RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Na jak długo zapamiętamy COVID-19?

Warto spojrzeć na lekarzy, pielęgniarki, położne, diagnostów laboratoryjnych podczas walki z koronawirusem (fot. Omar Marques/Anadolu/Getty Images)
Warto spojrzeć na lekarzy, pielęgniarki, położne, diagnostów laboratoryjnych podczas walki z koronawirusem (fot. Omar Marques/Anadolu/Getty Images)

Tytułowe pytanie nie jest ani tendencyjne, ani przewrotne. Głównie dlatego, że pamięć niejedno ma imię. Wyniki najnowszych badań amerykańskich uczonych z St. Luis świadczą, że wielu z nas – przynajmniej immunologicznie – zapamięta SARS-CoV-2 na długo. Co jest wspaniałą wiadomością.

Strategia szczepień oparta na faktach

Żyjemy w świecie głębokiej specjalizacji. Zwłaszcza w nauce. Bywa to źródłem wielkich osiągnięć, bo „jak coś jest do wszystkiego to jest do...

zobacz więcej

Pandemię koronawirusa z pewnością zapamiętamy wszyscy. Oczywiście różnie, bo nie wszyscy przeżywaliśmy to samo i tak samo. Inne jest postrzeganie i doświadczenie małych dzieci, osób dorosłych i starszych, inaczej rzecz widzą – a zatem zapamiętają – osoby dotknięte chorobą i śmiercią w rodzinie, oraz ci szczęśliwcy, dla których było to „wydarzenie medialne”. Inaczej ci, co się wzbogacili, inaczej ci, co stracili wiele. Inaczej nauczyciele, a inaczej pracownicy szpitali jednoimiennych. I w tym sensie pamięć jednostkowa niejedno ma imię.

Upamiętnienie ofiar pandemii


Jako Polacy nadal nie zdobyliśmy się na jakiekolwiek wspólne upamiętnienie pandemii – i nie mówię tu o jakiś malowankach kolorowymi kredkami na asfalcie. Może warto spojrzeć w zadumie na owe 150 tys. dotąd zmarłych, tych kolejnych tysięcy ogołoconych przez wirusa ze zdrowia na długie być może lata, osierocone dzieci, lekarzy, pielęgniarki, położne, diagnostów laboratoryjnych oraz nauczycieli, którzy odeszli za wcześnie, a tak by się przydali społeczeństwu. Inne było wyczucie naszych przodków i ich pamięć zbiorowa oraz potrzeba zachowania pamięci historycznej zdarzeń 200-300 lat temu. Gdy stawiali kolumny morowe, czyli wotum wdzięczności za ustanie zarazy na terenie Imperium Habsburgów na przełomie XVII i XVIII w. – proste słupy kamienne zwieńczone przedstawieniem Trójcy Przenajświętszej lub Matki Boskiej.

Może czujemy się bezpieczniej wypierając doświadczenie pandemii ze świadomości – niech na to pytanie odpowiedzą psycholodzy i socjolodzy, obecnie zajęci badaniem lokalnych mutacji antyszczepionkowego amoku.

Szczepionki na celowniku

Mamy dziś w euroatlantyckim świecie w obiegu, niekoniecznie w wyniku rejestracji przez amerykańską FDA czy europejską EMA, trzy preparaty...

zobacz więcej

Jest jednak taki rodzaj pamięci, o którym nie myślimy często, wielu z nas nawet pewnie nie wie, że ją ma, a której nie tylko dolą, ale wręcz rolą jest zapamiętanie szwarccharakteru, jakim niewątpliwie jest SARS-CoV-2. Chodzi mi o pamięć immunologiczną. Pamięć, że nasz organizm spotkał się z jakimś drobnoustrojem chorobotwórczym. To dzięki niej nie musimy ciągle chorować na to samo. To dzięki niej działają szczepionki.

Zanim opowiem o przeciekawych najnowszych badaniach amerykańskich nad immunologiczną pamięcią po COVID-19, trzeba jednak przypomnieć, jak działa układ immunologiczny, którego ona jest integralną, choć niekonieczną ewolucyjnie częścią. Istnieją bowiem tak bakterie, które klarownie pamięć immunologiczną posiadają, jak i bezkręgowce, które ewidentnie są jej pozbawione. Oraz kręgowce – wyposażone w nią przez naturę.

Dwa ramiona


Nasz ludzki układ odporności działa dzięki dwóm podstawowym „ramionom”. Mamy odpowiedź wrodzoną i odpowiedź nabytą na zakażenia. Mechanizmy wrodzone są niemal natychmiast w momencie zakażenia gotowe do działania i walczą w naszej obronie niezależnie od tego, kto nas zaatakował. Jednym z mechanizmów najpowszechniej znanych (choć przez naukę nadal poznawanych i nie do końca rozumianych) jest tu stan zapalny. Pojawi się niezależnie od tego, czy zaatakuje nas chorobotwórczy wirus, bakteria, grzyb, „pierwotniak” (np. malaria) czy „robak” (np. tasiemiec czy owsik). Będzie różnie nasilony i różnie długotrwały, będzie mógł nieco inaczej się przejawiać, ale pojawi się choćby jako gorączka, ból głowy, gardła czy mięśni, zmęczenie, suchość śluzówek, biegunka etc. Wrodzony układ odporności walczy metodą „bij, kto w Boga wierzy!”

Kolejna burza w fiolce ze szczepionką

Nie minęła jeszcze całkiem fala fejków, przekłamań i „opowieści dziwnej treści” w kwestii szczepionek przeciw COVID-19 bazujących na technologii...

zobacz więcej

Drugie ramię, to nabyte, potrzebuje czasu, aby uruchomić swe działanie, musi się uczyć, zdobywać doświadczenia, ale za to jest specyficzne i mordercze. Jeśli działanie wrodzonego układu odporności porównać do nalotu dywanowego, to ramię adaptatywne przypomina raczej precyzyjny atak dronów bojowych na centralę wroga. Minimalizuje się straty własne, wrogom się nie odpuszcza.

Tu znowu daje się zgrubnie wyróżnić dwa mechanizmy. Jeden oparty jest o działanie komórek, zwanych limfocytami T. Mają one m.in. rozpoznać i zabić zakażone, np. konkretnym wirusem, komórki naszego organizmu. Drugi mechanizm zwany jest humoralnym i polega na produkowaniu przez tzw. limfocyty B specjalnych przeciwciał.

Skoro owo drugie ramię układu odporności ma się on uczyć, musi mieć pamięć. Jest ona ukryta w samych limfocytach B. Otóż, gdy pojawia się jakiś srogi mikrob, spośród milionów różnych limfocytów B, których naprodukował nam do krwi szpik kostny, znajdzie się na pewno jeden lub kilka, zdolne rozpoznać specyficznie białka tego mikroba. Jedynie owe, pobudzone przez specyficzny kontakt z zarazkiem, limfocyty B ulegną namnożeniu i zamienią się w tzw. komórki plazmatyczne. Będą zatem produkowały mnóstwo przeciwciał specyficznie wiążących elementy tego konkretnego drobnoustroju chorobotwórczego. Jak długo? Kilka miesięcy po zetknięciu się z nim. Nie dałoby się utrzymywać bowiem wzmożonej odpowiedzi immunologicznej dłuższy czas, to by było i zbyt kosztowne energetycznie i niebezpieczne dla organizmu jako całości.

Między zakażeniem a szczepieniem

Badania skuteczności szczepionek na COVID-19 weszły w fazę oceny ich działania na osoby, które były zarażone SARS-CoV-2 przed szczepieniem. Wynika...

zobacz więcej

Na aktywację całego procesu działania mechanizmu odporności nabytej podczas pierwszego zetknięcia się z konkretnym drobnoustrojem chorobotwórczym czy antygenem zawartym w szczepionce organizm potrzebuje minimum tygodnia-dwóch.

Jak to się zatem dzieje, że tylko raz w życiu chorujemy na odrę, że przeciw ospie zaszczepić się trzeba było też tylko raz etc.? Nie polega to na tym, że mamy całe życie przeciwciała, które powstały podczas zakażenia czy w wyniku tego jedynego szczepienia. Polega to na tym, że niektóre specjalne limfocyty B, zamiast, jak to komórki miewają w zwyczaju, pożyć kilka miesięcy i umrzeć, np. chowają się w szpiku kostnym i trwają tam nawet latami, jako tzw. limfocyty pamięci.

Srogi bakcyl


Konsekwencja tego jest taka, że gdy ponownie pojawi się ten sam srogi bakcyl, niejako wypełzają natychmiast z ukrycia i natychmiast się namnażają i zwalczają wroga produkowanymi przez siebie przeciwciałami. Działa mechanizm: „ostrzeżony – uzbrojony!” Dlatego właśnie szczepionki są skuteczną profilaktyką chorób zakaźnych. Uczą układ odporności, niczym zajęcia na poligonie, jak sobie radzić podczas prawdziwej wojny. Ta odpowiedź pojawi się w dzień-dwa, niemal natychmiast zatem organizm podejmie skuteczny na ogół i specyficzny kontratak. Limfocyty B pamięci zarówno patrolują krew, szukając rozpoznawanego przez siebie zagrożenia, jak i jeszcze znacznie dłużej, w postaci tzw. komórek plazmatycznych szpiku kostnego, trwają niewzruszone na posterunku. Teraz czas, aby wyjaśnić, co się udało ustalić w kwestii długotrwałości odporności po COVID-19 na kolejne zakażenie immunologom z St. Louis, a o czym napisali w najnowszym „Nature Medicine”, aczkolwiek tekst ten nadal, jak informuje czasopismo, czeka na pełne krytyczne recenzje. Pytanie jest zasadne, gdyż pandemia trwa już dobrze ponad rok, wiadomo zatem, że ponowne pełnoobjawowe zakażenia a także infekcje po prawidłowo przyjętym szczepieniu i okresie na wyrażenie się odporności (dwa tygodnie od ostatniej dawki) nie są częste – liczy się je w promilach. O ile nie pojawia się gdzieś wielkie ognisko nowych stanowiących zagrożenie epidemiczne wariantów koronawirusa.

Szczepionka przeciw COVID-19: dla jednych wybawienie, dla innych zguba?

Ruszył proces rejestracji w Unii Europejskiej trzech kandydatów na szczepionki przeciw COVID-19. Dane o potencjalnych szczepionkach wywołują...

zobacz więcej

Uczeni z Washington University School of Medicine w St. Louis (Missouri, USA), kierowani przez Aliego H. Ellebedy’ego, profesora patologii i immunologii tamże, przebadali zatem po pierwsze, jak zmieniał się poziom przeciwciał naty-SARS-CoV-2 u 77 osób, które przeszły (na ogół lekko) COVID-19. Ponadto sprawdzano, czy mają specyficzne limfocyty B pamięci w krwi obwodowej i jak ich liczba zmienia się w czasie. Pobrano też od 28 uczestników eksperymentu szpik kostny (po 7-8 miesiącach od infekcji), a od 5 z nich – po 11 miesiącach od infekcji. Zbadano dzięki temu, czy mają wspomniane wyżej komórki plazmatyczne szpiku kostnego specyficzne wobec pandemicznego koronawirusa.

Zgodnie z przewidywaniami i dotychczasowymi obserwacjami klinicznymi, poziom przeciwciał anty-SARS-CoV-2 spadał szybko w czasie pierwszych 4 miesięcy od momentu zakażenia, proces ten jednak następnie zwolnił, tak że w niemal rok od pozytywnego testu na obecność koronawirusa dało się nadal takie specyficzne przeciwciała wykryć.

Okazało się też, że 7-8 miesięcy od objawowej infekcji 15 z 28 próbek szpiku kostnego zawierało komórki plazmatyczne, których powstawanie zostało wywołane uprzednim zakażeniem koronawirusem. Poziomy tych komórek były stabilne u wszystkich pięciu osób, którym drugą próbkę szpiku kostnego pobrano po kolejnych 4-5 miesiącach.



Okazało się zatem, że na poziomie humoralnym odporność dla większości osób będzie długotrwałą. Od momentu rozpoczęcia szczepień nie minęło jeszcze tyle czasu, aby zespół z St. Luis z całą pewnością mógł jako podobnie długotrwałą ocenić immunologiczna pamięć poszczepienną, a jednak obserwuje się pojawienie się w szpiku kostnym komórek plazmatycznych.

Niewątpliwie patrząc na to badanie na niewielkiej nadal próbce populacji, ponad połowa ludzi prawdopodobnie uodparnia się długotrwale na SARS-CoV-2 co najmniej w tym wariancie, który przechorowali. Co z drugą połową? Doszczepianie osób, które przechodziły COVID-19 nisko- lub bezobjawowo zdaje się zatem nie być ani niemądre, ani zbędne – oczywiście warto z tym poczekać kilka miesięcy od infekcji. Zwłaszcza, że wcześniejsze badania sprawozdane kilka tygodni temu na łamach „Cell” wskazywały, iż doszczepienie ozdrowieńców po pół roku pojedynczą dawką szczepionki wspiera ich uodpornienie się na kolejne warianty koronawirusa, charakteryzujące się większą zakaźnością, jak np. wariant subsaharyjski (tzw. RPA, dziś wg nomenklatury WHO nazwany „beta”) czy brazylijski – nazwany „gamma”.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej