RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Skarb na Euro: Turcja, czyli „mistrzu, prowadź!”

Turcy są wpatrzeni w Senola Gunesa jak w obrazek (fot. Cuneyt Karadag/Anadolu Agency via Getty Images)
Turcy są wpatrzeni w Senola Gunesa jak w obrazek (fot. Cuneyt Karadag/Anadolu Agency via Getty Images)

Mają stosunkowo młodą kadrę, świetną defensywę i czołowego strzelca Ligue 1, a nad wszystkim czuwa legenda tamtejszego futbolu – Senol Gunes. O tym, dlaczego Turcy mogą być jednym z „czarnych koni” mistrzostw Europy pisze wielki znawca piłki w tym kraju – Filip Cieśliński.

Jedyny taki „Skarb Kibica”. Mistrzostwa Europy bez tajemnic

Od pasjonatów dla pasjonatów. W ramach odliczania do mistrzostw Europy na portalu tvp.info codziennie będziemy publikować kolejne części...

zobacz więcej

W 2014 roku Volkan Demirel odmówił gry w meczu eliminacyjnym z Kazachstanem, po tym jak fani Galatasaray obrzucili go wyzwiskami podczas rozgrzewki. Fatiha Terima w trakcie niemal całej selekcjonerskiej kadencji (2013-2017) oskarżano o faworyzowanie piłkarzy ukochanego Galatasaray kosztem gwiazd Fenerbahçe i Beşiktaşu. W 2017 Arda Turan uderzył dziennikarza w reprezentacyjnym samolocie, a media i kibiców wskazywał jako głównych wrogów kadry narodowej. Po wszystkich tych wydarzeniach aż trudno uwierzyć, że dziś Turcy zmierzają do Euro 2020 jako drużyna całkowicie zjednoczona, bez wewnętrznych podziałów, przez kibiców z całego kraju nazywana jednym, wspólnym głosem – #BizimÇocuklar, czyli „Nasze Dzieciaki”.

Swoista „rodzinność tego hasła broni się na kilku poziomach. Drużyna narodowa nie tylko wreszcie stanowi zgraną ekipę, ale jest też nad wyraz mocno związana przez osobę wspólnego piłkarskiego ojca – legendarnego Şenola Güneşa. Dla kibiców największym smaczkiem jest to, co szkoleniowiec zrobił z reprezentacją w 2002 roku, kiedy to wydzierając rywalom kolejne zwycięstwa Turcy sensacyjnie wywalczyli brązowy medal MŚ, a w całym turnieju przegrali tylko z późniejszymi mistrzami – Brazylią.

Dla większości zawodników turniej ten jest jednak legendą, mglistym wspomnieniem. Güneş, co po turecku znaczy „słońce”, jest dla nich zdecydowanie ważniejszy – nie jako bohater z piłkarskiej mitologii, którego imieniem nazwano już zresztą nowy, monumentalny stadion w Trabzonie, lecz jako mentor, który miał bezpośredni wpływ na karierę większości z nich. Przyjaciel, który jednoczył, dawał drugie szanse, wierzył i wyprowadzał na prostą. Ojciec, za którym są gotowi skoczyć w ogień.

Güneş odkrył Buraka Yılmaza w Trabzonsporze, a potem naciskał, by mimo oporu kibiców ten trafił do Beşiktaşu, skąd mógł u schyłku kariery ruszyć na podbój Europy. W Bursasporze „wymyślił” Ozana Tufana, dziś strzelającego dla kadry kluczowe gole. Prowadził Trabzonspor, gdy w szkółce klubu wzrastali marzący o występach pod jego wodzą Yusuf Yazıcı, Abdülkadir Ömür i Uğurcan Çakır. Nieprzerwanie wierzy w Oğuzhana Özyakupa, który w ostatnich latach w kadrze gra zdecydowanie lepiej niż w klubie. Dał szansę do reprezentacyjnych debiutów garstce dzieciaków (Kökcü, Kabak, Meraş, Çakır), którzy teraz stanowią trzon kadry, a średnią wieku całej reprezentacji obniżył z ponad 30 do 25 lat. Gdyby sumę wdzięczności, jaką kadrowicze mają do swojego trenera, dało się zasadzić w ziemi i hodować, to Turcja nie słynęłaby dziś z orzechów laskowych, moreli i fig, a właśnie z niej.

Skarb na Euro: Włochy, czyli radość z oglądania

Roberto Mancini dokonał z reprezentacją Włoch cudów. Zupełnie odmienił oblicze zespołu, który przez lata kojarzył się wszystkim głównie z...

zobacz więcej

Najmocniejsza strona


Patrząc na średnią wieku tureckiej kadry można dojść do wniosku, że to reprezentacja na lata. Patrząc na jej nazwiska, wniosek można uzupełnić – to reprezentacja na lata, której pół składu można wypełnić młodymi, środkowymi obrońcami światowej klasy.

Wybierając stoperów do podstawowej jedenastki, Güneş ma do wyboru przedstawicieli klubów takich jak Juventus, Liverpool, Leicester i Sassuolo. Wiek? Kolejno: 23, 21, 25, 26. Mowa oczywiście o Merihu Demiralu, Ozanie Kabaku, Çağlarze Söyüncü i Kaanie Ayhanie. Gdy przypomnimy sobie, że sytuację na tej pozycji jeszcze kilka lat temu musieli ratować cofani ze środka pola Mehmet Topal i Mahmut Tekdemir, a także co najwyżej solidny Serdar Aziz, widać, że w tej formacji doszło do prawdziwej rewolucji.

Jak z dziurawej środkowej obrony udało się zrobić najlepszą i najbardziej perspektywiczną formację w całej kadrze? Odpowiedzi jest kilka. Pierwszą oczywiście Güneş, który umiejętnie rotuje dbając o to, by „pod prądem” była cała czwórka kandydatów, a każdy z graczy dostawał bodźce do szukania wyzwań i walki o jak najlepsze występy w klubie. Drugą, tą ważniejszą – zmiany, które dokonały się w ostatnich latach w tureckim futbolu.

O Demiralu, Kabaku i Söyüncü mogliby dziś słyszeć tylko fani tureckiej Süper Lig, gdyby system, który przez lata funkcjonował w tym kraju, nie wywrócił się w pewnej chwili do góry nogami. W Turcji przez lata ligowe drużyny mogły na boisku mieć maksymalnie 6 (a w jednym sezonie nawet 5) piłkarzy zagranicznych. Oznaczało to, że każda potrzebowała co najmniej 5 dobrych rodzimych graczy oraz kilku kolejnych na ławce rezerwowych, ubezpieczających ich przed kontuzjami i spadkami formy. W efekcie transfery zagraniczne z Süper Lig były rzadkością – Turcy mieli w swoim kraju jak pączki w maśle, zawsze kilku chętnych do ich zatrudnienia, wysokie pensje, by utrzymać ich w klubach i gwarantowane przez system regularne występy. W efekcie kadra przez lata musiała być budowana na najedzonych kotach grających w rodzimych rozgrywkach. System, który miał gwarantować przypływ tureckich graczy do reprezentacji przynosił odwrotny efekt – młodym graczom brakowało bowiem wyzwań i powodów, by spróbować się w lepszym piłkarsko otoczeniu.

W 2015 roku właściwie zniesiono limity i porządek całej ligi się zmienił. Turkom nie opłacało się dawać już zawyżonych pensji i pozycji świętych krów, kluby znacznie chętniej zaczęły sprzedawać nawet swoje młode, najbardziej rokujące talenty, a sami piłkarze zyskali na świadomości i otworzyli się na zagraniczne szanse. W efekcie Söyüncü wyjechał z kraju jako zawodnik z zaplecza Süper Lig, Kabak zamienił Galatasaray na Stuttgart po zaledwie jednej rundzie rozegranej w tureckim klubie, a Demiral opuścił Fenerbahçe tuż po uzyskaniu pełnoletności.

Jak potoczyłyby się losy całej trójki, gdyby zostali w kraju? Czy Kaan Ayhan nie dołączyłby do nich w Süper Lig, by pomóc którejś z czołowych ekip zmieścić się w systemowych limitach? Tego się nie dowiemy, ale intuicja każe przypuszczać, że to nie przypadek dał Güneşowi przed Euro to niesamowite bogactwo wyboru.
Burak Yilmaz to filar reprezentacji, gracz nie do zastąpienia (fot. Getty Images)
Burak Yilmaz to filar reprezentacji, gracz nie do zastąpienia (fot. Getty Images)

Słaby punkt


O ile w kontekście najmocniejszego punktu Turków można by myśleć o wymienieniu ich „supersnajpera”, 35-letniego Buraka Yılmaza, który dopiero co poprowadził do mistrzostwa Lille i rozkochał w sobie pół Europy, o tyle krew w żyłach kibiców znad Bosforu mrozi pytanie: „A co, jeśli go zabraknie?”.

Burak w kadrze jest nie tylko maszynką do strzelania goli, ale także graczem uczestniczącym w budowaniu akcji, potrafiącym przytrzymać piłkę, kluczowym podczas kontrataków i rozprowadzaniu piłki na skrzydła. W kadrze Turków próżno szukać innego gracza, który ze wszystkich tych zadań mógłby się wywiązać choćby „solidnie”.

Yılmaz nigdy nie był zawodnikiem wybitnie podatnym na kontuzje, ale metryka i trudy pandemicznego sezonu mogą zrobić swoje. Jeśli zaś Güneş straci możliwość korzystania ze swojego kapitana, to stanie przed zadaniem właściwie niewykonalnym. Nigdzie bowiem turecka ławka nie jest tak krótka, jak na pozycji napastnika.

Snajper Lille nie ma następcy i wiele wskazuje na to, że jeszcze długo nie będzie go miał. Cenk Tosun, który miał odrodzić się w Beşiktaşie, wyleciał z kadry na Euro przez kontuzje, poza tym w układance Turków i tak lepiej sprawdzał się na skrzydle niż na szpicy. Enes Ünal, pierwszy zastępca Buraka, zaliczył w 4 ostatnich sezonach imponującą liczbę ponad 125 występów w La Liga, ale do bramki trafia średnio raz na 6 spotkań. Poza tym jest dużo mniej wszechstronnym graczem niż Burak. Niektórzy upatrują ewentualnego ratunku w wychowywanym w Holandii Halilu Dervişoğlu, który wiosną zaliczył kilka solidnych występów w Galatasaray. To jednak gracz od Buraka znacznie się różniący – przy nim niemal filigranowy, zarówno anatomicznie, jak i mentalnie. Yılmaza wskazuje zresztą jako swojego największego idola, podkreślając, że na tę chwilę spogląda na niego raczej jako uczeń, niż ktoś, kto mógłby z miejsca zastąpić go w kadrze.

Bodaj drugi najsłynniejszy Turek współczesności, pisarz Orhan Pamuk, pytał retorycznie w powieści „Biały zamek” – „Czyż dowodem na to, że ludzie są wszędzie tacy sami, nie jest to, że jeden może zająć miejsce drugiego?”. Do sytuacji w ataku ekipy znad Bosforu, w przypadku problemów niezastępowalnego Buraka Yılmaza, bardziej od tureckich złotych myśli sprawdzi się jednak stare polskie powiedzenie – „tonący brzytwy się chwyta”. Bez ran się nie obejdzie, o szczęśliwy finał będzie trudno.

Skarb na Euro: Walia, czyli więcej niż Gareth Bale

Reprezentację Walii kojarzy się głównie z Garethem Bale’em, ale półfinaliści poprzednich mistrzostw Europy mają znacznie więcej atutów. O mocnych i...

zobacz więcej

Uwaga, talent!


Nazwiska tureckich środkowych obrońców, którzy najlepiej pasowaliby do tego działu, są już w Europie powszechnie znane. By odkryć zupełnie nową gwiazdę trzeba więc spojrzeć odrobinę głębiej, a właściwie – za plecy wspomnianych defensorów. Gdy ktoś bowiem upora się z nimi, stanie przed innym arcytrudnym zadaniem – próbą pokonania Uğurcana Çakıra.

Çakır to jedno z najgorętszych tureckich nazwisk trwającego okienka transferowego. 25-letni kapitan Trabzonsporu ma być polecany przez rodaków do Lille, ale też budzić zainteresowanie wielu innych, mocnych europejskich ekip. Sytuacja ta nie może zresztą dziwić – młody bramkarz jest absolutnym mistrzem w wykorzystywaniu okazji. Gdy w 2018 roku zastępował w bramce ekipy znad Morza Czarnego odchodzącą w atmosferze skandalu legendę – Onura Kıvraka, miał być wyjściem jedynie tymczasowym, do czasu transferu lepszego golkipera z zagranicy. Świetnymi występami zmienił jednak decyzje władz klubu, a efektowne interwencje zapewniły mu szybko miejsce w sercach kibiców z Trabzonu. Podobny scenariusz miał miejsce teraz w reprezentacji – Çakır wskoczył w miejsce dołującego po kontuzji Merta Günoka, wygrał rywalizację z Altayem Bayındırem z Fenerbahçe i szybko odpłacił się za zaufanie Şenolowi Güneşowi świetnymi interwencjami w meczach z Holandią i Norwegią.

W lidze Çakır został bezapelacyjnie najlepszym bramkarzem sezonu i dowodził drugiej, obok Galatasaray, najlepszej defensywie, samemu zachowując 13 czystych kont w 38 rozegranych spotkaniach. Jest klubowym kapitanem, bramkarzem niezwykle widowiskowym i pasującym do stylu Turków, którzy ofensywnym nastawieniem często nadziewają się na sytuacje, gdy bramkarz potrafiący uratować kadrę dobrą grą na linii i refleksem jest niezbędny.

Największy feler Çakıra to wychodzenie do dośrodkowań rywali. Jeśli tu otrzyma odpowiednie wsparcie od obrońców i nie popełni żadnego spektakularnego błędu, to pozostały wachlarz umiejętności może pozwolić mu niejednokrotnie uratować skórę reprezentacji w meczach z trudnymi rywalami, nawiązać do legendy Rüştü Reçbera i wydeptać sobie głośny transfer jeszcze tego lata.
Ugurcan Cakir przebojem wdarł się do tureckiej bramki (fot. Getty Images)
Ugurcan Cakir przebojem wdarł się do tureckiej bramki (fot. Getty Images)

Największy nieobecny


Şenol Güneş zaufanie kadry zbudował m.in. na konsekwencji i unikaniu rewolucyjnych zmian. Mało było powołań sensacyjnych, niewielu też graczy kontrowersyjnie od kadry odstawionych. Podobnie jest z zestawem nazwisk, które wskazał do wyjazdu na Euro. Choć kilku graczy, zwłaszcza młodych, otrzymało powołanie trochę „na zachętę”, to ich kosztem miejsca nie stracił nikt kluczowy, przyzwyczajony do regularnych wyjazdów na zgrupowania, stanowiący ważny element zespołu.

Tureccy kibice szukając największego „przegranego” tych powołań musieli się więc trochę nakombinować i ostatecznie wskazali... 29-latka, który nie zdołał jeszcze nawet zadebiutować w kadrze. I, co ciekawe – prawdopodobnie mają rację.

Mowa o Serdarze Dursunie, królu strzelców 2. Bundesligi, zawodniku Darmstadt, o którego w trwającym okienku będą biły się wszystkie czołowe tureckie ekipy. Dursun nie tylko strzelił w tym sezonie 29 goli, do których dorzucił 8 asyst, ale też piłkarsko najbardziej przypomina Buraka Yılmaza – na boisku raczej by się nie uzupełniali, ale gracz Darmstadt mógłby w razie czego skutecznie wskoczyć w buty kapitana.

Güneş postawił jednak na innych graczy – i to nie tyle biorąc pod uwagę zwiększenie różnorodności w ofensywie, co po prostu wiek. Przyznał, że to właśnie to zdecydowało o powołaniu 23-letniego Enesa Ünala kosztem Dursuna. Król strzelców 2. Bundesligi swoje wypowiedziane głośno marzenia o występie w reprezentacji narodowej musi więc póki co wrzucić do szuflady i wiele wskazuje na to, że jeśli Şenol pozostanie na stanowisku jeszcze kilka lat, Dursun będzie mógł połknąć kluczyk. Paradoksalnie, większą czkawkę może mieć po tym nie on, lecz reprezentacja Turcji.

Przewidywany skład

(fot. TVP)
(fot. TVP)

Dokończ zdanie...


Będę zaskoczony jeśli... Turcy nie powalczą na Euro o medal. To ich najlepsza reprezentacja w XXI wieku, Güneş jest trenerem mądrzejszym i znacznie bardziej doświadczonym niż w 2002 roku, a na kolejnym wielkim turnieju nie będą już tak kompletni – z drużyny wypadnie kapitan Burak Yılmaz, a kadra może mieć wielki problem, żeby go zastąpić. Teraz głód i rozpęd Yılmaza po zdobyciu mistrzostwa z Lille będzie ich wielką siłą.

Najgorsze jest to, że... lata budowania tej kadry mogą pójść na marne. Turecka Federacja planuje w kolejnych latach przywracać limity obcokrajowców, co znów spowoduje, że tureckie kluby będą zabijać się o rodzimych piłkarzy i na siłę trzymać ich w kraju. Historie takie jak ta Kabaka, Demirala, Söyüncü, Yazıcı czy Ündera mogą znów wrócić do teczki z napisem „niecodzienne”.

Cały kraj czeka na... koronę króla strzelców dla Buraka Yılmaza. Przez to, że w Turcji grał zarówno w Beşiktaşu, Fenerbahçe, Galatasaray, jak i Trabzonsporze, długo miał tam właściwie wyłącznie wrogów – kibice byłych drużyn traktowali go jako zdrajcę, a aktualnej nie ufali mu i ze zdwojoną mocą atakowali za każdą niewykorzystaną sytuację. Sukces we Francji i sukcesy z kadrą odwróciły tę tendencję – Burak jest wynoszony pod niebiosa, wszyscy traktują go jak „swojego”, wyrwał się wreszcie z wewnętrznych konfliktów i otrzymał zasłużone, powszechne docenienie. Jeśli to jego gole przyniosą Turkom na Euro sukces, to każdy obywatel nad Bosforem będzie mógł powtórzyć za ojcem narodu, Mustafą Kemalem Ataturkiem – „Ne mutlu Türküm diyene!” – „jakże szczęśliwy jest ten, kto może nazwać się Turkiem”.

***

Wszystkie mecze mistrzostw Europy będzie można zobaczyć na antenie TVP Sport i na stronie tvpsport.pl - sprawdź plan transmisji!

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej