RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Krzysztof Wołodźko: Polska dwóch partii. Czy wielu politycznych sił?

Wołodźko: Gdyby ordynacja wyborcza nie promowała dużych formacji, polskiej scenie politycznej groziłby chaos (fot. PAP/Wojciech Olkuśnik)
Wołodźko: Gdyby ordynacja wyborcza nie promowała dużych formacji, polskiej scenie politycznej groziłby chaos (fot. PAP/Wojciech Olkuśnik)

Polityczna różnorodność ma swoją wartość i znaczenie. Ale jej ciemną stroną jest groźba chaosu w państwie. Raz po raz w debacie publicznej pojawia się temat, czy lepiej żeby w parlamencie były trzy-cztery duże formacje, budujące władzę i opozycję, czy może byłoby lepiej, gdyby Sejm i Senat opierał się na kilkudziesięciu nawet politycznych siłach, jak w początkach III RP.

Opozycja chce burz, PiS-owi opłaca się normalne życie po pandemii

W polityce krajowej i międzynarodowej dzieje się aż za dużo, ale polskie rodziny żyją już urlopami. A polscy kibice, szczególnie dopóki będą grali...

zobacz więcej

Zwolennicy tej drugiej opcji chętnie podkreślają, że  w Polsce tak naprawdę w najgorszej sytuacji znajduje się tak zwana milcząca większość. To ludzie, którzy nie tylko nie chodzą na wybory, ale często przekonują, że tak naprawdę nie mają na kogo głosować. I rzeczywiście takie osoby można spotkać – są zwolennikami mniejszych politycznych sił, czasem niewielkich partii o naprawdę niekiedy wyrazistym programie i mocno sformatowanych po konkretne grupy wyborców.

  Naiwna wiara       


Nie chcę kpić z tych ugrupowań i z ich sympatyków: dają one wielu swoim zwolennikom poczucie, że w polityce chodzi o idee i wartości. Dają także poczucie, że w demokratycznym państwie liczy się rzeczywista reprezentacja partyjna. Mówiąc pewną przenośnią: że w polityce, podobnie jak w handlu, powinno być miejsce dla drobnych sklepikarzy, którzy naprawdę znają i swój towar, i swoich klientów. To pewnie trochę naiwna wiara, ale jest w niej coś naprawdę dobrego. Pewien idealizm, którego nawet jeśli nie podzielamy obserwując politykę, to jednak powinniśmy darzyć pewnym szacunkiem.

Dla takich małych partii powinno być miejsce na scenie politycznej, o ile nie reprezentują one żadnej ideologii, która w XX wieku wyrządziła narodowi polskiemu jakąś szkodę, ani nie działała przeciw naszej państwowej suwerenności. Takie partie są potrzebne z najbardziej oczywistej przyczyny: potrzebuje ich społeczeństwo obywatelskie.

 Pytanie jednak, czy ordynacja wyborcza powinna być ustawiona tak, żeby promować te małe byty polityczne. Czy powinna promować pluralizm w parlamencie kosztem potencjalnej stabilności całego systemu?

Uważam, że zdecydowanie nie.  Optymalny model to Sejm i Senat obsadzony przez reprezentację czterech-pięciu formacji politycznych. One oczywiście mogą działać w ramach szerszych formacji politycznych, tak jak to widzimy obecnie w przypadku bodaj każdej siły parlamentarnej. I w przypadku Zjednoczonej Prawicy, i Koalicji Obywatelskiej i Konfederacji, i Lewicy.

Pobierz aplikację mobilną i oglądaj TVP INFO na żywo  

PiS i Lewica – zawieszenie broni, które niszczy Platformę

Zakończone sukcesem rozmowy premiera Morawieckiego z Lewicą zdruzgotały platformerskie zapędy do rządzenia opozycją. Niewykluczone też, że poprawią...

zobacz więcej

   A gadać każdy może     


Podobnej sztuki próbowało zresztą Polskie Stronnictwo Ludowe,  ale nic im z tego nie wyszło. Polskę 2050, czyli hub polityczny Michała Kobosko i Szymona Hołowni zostawiam z boku – tak naprawdę nie jest to machina polityczna, która sprawdziła się w jakimkolwiek realnym działaniu. A gadać każdy może, gdy za nic nie odpowiada, tym bardziej, gdy się gada ze swadą zawodowego konferansjera telewizyjnego.

Wróćmy do dużych formacji i sejmowych koalicji: widać wyraźnie, że każda z nich ma swojego niekwestionowanego lidera lub grupę wpływowych polityków, którzy potrafią się dogadać, przynajmniej na pewnym politycznym etapie. Tak jest właśnie w przypadku Konfederacji. Każdy z jej liderów ma świadomość, że promując swoje mniejsze formacje czy polityczne środowiska, przegrałby z kretesem. To ich dyscyplinuje i broni przed starymi błędami prawicy z czasów Konwentu świętej Katarzyny, czyli wielkiego rozproszenia sił.

   „Niewidzialna ręka rynku”    


Gdyby ordynacja wyborcza nie promowała dużych formacji, polskiej scenie politycznej groziłby chaos taki jak w latach 90. A to oznaczałoby bardzo często zmianę rządzących, brak realizacji jakichkolwiek długofalowych planów (z tym i dziś nie jest idealnie), stwarzałoby szanse dla licznego grona politycznych hochsztaplerów,  utrudniałoby sterowność państwa, reagowanie na kryzysy, budowę całych sektorów polityki społecznej, ekonomicznej, gospodarczej. Byłoby z tego więcej szkody niż pożytku, tym bardziej, że w realiach III RP „niewidzialna ręka rynku” z zasady i tak okazywała się ręką cudzych państw, które lobbowały na rzecz własnego kapitału.

Nowy centrolew i kłótnie wśród rządzących

Jeśli w najbliższych miesiącach lub latach centroprawica straci władzę, liberałowie i lewica zrobią wszystko, by szybko już do niej nie powróciła....

zobacz więcej

Mocna konkurencja polityczna    


Przeciwnicy ordynacji, która premiuje duże formacje, chętnie wołają o duopolu, narzekają, że od lat skazani są na PiS i PO. Tylko że to nieprawda. Dziś dobrze już widać, że ani PiS-owi, ani Platformie nie udało się „zneutralizować” konkurencji bardziej na prawo i lewo od siebie.

Wynika to z bardzo prozaicznej przyczyny: Polki i Polacy jako społeczeństwo są dość krnąbrni. Może to kwestia historycznych doświadczeń, ale – w sprzyjających okolicznościach – sami budujemy sobie takie polityczne bezpieczniki. Obie większe formacje mają dziś na prawo i lewo od siebie dwa dość silne ugrupowania, które trochę je recenzują, a trochę stanowią „przeszkadzajki”.

Kto dziś wygrałby na politycznym rozproszeniu i chaosie?       


Na marginesie: ci trochę słabsi w polityce zawsze mogą pozwolić sobie na większą pryncypialność, na odwołania do zasad i idei, bo tak naprawdę niewiele ich to kosztuje.  Ich zwolennicy udają, że o tym nie wiedzą. Wystarczy jednak lepiej przyjrzeć się poszczególnym głosowaniom tych partii, poprzyglądać się karierom ich liderów, żeby zdać sobie dobrze sprawę, że gdyby dać im władzę, to inna polityka z miejsca okazałaby się niemożliwa. I to zarówno na lewicy, jak i na prawicy.

Jedno jest pewne:  Polska jest bezpieczniejsza, jeśli parlament nie jest targany przez animozje kilkunastu politycznych bytów.  Początki III RP także dlatego były tak trudne, że chaos przedkładano nad stabilną odbudowę państwa. W efekcie na długie lata wygrali na tym postkomuniści. Kto dziś wygrałby na politycznym rozproszeniu i chaosie?  Pytanie jest otwarte.   

Zobacz także Silni kandydaci na politycznych przegranych 2021

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej