RAPORT

DEBATA W PARLAMENCIE EUROPEJSKIM PO WYROKU TK

Skarb na Euro: Walia, czyli więcej niż Gareth Bale

Walijczycy wciąż muszą polegać na Bale'u, ale nie w takim stopniu jak wcześniej (fot. Ian Cook - CameraSport via Getty Images)
Walijczycy wciąż muszą polegać na Bale'u, ale nie w takim stopniu jak wcześniej (fot. Ian Cook - CameraSport via Getty Images)

Reprezentację Walii kojarzy się głównie z Garethem Bale’em, ale półfinaliści poprzednich mistrzostw Europy mają znacznie więcej atutów. O mocnych i słabych punktach tego zespołu, a także o tym, jaki wpływ na drużynę ma dymisja Ryana Giggsa, specjalnie dla naszego „Skarbu Kibica” napisał dziennikarz „Piłki Nożnej” Grzegorz Garbacik.

Jedyny taki „Skarb Kibica”. Mistrzostwa Europy bez tajemnic

Od pasjonatów dla pasjonatów. W ramach odliczania do mistrzostw Europy na portalu tvp.info codziennie będziemy publikować kolejne części...

zobacz więcej

Gdyby mistrzostwa Europy zostały rozegrane zgodnie z planem, tj. na przełomie czerwca i lipca 2020 r., Walijczycy mieliby twardy orzech do zgryzienia. Oto bowiem ich najlepszy piłkarz i lider, z którym u sterów dotarli do półfinału poprzedniego Euro, przeżywał niezwykle trudne chwile. Gareth Bale, bo o nim mowa, bezustannie zmagał się z kontuzjami, a kiedy wyjątkowo znajdował się do dyspozycji Zinedine'a Zidane'a, ten stawiał na niego od wielkiego dzwonu. Efekt? Skrzydłowy był cieniem zawodnika, który jeszcze w 2018 r. strzelił przecież dwa gole w finale Ligi Mistrzów.

W ciągu tych kilkunastu miesięcy status Bale'a zmienił się o 180 stopni, aż Walijczyk stał się Estadio Santiago Bernabeu persona non grata. Ogromne zarobki i lekceważące podejście do obowiązków (np. opuszczanie stadionu jeszcze w trakcie meczów) nie przysporzyły mu fanów, a patrząc na sytuację z boku, można było odnieść wrażenie, że motywacja u Bale’a jest minimalna i jako piłkarz znajduje się już po drugiej stronie rzeki.

Ze znajdującym się w takim stanie liderem Walia mogłaby zapomnieć o powtórzeniu wyniku z 2016 r., ale na jej szczęście przełożenie turnieju okazało się zbawienne dla Bale'a. Zmiana otoczenia i powrót do Tottenhamu sprawiły, że Walijczyk ponownie nabrał apetytu na piłkę nożną, czego najlepszym potwierdzeniem jest 16 goli i trzy asysty, z którymi zakończył sezon. 31-latek ponownie jest „w uderzeniu”, a chociaż spekuluje się, że po mistrzostwach Europy zawiesi on buty na kołku, to rywale na pewno będą musieli poświęcić mu szczególną uwagę.

Skarb na Euro: Polska, czyli kto pomoże Lewandowskiemu

Za kadencji Jerzego Brzęczka Robert Lewandowski spisywał się w reprezentacji poniżej oczekiwań. Zbigniew Boniek, prezes PZPN, postanowił więc w...

zobacz więcej

Najmocniejsza strona


W tym miejscu chciałoby się stwierdzić, że po stronie największych atutów Walii należy wymienić siłę ofensywną, ale nie do końca byłoby to zgodne z prawdą. O ile tacy piłkarze jak Gareth Bale, Daniel James czy Aaron Ramsey są w stanie rozmontować praktycznie każdy blok obronny rywala, to jednak w trakcie eliminacji do EURO nie miało to zbyt dużego przełożenia na liczbę i jakość okazji bramkowych. Efekt był taki, że Walijczycy w trakcie całych eliminacji strzelili zaledwie 10 goli w ośmiu meczach, a więc najmniej spośród wszystkich drużyn, które wywalczyły awans. Zdecydowanie więcej powodów do zadowolenia Ryan Giggs miał z gry swoich podopiecznych w defensywie. Tylko sześć straconych goli stawia Walię na tym samym poziomie skuteczności w obronie, co Anglików czy Francuzów, wyżej niż choćby Niemców oraz Holandię.

Nie jest to zresztą nic nowego w przypadku popularnych Smoków, które solidną obroną imponowały już w trakcie Euro we Francji. Tam, na dystansie całego turnieju, Walia straciła sześć goli, ale za to z takimi rywalami jak Anglia, Belgia czy Portugalia. Kluczem jest niezmiennie mur defensywny, stworzony m.in. z takich piłkarzy jak Joe Rodon, Ben Davies i Ethan Ampadu, których w razie potrzeby zmiany ustawienia z 3-4-3 na 4-2-3-1 wspomaga Connor Roberts. Tak funkcjonująca obrona będzie niezwykle trudna do sforsowania dla Turków, Włochów i Szwajcarów. I nie tylko dla nich.
Robert Page (z prawej) był w sztabie Ryana Giggsa. Teraz sam prowadzi Walię (fot. Getty)
Robert Page (z prawej) był w sztabie Ryana Giggsa. Teraz sam prowadzi Walię (fot. Getty)

Słaby punkt


Kiedy legenda staje się ciężarem, to znaczy, że coś poszło nie tak. Tak było z Ryanem Giggsem, który jeszcze chwilę temu kreślił plan przygotowań do mistrzostw Europy, a którego na ławce trenerskiej zabraknie. Wszystko z powodu wydarzenia z listopada ubiegłego roku. To właśnie wtedy Giggs został zatrzymany przez policję i oskarżony o zaatakowanie swojej partnerki Kate Greville. Choć u kobiety nie stwierdzono obrażeń wymagających hospitalizacji, a słynny Walijczyk opuścił areszt po wpłaceniu kaucji, to wcale nie zakończyło jego problemów. Pod koniec kwietnia usłyszał aż trzy zarzuty: napaści, uszkodzenia ciała oraz stosowania przymusu i kontrolowania partnerki od grudnia 2017 do listopada 2020 r.

Władze krajowej federacji wiedziały, że szum wokół selekcjonera nie sprzyja ani jego skupieniu się na pracy, ani tym bardziej samej reprezentacji. Decyzja mogła więc być tylko jedna i Giggs został odsunięty od kadry. Jego miejsce zajął dotychczasowy asystent Robert Page, którego doświadczenie na ławce jest bardzo skromne. Czy uda mu się udźwignąć ciężar poprowadzenia zespołu narodowego na tak wielkiej imprezie? To pytanie, które najczęściej zadają sobie walijscy kibice.

– To odpowiedni człowiek do tej roboty – przekonywał Danny Gabbidon, były reprezentant kraju, w rozmowie z „BBC Radio Wales Breakfast”. – Wejście nowego szkoleniowca w tym momencie byłoby bardzo ryzykowne. Nie tylko pod względem taktycznym, ale też w kwestii rozbicia szatni – dodał. Walijczycy podjęli więc spore ryzyko, stawiając na trenera bez dorobku, ale czy większym nie byłoby awaryjne zatrudnienie selekcjonera ze znanym nazwiskiem, który zaburzyłby porządek i hierarchię w drużynie?

Skarb na Euro: Hiszpania, czyli życie bez Sergio Ramosa

Czy istnieje życie bez Sergio Ramosa? Czym na tle innych reprezentacji wyróżnia się kadra Luisa Enrique? O reprezentacji Hiszpanii, naszym grupowym...

zobacz więcej

Uwaga, talent!


Jeszcze kilka lat temu w tym właśnie miejscu powstałby cały długi akapit na temat Bena Woodburna. Wychowanek Liverpoolu już w wieku 16 lat pukał do drzwi zespołu seniorskiego i chociaż otrzymał kilka szans, nie było mu dane przebić się na stałe do składu. Mimo łatki niewiarygodnego talentu jego kariera nie potoczyła się tak, jak wielu uważało i dlatego zabrakło dla niego miejsca w kadrze na Euro.

Wobec takiego obrotu spraw pałeczkę najbardziej utalentowanego młodzieńca przejął Daniel James, który nie miał żadnych problemów z przebiciem się w Swansea City, a następnie – co znacznie bardziej imponujące – w Manchesterze United. Mimo zaledwie 23 lat na karku Walijczyk ma już ponad 70 występów w drużynie z Old Trafford, a jego bilans (9 goli i 9 asyst), a także niesamowita energia, którą każdorazowo wnosi na boisko, są atutami nie do przecenienia. Nic więc dziwnego, że pod koniec 2018 r. James zadebiutował w reprezentacji, rozgrywając już od tego czasu 19 meczów, w których zdobył cztery bramki.

Jego wielkim wzorem był zawsze – niespodzianka! – Ryan Giggs i to właśnie on pomógł mu, gdy Walijczyk chwilowo wypadł z obiegu. – Przeżywałem trudne chwile i nie wiedziałem, dlaczego tak się dzieje. Wtedy Ryan Giggs powiedział mi, żebym wrócił do bycia sobą na boisku. Przemyślałem to, obejrzałem wiele filmów ze swoimi dawnymi występami i zauważyłem, że dzisiaj nie zachowuję się już tak samo na murawie. Musiałem do tego wrócić – powiedział.
Daniel James wyrasta na jedną z gwiazd Manchesteru United i reprezentacji Walii (fot. Getty)
Daniel James wyrasta na jedną z gwiazd Manchesteru United i reprezentacji Walii (fot. Getty)

Największy nieobecny


Przed pięcioma laty jego gole nie tylko pomogły Walii wyjść z grupy, ale sprawiły, że ta dotarła aż do półfinału mistrzostw Europy. Hal Robson Kanu występował w drużynie narodowej od 2010 r., jednak mocno przeciętny sezon w West Bromwich Albion sprawił, że Robert Page postawił na innych piłkarzy. Robson Kanu w spadkowiczu z Premier League rozegrał co prawda 21 meczów, jednak w większości przypadków pojawiał się na boisku jako zmiennik. Pozwoliło mu to na zgromadzenie zaledwie 693 minut, podczas których strzelił pięć goli.

Niezły finisz kampanii i bramki zdobyte w spotkaniach z Liverpoolem oraz Leeds to jednak za mało, by przekonać do siebie selekcjonera. Na niekorzyść napastnika zadziałał również fakt, że podczas marcowego zgrupowania reprezentacji został odsunięty od drużyny z powodu złamania protokołu sanitarnego. Jego ostatnim epizodem w narodowych barwach był towarzyski mecz z Meksykiem, podczas którego spędził na murawie 45 minut. Jeśli kadry nie spotka jakiś iście biblijny kataklizm w postaci plagi kontuzji, to nie należy się spodziewać, by dla Robsona Kanu istniała jeszcze jakaś reprezentacyjna przyszłość. Przynajmniej nie na Euro.

Przewidywany skład

(fot. TVP)
(fot. TVP)

Dokończ zdanie...


Odpowiedzialność spoczywa na barkach... Garetha Bale’a. Słynny Walijczyk awans swojej reprezentacji na mistrzostwa Europy świętował w dość niecodzienny sposób. Na specjalnie przygotowanej fladze napisał „Walia. Golf. Madryt. W takiej właśnie kolejności”. Pomijając aspekt doprowadzenia do furii fanów Realu, faktem jest, że w zespole narodowym Bale zawsze dawał z siebie wszystko i z reguły nie zawodził. W trakcie poprzednich mistrzostw wystąpił we wszystkich sześciu meczach, zostając zmienionym zaledwie raz – na siedem minut przed końcem. Jeśli jest w formie, potrafi pociągnąć do boju swoich kolegów, a finisz sezonu wskazuje na to, że o dyspozycję Bale’a obawiać się nie trzeba. Nie wiadomo jednak, czy będzie to poziom, który pozwoli mu stać się jedną z gwiazd turnieju.

Czy Walijczycy powtórzą wynik... sprzed pięciu lat? Tego, co stało się udziałem drużyny prowadzonej przez Chrisa Colemana, nikt nie był w stanie przewidzieć. Walia w niezłym stylu zdołała wyjść z grupy, a przypomnijmy, że już sam awans do finałów był dla niej wielkim wyczynem. Jak się jednak okazało, Ramsey, Bale i spółka nie zamierzali się zatrzymywać i nie tylko wyrzucili za burtę turnieju Irlandię Północną, ale również odprawili z kwitkiem kandydatów do zwycięstwa w całej imprezie, czyli Belgów. Potknęli się dopiero w półfinale, przegrywając z późniejszymi mistrzami, czyli Portugalią. Powtórzenie tego osiągnięcia wydaje się niemożliwe. Już w fazie grupowej Walijczycy będą mierzyć się z Włochami, Turkami i Szwajcarami, a więc rywalami, którym urwanie choćby punktu może być szalenie trudne.

Co ze zdrowiem... Aarona Ramseya? Spośród 21 ostatnich meczów reprezentacji narodowej, pomocnik Juventusu wystąpił w zaledwie trzech. Licząc z kolei dwa ostatnie lata, Ramsey uzbierał tylko jedno spotkanie. Tak skromny dorobek to, rzecz jasna, wina bezustannych problemów ze zdrowiem Walijczyka, który albo zmagał się z naciągniętym mięśniem, albo doznał kontuzji ścięgna, albo finalnie trafił nawet na kwarantannę w związku z koronawirusem. Jego zdrowie jest więc kwestią absolutnie kluczową – obok formy Bale’a – dla nadziei Smoków na to, by podczas mistrzostw Europy móc w ogóle myśleć o awansie do 1/8 finału. Zdolny do gry Ramsey dodaje kolosalną wartość reprezentacji, a tak się składa, że swój ostatni mecz w Juventusie rozegrał pod koniec kwietnia, spędzając na boisku 69 minut przeciwko Fiorentinie.

***

Wszystkie mecze mistrzostw Europy będzie można zobaczyć na antenie TVP Sport i na stronie tvpsport.pl - sprawdź plan transmisji!

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej