SERWIS

Tokio 2020: wyniki, starty i medale

Zabójstwo Jaroszewiczów. Oskarżony wyjaśnił, dlaczego miał naładowaną broń

Głównym oskarżonym ws. zabójstwa małżeństwa Jaroszewiczów jest  Robert S. (fot. arch.PAP/Zbigniew Matuszewski)
Głównym oskarżonym ws. zabójstwa małżeństwa Jaroszewiczów jest Robert S. (fot. arch.PAP/Zbigniew Matuszewski)

Główny oskarżony ws. zabójstwa małżeństwa Jaroszewiczów Robert S. przekonywał we wtorek przed sądem, że naładowaną broń podczas napadów rabunkowych nosił ze sobą jedynie „na wszelki wypadek”. Powtórzył też, że nie był jedyną osobą decyzyjną w tzw. gangu karateków.

Niedzielski: Groźby się zmaterializowały. Minister nadal pod ochroną SOP

Minister zdrowia Adam Niedzielski nadal ma ochronę Służby Ochrony Państwa. Ma to związek z groźbami, jakie padły wobec szefa resortu pod koniec...

zobacz więcej

Proces dotyczący zabójstwa b. premiera Piotra Jaroszewicza i jego żony ruszył przed Sądem Okręgowym w Warszawie w sierpniu ub.r. Prokuratura oskarża Roberta S. o uduszenie Piotra Jaroszewicza oraz zastrzelenie jego żony, a Dariusz S. i Marcin B. oskarżeni są o współudział w zabójstwie b. premiera. Wszyscy trzej to b. członkowie tzw. gangu karateków, który w latach 90.h dokonał kilkudziesięciu napadów rabunkowych.

„Decydujący głos”, „posłuch”, „nie absolutny”


Na wtorkowej rozprawie Robert S. po raz kolejny podkreślał, że z perspektywy pozostałych dwóch oskarżonych „wygodne” jest twierdzenie, że w ramach grupy, w której wspólnie działali, to on decydował o wszystkim. Zaznaczył, że faktycznie miał „decydujący głos” oraz „posłuch”, ale „nie absolutny”. – To nie odbywało się na takiej zasadzie, że ja decydowałem o wszystkim, ja typowałem te wszystkie miejsca (do napadów – red.) – mówił.

Oskarżony pytany był m.in. o fakt zabierania na napady naładowanej broni. Jak podkreślała prokuratura, z wcześniejszych wyjaśnień wynika, że broń miała służyć jako straszak, więc nie musiała być załadowana. S. tłumaczył, że robił to „na wszelki wypadek”. Podkreślił, że po pierwszym napadzie, podczas którego za pomocą broni „musiał uciszyć psa”, miał świadomość, że może dojść do kolejnych podobnych sytuacji. Jak dodał, łącznie w czasie działalności gangu użył broni cztery razy.

Stonoga nadal nieprzesłuchany. Zgłosił problemy ze zdrowiem

Zbigniew Stonoga nie zostanie przesłuchany i nie usłyszy zarzutów aż do 14 czerwca. Tak ocenił lekarz, po tym jak mężczyzna zgłosił problemy...

zobacz więcej

Po raz kolejny został też poruszony wątek słów Dariusza S., który według relacji Roberta S. miał chwalić mu się, że „ma na koncie kilka głów”. Pytany, czy słowa te zostały do niego skierowane przy świadkach, Robert S. zaprzeczył. „On to mówił bezpośrednio do mnie, bez świadków” – odparł. Dopytywany, czy uwierzył w tę wypowiedź, oskarżony odparł, że brał pod uwagę, iż może to być prawda.

– Dariusz S. miał skłonność do takiego popisywania się, odgrywania jakichś ról w towarzystwie, ale tutaj to była wypowiedź skierowana bezpośrednio do mnie – potraktowałem to jako coś, co było prawdopodobne – powiedział Robert S.

Napad rabunkowy


Prokuratura zarzuciła trzem mężczyznom zasiadającym na ławie oskarżonych napad rabunkowy na posesję Piotra Jaroszewicza i jego żony Alicji w warszawskim Aninie w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 r., podczas którego mieli wspólnie zamordować Piotra Jaroszewicza, zaś Robert S. miał zabić Alicję Solską-Jaroszewicz. Robertowi S. zarzucono również zabójstwo małżeństwa S. w 1991 r. w Gdyni oraz usiłowanie zabójstwa mężczyzny w Izabelinie w 1993 r. Grozi im kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Ściana przygniotła 54-latka na budowie. Wcześniej zawadziła o nią koparka

– Prokuratura wyjaśnia okoliczności wypadku, do którego doszło w sobotę na budowie osiedla mieszkaniowego w Gorzowie Wlkp. Zginął w nim 54-latek...

zobacz więcej

Przestępcy obezwładnili mężczyznę


Według prokuratury, w dniu napadu oskarżeni przez wiele godzin obserwowali posesję ofiar. Po wejściu do domu Jaroszewiczów przez uchylone okno łazienki Robert S. obezwładnił Piotra Jaroszewicza uderzeniem w tył głowy znalezioną bronią palną. Oskarżeni przywiązali mężczyznę do fotela. Z kolei Alicja Solska-Jaroszewicz została skrępowana i położona na podłodze w łazience. Oskarżeni przeszukali dom, zabrali z niego – poza dwoma pistoletami – 5 tys. marek niemieckich, pięć złotych monet oraz damski zegarek.

Jak wskazuje prokuratura, prawdopodobnie w momencie opuszczania przez sprawców domu pokrzywdzonych, już w godzinach wczesnoporannych, Piotr Jaroszewicz wyswobodził się z więzów. Napastnicy znów posadzili go w fotelu. Następnie, gdy dwaj sprawcy trzymali go za ręce, Robert S. go udusił.

Według prokuratury, po zamordowaniu Piotra Jaroszewicza Robert S. zabrał z gabinetu pokrzywdzonego jego sztucer, poszedł do łazienki, w której leżała związana Alicja Solska-Jaroszewicz i miał ją zastrzelić.

źródło:

Zobacz więcej