RAPORT:

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Skarb na Euro: Słowacja, czyli nadzieja w indywidualnościach

Słowacy nie zaimponowali w barażach przed Euro (fot. Liam McBurney/PA Images via Getty Images)
Słowacy nie zaimponowali w barażach przed Euro (fot. Liam McBurney/PA Images via Getty Images)

Milana Skriniara uznaje się za jednego z najlepszych obrońców na świecie, a w kadrze naszych południowych sąsiadów nie brakuje piłkarzy grających na co dzień w Bundeslidze czy Serie A. Mimo tego entuzjazmu i optymizmu wśród Słowaków przed mistrzostwami Europy nie ma. Dlaczego? O tym jeden ze znawców tamtejszego futbolu, na Twitterze znany jako BuckarooBanzai.

Jedyny taki „Skarb Kibica”. Mistrzostwa Europy bez tajemnic

Od pasjonatów dla pasjonatów. W ramach odliczania do mistrzostw Europy na portalu tvp.info codziennie będziemy publikować kolejne części...

zobacz więcej

Słowacka piłka przez ostatnie lata była kojarzona szerszej publice głównie dzięki Martinowi Skrtelowi czy Markowi Hamsikowi. Reszta piłkarzy przyjeżdżała na kadrę co najwyżej z europejskich średniaków, choć i tam mało który grał pierwsze skrzypce. Selekcjonerzy często stawiali więc na graczy sprawdzonych, którzy na co dzień... siedzieli na ławce. Przed Euro 2020 trener Tarković takiego kłopotu, na szczęście, nie ma.

Powołani zawodnicy na co dzień raczej grają – nawet jeśli nie pełne 90 minut, to i tak można śmiało powiedzieć, że są w rytmie meczowym. Wydaje się więc, że jest świetnie, że wynik z poprzednich mistrzostw zostanie co najmniej powtórzony (Słowacy odpadli w 1/8 finału z Niemcami), ale... niekoniecznie. Najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że nasi południowi sąsiedzi będą tylko dostarczycielami punktów.

Kadra złożona jest głównie z piłkarzy w średnim wieku, którym do niedawna wróżono wielkie kariery: Vavro, Mak, Hrosovsky, Bero, Benes, Haraslin, Jirka, Rusanak, Hromada, Gregus czy Hancko... Każdy z nich miał (i wciąż ma) potencjał na duży klub. W tym momencie walczą o swoje kariery albo na wypożyczeniach, albo w słabszych ligach. Dobrym przykładem jest Denis Vavro, który w Zilinie grał u boku Milana Skriniara, gwiazdy Serie A, i wyglądał bardzo dobrze, co okienko dostając oferty z lepszych lig. Gdy był już ukształtowany piłkarsko, wyjechał do Kopenhagi, a z Danii ściągnęło go słynne Lazio. We Włoszech szybko jednak przepadł, teraz nadrabia czas w Huesce, licząc wciąż, że zagra kiedyś o coś więcej niż awans do La Liga.

Na podobnej drodze są wcześniej wymienieni reprezentacyjni koledzy. Uzupełniają ich gracze z sukcesami i z doświadczeniem: Hamsik, Kucka, Dubravka, Kuciak, Duris, Weiss, Pekarik, Lobotka, Hubocian i wspomniany Skriniar to uznane nazwiska, które powinny gwarantować jakość niezależnie od rywala. Do tego dochodzą młodzi, tacy jak Bozenik, Suslov i najprawdopodobniej Strelec.

Wydaje się, że jest to opis co najmniej średniaka w skali wszystkich uczestników Euro oraz drużyny, która może powalczyć z Polską i Szwecją, a z Hiszpanią nie musi się skompromitować. Dlaczego mam więc złe przeczucia? Odkąd z reprezentacją rozstał się Jan Kozak, drużyna straciła jakąkolwiek tożsamość. Nie ma żadnego stylu. Tym bardziej swojego, wypracowanego.

Pavel Hapal, choć wykonawców miał ciekawszych niż poprzednik, zrobił z kadrą krok w tył, a patrząc na ostatnią Ligę Narodów i baraże z Irlandią można stwierdzić, że cofnął Słowaków mniej więcej o dekadę. Stefan Tarković miał i wciąż ma dać impuls, ale remis z Maltą u siebie czy strata punktów na Cyprze budzą spory niepokój.

Najmocniejsza strona


Chciałoby się opowiedzieć o zgranym, zwartym zespole, trzeba jednak, niestety, wyróżnić wyłącznie indywidualności. Warto docenić, że wszyscy powołani chcieli przed turniejem przede wszystkim jak najwięcej grać. Nawet Marek Hamsik wrócił na Stary Kontynent, by w małym Goeteborgu szlifować formę na Euro. Patrząc wyłącznie na nazwiska, każda pozycja wydaje się odpowiednio obsadzona.

Nie sposób przewidzieć pewniaka w bramce: biorąc pod uwagę tylko marcowe mecze, w lepszym położeniu jest znany kibicom Ekstraklasy Duszan Kuciak. Obrona to byli gracze Ziliny, w tym świetnie rozumiejący się stoperzy: Vavro i Skriniar. Po lewej Hancko, po prawej prawdopodobnie Pekarik. Trójka w środku? Na ten moment selekcjoner wybiera między Dudą, Lobotką, Hamsikiem, Kucką i Hrosovskym. W odwodzie jest jeszcze Benes.

Stanislav Lobotka poddał się operacji usunięcia migdałków w trakcie rundy wiosennej, jednak pauza nie była na tyle długa, by przeszkodziło mu to w przygotowaniach i wracaniu do formy przed turniejem. Być może w meczu z Polakami na jego pozycji zagra Hrosovsky. Nie jest to ten sam poziom, co pomocnik Napoli, ale nie można mu odmówić umiejętności. Jego znak rozpoznawczy to celne, długie podania rozrywające formację przeciwnika.
Przed trenerem Tarkoviciem sporo pracy (fot. Getty Images)
Przed trenerem Tarkoviciem sporo pracy (fot. Getty Images)

Słaby punkt


O ile bramkarzy trzeba uznać za w miarę pewnych, o tyle pozostałe formacje w praktyce wyglądają bardzo słabo. Obrońcy się nie rozumieją, nie ma wsparcia z drugiej linii, tworzą się wielkie dziury wykorzystywane przez przeciwników. Pomoc nie potrafi niczego skonstruować. To, co pomaga i daje jakość, to indywidualne przebłyski lub... szczęście. Mało w tym schematów, pomysłu, mało kontrolowanej improwizacji. Najlepszy opis kilku ostatnich spotkań: bicie głową w mur. Baraże to był chyba punkt kulminacyjny, gdy wielu kibiców pytało retorycznie: czy da się grać gorzej?!

Jeżeli trener wszystkiego jakoś nie poukłada, nie scali drużyny, jak robił to Jan Kozak, to spełni się czarny scenariusz dla całkiem niezłego przecież pokolenia słowackich piłkarzy.

Uwaga, talent!


Lobotkę, Skriniara czy Hamsika zna niemal każdy. Wśród młodych, mniej popularnych wyróżniłbym Roberta Bozenika. Pavlovi Hapalovi trzeba oddać, że nie bał się stawiać na 19-letniego wówczas napastnika Ziliny: choć był tylko talentem z ligi słowackiej, eliminacje rozpoczął jako podstawowy napastnik. Miał duży kredyt zaufania u byłego selekcjonera, za co odpłacił się trzema golami.

To typowa „9”, z dobrymi warunkami fizycznymi. Ma prawie 190 cm wzrostu, ale jest szybki, potrafi się urwać obrońcom. Cechuje go też niezła technika i świetny strzał. Jak przystało na tak wysokiego piłkarza, nieźle gra głową, ale często zdobywał też bramki silnym uderzeniem z prawej nogi. Umie przymierzyć z dystansu.

Nie potrzebował dużo czasu, by po transferze do Feyenoordu zaaklimatyzować się w nowej lidze. Szybko stał się podstawowym graczem, po czym... przerwano rozgrywki z powodu pandemii. Po niej Bozenikowi wiodło się już znacznie gorzej. Kontuzje sprawiły, że właściwie cały ubiegły rok spisał na straty, a do gry wrócił dopiero na cztery miesiące przed Euro.

Nie odzyskał formy sprzed urazu, ale wciąż wiele przed nim. I choć w ostatnim czasie regularnie „zbierał minuty”, jeden gol zdobyty przez 445 minut nie może robić na nikim wrażenia. Z Polakami od pierwszych minut zagra więc prawdopodobne Duda (4-6-0) lub będący ostatnio w świetnej formie Ivan Schranz z Jablonca.
Robert Bozenik ma spore szanse na gre w czasie Euro (fot. Getty Images)
Robert Bozenik ma spore szanse na gre w czasie Euro (fot. Getty Images)

Największy nieobecny


Największym pominiętym będzie prawdopodobnie Martin Skrtel. Mimo że były zawodnik m.in. AS Trencin, Zenitu St. Petersburg i Liverpoolu nie odgrywał od trzech lat w reprezentacji poważnej roli, to jednak w obecnej sytuacji mógłby się przydać. Sam twierdził, że miał w planach zrobić wszystko, by na Euro wystąpić. W lecie 2019 r. związał się roczną umową z Atalantą, przychodząc za darmo z tureckiego Fenerbahce. Zerwał jednak kontrakt już trzy tygodnie później – podobno przez konflikt z trenerem; ale w prasie pojawiały się informacje, że prezentował się bardzo słabo na treningach.

Wrócił do Turcji, a konkretnie – do Basaksehiru. Tam wyglądał przyzwoicie, zdobył mistrzostwo kraju, nawet w Lidze Mistrzów, gdy przyszło się mierzyć z poważniejszymi rywalami, sprawiał wrażenie solidnego. Pod koniec zeszłego roku doznał fatalnej kontuzji: zerwał ścięgno Achillesa. Od stycznia pozostaje bez klubu. Pisze felietony do dziennika sportowego i przechodzi rehabilitację. Co ciekawe, nie zamierza kończyć kariery, chce wrócić do piłki, więc pewnie jeszcze usłyszymy o jego wyczynach na boisku. Tyle że nie na najbliższym Euro.

Przewidywany skład

(fot. TVP)
(fot. TVP)

Dokończ zdanie...


Najwięcej wątpliwości mam wobec... trenera. Stefan Tarković to bardzo sympatyczny człowiek. Nie ma chyba w kraju naszych południowych sąsiadów dziennikarza, który powiedziałby o nim złe słowo. Jednak doświadczenie w prowadzeniu reprezentacji czy nawet klubów ma małe. Przez pięć lat był asystentem Jana Kozaka i to może być jedyny argument, który za nim przemawia. Był na Euro 2016, zna smak turnieju, uczestniczył przy tworzeniu bardzo ciekawego zespołu, z którego wielu piłkarzy reprezentuje Słowację do dziś. Jest inteligentny, zna się na taktyce, ale nikt nie jest w stanie stwierdzić, czy to odpowiednia osoba na stanowisku selekcjonera i czy udźwignie presję. Do tej pory Słowacy czy Czechosłowacy jechali na mistrzostwa dowodzeni przez największych fachowców. Jozef Marko, Jozef Venglos, Karol Borhy, Vladimir Weiss czy Jan Kozak gwarantowali dobre wyniki. Tarkovicia trudno umieścić z nimi w jednym szeregu. Przynajmniej na razie.

Zwróciłbym uwagę na... młodego pomocnika Groningen Tomasa Suslova. Już w wieku 16 lat przeniósł się do Holandii. W Eredivisie wystąpił już w 28 meczach, co jak na jego wiek robi wrażenie. Zadebiutował też w dorosłej reprezentacji, znalazł się w kadrze na Euro, ale na wyjściowy skład raczej nie ma co liczyć. Najprawdopodobniej dostanie od trenera ostatni kwadrans meczu o „honor” z Hiszpanią. Jest na tyle uniwersalny, że może grać w ofensywie na każdej pozycji, ale reprezentacji najbardziej przyda się na prawym skrzydle. Prędzej czy później będzie o nim głośno.

Sukcesem będzie, jeżeli... Słowacy zdołają powalczyć o wyjście z grupy. Mimo sporego sceptycyzmu jestem w stanie wyobrazić sobie scenariusz, w którym Słowacja – wraz z Polską i Szwecją – zdobywa po cztery punkty, ale wszystko przemawia niestety za czwartym miejscem. Trzeba liczyć na świetnie przepracowany obóz przygotowawczy. Na zbudowanie zgrania i zrozumienia na boisku. No i taktyka. Przechodzenie z obrony do ataku czy bronienie się całym zespołem to coś, czego najbardziej brakowało w eliminacjach. Słowacy zaczęli przygotowania już pod koniec maja, ale że nie wszyscy mogli pojawić się w tym okresie, wspólnych treningów, w pełnym gronie, będzie stosunkowo niewiele. Sprawy nie ułatwiają kontuzje ważnych graczy (Dobravka, Hancko, Shranz, Rodak, Hamsik). Promyk nadziei? Brak presji. W kraju mało kto liczy na wielki występ, Słowacy mają raczej nadzieję na to, że… uda im się nie skompromitować.

***

Wszystkie mecze mistrzostw Europy będzie można zobaczyć na antenie TVP Sport i na stronie tvpsport.pl - sprawdź plan transmisji!

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej