowskiego adwokat Wacław Brokman odmówił obrony.

Przed sądem Demkowski miał określić siebie jako ideowego komunistę, co w opinii obserwatorów uznano wówczas za sprzeczne z prawdą, gdyż panowało powszechne przekonanie, iż jego działania szpiegowskie miały wynikać z chęci zysku.

Ideowy komunista?


Opowiadają, że Demkowski przed sądem przyznał się w zupełności do winy i twierdził, że jest ideowym komunistą i na ślepo słuchał rozkazów swej bolszewickiej zwierzchności, która poleciła mu starać się o akta dotyczące spraw mobilizacyjnych. Ale i to twierdzenie jest nieprawdziwe a świadczy tylko o jego niskim charakterze, który pozwalał mu dla pieniędzy sprzedać wszystkie wartości etyczne. Oto koledzy jego z czasów rosyjskich opowiadają, że należał właśnie do »białej gwardii«, walczył z bolszewikami i niejednokrotnie skazywał na śmierć komisarzy bolszewickich” – to oczywiście red. „San”.

„Szkody na razie wielkiej najprawdopodobniej nie wyrządził. Po pierwsze dlatego, że na czas jeszcze ujawniono jego działalność, a po drugie dlatego, że w oddziale IV, gdzie pracował, miał dostęp tylko do akt mniejszego stosunkowo znaczenia” – zwracał uwagę korespondent.

Proces zakończył się po jednej rozprawie. Wyrok zapadł jeszcze 17 lipca i mógł być tylko jeden. Sąd skazał majora Piotra Demkowskiego za szpiegostwo przeciw Państwu na karę śmierci przez rozstrzelanie oraz orzekł względem niego degradację, wydalenie z wojska i pozbawienie praw publicznych.

Fałszerski oręż. Polacy zapomnianymi bohaterami II wojny światowej

Będziemy walczyć na plażach, na polach, na ulicach, będziemy walczyć na wzgórzach; nigdy się nie poddamy! – grzmiał podczas przemówienia w Izbie...

zobacz więcej

Obrońca oskarżonego zwrócił się następnego dnia do prezydenta Ignacego Mościckiego o akt łaski, ale ten nie skorzystał z przysługującego mu prawa. Jeszcze tego samego dnia, czyli 18 lipca o godz. 19.25 Demkowski stanął przed plutonem egzekucyjnym na stokach warszawskiej Cytadeli. Skończył tak jak na to zasługiwał. Źle skończył również Bogowoj, który dosłużył się jeszcze stopnia kombriga, ale 26 października 1937 roku padł ofiarą stalinowskich czystek.

Żona pisze list


Sprawa miała ciąg dalszy jeżeli chodzi o żonę zdrajcy. Po jego aresztowaniu wystosowała list otwarty do agencji „Iskra”, w którym w świetle postawionych mężowi zarzutów wyrzekła się jego osoby i zapowiedziała zamiar powrotu do swojego nazwiska panieńskiego w razie ich potwierdzenia.

„Podaję do powszechnej wiadomości, że ja Walentyna Demkowska odseparowuję się zupełnie i na zawsze od męża mojego majora dypl. Piotra Demkowskiego wraz z dwoma niepełnoletnimi córkami Arjadną i Zofją z uwagi na głębokie różnice przekonań etycznych moich i mojego b. męża oraz z powodu ciężkiego i hańbiącego zarzutu, jaki zawisł nad jego osobą, o czem dowiedziałam się dopiero obecnie. W razie udowodnienia mężowi mojemu winy, wyrzekam się go i wdrożę starania o przywrócenie mi nazwiska panieńskiego” – napisała.

„Wyrok, który zapadł i który wykonano uwolnił tę kobietę od męczarni przebywania w towarzystwie człowieka, którego etyka przejmowała ją ze wstrętem. Państwo uwolnił od niebezpiecznego szkodnika i stał się zarazem memento dla tych innych, którzyby kiedyś w przyszłości zechcieli wstąpić na taką samą drogę zbrodni” – skonstatował korespondent „Gazety Lwowskiej”.

Słowa o memento były zgrabnym zwieńczeniem artykułu o sprawie, która wywołała sensację w kraju, ale oczywiście skazanie Demkowskiego nie mogło sprawić, by nagle wojskowi przestali szpiegować. Renegaci trafiają się zawsze i wszędzie. Zresztą obecnie mamy takie czasy, że zdrajcy nie są aż tak potrzebni, choć i na nich cały czas dybią Rosja czy Chiny. Teraz informacje zdobywa się przede wszystkim za pomocą cyberataków.

Twoje INFO - kontakt z TVP INFO

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej