RAPORT:

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Bułgarskie podsłuchy: demontaż układu czy zemsta za rosyjskich szpiegów?

Preydent Bułgarii Rumen Radew i prezydent Rosji Władimir Putin w Sankt Petersburgu w 2019r. (fot. Mikhail Metzel\TASS via Getty Images)
Preydent Bułgarii Rumen Radew i prezydent Rosji Władimir Putin w Sankt Petersburgu w 2019r. (fot. Mikhail Metzel\TASS via Getty Images)

Bułgarią rządzą dziś prorosyjski prezydent i prorosyjski premier. Przed przedterminowymi wyborami w lipcu zajmują się głównie czystkami personalnymi i rozliczaniem poprzedniej ekipy. Fakt, że skorumpowanej i inwigilującej opozycję, ale też skutecznie łapiącej rosyjskich szpiegów.

Pupil Merkel, bułgarski Zełenski, ludzie Moskwy. Trzy podejścia i fiasko

Kryzys polityczny w Bułgarii. Miesiąc po wyborach okazuje się, że konieczne będą kolejne. Żaden obóz polityczny nie jest w stanie zbudować...

zobacz więcej

Prezydent Bułgarii Rumen Radew wydał 11 maja dekrety o rozwiązaniu parlamentu, który nie zdołał wyłonić rządu, i wyznaczeniu daty przedterminowych wyborów na 11 lipca. Jednocześnie powołał gabinet tymczasowy, który będzie sprawował władzę do wyborów. Bułgaria po wyborach 4 kwietnia znalazła się w stanie politycznym, który trudno uznać za stabilny. Przypomnijmy, do parlamentu dostało się sześć ugrupowań, tyle że nie były one w stanie zbudować większości i powołać rządu. Stąd decyzja o przedterminowych wyborach. Zgodnie z konstytucją, przestał działać dotychczasowy rząd Bojko Borysowa, a prezydent powołał gabinet „techniczny” – w dużej mierze oparty na lojalnych wobec Radewa postkomunistach. Nie wiadomo, czy po 11 lipca będą oni jeszcze mogli współuczestniczyć w rządach, więc teraz spieszą się, aby jak najwięcej zrobić dla demontażu systemu budowanego przez centroprawicową GERB i jej lidera Borysowa, który był premierem z małymi przerwami od lipca 2009 do maja 2021.

Bułgarska „junta”


Początek końca panowania Borysowa zaczął się jeszcze w ubiegłym roku, wraz z wybuchem masowych protestów społecznych przeciwko korupcji rządu i GERB, przeciwko wpływom oligarchów związanych z rządzącymi. Protesty poparł Radew, polityczny wróg Borysowa. Im dłużej rząd opierał się presji społecznej i odrzucał możliwość przedterminowych wyborów i reform, tym większe miał Radew nadzieje, że gdy dojdzie do starcia przy urnach, to wreszcie bliska mu postkomunistyczna Bułgarska Partia Socjalistyczna (BSP), wróci do władzy. Stało się inaczej. Socjaliści wypadli blado, zmniejszyli stan posiadani, choć byli w opozycji. Za to do parlamentu weszły ugrupowania powstałe na fali ubiegłorocznych protestów. Po fiasku misji powołania rządu przez GERB (choć Borysow usunął się w cień, żadna z pozostałych partii w parlamencie nie chciała rozmawiać o koalicji) socjaliści nawet nie próbowali sformować rządu – nie było szans. Więc zgodnie z konstytucją prezydent rozwiązał parlament. I w taki sposób otworzyła się przed postkomunistami możliwość przejęcia rządów, i to na wyłączność.

Wybrał Polskę zamiast Rosji, usłyszał zarzuty. B. szef bułgarskiego MON uniewinniony

Minister obrony Bułgarii w latch 2014–2017 Nikołaj Nenczew został ostatecznie uniewinniony z zarzutów, że podpisując w 2015 r. porozumienie z...

zobacz więcej

Dwa najważniejsze stanowiska zajmują dziś w Bułgarii generałowie rezerwy. Prezydent Rumen Radew to generał-major, były dowódca sił powietrznych Bułgarii. Premier Stefan Janew to generał brygady, wcześniej doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa i obrony, a jeszcze wcześniej attache wojskowy w USA (2011-2014). 61-letni Janew kierował też w przeszłości dyrekcjami ds. polityki obronnej i polityki bezpieczeństwa w resorcie obrony, pełnił kierownicze funkcje w Centrum Doskonalenia ds. Obrony przed Terroryzmem NATO w Ankarze oraz pracował w Naczelnym Dowództwie Sił Sojuszniczych NATO w Mons.

Ministrem spraw wewnętrznych został Bojko Raszkow, w przeszłości deputowany z ramienia BSP. W resorcie doszło do personalnej czystki – i to nie tylko na stanowiskach politycznych. Z kolei ministrem obrony został Giergi Panajotow, absolwent MGIMO. Nowy szef dyplomacji Swietłan Stojew jeszcze na początku lat 90. XX w. Uczył się w Akademii Dyplomatycznej w Moskwie. Ministrem sprawiedliwości jest Janaki Stoiłow, członek kierownictwa Bułgarskiej Partii Socjalistycznej, jeden z autorów obecnej konstytucji i poseł parlamentów siedmiu kadencji od 1990 r. Nowy rząd wymienił szefów administracji niemal wszystkich 28 obwodów w kraju. Radew przystąpił do czyszczenia ministerstw i innych podległych rządowi instytucji. Nie zważając na protesty wspólnoty wywiadowczej Bułgarii, prezydent zwolnił dyrektora Państwowej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (DANS) Dymitara Georgiewa. Uzasadniając to rzekomym „politycznym zaangażowaniem” i „dyskredytacją służby”. Przeciwnicy prezydenta i BSP mówią, że naprawdę chodzi o zemstę za skuteczne działania DANS w ostatnich latach i zdemaskowanie wielu rosyjskich szpiegów – choćby siatki złożonej głównie z oficerów wywiadu wojskowego w kwietniu br. Jeden z aresztowanych był uważany za zaufanego człowieka Janewa, obecnego premiera. – Od tej chwili nikt w Bułgarii nie będzie już więcej wykrywać rosyjskich szpiegów – ogłosił Borysow.

Prokuratura sprawdza też sygnały o korupcji i wymuszaniu przez przedstawicieli rządu Borysowa i zbliżonych do niego biznesmenów. Chodzi o zarzuty, jakie postawił zeznając przed parlamentarną komisją, powołaną do skontrolowania działalności rządów Borysowa w ostatnich 10 latach, Swetosław Iłczowski. Działający branży rolniczej biznesmen mówił, że zmuszano go do sprzedawania zboża po zaniżonych cenach i płacenia za prowadzenie działalności, a także jak zastraszano go. Ale tym, co może już ostatecznie zatopić Borysowa i GERB, jest afera podsłuchowa.

Spięcie między Rosją i Bułgarią. Strony wydalają dyplomatów

Rosja wydala dwóch bułgarskich dyplomatów – poinformował we wtorek resort spraw zagranicznych w Sofii. O decyzji rosyjskiego MSZ został...

zobacz więcej

Kampania na podsłuchu


Bomba wybuchła 20 maja, gdy Atanas Atanasow z opozycyjnego sojuszu Demokratyczna Bułgaria (kiedyś szef kontrwywiadu) w publicznym radiu powiedział, że służby podsłuchiwały w czasie kampanii przed kwietniowymi wyborami 32 członków z trzech ugrupowań powstałych na bazie antyrządowych ulicznych protestów. Według Atanasowa 12 osób podsłuchiwał wydział bezpieczeństwa wewnętrznego MSW, 12 – kontrwywiad (DANS), a osiem – Główna Dyrekcja do Walki z Przestępczością Zorganizowaną. Protokoły podsłuchiwanych rozmów, zapisane na papierze, zostały dopiero co zniszczone w wydziale bezpieczeństwa wewnętrznego MSW – dodał Atanasow. Dosłownie parę godzin później rewelacje polityka Demokratycznej Bułgarii potwierdził szef MSW Bojko Raszkow. Minister powiedział, że inwigilowany był też Janew, obecny premier, a wtedy doradca prezydenta. Raszkow potwierdził, że podsłuchy prowadziły dwie służby: DANS oraz Państwowa Agencja Operacji Technicznych, wyspecjalizowany organ przy rządzie, kierujący użyciem specjalnych środków wywiadowczych. Ze strony MSW w skandal zamieszana jest zaś wydział bezpieczeństwa wewnętrznego. Raszkow oświadczył, że trwa wewnętrzne dochodzenie w resorcie, zaś szef wydziału bezpieczeństwa wewnętrznego i jego zastępcy zostali zwolnieni. Następnego dnia prokuratura wszczęła śledztwo. Rzeczniczka prokuratury Sijka Milewa poinformowała, że ma ono wyjaśnić, czy doszło do naruszenia prawa podczas stosowania tzw. specjalnych środków wywiadowczych. Istnieją miejsca, w których ślady podsłuchów powinny nadal być. Jednym z nich jest sąd, który wydaje zezwolenia na prowadzenie podsłuchów; zezwolenia te są odnotowywane w odpowiednim rejestrze.

Szefowie służb lojalni wobec Borysowa spodziewali się szczegółowego audytu i wyjścia na jaw niewygodnych faktów. Dlatego jeszcze 7 maja dyrektorzy wywiadu i kontrwywiadu poszli na czteromiesięczny bezpłatny urlop, na który zgodę wydał poprzedni premier, Borysow. Kiedy nowy szef rządu wezwał szefów służb na rozmowę, nikt nie przyszedł. W tej sytuacji premier zapowiedział ich dymisje. Afera dotycząca podsłuchiwania opozycyjnych polityków tylko ułatwiła decyzje. 26 maja stracił posadę szef Państwowej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (kontrwywiadu) Dymitar Georgiew. Miejsce Georgiewa ma zająć szef jednej z regionalnych struktur kontrwywiadu Płamen Tonew. Ale ludzie poprzedniej władzy nie poddadzą się bez walki. Gdy tylko dowiedział się o swej dymisji, Georgiew poinformował media, że Raszkow, dawny szef służby śledczej, biura kontroli specjalnych środków wywiadowczych oraz poseł lewicy, a dziś szef MSW, dwa lata temu był pozbawiony dostępu do tajnej informacji na okres trzech lat. Georgiew stwierdził także, że pierwsza informacja, której zażądał od niego premier Janew, dotyczyła ujawnionej niedawno grupy szpiegującej na rzecz Rosji.

Bułgaria po wyborach. Premier bez szans na koalicję

Centralna Komisja Wyborcza ogłosiła, po przeliczeniu wszystkich protokołów, wyniki niedzielnych wyborów parlamentarnych. Do przyszłego Zgromadzenia...

zobacz więcej

Rosja w natarciu


W wyborach kwietniowych otwarcie prorosyjskie partie wypadły blado. Żadna nie otarła się nawet o próg wyborczy. W sumie nie zebrały one nawet dwóch procent głosów. Socjaliści nie są oczywiście otwarcie promoskiewscy, ale wiadomo, że mają słabość do Rosji. Ale i BSP spadła z pozycji numer dwa na trzecie miejsce w parlamencie. Teraz socjaliści podpisali umowę o szerokiej koalicji wyborczej z kilkoma ugrupowaniami, m.in. Alternatywą Bułgarskiego Odrodzenia (ABW) byłego prezydenta Georgi Pyrwanowa (zresztą też byłego komunisty i członka BSP). Z kolei koalicję pod nazwą „Lewicowy sojusz za czystą i świętą republikę” stworzyły wspomniane wcześniej otwarcie prorosyjskie partie: Odrodzenie Ojczyzny pod wodzą Nikołaja Malinowa, który ma sprawę karną za szpiegostwo na rzecz Rosji, socjalistyczna partia Bułgarska Droga, Bułgarska Linia Postępowa oraz Partia Bułgarskich Komunistów. Sekretarzem koalicji został Żan Widenow, były lider BSP i były premier, za rządów którego Bułgaria pogrążyła się w potężnym kryzysie gospodarczym (połowa lat 90. XX w.). Oczywiście to także były działacz komunistyczny.

Sondaż Gallup International opublikowany 19 maja pokazuje jednak wciąż, że wybory wygra GERB, choć z jeszcze gorszym wynikiem, niż w kwietniu (22,8% wobec 26,18%). Drugą pozycję utrzymuje antyestablishmentowy Jest Taki Naród (ITN) showmana Sławi Trifonowa z 20,1% (w kwietniu mieli 18%). Socjaliści uzyskują 16,1% (w kwietniu było 15%). Reprezentujący mniejszość turecką Ruch na rzecz Praw i Wolności (DPS) może liczyć na 11,2% (wobec 10,5% w kwietniu). Grono partii, które mogą przekroczyć próg wyborczy zamyka ruch „Wstań! Bandyci Precz!” z 5,6%. Jednak afera podsłuchowa może mieć wpływ na sympatie wyborców. Nie wiadomo wciąż, czy sympatycy Rosji nie będą współrządzić. Zwłaszcza, że teraz i premier, i prezydent mają prorosyjskie poglądy.

Część wydalonych rosyjskich dyplomatów opuściła Czechy

Z lotniska w Pradze odleciał rosyjski samolot specjalny z częścią dyplomatów i pracowników ambasady Rosji, którzy do końca maja mieli czas na...

zobacz więcej

Przeciwnicy wypominają prezydentowi, że ani razu nie odniósł się do sprawy próby otrucia bułgarskiego biznesmena Emiliana Gebrewa przez GRU przy użyciu nowiczoka. Radew chwalił też decyzję rządu w 2018 roku, żeby nie wydalać rosyjskich dyplomatów w ramach szerokiej akcji wielu państw zachodnich po zamachu na Skripala. Mówił wtedy o braku bezspornych dowodów, że za zamachem stała Rosja. Gdy w kwietniu rozbito siatką szpiegowską, najpierw milczał tak długo, jak się dało, by w końcu zareagować krytyką rządowych instytucji, które wydały zdrajcom zgodę na dostęp do informacji niejawnych. Radew nie skomentował też niedawno ujawnionych okoliczności sabotażu w bułgarskich zakładach zbrojeniowych – wszystko wskazuje na to, że odpowiedzialni byli ci sami agenci GRU, którzy stoją za wybuchami w czeskich Vrbieticach. Na ostatnim szczycie UE bułgarski prezydent – jak sam później mówił w kraju – miał proponować poszukiwanie „nowych instrumentów” w polityce wobec Rosji, bo reżim sankcyjny nic nie daje jego zdaniem.

W listopadzie mają się odbyć wybory prezydenckie – Radew chce się ubiegać o reelekcję. Jeśli wygra, a wcześniej w parlamencie pojawi się nowa większość z udziałem socjalistów i – gdyby weszli do parlamentu – innych sił prorosyjskich, to polityka Bułgarii może ulec drastycznej zmianie. Niektórzy bułgarscy analitycy ostrzegają, że dysponując większością obóz promoskiewski może nawet zorganizować referendum w sprawie wyjścia Bułgarii z NATO. Czy jest to political fiction? Niekoniecznie. Sondaże pokazują, że niemal 60 proc. Bułgarów nie widzi zagrożenia ze strony Rosji, zaś 40 proc. widzi w niej najważniejszego strategicznego partnera – mimo, że ich kraj należy do NATO. Dwie trzecie Bułgarów pozytywnie ocenia Władimira Putina. Wystarczyłoby więc tylko odpowiednio zmotywować te grupy wyborców, a zwolenników zachodniego kursu zdemotywować, a wtedy na Kremlu mogłoby faktycznie wystrzelić korki od szampanów.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej