RAPORT

Prorosyjska era Tuska

Remis ze wskazaniem. Zmiennicy bez błysku z Rosją

Mateusz Klich był jednym z najlepszych polskich piłkarzy (fot. Thomas Eisenhuth/Getty Images)
Mateusz Klich był jednym z najlepszych polskich piłkarzy (fot. Thomas Eisenhuth/Getty Images)

Najnowsze

Popularne

Polacy w mocno rezerwowym składzie zremisowali we Wrocławiu z Rosją (1:1). Zmiennicy może spektakularnie nie zawiedli, ale też nie zachwycili. Sam mecz mógł się podobać głównie w pierwszej połowie. W drugiej oba zespoły miały problem z oddaniem celnego strzału na bramkę. Do Euro coraz mniej czasu.

Pierwszy sprawdzian przed Euro 2020. Polacy grają z Rosjanami

We wtorek 1 czerwca reprezentacja Polski mierzy się w meczu towarzyskim z Rosjanami. Pierwszy sparing Biało-Czerwonych przed mistrzostwami Europy...

zobacz więcej

To pierwszy z dwóch czerwcowych sprawdzianów przed mistrzostwami Europy. Choć mecz ze Słowacją już za dwa tygodnie (14.06), selekcjoner Paulo Sousa nie sprawiał wrażenie spanikowanego: zamiast za wszelką cenę zgrywać potencjalną pierwszą „jedenastkę”, Portugalczyk postanowił sprawdzić... zmienników. Trudno przypuszczać, by więcej niż jeden, dwóch graczy, którzy zagrali z Rosją, mieli pojawić się w wyjściowym składzie na pierwszy mecz Euro.

Jedni powiedzą: selekcjoner daje odpocząć gwiazdom, Lewandowski czy Zieliński „testów” nie potrzebują. Inni: że marnuje czas, bo z kadrą pracuje przecież dopiero od stycznia, nie miał wielu szans, by wdrożyć wszystkie pomysły. Kto ma rację? Przekonamy się już za dwa tygodnie.

Czerczesow swoich największych armat nie oszczędzał. Niemal wszyscy, których możemy spodziewać się podczas najważniejszych meczów mistrzostw, zameldowali się od pierwszych minut na stadionie we Wrocławiu. Tym bardziej zaskakujący był początek spotkania: Polacy ruszyli na ospałych Rosjan, przycisnęli, zaskoczyli pressingiem, powodując spory chaos w poczynaniach Sbornej.

Na efekty nie trzeba było długo czekać: już w 4. minucie na odważne zagranie w pole karne zdecydował się Mateusz Klich, piłka odbiła się od głowy jednego z obrońców i trafiła pod nogi Przemysława Frankowskiego. Ten opanował ją trochę nieudolnie, ale udało mu się jeszcze przytomnie odegrać do lepiej ustawionego Jakuba Świerczoka, który pewnym strzałem nie dał szans bramkarzowi.
Radość, euforia na stadionie we Wrocławiu, a potem... długie, długie minuty pełne rozczarowań. Rosjanie rozkręcali się z minuty na minutę, a Polacy tracili na jakości. W końcu cofnęliśmy się w jedenastu na własną połowę, pozwalając rywalom na coraz więcej.

Rosjanie wyrównują


Taka postawa, niestety, szybko się zemściła. W 21. minucie Frankowski odpuścił nieco biegającego po lewym skrzydle Gołowina, ten dośrodkował na długi słupek do Wiaczesława Karawajewa, którego krycie zupełnie odpuścił Tymoteusz Puchacz. Młody obrońca Unionu Berlin próbował jeszcze ratować sytuację, zamykał ostry kąt, ale Karawajew uderzył na tyle szczęśliwie, że zmieścił piłkę pod nogami Łukasza Fabiańskiego. Duży błąd Puchacza, duża niefrasobliwość również bramkarza West Ham United. 1:1.
(fot. TVP)
(fot. TVP)

W drugiej połowie gra nieco się wyrównała. Obie drużyny zdawały się dbać przede wszystkim o to, by w zdrowiu dotrwać do mistrzostw Europy. Sporo miejsca, mniej walki, więcej „radosnego” futbolu, z którego jednak niewiele wynikało. Dogodne sytuacje z obu stron można policzyć na palcach jednej ręki.

Polska zaczęła grać lepiej, odkąd boisko opuścili najwięksi „hamulcowi”: Dawid Kownacki i Karol Świderski. Sousa zostawił z przodu tylko Świerczoka, postawił na więcej jakości w środku pola, dzięki czemu nasze akcje sprawiały wrażenie bardziej skoordynowanych.

Byle bez kontuzji?


Im bliżej końcowego gwizdka, tym bardziej oba zespoły sprawiały wrażenie, jakby nie chciały sobie zrobić krzywdy. „Byle bez kontuzji” - mawiają często sędziowie przed meczem. Dziś oba zespoły wzięły je sobie za mocno do serca.

Czy można z tego meczu wyciągać daleko idące wnioski? Na pewno razi brak pomysłu selekcjonera Sousy, brak jednej idei. Na kilka dni przed mistrzostwami Polacy powinni już doszlifowywać, ulepszać, upiększać, a wszystko wskazuje na to, że dopiero trwa stawianie fundamentów. Niewielu jest pewniaków do składu, wątpliwości budzi formacja, niezgrana linia defensywna to w kontekście turnieju takiego jak Euro proszenie się o kłopoty.

Na kogo postawi Sousa z tyłu? Pewniakami wydają się Glik i Bednarek. Rozumieją się coraz lepiej, ale... nie dostają zbyt wielu szans do wspólnej gry. To absurd. Tak jak absurdem jest ciągłe rotowanie na pozycji trzeciego środkowego defensora. Na dziś największe szanse zdaje się mieć Kamil Piątkowski, ale co wówczas z Bartoszem Bereszyńskim? On w Sampdorii gra właśnie jako trzeci ze stoperów, który w fazie obrony idzie do prawej strony. Co z Helikiem, Dawidowiczem? Po co powoływać ich aż tylu?

Nie sposób nie odnieść wrażenia, że portugalski selekcjoner błądzi. Ile w tym jego winy, a ile Zbigniewa Bońka, prezesa PZPN?

Zbyt późne pożegnanie


Przypomnijmy: Sousa został ogłoszony selekcjonerem dopiero w styczniu tego roku. Nieoficjalnie mówi się, że Boniek podjął decyzję wcześniej, ale że w październiku czy listopadzie na zmianę nalegała opinia publiczna, nie podjął jej, by nie wyszło na to, że... ulega presji. Duma prezesa może nas kosztować blamaż na mistrzostwach Europy. Oby nie.

Sousa miał tylko pięć miesięcy, by ulepić kadrę na swoją modłę. Na razie nie widać konkretnego pomysłu i szalonych efektów. Te mają przyjść za kilka dni.

Mistrzostwa Europy już od 11 czerwca. Polakom został jeszcze jeden sprawdzian: mecz z Islandią w Poznaniu.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej