RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

TOP 10: Najlepsze mecze Polaków na wielkich turniejach

Zbigniew Boniek na MŚ 1982, Kazimierz Deyna, Grzegorz Lato i Jan Tomaszewski na MŚ 1974 oraz Robert Lewandowski na Euro 2016 (fot. Getty Images)
Zbigniew Boniek na MŚ 1982, Kazimierz Deyna, Grzegorz Lato i Jan Tomaszewski na MŚ 1974 oraz Robert Lewandowski na Euro 2016 (fot. Getty Images)

W poniedziałek Polska rozpoczyna udział w Euro 2020. Z tej okazji przypominamy 10 najlepszych meczów, jakie Biało-Czerwoni rozegrali na wielkich turniejach (wzięliśmy pod uwagę mistrzostwa świata, mistrzostwa Europy i igrzyska olimpijskie).

10. Polska – Brazylia 5:6 (5.06.1938)


Bramki: F. Scherfke 23-k., E. Wilimowski 53, 59, 89, 118 – Leonidas 18, 93, 104, Romeu 25, Peracio

Mecz owiany legendą. Znamy go tylko z kronik i relacji ówczesnych piłkarzy. Było to pierwsze spotkanie Polski w finałach mistrzostw świata. 15 zawodników i czterech członków sztabu, z selekcjonerem Józefem Kałużą na czele, dotarło do Francji pociągiem. Normalnie reprezentanci podróżowali klasą ekonomiczną, ale na tę wyjątkową okoliczność PZPN wykupił dla zawodników przedziały sypialne.

Mecz został rozegrany w Strasburgu na istniejącym do dziś Stade de la Meinau. Z wysokości trybun obejrzało go 13 tys. ludzi, w tym tysiąc Polaków (głównie emigrantów). Mecz okazał się pojedynkiem dwóch legend – Leonidasa i Ernesta Wilimowskiego.

Brazylijczyk zdobył bramkę po kwadransie, ale trzy minuty później padł gol wyrównujący – Wilimowski popisał się rajdem między obrońcami i został sfaulowany w polu karnym. Jedenastkę wykorzystał Fryderyk Scherfke i było to pierwsze trafienie dla Biało-Czerwonych w historii finałów mistrzostw świata.

Do końca pierwszej połowy Canarinhos mieli dużą przewagę, którą udokumentowali dwoma trafieniami (Romeu i Peracio). Po zmianie stron zaczął padać deszcz, co spowodowało, że brazylijskim obrońcom jeszcze trudniej było zatrzymać świetnie dryblującego Wilimowskiego. Nasz napastnik zdobył dwie bramki i po 59 minutach był remis (3:3).

To nie był koniec emocji. W 71. minucie Peracio trafił po raz drugi i wydawało się, że będzie to zwycięski gol. Nie pozwolił na to Wilimowski, który wyrównał minutę przed końcem regulaminowego czasu. Do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka.

Od początku dodatkowego czasu Brazylijczycy ruszyli do ataku. Sprawy w swoje ręce wziął Leonidas, który dwukrotnie skierował piłkę do bramki. Polacy dopiero w końcówce wzięli się za odrabianie strat. Dwie minuty przed końcem czwartą bramkę zdobył Wilimowski. Za późno? Absolutnie nie, bo nasi reprezentanci mieli jeszcze dwie okazje! Bardzo bliski szczęścia był m.in. Erwin Nyc – futbolówka po jego strzale trafiła w poprzeczkę.

Wówczas nie było fazy grupowej, więc po porażce Polacy odpadali z turnieju, a Brazylijczycy przeszli do ćwierćfinału (ostatecznie zajęli trzecie miejsce na mistrzostwach we Francji). Mimo że Biało-Czerwoni przegrali, pozostawili świetne wrażenie. Był to też najlepszy indywidualny występ reprezentanta Polski – nikomu później nie udało się strzelić czterech goli w jednym meczu na wielkim turnieju.
Ernest Wilimowski (fot. archiwum PAP)
Ernest Wilimowski (fot. archiwum PAP)

9. Polska - USA 3:1 (14.06.2002)


Bramki:
E. Olisadebe 3, P. Kryszałowicz, M. Żewłakow – L. Donovan 83

Jerzy Engel po 16 latach wprowadził Polskę do finałów mistrzostw świata i przełamał klątwę Zbigniewa Bońka, który po porażce z Brazylią (0:4) w Meksyku w 1986 roku ironicznie życzył reprezentacji awansu na kolejne cztery edycje turnieju.

Tamtejsza drużyna spisała się świetnie w eliminacjach, a przed turniejem selekcjoner pokusił się nawet o stwierdzenie, że lecimy do Korei i Japonii po medal. Na ziemię szybko sprowadzili nas Koreańczycy, którzy na dzień dobry wygrali 2:0.

Mecz o wszystko z Portugalią był popisem Pedro Paulety, który strzelił trzy gole. Jednego dołożył jeszcze Rui Costa i po blamażu 0:4 jasne się stało, że nasi zakończą zmagania na fazie grupowej.

Trzeba było jeszcze rozegrać ostatnie spotkanie, o honor (w XXI wieku wystąpiliśmy w kilku tego typu meczach...). Reprezentanci Stanów Zjednoczonych musieli wygrać, żeby bez oglądania się na rywali zdobyć przepustkę do 1/8 finału.

Polacy zagrali jednak koncertowo od samego początku. Po pięciu minutach było 2:0 po golach Emmanuela Olisadebe i Pawła Kryszałowicza. W drugiej połowie pięknym strzałem głową popisał się rezerwowy Marcin Żewłakow i podwyższył prowadzenie. Do tego Maciej Żurawski zmarnował rzut karny. Jankesów stać było tylko na honorowe trafienie Landona Donovana.

Amerykanie mimo wszystko awansowali do dalszej fazy, a Polacy mogli z podniesionymi głowami wrócić do kraju.

8. Polska - Niemcy 0:0 (16.06.2016)



Euro 2016 to najlepszy turniej rozegrany przez Biało-Czerwonych w XXI wieku. Awans do ćwierćfinału i porażka po rzutach karnych z późniejszymi triumfatorami – Portugalczykami. Strefa medalowa była naprawdę blisko.

Na mistrzostwach we Francji zespół Adama Nawałki był zdyscyplinowany taktycznie. W regulaminowym czasie nasi piłkarze nie przegrali żadnego spotkania. Uwaga rywali była skupiona głównie na Robercie Lewandowskim, ale dzięki temu mogli błyszczeć inni – Arkadiusz Milik, Jakub Błaszczykowski czy odkrycie turnieju – Bartosz Kapustka.

Mecz 1/8 finału ze Szwajcarią był wyjątkowy, ponieważ po raz pierwszy Polacy rywalizowali w serii jedenastek na wielkim turnieju. Jednak najlepiej nasi gracze zaprezentowali się w drugim meczu fazy grupowej z Niemcami. W eliminacjach pokonaliśmy ich po raz pierwszy w historii na Stadionie Narodowym. Na wyjeździe przegraliśmy po zaciętym spotkaniu.

Na Stade de France znów graliśmy z ówczesnymi mistrzami świata jak równy z równym. Fantastyczne zawody rozegrał Michał Pazdan, który w obronie był pewny jak śmierć i podatki. Bramki nie padły, a nasza drużyna potwierdziła, że była wtedy w ścisłej europejskiej czołówce.
Michał Pazdan i Mario Goetze podczas meczu na Euro 2020 (fot. Getty Images)
Michał Pazdan i Mario Goetze podczas meczu na Euro 2020 (fot. Getty Images)

7. Polska - Włochy 3:0 (27.07.1992, igrzyska olimpijskie, faza grupowa)


Bramki: A. Juskowiak 5, R. Staniek 48, G. Mielcarski 90

Lata dziewięćdziesiąte były bardzo chude dla reprezentacji Polski seniorów, ale doczekaliśmy się za to medalu igrzysk olimpijskich, na których występują piłkarskie drużyny młodzieżowe. W Barcelonie zespół Janusza Wójcika wywalczył srebro.

Najbardziej pamiętny był finał, w którym po wielkich emocjach przegraliśmy 2:3 z gospodarzami. W składzie Hiszpanów wystąpiły takie tuzy jak Pep Guardiola czy Luis Enrique. Biało-Czerwoni zagrali niezwykle walecznie, ale ostatecznie przegrali.

Wcześniej, w drugim meczu fazy grupowej, ekipa trenera Wójcika zmierzyła się z Włochami, którzy byli świeżo upieczonymi mistrzami Europy do lat 21. Mecz ułożył się dla naszych znakomicie – już w 5. minucie trafił Andrzej Juskowiak. Trzy minuty po przerwie prowadzenie podwyższył Ryszard Staniek, a w doliczonym czasie Italię pogrążył Grzegorz Mielcarski, który wszedł z ławki rezerwowych.

Po tym zwycięstwie rozpędzeni Biało-Czerwoni znaleźli pogromcę dopiero w finale. Srebrny medal był olbrzymim sukcesem i jak dotąd jest to ostatni krążek, jaki Polacy wywalczyli na igrzyskach olimpijskich w sportach drużynowych (oby zmieniło się to w Tokio). 
Andrzej Juskowiak w meczu z Włochami (fot. Getty Images)
Andrzej Juskowiak w meczu z Włochami (fot. Getty Images)

6. Polska – Brazylia 1:0 (6.07.1974)


Bramka:
Lato 76

To mecz, który przeszedł do historii, ponieważ dał Polakom trzecie miejsce na świecie. Wcześniej zespół Kazimierza Górskiego wywalczył złoto olimpijskie, ale mundial w świecie piłki ma zdecydowanie wyższą renomę, więc był to największy sukces w historii naszego futbolu (powtórzony przez kadrę Antoniego Piechniczka osiem lat później).

Ale spotkanie z Brazylią, delikatnie rzecz ujmując, nie zachwyciło. Obie drużyny miały już sześć meczów w nogach i widać to było na boisku. Więcej determinacji było oczywiście po stronie Biało-Czerwonych, wszak walczyliśmy o pierwszy medal na mistrzostwach świata; z kolei Canarinhos bronili tytułu.

Decydującą akcję w 76. minucie przeprowadził Grzegorz Lato – w kontrataku daleko wypuścił sobie piłkę na prawej flance, dopadł do niej i płaskim strzałem pokonał brazylijskiego bramkarza.

Lato był naszą największą gwiazdą turnieju w Niemczech – z siedmioma bramkami na koncie został królem strzelców. Co ciekawe, Andrzej Szarmach strzelił tylko dwa gole mniej.

5. Polska – Argentyna 3:2 (15.06.1974)

Bramki: G. Lato 7, 62, A. Szarmach 8 – Heredia 60, Babington 66

Pierwszy mecz mundialu w Niemczech. Polacy przyjechali na turniej jako mistrzowie olimpijscy, ale nikt ich nie brał poważnie, tym bardziej, że trafili do grupy z faworyzowanymi Włochami i Argentyńczykami. Mieliśmy dostać lanie.

Jakie było zdziwienie ekipy z Ameryki Południowej, gdy po ośmiu minutach prowadziliśmy 2:0. Najpierw błąd popełnił Daniel Carnevali, który wypuścił piłkę z rąk, a Grzegorz Lato skierował ją do bramki.

Chwilę później Kazimierz Deyna popisał się fenomenalnym prostopadłym podaniem, Andrzej Szarmach znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem i podciął nad nim piłkę, która wtoczyła się między słupki.

Po godzinie gry wyrównał ładnym strzałem ze skraju pola karnego Ramon Heredia. Wydawało się, że Argentyna pójdzie za ciosem. Nic bardziej mylnego! Lato wykorzystał złe wybicie Carnevaliego, dopadł do futbolówki i wpakował ją pod poprzeczkę.

Albicelestes było stać jedynie na jeszcze jedną bramkę. Zespół Kazimierza Górskiego wygrał na inaugurację i tak rozpoczął marsz po pierwszy w historii medal mistrzostw świata.

4. Polska – Francja 3:2 (10.07.1982)


Bramki:
A. Szarmach 40, S. Majewski 44, J. Kupcewicz 46 – R. Girard 13, A. Couriol 72

10 lipca 1982 roku w Alicante Polacy rozegrali drugi w historii mecz o trzecie miejsce mistrzostw świata i po raz drugi wyszli zwycięsko z tej konfrontacji, choć początek należał do Francuzów. W 13. minucie Józefa Młynarczyka pokonał Rene Girard.

Piłkarze Antoniego Piechniczka mieli piorunującą końcówkę pierwszej połowy. Najpierw Andrzej Szarmach kopnął lewą nogą, piłka odbiła się od słupka i wpadła do bramki. Następnie, tuż przed przerwą, Stefan Majewski wykorzystał dośrodkowanie Janusza Kupcewicza z rzutu rożnego i prowadziliśmy.

Tuż po zmianie stron Kupcewicz zaskoczył bramkarza kąśliwym strzałem z rzutu wolnego. Było 3:1, a Trójkolorowych było stać tylko na jeszcze jedną bramkę, którą zdobył Alan Couriol.

To był olbrzymi sukces naszego zespołu, ale czy nasz najlepszy mecz mistrzostw? Raczej nie. Polacy za wszelką cenę chcieli wygrać, natomiast trener Francuzów Michel Hidalgo dał odpocząć wielu zawodnikom, w tym największej gwieździe Michelowi Platiniemu. Dla Francji liczył się tylko finał, jednak przegrali z Niemcami po rzutach karnych i mentalnie turniej zakończył się dla nich w nieszczęsnym półfinale.

3. Polska - Węgry 2:1 (10.09.1972)


Bramki:
K. Deyna 47, 68 – B. Varadi 42

Finał igrzysk olimpijskich w Monachium. Polska bynajmniej nie była faworytem tego spotkania. Wprawdzie Węgrzy mieli najlepszy okres w swojej piłkarskiej historii za sobą, ale wciąż byli bardzo mocni. Poza tym Biało-Czerwoni ostatni raz pokonali Madziarów... przed wojną.

Najważniejszą postacią meczu w stolicy Bawarii był Kazimierz Deyna. Jego postawę można określić powiedzeniem: „Od zera do bohatera”. Pod koniec pierwszej połowy Bala Varadi zdobył bramkę po stracie naszego lidera.

Druga połowa była popisem Deyny. Dwie minuty po wznowieniu gry zawodnik Legii Warszawa przedryblował dwóch rywali, przełożył piłkę na lewą nogę i płaskim strzałem zaskoczył bramkarza.

W 68. minucie Włodzimierz Lubański zagrał głową w polu karnym, Deyna przejął piłkę w gąszczu zawodników, minął bramkarza i skierował ją do bramki. Był to zwycięski gol, który dał Polsce złoty medal olimpijski.

2. Polska - Belgia 3:0 (28.06.1982)


Bramki:
Z. Boniek 2, 27, 54

Pierwszy mecz drugiej rundy mistrzostw świata w Hiszpanii, który – jak się okazało po późniejszym remisie z ZSRR – dał nam przepustkę do półfinału. Był to też najlepszy mecz w biało-czerwonych barwach Zbigniewa Bońka.

Ale nie tylko on rozegrał świetne zawody. Grzegorz Lato przyznał po latach, że był to turniej, podczas którego świetnie się bawił na boisku. I tak było w konfrontacji z Belgami. Już na początku spotkania przytomnie wycofał do Bońka, który potężnym kopnięciem pod poprzeczkę nie dał szans bramkarzowi.

Jeszcze w pierwszej połowie „Zibi” podwyższył prowadzenie, lobując bramkarza po uderzeniu głową. Piękną asystą popisał się Andrzej Buncol. Belgowie mieli w tym meczu swoje szanse, ale Józef Młynarczyk nie dał się zaskoczyć.

Dodatkowo dziewięć minut po zmianie stron Boniek dobił rywali. Znów kapitalnym podaniem, tym razem z środka pola, popisał się Lato, „Zibi” znalazł się sam na sam z bramkarzem, minął go i skierował futbolówkę do pustej bramki.

1. Polska - Włochy 2:1 (23.06.1974)


Bramki:
A. Szarmach 38, K. Deyna 44 – F. Capello 85

Najlepszy mecz w historii polskiej piłki. Neckarstadion w Stuttgartcie, ostatnia kolejka fazy grupowej. Mierzyliśmy się z wicemistrzami świata Włochami, którzy nie mogli tego spotkania przegrać. Remis urządzał oba zespoły, ale piłkarze Kazimierza Górskiego nie kalkulowali.

Pierwsza połowa była mistrzowska w naszym wykonaniu, a wyborne zawody rozegrał Henryk Kasperczak, który popisał się dwoma asystami. „Kasperczak nadal, znakomite zagranie, Szarmach główką, gol!” – krzyczał komentujący ten mecz Jan Ciszewski. Zawodnik Stali Mielec fantastycznie zacentrował, a Andrzej Szarmach popisał się wybornym uderzeniem, zaskakując Dino Zoffa.

„Kasperczak, z lewej strony ma Szarmacha, czyżby powtórzył tę samą historię? Nie! Deyna, cudowny strzał, gol, gol! Wspaniała akcja!” – zdzierał głos Ciszewski w 44. minucie.

Kazimierz Deyna kopnął bez przyjęcia ze skraju pola karnego i umieścił piłkę tuż przy słupku. Italia była oszołomiona. Nie była w stanie nic zrobić. Dopiero w końcówce, gdy Biało-Czerwoni nie mieli już sił i słaniali się na nogach, Fabio Capello strzelił honorowego gola.

Ostatecznie Polacy wygrali i wyeliminowali bardziej renomowanych rywali z mistrzostw świata.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej