RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Skarb na Euro: Polska, czyli kto pomoże Lewandowskiemu

Pod wodzą Paulo Sousy, Robert Lewandowski ma znów błyszczeć w kadrze (fot. Getty Images)
Pod wodzą Paulo Sousy, Robert Lewandowski ma znów błyszczeć w kadrze (fot. Getty Images)

Za kadencji Jerzego Brzęczka Robert Lewandowski spisywał się w reprezentacji poniżej oczekiwań. Zbigniew Boniek, prezes PZPN, postanowił więc w ostatniej chwili zmienić selekcjonera, który najlepszego piłkarza świata ma dla reprezentacji odkryć na nowo. Czy mu się uda? O tym i wielu innych aspektach pisze redaktor naczelny portalu Weszło Mateusz Rokuszewski.

Jedyny taki „Skarb Kibica”. Mistrzostwa Europy bez tajemnic

Od pasjonatów dla pasjonatów. W ramach odliczania do mistrzostw Europy na portalu tvp.info codziennie będziemy publikować kolejne części...

zobacz więcej

Gdyby rozgrywano mistrzostwa w lekceważeniu znaków ostrzegawczych i pompowaniu balonika przed wielkim turniejem, Polska zazwyczaj miałaby realną szansę na medal. Tym razem jednak entuzjazm w narodzie jest zdecydowanie mniejszy, a irracjonalna wiara w tę drużynę stanowi pewien margines. Zmądrzeliśmy? Niewykluczone, bo kibica oszukać coraz trudniej. Ważniejszą przyczyną wydaje się być jednak to, że zanim na dobre zdążyliśmy wystartować z budowaniem narodowego optymizmu, kij w szprychy włożył nam Zbigniew Boniek.

Za sprawą jego decyzji źle rozegraliśmy blisko trzy lata, które minęły od zakończenia mistrzostw świata w Rosji. Mogliśmy budować z solidnego materiału, ale nie powierzyliśmy tego zadania fachowcowi. Trudno powiedzieć, że całkowicie ten czas zmarnowaliśmy, skoro jedziemy na kolejny duży turniej, a w drużynie doszło do sporych zmian (w reprezentacji ostało się tylko 12 zawodników z mundialu), ale wymiana selekcjonera pięć miesięcy przed turniejem to najlepszy dowód na to, że zatrudnienie Jerzego Brzęczka nie było dobrą decyzją. To desperacka próba uratowania tego turnieju.

Dobra wiadomość jest taka, że w piłce desperackie ruchy nierzadko przynoszą efekt. Zatrudnieniem Paulo Sousy mimo wszystko trochę zwiększyliśmy swoje szanse na godne Euro. Portugalczyk sprawia pozytywne wrażenie, oczyścił atmosferę wokół drużyny i przede wszystkim wygląda na człowieka, który ma pomysł na ten zespół. Szkoda, że nie dostał więcej czasu na to, żeby go porządnie przetestować, bo jesienne zgrupowania przy okazji gier w Lidze Narodów zrobiłyby w tym kontekście kolosalną różnicę; ale biorąc pod uwagę specyfikę turnieju i czas w futbolu, który sprzyja niespodziankom, to i tak wciąż może się udać.

Wspomniany sceptycyzm nie jest niczym złym - lepiej się miło zaskoczyć niż niemiło rozczarować, a i nasi piłkarze bez ciężaru oczekiwań na plecach mogą poruszać się po boisku trochę żwawiej.

Skarb na Euro: Hiszpania, czyli życie bez Sergio Ramosa

Czy istnieje życie bez Sergio Ramosa? Czym na tle innych reprezentacji wyróżnia się kadra Luisa Enrique? O reprezentacji Hiszpanii, naszym grupowym...

zobacz więcej

Najmocniejsza strona


Posiadanie w swoich szeregach w trakcie turnieju piłkarskiego najlepszego zawodnika na świecie może stanowić pewną przewagę nad konkurencją. A gdy ten najlepszy zawodnik na świecie przed chwilą osiągnął jeszcze coś, co wydawało się nieosiągalne, masz w zanadrzu ogromny atut.

Oczywiście trudno porównać pobicie 49-letniego rekordu strzeleckiego Gerda Muellera i poprowadzenie reprezentacji Polski do sukcesu na mistrzostwach Europy, ale gdy mówimy o samej skali trudności, to chyba możemy znaleźć pomost między tymi zdarzeniami. Sam Robert Lewandowski - bo o nim, rzecz jasna, mowa – sukces na Euro definiuje w sposób bardzo ogólny, popadając w nieco górnolotne tony. - Dla mnie będzie nim to, że kibice w Polsce będą dumni z naszej postawy i tego, co zrobiliśmy - mówił niedawno podczas konferencji prasowej, odnosząc się do całej drużyny, ale pokazanie się z dobrej strony na turnieju musi mieć dla niego również wymiar bardziej osobisty. Na poprzednich z reguły zawodził, co można sprowadzać do suchej statystyki (2 gole w 11 spotkaniach), ale wychodząc poza nią, również trudno z taką opinią polemizować.

Zmiana selekcjonera była również dla niego. A może przede wszystkim dla niego? Jerzy Brzęczek nie potrafił zrobić użytku z klasy napastnika Bayernu, choć przecież na jego kadencję przypadło zdobywanie przez Lewandowskiego futbolowych szczytów. 8 goli w 18 meczach, z czego połowa wbita słabiutkiej Łotwie, dwa kolejne grającej niemal przez cały mecz w osłabieniu Bośni i Hercegowinie... Można dyskutować o formie jej wyrażenia, ale miała prawo pojawić się frustracja. Gwoli ścisłości należy wspomnieć, że do tego bilansu pod wodzą Brzęczka dochodzi 6 asyst, ale to i tak słaby wynik przy liczbach, które Lewandowski wykręcał u Adama Nawałki (37 goli i 13 asyst w 40 meczach).

Początek współpracy „Lewego” z Paulo Sousą wygląda obiecująco. Oby zwiastował odnalezienie zagubionego na kadrze klucza do Roberta, bo chyba nigdy nie sprawiał on wrażenia bardziej gotowego na to, by pociągnąć ten wózek we właściwym kierunku.
Czy Paulo Sousa wyciśnie z Lewandowskiego pełnię możliwości? (fot. Getty)
Czy Paulo Sousa wyciśnie z Lewandowskiego pełnię możliwości? (fot. Getty)

Słaby punkt


Brzydko zestarzało się stwierdzenie, że Polska skrzydłowymi stoi. Dziś ledwie trzech piłkarzy, którzy występują na tej pozycji, spełniło wymagania selekcjonera i znalazło się w kadrze na turniej. Najmocniejszy – przynajmniej w teorii – kandydat do wyjściowego składu, Kamil Jóźwiak, strzelił 1 gola i zaliczył 3 asysty w 41 występach w Championship. Przemysław Płacheta w tej samej lidze miał wielkie problemy z grą, a Przemysław Frankowski w Chicago Fire też nie dostarcza zbyt wielu argumentów poza byciem w rytmie meczowym. Bieda.

Oczywiście pomysł Paulo Sousy na futbol sprawia, że o te same miejsca na boisku nominalni skrzydłowymi rywalizują z bocznymi obrońcami, co nasze położenie poprawia. Ale czy zapewnia spokój? Niekoniecznie, skoro pewniakiem do wyjściowego składu wydaje się być Maciej Rybus, który od mundialu w Rosji w dwóch meczach kadry z rzędu był w stanie wystąpić dopiero po zmianie selekcjonera, a jego prawdopodobnym zastępcą jest Tymoteusz Puchacz, który ostatni raz na miarę swojego potencjału grał w listopadzie.

Trudno w takim układzie nie drżeć o nasze boki. Zdecydowanie łatwiej wyobrazić sobie, że uda nam się te sektory boiska zabetonować, przyjmując defensywną taktykę, niż to, że będziemy w tych miejscach stwarzać przewagę. Nie jest to komfortowa sytuacja. Biorąc pod uwagę to, na czym przez długie lata nasza reprezentacja bazowała, wygląda to w zasadzie jak koniec pewnej epoki.

Skarb na Euro: Słowacja, czyli nadzieja w indywidualnościach

Milana Skriniara uznaje się za jednego z najlepszych obrońców na świecie, a w kadrze naszych południowych sąsiadów nie brakuje piłkarzy grających...

zobacz więcej

Uwaga, talent!


Rok temu Kamil Piątkowski miał na swoim koncie 15 występów w Ekstraklasie, a niektóre z nich możemy sprowadzić do kilku minut na boisku. Gdyby ktoś wtedy na głos powiedział, że w ciągu następnych 12 miesięcy chłopak błyskawicznie stanie się topowym obrońcą w Ekstraklasie, zostanie sprzedany za ponad 5 mln euro do jednej z europejskich kuźni talentów i przede wszystkim zyska status reprezentanta Polski z realną szansą na wyjściowy skład na Euro, zostałby wzięty za członka rodziny piłkarza. Albo przynajmniej za przesadnego optymistę. Obrońca Rakowa Częstochowa wskoczył do windy zarezerwowanej dla wybitnych jednostek i z przyjemnością patrzy się na to, jak mija kolejne piętra w zawodowej karierze.

Na boisku trudno wychwycić, że dopiero w trakcie Euro skończy 21 lat. Imponuje spokojem, kontrolą piłki i motoryką. To materiał na najbardziej kompletnego polskiego obrońcę w XXI wieku – być może nawet lepszy niż Sebastian Walukiewicz, piłkarz z tego samego rocznika, który szybciej wypłynął na szersze wody i uwiarygodnił swój potencjał występami w Serie A.

Styl gry Piątkowskiego może być nieoceniony dla reprezentacji, która chce grać w systemie z trójką środkowych obrońców. Szczególnie w pierwszym spotkaniu ze Słowacją, w którym raczej będziemy starać się prowadzić grę, kluczem może być stoper, który wie, kiedy włączyć się do akcji ofensywnej, by zrobić przewagę i zaskoczyć rywala. No i – co ważniejsze – potrafi to zrobić.
Kamil Piątkowski to jeden z najlepszych piłkarzy młodego pokolenia w Polsce (fot. Getty)
Kamil Piątkowski to jeden z najlepszych piłkarzy młodego pokolenia w Polsce (fot. Getty)

Największy pominięty


Los do spółki z UEFĄ i trenerami klubowymi w zasadzie oszczędził nam dyskusji przy powołaniach. Potrafię sobie wyobrazić gorącą ogólnonarodową debatę dotyczącą pominiętych piłkarzy, gdyby do dyspozycji Paulo Sousy byli Krystian Bielik, Krzysztof Piątek, Jacek Góralski i Arkadiusz Reca. Jeszcze większą, gdyby na turniej w dalszym ciągu można było zabrać tylko 23, a nie 26 piłkarzy. A największą w momencie, w którym w dobrej formie byliby dodatkowo jeszcze ci, którzy stracili wiosnę w klubie - Kamil Grosicki, Sebastian Walukiewicz czy Michał Karbownik.

Ale w związku z tymi trzema sprawami mamy najmniej kontrowersyjne powołania na turniej w XXI wieku. Ta kadra w zasadzie wybrała się sama, co najlepiej pokazuje to, że do rangi sporu urósł sztucznie pompowany temat Kamila Grosickiego.

Jedynie brak na liście powołanych Sebastiana Szymańskiego jest czymś, co może zastanawiać. Piłkarz Dynama Moskwa jest ofiarą tego, że Paulo Sousa ma ekstremalnie mało czasu. W debiutanckim meczu selekcjonera pojawił się w wyjściowym składzie, ale został skreślony po tym, jak nie poradził sobie na prawym wahadle. Czyli na pozycji, na której – jako lewonożny środkowy pomocnik z ofensywnymi inklinacjami – miał prawo czuć się bardzo niekomfortowo, tak jak niekomfortowo zapewne czułby się w tym miejscu na przykład Mateusz Klich. Mówimy o piłkarzu, który ma za sobą dobry sezon w mocnej lidze. 22-latku, który – sądząc choćby po imponującej liczbie odbiorów – stale się rozwija. Takich graczy zawsze trochę szkoda.

Przewidywany skład

(fot. TVP)
(fot. TVP)

Dokończ zdanie...


Najlepsze jest to, że... turniej rozpoczynamy od meczu z przeciętną Słowacją i zwycięstwo w tym spotkaniu może dać nam wyjście z grupy. No i zapewnić dobre nastroje przed starciami z mocniejszymi ekipami, co na każdych mistrzostwach jest bardzo ważne. Co jak co, ale terminarz mamy najlepszy z możliwych. Oczywiście porażka w tym meczu będzie dramatem, remis - rozczarowaniem, niełatwo będzie się po tym podnieść, ale na dziś nie sposób w tym układzie spotkań nie dostrzec dla nas szansy.

Będę zaskoczony, jeśli... Wojciech Szczęsny zapewni nam spokój w bramce. Doskonale wiemy, jak do tej pory wyglądały - a w zasadzie nie wyglądały - wielkie turnieje w jego wykonaniu. Trzy razy coś nie zagrało, choć oczywiście trudno krytykować bramkarza Juventusu za to, że w 2016 roku odniósł kontuzję, przez co do bramki wskoczył Łukasz Fabiański.

Z jednej strony Szczęsny został przez nowego selekcjonera obdarzony dużym kredytem zaufania, gdyż Sousa w przeciwieństwie do poprzednika wyraźnie wskazał, że to on, a nie wspomniany bramkarz West Hamu, jest numerem jeden. Z drugiej – sytuacja klubowa 31-letniego golkipera, która bywała lepsza, na nowo zasiewa ziarno niepewności, czy to rzeczywiście najlepszy możliwy wybór. Nie czarujmy się, że nie ma w postawieniu na Szczęsnego elementu ryzyka. Oby w końcu się opłaciło.

Cały kraj czeka na... Piotra Zielińskiego, który przełoży dobrą postawę z klubu na mecze reprezentacji. Szczególnie teraz, gdy w Serie A pomocnik zagrał „życiówkę”, wykręcając kapitalne liczby (10 goli i 13 asyst we wszystkich rozgrywkach). Co istotne, dokonał tego, występując przede wszystkim na pozycji, na której przez lata chcieliśmy widzieć go w reprezentacji. Jako dziesiątka. Abstrahując od bycia liderem, do czego Zieliński nie ma predyspozycji mentalnych – jeśli nie doczekamy się błysku jego talentu teraz, to chyba nie doczekamy się go już nigdy.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej