RAPORT:

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Kiedy, jeśli nie teraz? Czas na rozstanie Glika z reprezentacją [ANALIZA]

Kamil Glik nie pasuje do stylu gry preferowanego przez Paulo Sousę (fot. Getty Images)
Kamil Glik nie pasuje do stylu gry preferowanego przez Paulo Sousę (fot. Getty Images)

To nie powinno się zdarzyć. Nie po takim sezonie, nie po tych kilku ostatnich tygodniach. Kamil Glik nie ma prawa stanowić o sile reprezentacji Polski na Euro. Jeśli Paulo Sousa, doskonale znający przecież realia Serie A, nie odstawi go od pierwszej „jedenastki”, będzie to bardzo zły sygnał dla fanów jego kompetencji.

Narodziny dziecka a zgrupowanie. „Beenhakker wahał się, czy puścić Boruca”

Ostatnio Piotr Zieliński opuścił zgrupowanie reprezentacji Polski, żeby być przy żonie podczas porodu. Były piłkarz Tomasz Hajto skrytykował...

zobacz więcej

Benevento, beniaminek Serie A – z ambicjami, by nie być tylko „chłopcem do bicia” – szukał doświadczonego lidera bloku obronnego. Najlepiej takiego, który zna ligę, język, a przy tym zagwarantuje określony poziom. Fundament. Ostoja. Padło na Kamila Glika.

Gdy trener Filippo Inzaghi dowiedział się o tym transferze, z radości podobno wyrżnął głową w sufit. Reprezentanta Polski niemalże obsypano złotem – 2,5 mln euro rocznie netto, to, jak na skromne warunki klubu, pieniądze gigantyczne. Hierarchia była jasna: pan Kamil tu rządzi, reszta ma jak najszybciej próbować (!) osiągnąć jego poziom.

Windą do Serie B


Losy Polaka od początku sezonu przypominały sinusoidę. Mecze lepsze przekładał z przeciętnymi i zwyczajnie słabymi. Niezłe występy całej drużyny, która skończyła zeszły rok blisko środka tabeli, pozwoliły tuszować liczne błędy indywidualne. Najgorsze miało jednak dopiero nadejść.

W nowym roku „Czarownice” wygrały tylko 2 z 24 spotkań i w ekspresowym tempie znalazły się najpierw tuż nad kreską, a później – w strefie spadkowej. Na kolejkę przed końcem grano im już marsza pogrzebowego i litościwie odprawiono klasę niżej. Konduktowi przewodził sympatyczny blondyn, któremu – wiele na to wskazuje – pomyliła się odrobinę rola w klubie: miał przyjść pożary gasić, a on dolewał benzyny.

Najgorsze jest to, że fatalne występy zdarzały mu się też w meczach „o sześć punktów”, z bezpośrednimi rywalami w walce o utrzymanie w Serie A. Weźmy choćby mecz 35. kolejki z Cagliari: Glik maczał palce przy golu Leonardo Pavolettiego na 1:2...


Tuż przed dośrodkowaniem Glik przejmuje krycie napastnika Cagliari i kontroluje jego ustawienie. Chwilę później zostawia Pavolettiego, przesuwając się w stronę Joao Pedro. Efekt? Nie kryje nikogo. Zanim sam się zorientuje, co nawywijał, jest już za późno.

Wyobraźmy sobie teraz mecz z Hiszpanią, z którą – nie oszukujmy się – przez większość czasu będziemy się rozpaczliwie bronić. Czy wciąż możemy liczyć na „towar eksportowy” Kamila Glika, którą było kiedyś krycie w polu karnym i wygrywanie pojedynków powietrznych? Zdradzę w sekrecie, że powyższy przypadek to tylko kropla w morzu. Było tego więcej. Znacznie więcej.

Dobrze, może zostało coś w grze jeden na jednego? Otóż nie. Sympatyczny defensor z Jastrzębia-Zdroju nie przypominał pod tym względem „skały”, którą nazywano go kiedyś. Co najwyżej cegłówkę, i to wyraźnie ukruszoną, z widocznymi pęknięciami. Popularną „siatkę” założył mu niedawno 18-letni Jayden Braaf. Piłkarz Udinese miał do tamtej pory ledwie kilkadziesiąt rozegranych minut na poziomie Serie A.


Stoper Benevento został minięty, gdy starał się zawęzić pole gry i był ustawiony przodem do przeciwnika. Podobnie zresztą było w pojedynkach szybkościowych. Joaquin Correa (Lazio) z piłką przy nodze jest co prawda jednym z najszybszych piłkarzy w lidze, ale w starciu z Glikiem nie zbliżył się nawet do apogeum swoich możliwości motorycznych. Mimo tego obiegł interweniującego Polaka bez większego problemu. Za drobne usprawiedliwienie i podział win możemy uznać kiepskie zachowanie bramkarza, ale niestety nasz bohater został tutaj elementem „łańcucha błędów”. Tej sytuacji na pewno można było uniknąć.


Pomyłki Glika był różnorodne. Gdyby się uprzeć, można by znaleźć coś z praktycznie każdego segmentu defensywnego rzemiosła. Nie wierzycie? Popatrzmy na tę nieudaną pułapkę ofsajdową. Rywal wychodzi trzech na jednego...
(fot. Serie A)
(fot. Serie A)

Były także sytuacje, których nawet wytrawni analitycy nie są w stanie racjonalnie wytłumaczyć. Tu – z meczu z Fiorentiną.


Środkowy obrońca reprezentacji Polski widzi, że Dusan Vlahović będzie szukał wejścia w pole karne w celu finalizacji akcji. Ma go pod swoją opieką już od około 40. metra boiska. Najpierw pozwala mu się wyprzedzić, a później? Vlahović się zatrzymuje i Glik, niestety, bardzo łagodnie rzecz ujmując – leci „w maliny”. Co gorsze, patrząc na jego zachowanie, wydaje się być kompletnie niezainteresowany Serbem, którym opiekował się od początku akcji.

Im większa dynamika akcji, tym bardziej zakłopotany był Glik, ale błędy zdarzały się także w fazie głębokiej defensywy, gdy rywal rozgrywał piłkę w ślimaczym tempie. Prawdę mówiąc trudno sobie wyobrazić, by Ciro Vigorito (właściciel klubu) miał poczucie, że zainwestował pieniądze we właściwego człowieka. Oczywiście Benevento bardzo często prezentowało „wesoły” futbol, więc siłą rzeczy filar Inzaghiego miał sporo roboty i okazji do pomyłek, ale pewne zachowania nie przystoją piłkarzowi o jego statusie w drużynie.

Daje to do myślenia zwłaszcza w kontekście starć z Hiszpanią i Szwecją, które w ofensywie mają piłkarzy z większym wachlarzem rozwiązań niż zawodnicy Cagliari czy Fiorentiny. Według danych z portalu InStat Glik już pod koniec marca był w ligowej czołówce graczy, którzy popełniali błędy bezpośrednio prowadzące do utraty bramki. A przecież prawdziwy „karnawał” rozpoczął się na finiszu sezonu.
(fot. La Gazetta dello Sport)
(fot. La Gazetta dello Sport)

Warsztat piłkarski Kamila Glika na przestrzeni lat pozostał nienaruszony, nie zmieniło się także jego zachowanie na murawie. Kibice Torino pokochali go za twardą grę i bezpardonowe, momentami chamskie ataki na nogi rywali, które sędziowie „nagradzali” czerwonymi kartkami. Po powrocie z Francji, jak widać, repertuar został powiększony o walory bokserskie. W dobie VAR może to stanowić pewien problem.

Proste środki w rozegraniu


W formacji hybrydowej, stosowanej przez nowego selekcjonera Biało-Czerwonych, bardzo istotną rolę w budowaniu ataku pozycyjnego odgrywają środkowi obrońcy. Dobre wyprowadzenie piłki, podanie mijające formacje przeciwnika i całkiem niezłe operowanie piłką – to cechy wręcz wymagane w tym systemie u stoperów.

Nie można mieć pretensji do Kamila Glika, że nie nabył tych umiejętności, ponieważ wychowywał się w innej piłkarskiej epoce, gdzie obrońca miał za zadanie głównie bronić i blokować strzały. To drugie do dzisiaj jest ostatnią instancją gracza Benevento i jakimkolwiek argumentem, który za nim przemawia.

W nadchodzących starciach z Islandią i Słowacją wszyscy wyobrażamy sobie, że reprezentacja Polski zdominuje rywali, płynnie rozgrywając piłkę między formacjami. Warto wówczas zwrócić uwagę na zachowanie naszych stoperów w fazie budowania ataku pozycyjnego. A szczególnie na Glika, którego obecność może wspomnianą płynność znacząco zaburzyć. Wyprowadzenie piłki było problemem nawet w starciu z Andorą, gdzie miał przed sobą „hektary” miejsca i spory zapas czasu względem naciskającego przeciwnika...


Nasz obrońca co prawda zdobywał metry, ale robił to bez większego planu, decydując się na spóźnione i ryzykowne podanie. Na jego szczęście była to jedynie Andora, ale w starciu z przeciwnikiem, który potrafi lepiej i szybciej zorganizować się po przejęciu piłki, mogłoby się to skończyć fatalnie. Szkoda by było, aby rozmach ofensywnych poczynań Polaków ucierpiał przez ograniczenia jednego z naszych piłkarzy.

Glik nie jest nowoczesnym stoperem, nie odciąży rozgrywającego, który jest nękany wysokim pressingiem rywala. Szuka prostych rozwiązań, najczęściej oddaje piłkę do najbliższego kolegi. W innych przypadkach, nieco złośliwie mówiąc, trudni się niezbyt skomplikowanym schematem szybkiego przejścia z obrony do ataku z pominięciem drugiej linii, czyli popularną „lagą”. Zazwyczaj ma ona opłakane skutki.


Trudno o proaktywną piłkę, mając na jednej z najważniejszych pozycji w drużynie stale zaciągnięty hamulec ręczny.

Kiedy, jeśli nie teraz, reprezentacja Polski może uwolnić się od Kamila Glika? Bardzo słaby sezon w jego wykonaniu nie powinien predestynować go do stanowienia o sile naszej defensywy. Pojawił się przecież młody i obiecujący Kamil Piątkowski, mający profil idealny do filozofii proponowanej przez Paulo Sousę. Wielkie turnieje kreują nowych bohaterów, budują piłkarzy, umacniają ich pewność siebie. Skoro portugalski selekcjoner chce urządzić nam mieszkanie w sposób nowoczesny, trudno znaleźć tam kąt, w którym można ustawić antyczny i wysłużony fotel z wystającymi sprężynami. Reprezentację Hiszpanii stać na zrezygnowanie z giganta pokroju Sergio Ramosa (zachowując, rzecz jasna, wszelkie proporcje), dlaczego zatem Polska miałaby nie obejść się bez Kamila Glika? Każdy piłkarz ma swój termin przydatności.

***

Wszystkie mecze mistrzostw Europy będzie można zobaczyć na antenie TVP Sport i na stronie tvpsport.pl - sprawdź plan transmisji!

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej