RAPORT

DEBATA W PARLAMENCIE EUROPEJSKIM PO WYROKU TK

Skarb na Euro: Włochy, czyli radość z oglądania

Oglądanie reprezentacji Włoch sprawia coraz więcej radości (fot. Claudio Villa/Getty Images)
Oglądanie reprezentacji Włoch sprawia coraz więcej radości (fot. Claudio Villa/Getty Images)

Roberto Mancini dokonał z reprezentacją Włoch cudów. Zupełnie odmienił oblicze zespołu, który przez lata kojarzył się wszystkim głównie z cwaniactwem i słynnym „catenaccio”. Dziś to jedna z najładniej i najskuteczniej grających reprezentacji świata, o czym całkiem niedawno dość boleśnie przekonali się Polacy. Ile znaczą Włosi i ile osiągną na Euro pisze dziennikarz portalu Meczyki.pl - Michał Borkowski.

Jedyny taki „Skarb Kibica”. Mistrzostwa Europy bez tajemnic

Od pasjonatów dla pasjonatów. W ramach odliczania do mistrzostw Europy na portalu tvp.info codziennie będziemy publikować kolejne części...

zobacz więcej

Gorący kartofel, przerzucany z rąk do rąk - tak można było określić reprezentację Azzurich trzy lata temu. Włoska federacja miała spore problemy ze znalezieniem chętnego, by przejąć kadrę porzuconą i zapuszczoną przez Giampiero Venturę. Dziura pokoleniowa, brak nowych twarzy, zawalenie - pierwszy raz od 1958 roku - eliminacji do mistrzostw świata po kompromitujących barażach ze Szwecją... Perspektywy zdecydowanie nie były różowe, więc większość uznanych trenerów nie chciała ryzykować „pobrudzenia” CV ewentualnym niepowodzeniem w pracy z najważniejszą drużyną w Italii.

Propozycję odrzucić miał między innymi Carlo Ancelotti, zgodził się natomiast Roberto Mancini - i dzisiaj absolutnie nikt we Włoszech nie żałuje, że padło akurat na niego. Włosi są niepokonani od 26 meczów, a ich kapitalna seria bez porażki trwa od września 2018 roku - przebili już wynik Marcelo Lippiego (25), awansując w historycznych rankingach na drugie miejsce. Przed nimi tylko jeden cel: pobicie rekordu należącego do Vittorio Pozzo, którego zespół w latach 1935-39 aż 30 razy z rzędu schodził z boiska niepokonanym.

Trzy lata po jednym z największych upokorzeń w swojej historii, Włosi znów mogą się uśmiechać. Eliminacje do Euro reprezentacja przeszła suchą stopą, wygrywając każde z dziesięciu spotkań, na sam koniec gromiąc Armenię aż 9:1. Jednak turniej mistrzowski to już inna para kaloszy, choć... nie bez powodu o Roberto Mancinim mówi się per „Mister Coppa Italia”. Sześciokrotnie wygrywał Puchar Włoch jako piłkarz (rekord wszech czasów), a do tego dorzucił kolejne cztery triumfy jako trener Fiorentiny, Lazio oraz Interu. Zdobywał także krajowe puchary w Turcji i Anglii, więc można powiedzieć, iż w przypadku selekcjonera Azzurrich formuła pucharowa to specjalność zakładu.

Skarb na Euro: Polska, czyli kto pomoże Lewandowskiemu

Za kadencji Jerzego Brzęczka Robert Lewandowski spisywał się w reprezentacji poniżej oczekiwań. Zbigniew Boniek, prezes PZPN, postanowił więc w...

zobacz więcej

Najmocniejsza strona


Emanuele Giaccherini, Marco Parolo i Daniele De Rossi, będący daleko od szczytu kariery - taki tercet środkowych pomocników rozpoczął pierwszy mecz Włochów na Euro 2016. Mało wrażeń? Na ławce rezerwowych wyczekiwali jeszcze Stefano Sturaro oraz 34-letni Thiago Motta, dumnie prezentujący na plecach numer 10, tradycyjnie zarezerwowany dla największych fantasistów Italii. Powiedzieć, że nie był to najmocniejszy środek pola w historii Azzurrich, to nie powiedzieć nic. Dziś jest to formacja wręcz wyborna, zarówno pod względem liczebności, jak i jakości konkretnych piłkarzy. Przede wszystkim jednak: zupełnie różna w charakterystyce, odmienna już na pierwszy rzut oka.

Spotkanie przeciwko Bułgarii rozpoczęli w pierwszym składzie Marco Verratti, Stefano Sensi oraz Nicolo Barella - i tylko ostatni z tej trójki ma w dowodzie wpisany wzrost przekraczający 170 centymetrów (nieznacznie zresztą). Dziś Sensi faworytem do pierwszego składu nie jest, jednak był to moment symboliczny, podkreślający transformację jaka zaszła wśród Azzurrich, którzy w środku pola, a także w swoim podejściu do gry, odeszli tak daleko od mitycznego catenaccio jak to tylko możliwe. Dziś to zespół grający krótkimi podaniami, chcący dominować nad każdym rywalem, najchętniej nierozstający się z piłką nawet na minutę.
Roberto Mancini odmienił grę reprezentacji Włoch (fot. Getty Images)
Roberto Mancini odmienił grę reprezentacji Włoch (fot. Getty Images)

Słaby punkt


Niestety dla Włochów, nawet najbardziej koronkowa i wypieszczona w detalach akcja nie przyniesie niczego dobrego, jeśli nie zostanie odpowiednio wykończona. O ile na bokach ataku sytuacja jest daleka od alarmowej - tu za poziom odpowiadać będą między innymi Lorenzo Insigne oraz Federico Chiesa, obaj mający za sobą świetny sezon - o tyle na środku ataku panuje bieda taka, że aż piszczy.

Na papierze oczywiście powinno być przynajmniej nieźle. W końcu Azzurri dysponują nie lada asem, wybornym snajperem - Ciro Immobile. Napastnik Lazio tak się rok temu rozstrzelał, że aż wyprzedził Roberta Lewandowskiego i zdobył europejskiego „Złotego Buta”. Od niedawna, odkąd strzelił 150. gola w barwach rzymskiego klubu, dzierży też miano najlepszego snajpera w historii Orłów, wyprzedzając legendarnego Silvio Piolę. Szkopuł w tym, że Piola potrafił regularnie pokonywać bramkarzy także na kadrze, a Ciro ta sztuka aż tak dobrze nie wychodzi - mimo rozegrania 45 spotkań, strzelił zaledwie tuzin goli.

Co gorsze, od pierwszego trafienia z Holandią w 2014 roku, najmocniejszym rywalem, przeciwko któremu zdobył bramkę, była... Albania. Przydarzyła mu się także trwająca ponad rok (10 meczów) seria bez „sztycha” w reprezentacyjnym trykocie.

Podobnie wygląda to w przypadku jego byłego klubowego kolegi, Andrei Belottiego, który po dziś dzień „kisi się” w Torino. Jego także po przyjeździe na kadrę czasem trudno poznać, również on ma wręcz alergię na pokonywanie bramkarzy mocniejszych rywali - póki co szczytem Włocha jest strzelenie przeciwko Bośni. Ich ewentualny konkurent, Moise Kean, wypadł na tle San Marino tak słabo, że chwilę potem zniknął z listy piłkarzy mających szansę na wystąpienie w turnieju. Oj, gdzie te czasy, gdy w ataku Włochów biegali Alessandro Del Piero, Filippo Inzaghi, Francesco Totti, Christian Vieri, czy Luca Toni...

Skarb na Euro: Walia, czyli więcej niż Gareth Bale

Reprezentację Walii kojarzy się głównie z Garethem Bale’em, ale półfinaliści poprzednich mistrzostw Europy mają znacznie więcej atutów. O mocnych i...

zobacz więcej

Uwaga, talent!


Twarzami mistrzowskiego sezonu Interu zostali Antonio Conte oraz Romelu Lukaku, jednak tuż za nimi, często w półcieniu, krył się człowiek od trudnej, czasem wręcz katorżniczej pracy. Nicolo Barella, czyli pomocnik, którego wpływu na grę drużyny nie oddają proste statystyki, takie jak gole i asysty. Choć i w tym aspekcie nie ma przecież na co narzekać: podań otwierających drogę do bramki zanotował w sezonie 2020/21 aż 13.

To jednak tylko ułamek tego, co wnosi 24-latek. Jest nieustannie w ruchu, biega wzdłuż i wszerz, nie odpuszczając absolutnie żadnej sytuacji. Znamienne, że stał się niemal boiskowym „przedłużeniem” Antonio Conte, dbającym o to, by nikt z zespołu nawet na moment nie myślał o odpoczynku. Proszę nie mylić go jednak z klasycznym „wojownikiem”: wyszkolenie techniczne czy umiejętność zagrania nieoczywistego podania stoją u tego chłopaka na podobnym poziomie, co cechy wolicjonalne.

Były pomocnik Cagliari jest też wyjątkowo dojrzały jak na swój wiek. Ożenił się mając zaledwie 21 lat, doczekał się też już trójki potomków. W kraju „dorosłych dzieci” można go traktować jako ewenement. Ewenementem jest też na boisku. Nie bez powodu został wybrany na najlepszego pomocnika Serie A.
Nicolo Barella został wybrany najlepszym pomocnikiem Serie A (fot. Getty Images)
Nicolo Barella został wybrany najlepszym pomocnikiem Serie A (fot. Getty Images)

Największy nieobecny


Miał być jednym ze szczęśliwców, którym przesunięcie Euro spadło jak gwiazdka z nieba. Nicolo Zaniolo w styczniu 2020 roku zerwał więzadła, jednak krok po kroku odzyskiwał formę i wydawało się, że poważna kontuzja szczęśliwie nie wpłynęła na jego ogromny potencjał. Kibice liczyli, że lada moment wróci do pełni sił i będzie jedną z największych broni Azzurich na mistrzostwach Europy. Grał dobrze, rozkręcał się na tyle, że dostał powołanie od Manciniego, wyszedł w podstawowej jedenastce na Holandię... i zerwał więzadła w drugim kolanie.

To największa strata, jaka dotknęła reprezentację Włoch w ostatnich latach. Piłkarz wymykający się ramom i schematom. Wystarczy zresztą obejrzeć akcję, w której doznał pierwszej kontuzji - Zaniolo przejął piłkę pod polem karnym Romy i popędził środkiem boiska na bramkę Juventusu, mijając po drodze czterech rywali niczym tyczki. Błyskotliwy, odważny w grze jeden na jeden, nie stroniący od ryzyka - Włoch jest wręcz stworzony do stylu gry, jaki zaimplementował w kadrze Roberto Mancini. Zaniolo robił co mógł, by wygrać wyścig z czasem i zdążyć z powrotem na Euro, jednak ostatecznie do normalnych treningów z drużyną wrócił dopiero w drugiej połowie maja. Zbyt późno, by mieć choć minimalne szanse na uczciwą rywalizację o skład.

Przewidywany skład

(fot. TVP)
(fot. TVP)

Dokończ zdanie...


Najwięcej radości sprawia mi oglądanie... Marco Verrattiego. To, że opuścił Włochy zanim zdążył choćby zadebiutować w Serie A, jest jedną z największych porażek tamtejszej piłki w ostatniej dekadzie. Już sześć lat temu Xavi twierdził, że reprezentant Italii jest jednym z najlepszych pomocników na świecie i trudno się z jego słowami nie zgodzić. Włoch dysponuje kapitalnym przeglądem boiska i wizją gry, prowadzi piłkę zupełnie tak, jakby była przyklejona do jego buta, a gdy jej nie ma, potrafi się zachowywać niczym boiskowy bulterier. Gdyby jeszcze trafiał do bramki rywali częściej niż raz na kilka lat, byłby wręcz idealnym rozgrywającym.

Najwięcej wątpliwości mam wobec... największego weterana reprezentacji, Giorgio Chielliniego. Ponad 100 meczów w koszulce Azzurrich, prawie 17 lat ciągłej gry w dorosłej kadrze Italii... Ogromu doświadczeń, wielkich umiejętności i mitycznego „serducha” włoskiemu obrońcy odmówić się nie da. Niestety - czas robi swoje, a to dla piłkarza Juventusu będzie ostatni taniec w narodowych barwach. Kapitan kadry Roberto Manciniego ma już 37 lat, na dodatek rok temu zerwał więzadła krzyżowe. To produkt innej ery, tej bez VARu sprawdzającego każdą akcję, zwracającego uwagę na każdy szarpnięcie i przytrzymanie rywala. Cwaniackie zagrania, które przez lata Chielliniemu wychodziły doskonale, które opracował niemal do perfekcji, teraz stały się dla niego problemem.

Najlepsze jest to, że... Włosi nic nie muszą. Są bardzo mocni, mają świetne pokolenie, jednak nie ciąży na nich większa presja - nie są uważani za faworytów do złota, nie muszą wrócić z medalami u szyi. Jednocześnie są na tyle mocni, że przy dobrych wiatrach mogą powalczyć o wygraną z każdym rywalem. A przecież ich szczyt przyjdzie dopiero w przyszłości - większość z kadrowiczów ma przed sobą jeszcze przynajmniej dwa duże turnieje.

***

Wszystkie mecze mistrzostw Europy będzie można zobaczyć na antenie TVP Sport i na stronie tvpsport.pl - sprawdź plan transmisji!

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej