RAPORT:

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Na Kaukazie znów gorąco. Wojna o korytarz Zangezur?

Baku. Prezentacja zdobytego przez Azerów sprzętu Armeńskiego w Górskim Karabachu (fot. Resul Rehimov/Anadolu Agency via Getty Images)
Baku. Prezentacja zdobytego przez Azerów sprzętu Armeńskiego w Górskim Karabachu (fot. Resul Rehimov/Anadolu Agency via Getty Images)

Rośnie napięcie między Azerbejdżanem i Armenią. Niemal codziennie dochodzi do zbrojnych incydentów. Rosja chce to wykorzystać do wzmocnienia swych wpływów w regionie. Sytuacja jest tym groźniejsza, że do starć dochodzi tym razem nie w Górskim Karabachu, a bezpośrednio na granicy obu państw.

Były kamienie, potem śmigłowce. Wojna zaczęła się od kamer

Ponad 50 zabitych i blisko 300 rannych. W zdecydowanej większości cywile. To bilans trzydniowego konfliktu granicznego dwóch środkowoazjatyckich...

zobacz więcej

Między Armenią a Azerbejdżanem od listopada ub. r. obowiązuje gwarantowane przez Rosję zawieszenie broni, po ostatnich trwających sześć tygodni walkach o Górski Karabach. Surowa w górach Kaukazu zima automatycznie zamroziła możliwość kolejnych ruchów wojsk obu stron. Ale wraz z przyjściem wiosny sytuacja się zmieniła. W ostatnich zaś dniach niemal codziennie dochodzi do zbrojnych incydentów i wojennych pogróżek z obu stron.

Gorący maj


25 maja ministerstwo obrony w Erywaniu poinformowało o śmierci swojego żołnierza w pożarze, który wybuchł po wymianie ognia między siłami Armenii i Azerbejdżanu. Do incydentu doszło w okolicach położonej po armeńskiej stronie wsi Wein Szorża, 7 km od granicy (region Gegharkunik). Władze w Baku zaprzeczyły, by prowadziły ostrzał, zaś Ormianin miał zginąć w wypadku, z którym Azerbejdżan nie ma nic wspólnego. Według komunikatu azerbejdżańskiego ministerstwa, siedem ciężarówek armeńskich sił zbrojnych próbowało się zbliżyć do granicy z Azerbejdżanem. „W wyniku działań prewencyjnych podjętych przez nasze jednostki, ruch wroga został zahamowany” - mówi komunikat. Ale Baku podkreśla, że odbyło się to bez otwierania ognia do przeciwnika. Za to samo następnego dnia ogłosiło, że to azerbejdżańskie terytorium jest od trzech dni ostrzeliwane przez wojska Armenii. Natomiast 27 maja okazało się, że Azerowie wzięli do niewoli sześciu żołnierzy Armenii. Baku twierdzi, że próbowali przekroczyć granicę, Erywań mówi, że wojskowi znajdowali się tylko w strefie przygranicznej i mieli wykonywać prace inżynieryjne. Według Azerów kładli miny. Do incydentu też doszło w graniczącym z Azerbejdżanem regionie Gegharkunik. Na tym nie koniec. 28 maja resort obrony Azerbejdżanu wydał oświadczenie, w którym oskarża Armenię o ostrzał pozycji azerbejdżańskich w rejonie Babek w eksklawie nachiczewańskiej na granicy Armenii i Turcji. Erywań odrzuca oskarżenia i twierdzi, że Baku kłamie.

Choć właśnie w ostatnich dniach jest szczególnie gorąco na granicy, to jednak obecny kryzys zaczął się w nocy z 12 na 13 maja, wraz z wkroczeniem oddziałów azerbejdżańskich – jak twierdzi Erywań – w głąb armeńskiego terytorium w prowincjach Syunik i Gegharkunik. Baku odpowiedziało, że po prostu zajmuje należne Azerbejdżanowi pozycje, które były dotąd niedostępne z powodu trudnych zimowych warunków. Oddziały azerbejdżańskie nie napotkały oporu, bo Armenia wycofała z tego obszaru regularne wojska, gdy Rosjanie założyli tam dwa nowe posterunki (w ramach 102. bazy w Giumri). Armeńskich żołnierzy zastąpiły paramilitarne oddziały straży granicznej. Azerowie weszli na głębokość 3,5 km i od tamtej pory wciąż się przesuwają, wycofując się na niektórych odcinkach na kilkaset metrów, by w tym samym czasie na innych odcinkach pójść o kilkaset metrów naprzód. Azerom szczególnie zależy na strategicznym punkcie znanym jako Mets Ishkansar. Leży na wysokości 3500 m n.p.m. i można stamtąd kompletnie kontrolować lotnisko Sisian i drogę z Saravan do Goris. Zresztą w Sisian wszystkich mężczyzn pracujących w administracji miejskiej zmobilizowano do oddziałów ochotniczych.

Tureckie drony dla Wojska Polskiego

22 maja minister obrony narodowej RP Mariusz Błaszczak poinformował opinię publiczną o zamiarze zakupienia dla Wojska Polskiego 4 zestawów...

zobacz więcej

Azerbejdżański korytarz?


W Armenii pojawiły się obawy, że ruchy wojsk azerbejdżańskich właśnie w najdalej na południe położonej prowincji Syunik to wstęp do próby stworzenia terytorialnego korytarza łączącego główny obszar Azerbejdżanu z jego eksklawą Nachiczewan. Szczególnie głośno ostrzega przed tym opozycja. 17 maja Nikol Paszynian zwołał Radę Bezpieczeństwa, na której odrzucił plotki o tzw. korytarzu Zangezur, który miałby biec przez południowy armeński region Syunik. Rząd w Erywaniu podkreśla, że w dokumencie rozejmowym z 9 listopada 2020 nie pada słowo „korytarz”. Nie oznacza to jednak, że Armenia jest przeciwna idei połączenia kolejowego wschód-zachód łączącego Azerbejdżan z Nachiczewaniem. Co potwierdził 19 maja na posiedzeniu rządu Paszynian: „Zgodnie z istniejącymi porozumieniami, Armenia uzyska połączenie kolejowe z Iranem i Rosją (via terytorium azerbejdżańskie – red.), zaś Azerbejdżan uzyska połączenie kolejowe z Nachiczewaniem. Tymczasem jednak Azerbejdżan uważa, że kwestia „korytarza” to coś innego niż kolejowe połączenie kontrolowane przez pograniczników rosyjskiej FSB – co określono w art. 9 porozumienia z listopada 2020. Baku ma choćby plany poprowadzenia autostrady do Nachiczewania – ale Erywań to odrzuca. Kluczowa może być postawa Moskwy. A ta znów, jak na jesieni, prowadzi dwuznaczną grę.

Azerbejdżańscy żołnierze ruszyli zaledwie dzień po wizycie w Baku Siergieja Ławrowa i jego spotkaniu z Ilhamem Alijewem. Czy to oznacza, że Rosja dała przyzwolenie na operację? Raczej nie. Po prostu Alijew wykorzystał sytuację, by sprawić wrażenie, że ma poparcie Moskwy w tej kwestii. To tylko podsyca obawy Ormian – zwłaszcza, że reakcja Rosji i paktu OUBZ na apele o wsparcie nie zadowala Erywania. Na posiedzeniu rządu 19 maja Paszynian nie ukrywał rozczarowania z tego powodu. Ciekawe, że większe wsparcie Armenii w tym obecnym sporze dają kraje nie będące jej strategicznym sojusznikiem, jak Rosja. Przedstawicielka USA w OBWE 25 maja oświadczyła: „Ruchy wojskowe na spornych terytoriach są niepotrzebnie prowokacyjne. Oczekujemy, że Azerbejdżan wycofa wszystkie siły i wzywamy obie strony do natychmiastowego rozpoczęcia negocjacji w celu wytyczenia ich wspólnych granic międzynarodowych”. Do deeskalacji wzywał też szef irańskiej dyplomacji Mohammad Javad Zarif, który w ostatnim tygodniu odwiedził stolice obu krajów. Z kolei prezydent Francji Emmanuel Macron zaapelował wcześniej na Facebooku – w języku ormiańskim – do Baku o wycofanie wojsk.

Poszatkowana mapa. Sowiecki „prezent” dla Azji Środkowej

Niedawny krótki konflikt zbrojny na granicy Tadżykistanu i Kirgistanu to nie pierwsze i nie ostatnie takie starcie w tej części Azji Środkowej....

zobacz więcej

Rosyjska intryga


W sytuacji, gdy najmniejsza pomyłka i zła interpretacja intencji wroga może zakończyć się wybuchem regularnej wojny, szczególnie znacząco wygląda milczenie Kremla. Choć to właśnie Rosja jest tu najważniejszym graczem i mogłaby dyplomatycznymi kanałami starać się uspokoić obie strony. Moskwa jest gwarantem rozejmu z listopada ub.r. i podpis Putina widnieje tam obok podpisów Paszyniana i Alijewa. Rosjanie wysłali do Karabachu 2000 „mirotworców”. Rosja jest też współprzewodniczącą Mińskiej Grupy OBWE, które to ciało ma odgrywać rolę mediacyjną w konflikcie. Do tego dodajmy dominującą rolę w pakcie wojskowym Układ Organizacji o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ), do którego należy też Armenia. No i wreszcie dwustronny sojusz wojskowy z Armenią i posiadanie bazy wojskowej w tym kraju. Tymczasem trudno nie zauważyć, że do eskalacji napięcia w regionie doszło po wizytach Ławrowa w Erywaniu (5-6 maja) i w Baku (10-11 maja)…

Erywań nie ukrywa rozczarowania, że OUBZ nawet nie wezwała Azerbejdżanu do wycofania sił z terytorium armeńskiego, nie wspominając już o jakiejkolwiek pomocy wojskowej. Zaraz po tym, jak Azerowie zaczęli posuwać się naprzód w Syunik, Armenia zwróciła się do OUBZ powołując się na art. 2 traktatu paktu, który przewiduje konsultacje członkowskich krajów między sobą w kwestiach międzynarodowego bezpieczeństwa. Tyle że niewiele się stało. Trudno tym bardziej oczekiwać, że gdyby Erywań powołał się na art. 4, który obliguje członków paktu do wzajemnej pomocy wojskowej, to ktokolwiek przyszedłby z odsieczą. OUBZ nie pomogła Armenii w jesiennej wojnie z Azerbejdżanem, ale to akurat było usprawiedliwione. Działania zbrojne toczyły się bowiem w Karabachu i okupowanych przez Armenię rejonach Azerbejdżanu. Od początku w pakcie dokonano zastrzeżenia, że wzajemne gwarancje pomocy nie obejmują tych terenów, a jedynie właściwe terytorium Armenii. Teraz sytuacja może być inna – Erywań utrzymuje, że chodzi o działania azerbejdżańskie na armeńskim terytorium. Oczywiście Baku powtarza, że OUBZ nie ma tu nic do rzeczy, bo wszystko dzieje się po azerbejdżańskiej stronie granicy. Żeby sytuacja była jeszcze bardziej zagmatwana, 28 maja minister obrony Siergiej Szojgu ogłosił, że Rosja planuje wzmocnić współpracę wojskową z Armenią. Ta deklaracja, podobnie jak deklaracje Kremla i MSZ, wyjaśnia chyba, co kryje się za obecną postawą Moskwy. Tak jak na jesieni, Rosja chce poczekać na osłabienie Armenii pod presją Azerbejdżanu, by jeszcze bardziej uzależnić ją od siebie i jeszcze bardziej umocnić swoją militarną pozycję w regionie. Korzysta przy tym z dziedzictwa sowieckiego – zwłaszcza, gdy mowa o przebiegu granic.

Odbiorą Amerykanom, dadzą Rosjanom. Strategia Bidena ma zachęcić Putina?

Syryjska ropa kartą przetargową w negocjacjach USA z Rosją? Jak ujawnia kurdyjski portal Kurdistan24, administracja Joego Bidena zamierza zakazać...

zobacz więcej

Terytorialna wymiana?


Wróćmy na moment do wydarzeń z listopada ub.r. Chwilę po tym, jak ogłoszono wynegocjowany przez Rosję rozejm, niektóre rosyjskie media opublikowały tekst porozumienia. Był tam punkt, zgodnie z którym Armenia miała do 20 listopada „zwrócić stronie azerbejdżańskiej terytorium utrzymywane przez stronę armeńską w regionie Gazakh republiki azerbejdżańskiej”. Ale kiedy kilka godzin później Kreml opublikował oficjalną treść porozumienia, nie było tam już żadnego odniesienia do regionu Gazakh. Być może przez zwykły bałagan i pośpiech, zwłaszcza że był to akurat chyba jeden z najmniej istotnych zapisów. Ale Azerowie o tym nie zapomnieli – wróciła dyskusja na temat tego skrawka ziemi, podsycana najbardziej przez opozycję w Armenii twierdzącą, że rząd szykuje się do oddania wspomnianego terytorium Azerbejdżanowi. Już w grudniu Azerowie mówili, że choć w dokumencie rozejmowym nie ma mowy o wsiach w Gazakh i jednej wsi w Nachiczewaniu, to i tak te ziemie wrócą pod kontrolę Baku.

Chodzi o naprawdę niewielkie skrawki terytorium leżące przy najdalej na północ wysuniętej części granicy armeńsko-azerbejdżańskiej. W czasach sowieckich mieszkali tam etniczni Azerowie, a ziemie były administrowane przez władze Azerbejdżańskiej SRS. Kiedy jednak pod koniec lat 80. XX w. doszło do eskalacji konfliktu azersko-ormiańskiego, milicje armeńskie zdołały wyrzucić ze wspomnianych terenów azerskich mieszkańców i od tamtej pory faktycznie obszar ten – dokładnie zaś sześć wiosek - był pod kontrolą Armenii. Do tego dochodzą jeszcze trzy małe enklawy, które w czasach sowieckich należały do Azerbejdżańskiej SRS, ale były zupełnie otoczone terytorium Armeńskiej SRS. To region ważny strategicznie, bo przebiega przezeń główna droga łącząca Tbilisi z Erywaniem. Strategiczne znaczenie ma też inna azerbejdżańska enklawa kontrolowana przez Armenię. Karki (orm. Tigranashen) leży na drodze z Erywania na południe kraju. Z kolei Azerbejdżan kontroluje armeńską enklawę Artsvashen. Wszystkie te terytorialne problemy dałoby się rozwiązać poprzez kompleksowe porozumienie umocnione oficjalnym w końcu określeniem granicy między Armenią a Azerbejdżanem. Tyle że napotyka to na opory, zwłaszcza części elity armeńskiej.

Trwa „pełzająca aneksja” wschodniej Ukrainy. Kreml stosuje taktykę faktów dokonanych

Sprzeciw Zachodu wobec wspierania przez Rosję separatystów kontrolujących wschodnie tereny Ukrainy, na niewiele się zdaje. Kreml metodą faktów...

zobacz więcej

Sowiecka kartografia


Prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew powiedział 20 maja, że jego kraj jest gotowy do rozmów pokojowych z Armenią. Premier Armenii Nikol Paszynian przyznał, że pod egidą Rosji przygotowywane jest porozumienie o ustanowieniu granic między skonfliktowanymi krajami. Opozycja twierdzi, że Paszynian chce oddać Azerom sześć wsi w Gazakh. Projekt dokumentu ws. komisji mającej wytyczyć granicę podpisany przez Paszyniana, Alijewa i Putina ujawnił Mikayel Minasyan, zięć byłego prezydenta Serża Sarkisjana, zacięty przeciwnik obecnego premiera. W zamian za pewne ustępstwa terytorialne Paszynian oczekuje zwolnienia przez Azerbejdżan wszystkich wojskowych i cywilów wciąż pozostających za kratami oraz wycofania wojsk, które niedawno weszły do południowych terenów pogranicznych. Ostatnie wydarzenia na granicy osłabiają szanse Paszyniana i jego partii w wyborach 20 czerwca. 27 maja do dymisji podał się, po zaledwie pół roku na urzędzie, szef MSZ Armenii Ara Ayvazian. Gazeta „Hraparak” już 21 maja pisała, że szef dyplomacji nie zgadza się z Paszynianem w sprawie projektu trójstronnej umowy Armenii, Azerbejdżanu i Rosji o powołaniu wspólnej komisji, która wytyczy granicę między Armenią a Azerbejdżanem.

Nie ma bowiem oficjalnej granicy między obu krajami. Po upadku ZSRS i wojnie o Karabach nigdy formalnie jej nie wytyczono i nie zatwierdzono. 17 maja Ławrow powiedział, że sytuacja w południowej Armenii to wynik „braku granicy”. Dodał, że Rosja oferuje „materiały kartograficzne i usługi konsultacyjne” obu stronom. Ale jeszcze tego samego dnia zastępca Ławrowa, Andriej Rudenko uściślił, że Rosja zaoferuje pomoc tylko jeśli obie strony jej zechcą. Dwa dni później Ławrow oznajmił, że Moskwa pomogła stworzyć komisję do spraw wytyczenia granicy. Rosja jest jej równoprawnym członkiem, jak Armenia i Azerbejdżan. Z kolei 26 maja rzeczniczka MSZ Maria Zacharowa powiedziała, że długoterminowym rozwiązaniem jest formalna delimitacja i demarkacja granicy: „Rosja jest gotowa pomóc temu w każdy możliwy sposób”.

Problem w tym, że nawet mające ponad 30 lat sowieckie mapy, które powinny być podstawą do określenia współczesnej granicy, różnią się między sobą. Jedna jest korzystniejsza dla Erywania, druga dla Baku. Armenia używa mapy topograficznej nakreślonej przez geografów moskiewskich, ponieważ pokazuje ona armeńską suwerenność nad 80 proc. spornego rejonu Jeziora Czarnego i w całości nad terenem, który ostatnio zajęli azerbejdżańscy żołnierze. Azerbejdżan tymczasem preferuje wojskową mapę sowiecką, która pokazuje, że cały zajęty ostatnio teren wchodził w skład republiki przed 1991 r. W takiej sytuacji Moskwa może mieć decydujący głos w rokowaniach dotyczących przebiegu granicy. I zapewne zechce to wykorzystać dla dalszego umocnienia swej pozycji w tej części Kaukazu.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej