RAPORT:

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Opozycja walczy o „szansę” dla Polski. Przed laty wskazał ją prezydent Francji

Równi i równiejsi w Europie (fot. Dursun Aydemir/Anadolu Agency via Getty Images)
Równi i równiejsi w Europie (fot. Dursun Aydemir/Anadolu Agency via Getty Images)

Parlament Europejski zdecydował się pójść drogą oficjalnie wskazaną przez eurodeputowaną Różę Thun. Groźby wobec Polski, odbieranie prawa weta i naciski na Komisję Europejską należą już w Brukseli do dobrego tonu. Oswojona została, budząca wcześniej niesmak, koncepcja, zgodnie z którą Polskę i Węgry trzeba... zagłodzić. Co na to polscy liberalni i lewicowi europosłowie? Walczą! Nieustępliwie i zaciekle zmagają się o powtórną szansę, której zmarnowanie wytknął im przed laty prezydent Francji Jacques Chirac. To szansa, by siedzieć cicho, gdy rozmawiają więksi.

Karnkowski: Siła złego na jednego?

„Siła złego na jednego” – można by podsumować ostatnie wydarzenia w naszej polityce zagranicznej. Jedni poświęcają nam stanowczo zbyt wiele uwagi,...

zobacz więcej

Komisja Europejska jeszcze robi pozorne uniki przed rezolucją PE, która jako taka nie ma mocy prawnej. Jeszcze uspokaja deputowanych zatroskanych o jedność Europy i przerażonych „przemocą reżimu” w Polsce, deklarując, że co się odwlecze, to nie uciecze, próbuje zachować pozory postępowania zgodnego z prawem. Szybko jednak się podda i odetchnie, mogąc spełnić wolę postępowej Europy z jej wielkimi przedstawicielami na czele.

Dla kogo prawo, dla kogo sugestia


Póki co KE przygotowuje sobie grunt pod przyszłe działania. Do takich pielęgnacyjnych zabiegów można zaliczyć choćby wszczęcie postępowania przeciwko Niemcom i wyciągnięcie postanowienia Trybunału Federalnego w Karlsruhe. Rok temu ten ostatni za nic miał postanowienia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej , wydając odmienny wyrok w sprawie skupu obligacji państwowych przez Europejski Bank Centralny (EBC). Wówczas najbardziej poczytne niemieckie media ze zrozumieniem odnosiły się do decyzji swojego federalnego trybunału. Na łamach „Die Welt” profesor prawa konstytucyjnego i europejskiego na Uniwersytecie w Kopenhadze, Jan Komarek tłumaczył, że zastosowanie postanowień TSUE jest dobre, ale w Polsce nie można ich sztywno stosować do uwarunkowań niemieckich. Rzucił myśl: „Karlsruhe to nie Polska” – jaśniej już nie mógł dać do zrozumienia, kogo obowiązuje europejskie prawo, a dla kogo jest ono sugestią.

Dziś Komisja Europejska wraca do tamtej sprawy i wszczyna postępowanie przeciwko Niemcom za łamanie prawa w UE.

Zobacz także: Platforma nie mogła sprawić lepszego prezentu Kaczyńskiemu. PiS i PO odkryli karty

Niemcy to nie UE. Najwyższy czas, by Joe Biden też to zrozumiał

Administracja Joe Bidena przekonuje, że Nord Stream 2 będzie przedmiotem rozmów z europejskimi przywódcami, a także Władimirem Putinem podczas...

zobacz więcej

Niemcy uznają wyroki TSUE, chyba, że mają inne zdanie


Wydawałoby się, że przez kraj naszych sąsiadów zza Odry przetoczy się burza. Niemiecki rząd zacznie obmyślać, jak umknąć przed każącą ręką sprawiedliwości unijnej. Jednak tamtejsza prasa przyjęła informację z KE bez szczególnych emocji. FAZ uznał pozycję unijnego trybunału, ale jednocześnie przypomniał o prawie trybunału w Karlsruhe do niezależnej i ostatecznej kontroli nad kwestiami dotyczącymi własnej tożsamości konstytucyjnej. Słowem, Niemcy uznają wyroki TSUE, pod warunkiem, że będą one zgodne z oceną ich własnego trybunału.

Stanowisko jak najbardziej zrozumiałe. Niemcy zatem nie za bardzo przejmują się postępowaniem wobec siebie, bo o konsekwencjach nie ma mowy. Sami wzruszają ramionami, zastanawiając się jakby to niby miało wyglądać. Dochodzenie we własnej sprawie odbierają jako niepotrzebne, natomiast zgodnie przyznają, że trzeba je traktować jako sygnał dla Polski i Węgier , który brzmi: „Traktujemy wszystkich tak samo”. Unijne prawo stosowane wobec Niemiec w konsekwencji ogranicza się zatem do ostrzeżenia wysyłanego wobec Polski i Węgier. Coś w rodzaju nieudolnego alibi, by nikt nie zarzucił, że wśród nas są równiejsi od równych.

Donald Tusk na lewym kucu

Po stronie PiS jest silny wzrost gospodarczy i Polski Ład. Po stronie liberalnej opozycji jest obietnica, że Donald Tusk wróci do polskiej polityki.

zobacz więcej

Zagłodzić ich!


Niemcom przypada więc rola państwa, z którego nie powinno się brać przykładu. W najgorszym razie usłyszą, „wstydźcie się”. Dla Polski i Węgier przeznaczona jest inna kara. Obrazowo ujęła to wiceprzewodnicząca PE, Katarina Barley, która kilka miesięcy temu wyszła z koncepcją: „Zagłodzić ich!”. Wtedy na europejskich salonach wzbudziło to jeszcze drobny grymas niesmaku. Intencje słuszne, ale forma cokolwiek zbyt dosadna. Dziś europarlamentarzyści oswoili się już z tą propozycją. Barley bryluje w „Der Spiegel”, grożąc Komisji Europejskiej za jej opieszałość w karaniu krnąbrnej Polski i Węgier. A wszystko w imię jedności i solidarności europejskiej.

Nie ona pierwsza nie ostatnia. Kurs wytyczyła europosłanka, kandydująca do PE z listy PO. Róża Thun już dawno domagała się kar dla Polski bez względu na powód i konsekwencje. Wtórują jej inni eurodeputowani wybrani z polskich list.

O co zatem walczą posłowie zjednoczeni m.in. pod wodzą Donalda Tuska , gwarzącego jednocześnie o gotowości do powrotu do polskiej polityki? Wydaje się, że ciągle żal im szansy zmarnowanej przed blisko dwiema dekadami.

Zobacz także: Zmienić klęskę w „sukces”. Trzaskowski umie to zrobić

Tuż przed wstąpieniem do UE, Polska poparła twardą politykę Stanów Zjednoczonych wobec Iraku. Nie było to akurat na rękę Francji. Jej ówczesny prezydent Jacques Chirac zrugał kandydatów do Unii, zarzucając im lekkomyślność, infantylizm, nieodpowiedzialność, a nawet brak dobrego wychowania.

Kolce Róży, las Borysa, uśmiech Szymona

Za nami tydzień Róż. Jedna Róża europejska (z Polski) opuściła PO i powiedziała, że przez PiS wszyscy w Europie zginą. Druga europejska Róża...

zobacz więcej

Groził, że to się może odbić na ratyfikacji traktatu akcesyjnego.

Chirac nie ukrywał, że nie zamierza traktować wszystkich tak samo. Odnosząc się do tzw. listy ośmiu, tj. deklaracji poparcia dla amerykańskiej polityki względem Iraku, sygnowanej przez pięć państw członkowskich i trzy państwa starające się o wejście do UE, w tym Polskę, francuski przywódca podkreślił, że „kiedy się jest w rodzinie, ma się więcej praw, niż kiedy się prosi o wejście do niej”.

Reakcja na arogancję


Wówczas polscy politycy, będący u władzy, a dziś sympatyzujący z opozycją, zareagowali zgodnie z interesem swojego państwa. Szef polskiej dyplomacji, Włodzimierz Cimoszewicz stwierdził jednoznacznie: „W tej rodzinie europejskiej nie ma mamuś, tatusiów i dzieci, tylko to jest rodzina równych. A w szczególności nie ma dzieci jakby nie w pełni dojrzałych do partnerstwa z pozostałymi członkami rodziny. Akceptujemy tę piękną ideę rodziny europejskiej pod warunkiem, że jest to rodzina w najwyższym stopniu partnerska”.

Zobacz także: Katastrofa smoleńska. Jak Tusk wspierał raport Anodiny

Odpowiedź nadzwyczaj dyplomatyczna na porażającą wręcz arogancję Chiraca, oznajmiającego dziennikarzom, że „Polska straciła szansę, by siedzieć cicho”.

Co zostało z tamtej dyplomacji? Po stronie opozycyjnej, niestety nic. Motto polityki nieżyjącego już prezydenta Francji, po ewentualnej zmianie rządów w naszym kraju, będzie przyświecać polskiej dyplomacji. Oczywiście wszystko w imię jedności i solidarności europejskiej.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej