RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Skarb na Euro: Szwecja, czyli lepiej bez Zlatana

Brak największej gwiazdy wcale nie musi zaszkodzić Szwedom na Euro (fot. Michael Campanella/Getty Images)
Brak największej gwiazdy wcale nie musi zaszkodzić Szwedom na Euro (fot. Michael Campanella/Getty Images)

Zlatan to, Zlatan tamto. Przez dobrych kilka lat wszelkie rozprawy na temat reprezentacji Szwecji kręciły się wokół Ibrahimovicia. Gra zresztą też. Gdy odszedł, rozkwitli inni piłkarze, z radością wzięli na siebie wszelką odpowiedzialność, a zespół Trzech Koron prezentuje się najlepiej od lat. O tym, że na kontuzji swojego lidera Szwedzi wcale niekoniecznie tracą, przekonuje człowiek, który na skandynawskim futbolu zjadł zęby – Marek Wadas.

Jedyny taki „Skarb Kibica”. Mistrzostwa Europy bez tajemnic

Od pasjonatów dla pasjonatów. W ramach odliczania do mistrzostw Europy na portalu tvp.info codziennie będziemy publikować kolejne części...

zobacz więcej

Blaegult (Niebiesko-Żółci) mieli w XXI wieku naprawdę solidne pokolenie piłkarzy, ale nie da się uciec od myśli, że trochę zmarnowane. Szwecja ostatni raz z grupy mistrzostw Europy wyszła w 2004 r., gdy tematem numer jeden był rzekomy spisek z Duńczykami w celu wyrzucenia Włochów za burtę. Lata minęły, gwiazdy pokroju Henrika Larssona i Fredrika Ljungberga zawiesiły buty na kołku, a patrząc wyłącznie pod kątem nazwisk, obecna kadra jest najgorszą od dawna. Apetyt kibiców i wiara w zespół wzrosły trochę po ostatnim mundialu w Rosji. Teraz od Szwedów oczekuje się co najmniej ćwierćfinału. Wszystko powyżej trzeba traktować jak sporą niespodziankę.

Mistrzostwa świata mogły wydawać się przypadkiem, ale Szwecja podczas eliminacji do nadchodzącego turnieju niejednokrotnie pokazała, że jest drużyną, którą trzeba traktować poważnie. Nie można ich już kojarzyć tylko z defensywnym nastawieniem. Potrafią walczyć z najlepszymi, grać kombinacyjnie i z polotem. Udowodnili to podczas spotkania z Hiszpanią, która to dopiero w doliczonym czasie gry zdołała doprowadzić do remisu.

W kraju sporo mówi się o powołaniach. Selekcjoner Janne Andersson teoretycznie nie zaskoczył swoimi wyborami, lecz niektóre z nich i tak wywołały w mediach niemałe poruszenie. Głównym tematem stało się zabranie na Euro Andreasa Granqvista – jednego z najlepszych zawodników podczas mundialu w 2018 r. Wiadomo, że „Granen” jest ważną postacią tej reprezentacji, lecz pod względem sportowym w żadnym wypadku nie zasłużył na miejsce w kadrze. Mowa przecież o graczu drugoligowego Helsingborgs IF, który częściej niż na boisku melduje się w gabinetach lekarskich. Na przestrzeni roku rozegrał ledwie trzy pełne spotkania...

Obrońcy tego pomysłu przebąkują coś o atmosferze, ale przecież można było wziąć go jako członka sztabu, nie czynnego piłkarza. Sam zainteresowany skomentował całe zamieszanie... zdjęciem.


Najmocniejsza strona


Ostatnie dwa – niezbyt dobre, choć wygrane spotkania w el. MŚ 2022 – nieco zamazują obraz reprezentacji, której wielkim atutem nie jest już wyłącznie gra defensywna. Po kiepskich mistrzostwach Europy w 2016 r. reprezentację przejął Janne Andersson i zaczął wprowadzać nieco odmienną filozofię taktyczną. Największe osiągnięcie? Zbudowanie kolektywu, który skoczy za sobą w ogień. Trudno jest stworzyć „drużynę” w reprezentacji, bo zawodnicy przecież na co dzień ze sobą nie grają, lecz Anderssonowi ta sztuka się udała. Może wydawać się to błahe, ale jeśli ktoś śledził kadrę Szwecji przez ostatnich pięć lat, z łatwością dostrzeże wiele elementów, które uległy poprawie. Przede wszystkim przestano grać pod jednego zawodnika. Odejście Zlatana okazało się najlepszym, co mogło się przydarzyć tej reprezentacji. Zaczęli w końcu grać jak drużyna, która ufa sobie bezgranicznie. To nie zmieniło się nawet po tegorocznym powrocie „Ibry”: wciąż realizowano przede wszystkim założenia Anderssona. Trener, choć nieco krytykowany, zmienił więc perspektywę szwedzkiej piłki reprezentacyjnej. Potrafił zbudować pewność siebie wśród zawodników, świetnie wykorzystuje poszczególne atuty graczy i - co kluczowe - broni się swoimi decyzjami. Pod jego wodzą zaczęliśmy oglądać Szwecję nieco odważniejszą, starającą się grać kombinacyjnie oraz kreatywnie, łamiącą stereotyp reprezentacji wycofanej, defensywnej. Co kluczowe: ta przemiana będzie trwać, bo nowe pokolenie zawodników z Półwyspu Skandynawskiego to nie tylko twarda defensywa, ale technika, skuteczność i polot.

Bilans reprezentacji pod wodzą Janne Anderssona:
58 meczów, 29 zwycięstw - 12 remisów - 17 porażek (1,77 pkt na mecz)

Skarb na Euro: Polska, czyli kto pomoże Lewandowskiemu

Za kadencji Jerzego Brzęczka Robert Lewandowski spisywał się w reprezentacji poniżej oczekiwań. Zbigniew Boniek, prezes PZPN, postanowił więc w...

zobacz więcej

Słaby punkt


W ubiegłym Szwecja występowała w dywizji A Ligi Narodów, gdzie trafiła do grupy z Chorwacją, Francją i Portugalią. Choć w takim towarzystwie trudno o dobry rezultat, nawet gdy Szwedom coś się udawało, w końcówce rywale i tak znajdowali drogę do bramki. Stąd taki, a nie inny końcowy bilans: jedno zwycięstwo i aż pięć porażek. Za najsłabszy element w grze „Tre Kronor” (Trzech Koron) trzeba więc uznać brak koncentracji w obronie, zwłaszcza w kluczowych momentach.

Występy w Lidze Narodów pokazały, że Szwedzi mogą powalczyć z najlepszymi, a ich gra, nawet na tle potęg, wyglądała bardzo dobrze. Kłopot w tym, że w ważnych momentach defensorzy gubili krycie albo nie potrafili odpowiednio zareagować na wydarzenia boiskowe. Błędy popełniali Jansson, Lustig, a nawet ostoja defensywy – Victor Lindelof. Co gorsze, mankamenty były widoczne nawet podczas stosunkowo łatwych spotkań eliminacyjnych (z Gruzją oraz Kosowem). To niemiła „nowość”: takie rzeczy nie miały przecież miejsca ani podczas ostatniego mundialu, ani eliminacji do ME.

Trzeba docenić, że Szwedzi grają coraz odważniej i skuteczniej, ale Janne Andersson nie może pozwolić sobie na podobne zaniedbania w obronie. Takie błędy, jak te popełniane w kilku ostatnich meczach, mogą reprezentację bardzo wiele kosztować.

Bilans Szwedów w Lidze Narodów:
6 meczów, 12 straconych bramek (2 stracone gole na mecz)

Skarb na Euro: Hiszpania, czyli życie bez Sergio Ramosa

Czy istnieje życie bez Sergio Ramosa? Czym na tle innych reprezentacji wyróżnia się kadra Luisa Enrique? O reprezentacji Hiszpanii, naszym grupowym...

zobacz więcej

Uwaga, talent!


Jako 16-latek odszedł z AIK do Borussii za rekordowe dla szwedzkiej ligi 8,6 mln euro. Miał błyszczeć, ale na Signal Iduna Park przepadł, więc drogi rozwoju musiał poszukać gdzie indziej. Padło na Real Sociedad – i był to strzał w dziesiątkę. Alexander Isak wyrasta powoli na napastnika klasy światowej. Porównania do Zlatana są zbędne, bo 21-latek nie szuka kontrowersji, nie znajduje się na pierwszych stronach gazet, koncentrując się wyłącznie na futbolu. Ostatni sezon był dla niego przełomowy: zdobył aż 17 bramek, co w La Liga graczowi tak młodemu udało się po raz ostatni w 2009 r. Był nim Sergio Aguero. To wiele znaczy.

Alexander Isak to napastnik nowoczesny w każdym tego słowa znaczeniu. Dzięki świetnej technice potrafi dobrze współpracować w rozegraniu, nie boi się wejść w drybling, a dzięki wrodzonemu instynktowi niemal zawsze potrafi znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie. To kolejne „złote dziecko” szwedzkiej piłki, które z pewnością będzie dostarczać kibicom wiele radości. Zawsze oddaje serce na boisku, nie obraża się na kolegów za złe zagrania i potrafi walczyć o każdy centymetr boiska. W jego grze wciąż momentami występuje niechlujność, lecz w takim wieku jest to element do wyszlifowania. Prywatnie bardzo skromny, skupiony na rozwoju.
Alexander Isak to nie tylko obietnica na przyszłość, to już ważny punkt kadry (fot. Getty)
Alexander Isak to nie tylko obietnica na przyszłość, to już ważny punkt kadry (fot. Getty)

Największy nieobecny


Oczywiście można byłoby tu wspomnieć o Zlatanie Ibrahimoviciu, ale gdyby nie kontuzja, z pewnością znalazłby się w kadrze. W takiej sytuacji największym pominiętym w składzie Janne Anderssona jest Jesper Karlsson z AZ Alkmaar. 22-letni atakujący zaliczył świetny pierwszy sezon w Eredivisie. Przeskok z Allsvenskan (najwyższy poziom rozgrywkowy w Szwecji) nie był dla niego problemem i bardzo dobrze odnalazł się w nowych realiach. Zdobył 11 bramek, zaliczył 9 asyst, został wybrany do najlepszej „jedenastki” sezonu całej ligi, a jego trafienie z Venlo stało się internetowym hitem.
To jednak nie wystarczyło, by selekcjoner powołał go na mistrzostwa Europy. Ta decyzja, oprócz selekcji Granqvista, była najmocniej poruszanym tematem w kraju. Kibice i eksperci są przekonani, że dobrą postawą w klubie Jesper zasłużył na wyjazd. Zamiast na Euro, jedzie na wakacje.

Przewidywany skład

(fot. TVP)
(fot. TVP)

Dokończ zdanie...


Gdyby był Zlatan, to... Szwecja wcale nie byłaby mocniejsza. Blågult swój największy sukces osiągnęli w Rosji pod nieobecność Zlatana. Ta kadra odżyła dzięki temu, że nie musiała uzależniać swojej gry od jednego zawodnika. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że brak Ibrahimovicia może okazać się ważnym atutem podczas nadchodzącego turnieju.

Henrik Larsson w 2004 r. wrócił do kadry, bo... Sześcioletni Jordan Larsson sprowokował swojego ojca pytaniem: „Czyli nie jesteś już wystarczająco dobry, by grać w reprezentacji?”. „Henkie” wrócił do kadry, zdobył na Euro w Portugalii trzy bramki i pokazał się ze świetnej strony. 17 lat później swój debiut w Mistrzostwach Europy może zaliczyć sam Jordan. Piękna historia.

Polska ma problemy ze Szwecją, bo... ostatni raz nasi triumfowali w 1991 r. Od tamtego czasu obie drużyny mierzyły się ze sobą siedmiokrotnie. Sześć razy zwyciężali Szwedzi i raz remisowali. W pamięci polskich kibiców wciąż są mecze z eliminacji do Euro 2004, gdzie Szwecja dwukrotnie zdeklasowała Polskę. Oby 23 czerwca udało się przełamać tę fatalną passę.

***

Wszystkie mecze mistrzostw Europy będzie można zobaczyć na antenie TVP Sport i na stronie tvpsport.pl - sprawdź plan transmisji!

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej