RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Blamaż na inaugurację. Koszmar Polaków powrócił [SKRÓT]

Balon pękł z hukiem. Reprezentacja Polski, po bardzo słabym meczu, przegrała ze Słowacją 1:2 (0:1) w spotkaniu grupy E mistrzostw Europy. Krótki zryw po przerwie to za mało, by marzyć choćby o punkcie na wielkiej imprezie. Nasza sytuacja, już na starcie turnieju, zrobiła się bardzo trudna.

Utracone nadzieje. Piłkarska katastrofa po polsku [OCENY]

Nie ma co lukrować rzeczywistości, nie ma co zaklinać losu: zagraliśmy fatalnie, przegraliśmy zasłużenie, a na piękne słowa Paulo Sousy nikt już...

zobacz więcej

Mecze otwarcia, czyli zmora Polaków. Dwa zwycięstwa, cztery remisy i cztery porażki – to był nasz bilans przed poniedziałkowym spotkaniem. I choć bardzo pragnęliśmy, by Biało-czerwoni w Sankt Petersburgu nawiązali do turnieju we Francji (1:0 z Irlandią Północną), to na boisku zabrakło nam mocnych argumentów, by tak właśnie się stało.

Towarzyskie mecze z Rosją (1:1) i Islandią (2:2) nie pozwoliły nam poznać wizji selekcjonera. Różne wybory personalne zmuszały jednak do wniosków, że Paulo Sousa cały czas poszukiwał optymalnego zestawienia. Zaskoczeniem mogło być na pewno postawienie na Karola Linettego, kosztem Jakuba Modera. Mniejszym – wybór Macieja Rybusa, w miejsce Tymoteusza Puchacza. Ale to nie oni zawiedli, a najbardziej ci, którzy mieli stanowić o sile reprezentacji.

Cóż z tego, że utrzymywaliśmy się przy piłce, skoro nie potrafiliśmy tego przełożyć na sytuacje bramkowe? Bardzo słabo wyglądały nasze wahadła. Na konto Bartosza Bereszyńskiego idzie oczywiście gol Roberta Maka, ale i Maciej Rybus popełniał proste błędy. Obaj zdecydowanie za mało udzielali się w ofensywie. Podobnie jak środek pola – oprócz Piotra Zielińskiego trudno wymienić zawodnika szukającego gry. Do przerwy nie oddaliśmy celnego strzału, wykonaliśmy jeden udany drybling, przy ośmiu skutecznych próbach Słowaków.

Grzegorz Krychowiak zobaczył w 62. minucie czerwoną kartkę (fot. PAP//EPA)
Grzegorz Krychowiak zobaczył w 62. minucie czerwoną kartkę (fot. PAP//EPA)

Utracone nadzieje. Piłkarska katastrofa po polsku [OCENY]

Nie ma co lukrować rzeczywistości, nie ma co zaklinać losu: zagraliśmy fatalnie, przegraliśmy zasłużenie, a na piękne słowa Paulo Sousy nikt już...

zobacz więcej


Być może nigdy nie dowiemy się, co działo się w przerwie w naszej szatni, ale musiało być gorąco. Drugą połowę rozpoczęliśmy z takim animuszem, że od razu udało się zaskoczyć Martina Dubravkę. Energia, która pojawiała się po golu, na chwilę pozwoliła uwierzyć, że szybko pójdziemy za ciosem. Uszła jednak w 62. minucie. Wówczas drugą żółtą kartkę, za niepotrzebny faul w środku pola, zobaczył Krychowiak.

Decydujący cios dostaliśmy chwilę później. Nasi obrońcy zupełnie zapomnieli o Milanie Skriniarze, który mocnym strzałem dał – jak się okazało – trzy punkty Słowakom. Nie tak miał wyglądać ten mecz, nie tak miały zacząć się te mistrzostwa. Chociaż przed nami jeszcze dwa spotkania, to trudno pozbyć się wrażenia, że pociąg o nazwie “faza pucharowa” mocno nam odjechał.

Polska – Słowacja 1:2 (0:1)

Bramki: Linetty 47 – Szczęsny 18-sam., Skriniar 69.
Polska: Szczęsny – Bereszyński, Glik, Bednarek, Rybus (74. Puchacz), Jóźwiak, Linetty (74. Frankowski), Krychowiak, Klich (85. Moder), Zieliński (85. Świderski), Lewandowski.
Słowacja Dubravka – Pekarik (79. Koscelnik), Satka, Skriniar, Hubocan, Haraslin (87. Duris), Kucka, Hamsik, Hromada (79. Hrosovsky), Mak (87. Suslov), Duda (90+1. Gregus).
Żółte kartki: Krychowiak – Hubocan.
Czerwona kartka: Krychowiak 62.
Sędzia: Ovidiu Hategan (Rumunia).

Jak padły gole?

0:1 (18’) – Robert Mak założył "siatkę" Bartoszowi Bereszyńskiemu i strzelił z ostrego kąta. Źle interweniował Wojciech Szczęsny. Piłka odbiła się jego pleców i wpadła do bramki.

1:1 (46’) – wspaniała akcja Polaków! Trójkową wymianę podań zagrali Zieliński, Klich i Rybus, a ten ostatni posłał precyzyjne podanie do Karola Linettego. Pomocnik Biało-czerwonych nieczysto kopnął w piłkę, ale na tyle celnie, by pokonać Martina Dubravkę!

1:2 (69’) – po dośrodkowaniu z rzutu rożnego sam w polu karnym był Milan Skriniar. Słowacki obrońca mocnym strzałem pokonał naszego bramkarza.

Wnioski po meczu:

  • Ustawienie z wahadłowymi nie zdało egzaminu, przynajmniej na tle tak dobrze zorganizowanych Słowaków. Boczni pomocnicy, nie licząc akcji na 1:1, zbyt mało angażowali się w ofensywę. Rybus i Jóźwiak unikali pojedynków. Trzymanie się tej koncepcji w spotkaniu z Hiszpanią może się dla nas skończyć jeszcze gorzej.


  • Zawiedli liderzy. Wojciech Szczęsny maczał palce przy pierwszym golu, Grzegorz Krychowiak grał fatalnie i wyleciał z boiska. Robert Lewandowski nie brał na siebie ciężaru gry, jego udane zagrania można policzyć na palcach jednej ręki. Próbował Piotr Zieliński, ale nie miał wsparcia. Bez dobrej postawy tych zawodników nie będzie punktów na Euro.


  • Gol Skriniara był piątym straconym ze stałego fragmentu gry, w szóstym meczu za kadencji Paulo Sousy. Taka statystyka to już nie przypadek i świadczy o tym, że Polacy mają bardzo duży problem w tym elemencie. W dodatku bramkę zdobył obrońca, który słynie ze skuteczności w polu karnym przeciwnika.


  • Nie bez przyczyny jak mantrę powtarza się, że pierwszy mecz na turnieju jest najważniejszy. Teraz czeka nas rywalizacja z Hiszpanią, absolutnym faworytem grupy E. Tym większa szkoda, że będzie to dla nas spotkanie o "być albo nie być" w Euro 2020.

    Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
  • Zobacz więcej