RAPORT:

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Niepokój przed Euro. Kolejny słaby mecz Polaków

Polacy nie dali kibicom wielu powodów do radości (fot. PAP)
Polacy nie dali kibicom wielu powodów do radości (fot. PAP)

Teoretycznie nie ma co wyciągać daleko idących wniosków, to przecież tylko sparing. W praktyce: Polacy pod wodzą Paulo Sousy nie tylko nie błyszczą w ofensywie, ale permanentnie zawodzą w obronie. Tym razem, po dwóch błędach w kryciu, zremisowaliśmy (2:2) w Poznaniu z mocno osłabioną Islandią. Do Euro coraz mniej czasu, a poprawy w grze nie widać.

Jedyny taki „Skarb Kibica”. Mistrzostwa Europy bez tajemnic

Od pasjonatów dla pasjonatów. W ramach odliczania do mistrzostw Europy na portalu tvp.info codziennie będziemy publikować kolejne części...

zobacz więcej

4:0, 0:0, 4:0 – mecze przed ostatnimi wielkimi turniejami raczej wychodziły nam nieźle. Selekcjonerzy zwykle dobierali przeciwników „na poprawę humoru”, żeby na ważniejsze spotkania ruszyć w dobrych nastrojach.

Teraz też miało tak być. Choć Islandczycy nie są oczywiście „chłopcami do bicia”, a na boisku zawsze oddadzą serce, w Poznaniu pojawili się – delikatnie rzecz ujmując – nieco osłabieni. Bez kilku największych gwiazd (Gudmundsson z Burnley, Arnor Sigurdsson i Magnusson z CSKA Moskwa, Ingason z PAOKu, Gylfi Sigurdsson z Evertonu), mieli tylko przyglądać się i klaskać po kolejnych brawurowych akcjach Polaków. Tym bardziej, że do pierwszej „jedenastki” oddelegowano m.in. Piotra Zielińskiego, Roberta Lewandowskiego czy Jakuba Świerczoka, najlepszego na boisku w meczu z Rosją.

„Lewy” dwoił się i troił, jak zwykle pracował za trzech, cofał się po piłkę, ale jeśli napastnik sam musi wypracowywać sobie wszystkie sytuacje, to zdaje się, że coś w którejś formacji nie działa. Zieliński strzelił gola, wykorzystał przytomne zagranie Tymoteusza Puchacza, ale wciąż robi w tej drużynie nieco za mało...

Dramat polega na tym, że atak to i tak mały kłopot przy tym, co wyczyniała obrona. Gol na 1:2 to wręcz „kryminał”: pozornie niegroźne dośrodkowanie minęło kilku naszych obrońców, wreszcie piłka trafiła pod nogi Brynjara Ingi Bjarnasona, który urwał się Grzegorzowi Krychowiakowi i mocnym strzałem pokonał Wojciecha Szczęsnego. Gol na 0:1? Słabe dośrodkowanie z rzutu rożnego, zamieszanie, piłka pod nogami niepilnowanego Alberta Gudmundssona, który z bliska nie dał szans Szczęsnemu.

Promyk nadziei dało wejście Kacpra Kozłowskiego. Młody pomocnik Pogoni Szczecin, który ma szansę stać się najmłodszym piłkarzem w historii mistrzostw Europy, wszedł, pobiegał, pograł, a dużą boiskową klasę potwierdził asystą w końcówce meczu: to po jego dokładnym podaniu wyrównującego gola strzelił Karol Świderski. Możemy się pocieszać, że to wciąż nie był optymalny skład. Że Paulo Sousa szuka, miesza, kombinuje, a najlepszą wersję reprezentacji Polski zobaczymy za niecały tydzień, gdy przyjdzie grać ze Słowacją. Czy ta kadra dała jednak do tej pory jakikolwiek powód, by zaufać, że będzie dobrze? Co to znaczy „najlepsza wersja”? Ilu piłkarzy dało Paulo Sousie powód, by dopisał przy ich nazwiskach słowo „pewniak”? Przed mistrzostwami Europy mamy raczej kwaśne miny. Ale, jak to mówią, ponoć lepiej się miło zaskoczyć niż rozczarować.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej