RAPORT

DEBATA W PARLAMENCIE EUROPEJSKIM PO WYROKU TK

Karnkowski: Meteor z Porozumienia i sukcesy marszałka Grodzkiego

Ten czwartek z pewnością przeszedł do historii senatu i parlamentaryzmu (fot. PAP/Darek Delmanowicz)
Ten czwartek z pewnością przeszedł do historii senatu i parlamentaryzmu (fot. PAP/Darek Delmanowicz)

Kandydat Porozumienia na RPO przemknął jak meteor, by po krótkim zamieszaniu powróciło do dyskusji nazwisko Lidii Staroń. Choć jednak jeszcze w czwartek po południu politycy PiS w mediach mówili o dużych szansach Staroń w Senacie, bardzo szybko okazało się, że w polityce nie ma niczego pewnego. Niemal w tym samym czasie o tym samym przekonywał się marszałek Tomasz Grodzki, odczytujący wyniki głosowań w sprawie przyjęcia przez Senat ustawy o zasobach własnych Unii Europejskiej.

Sprawa RPO w Sejmie po raz kolejny. Jak zagłosuje Zjednoczona Prawica?

Głosowanie nad wyborem nowego Rzecznika Praw Obywatelskich odbędzie się prawdopodobnie w piątek – powiedział w TVP Info wiceminister kultury...

zobacz więcej

Ten czwartek z pewnością przeszedł  do historii Senatu i parlamentaryzmu. Myślę, że jeśli kiedyś ktoś wróci do pomysłu likwidacji izby wyższej parlamentu, zapis wydarzeń dotyczących ratyfikacji ustawy o Funduszu Odbudowy UE wystarczy za wszelkie inne argumenty.  

 

  Stracony miesiąc   


Prawie miesiąc stracony w sytuacji, gdy czas jest elementem dość istotnym, a co więcej, gdy każdy dzień zwłoki idealnie pasuje do narracji własnej politycznej konkurencji, stając się de facto prezentem marszałka Grodzkiego dla PiS; prawie miesiąc, stracony na stworzenie preambuły niemającej precedensu ani politycznego, ani prawnego; preambuły, która de facto stanowi podważnie umiejętności właściwego wydatkowania funduszy przez własne państwo, lecz również zdolności kontrolowania tego procesu przez stosowne organy Unii Europejskiej;  prawie miesiąc, zakończony przegranym prestiżowym głosowaniem, którego, patrząc z punktu widzenia arytmetyki senackiej, przegrać się nie dało.

  Gdy jednak analizować pracę izby wyższej, bezsilne okazują się zarówno logika, jak i matematyka, przecież bliskie sobie i pokrewne nauki. Przez wiele dni politycy związani z PiS, a zapewne również otoczenie prezydenta zastanawiali się, co z tym dziwacznym dokumentem będzie można zrobić. Odrzucić w Sejmie, uznać za niebyły, pozostawić sprawę do decyzji Trybunału Konstytucyjnego?

Grodzki dziękuje „GW” za nagrodę. „Nam w Senacie nie jest wszystko jedno” [WIDEO]

– Nam w Senacie też nie jest wszystko jedno – powiedział marszałek Senatu Tomasz Grodzki dziękując „Gazecie Wyborczej” za tytuł Człowieka Roku...

zobacz więcej

Każde z tych rozwiązań byłoby na pewno przekonująco uzasadnione od strony prawnej i politycznej, każde jednak powodowałoby w najlepszym razie tylko  opóźnienie i tak już przeciągniętej procedury, a w przypadku gorszego obrotu spraw również kolejne pole konfliktu z unijną biurokracją. Nie wyglądalibyśmy też zbyt poważnie w porównaniu z innymi państwami, korzystającymi z tego funduszu – dotąd żadne z nich, a plan przyjęli już prawie wszyscy – nie uznało za potrzebne obudowania ratyfikacji żadnym dodatkowym aktem prawnym, tym bardziej więc deklaracją własnej niewiarygodności, jak streścić można senackie oświadczenie.

 

  Nerwów było sporo


Emocji i nerwów było więc sporo, tymczasem rzecz zakończyła się jak w jakimś żarcie o Polakach – nieudacznikach, którymi czasem lubimy się samobiczować. Jeden senator opozycji utknął w windzie, inny pomylił przyciski i tak pewna wygrana zmieniła się w niespodziewany remis, który ze względów ustawowo-regulaminowych równoznaczny jest z przegraną, czyli przyjęciem ustawy bez żadnych zmian i poprawek. Jedyną alternatywą było jej odrzucenie lub wstrzymanie się od głosu, jedno i drugie jeszcze bardziej kompromitujące i kosztowne politycznie.

  Porażka opozycji w Senacie z pewnością jest wydarzeniem spektakularnym i narażającym całą tę formację polityczną na śmieszność. Politycy PiS widzący w niej koniec niepotrzebnych intryg mają rację.  Niestety, nie do końca, ponieważ spektakl trwać będzie nadal, zmieni się tylko przedmiot gry. Choć przez chwilę można było mieć nadzieję, że po zgłoszeniu przez PiS kandydatury Lidii Staroń na RPO uda się zakończyć również ten żenujący serial.

Gowin poparł kandydata opozycji na RPO. Doniesienia medialne

Prezes Porozumienia Jarosław Gowin, posłowie tej partii: Marcin Ociepa, Andrzej Gut-Mostowy i Wojciech Murdzek oraz poseł PiS Zbigniew Girzyński...

zobacz więcej

  Spójność poglądów i postaw  


   Tymczasem testujący w nieskończoność cierpliwość kolegów wicepremier Gowin postanowił wykonać niespodziewany (choć trudno powiedzieć, że zaskakujący) zwrot i z kilkoma kolegami  poparł kandydata opozycji, prof. Marcina Wiącka, gest ten poprzedzając jeszcze zgłoszeniem własnego, bardzo jak na formacje konserwatywną nietypowego, kandydata.

  Profesor Marek Konopczyński, bo o nim mowa, nie był wcześniej osobą specjalnie rozpoznawalną i obecną w głośniejszych politycznych sporach. Aktywny był (i jest nadal) natomiast na Twitterze, dzięki czemu mogliśmy dowiedzieć się kilku rzeczy.

  Po pierwsze, że wydaje się być osobą z dystansem i poczuciem humoru, nie zawsze licującym być może z godnością ewentualnego urzędu, ale tak czy i inaczej nie warto z tego akurat robić zarzutu. Niestety, co jakiś czas prof. Konopczyński pisał dużo poważniej, a treść jego wpisów mocno poruszyła konserwatywnych internautów. Zdarzyło mu się na przykład porównanie postawy współczesnego Kościoła do ZOMO z czasów PRL,  będące oczywiście konsekwencją poparcia dla Strajku Kobiet.

  Nad tą i kilkoma innymi wypowiedziami działacze Porozumienia przeszli do porządku dziennego. Być może po zapowiadanym na niedawnej konwencji tej partii „przyjaznym rozdziale Kościoła od państwa” kolejnym krokiem jest podejście o wiele mniej przyjazne. Każdy ma prawo do własnej politycznej identyfikacji, cenna jest jednak spójność poglądów i postaw.

  Porozumienie wciąż kreuje się jednak na ugrupowanie konserwatywne, więc wystawienie osoby, która, choć nie afiszuje się zbyt radykalnie ze swoimi poglądami, nie różni się w nich specjalnie od przedstawicieli opozycji, w tym tej najbardziej krzykliwej i pozaparlamentarnej, jest pewnym zgrzytem. „Czy oni znają pana poglądy?” – zapytał tuż po pojawieniu się informacji o planach Porozumienia jeden z życzliwych Konopczyńskiemu opozycyjnych internatów i to pytanie, zawieszone w próżni, najlepiej charakteryzuje całą sytuację.

Senator Lidia Staroń i prof. Marcin Wiącek kandydatami na RPO

PSL, Lewica, KO i Polska 2050 zamierza poprzeć prof. Marcina Wiącka jako kandydata na funkcję Rzecznika Praw Obywatelskich. Jego kandydatura...

zobacz więcej

Nic więc dziwnego, że już następnego dnia Prawo i Sprawiedliwość zapowiedziało brak swojego poparcia, a prof. Konopczyński z taktem, którego, przyznaję, powinna mu pozazdrościć większość klasy politycznej, wycofał się, pisząc na Twitterze, że „(…)RPO musi realizować proobywatelską misję ponad politycznymi podziałami. W związku z informacjami o braku poparcia największego sejmowego ugrupowania, uważam moje dalsze zaangażowanie w proces wyborów RPO za bezprzedmiotowe. Dziękuję wszystkim wspierającym moją osobę”.

 

  Kolejny kandydat na rzecznika RPO


  Porozumienie w ogóle nie odniosło się do krytyki wypowiedzi swojego kandydata, równocześnie kreując się trochę na ofiarę nierównego traktowania w koalicji. To do partii Jarosława Gowina należeć miało zgłoszenie kolejnego kandydata na RPO.

  Problem w tym, że wszyscy spodziewali się kompromisowej kandydatury Lidii Staroń. Tymczasem zgłoszono osobę, będącą nie do przyjęcia dla partnerów, co przypomina w pewnym stopniu taktykę negocjacyjną Platformy Obywatelskiej z czasów rozmów na temat powołania wspólnego rządu z Prawem i Sprawiedliwością w 2005 roku. Jak już wiemy, nazwisko Staroń pojawiło się jako propozycja PiS, jednak od razu było jasne, że na tym się nie skończy.

  Sygnałem, że coś jest nie tak,  był tweet Michała Wypija o treści „To się porobiło… #RPO”, który stawał się mniej zagadkowy, gdy sprawdzić, że polubił go bardzo szybko choćby znany polityk Koalicji Obywatelskiej, Arkadiusz Myrcha. I faktycznie, bardzo szybko okazało się, że kilku polityków Porozumienia, w tym sam Jarosław Gowin, znalazło się wśród osób podpisanych pod inną kandydaturą na ten urząd, zgłoszonym przez niemal całą (poza Konfederacją) opozycję prof. Marcinem Wiąckiem, znawcą tematyki praw człowieka z Uniwersytetu Warszawskiego.

Kto wygrałby wybory do Sejmu? Zmiana poparcia [SONDAŻ]

Prawo i Sprawiedliwość liderem sondaży – i to właśnie partia Jarosława Kaczyńskiego wygrałaby wybory, gdyby te odbyły się w najbliższą niedzielę. Z...

zobacz więcej

Paradoksalnie prof. Wiącek wydaje się być, przynajmniej na pierwszy rzut oka, osobą łatwiejszą do zaakceptowania nawet dla PiS (potwierdzają to pierwsze, pozytywne dla obu kandydatur wypowiedzi premiera), niż wcześniej zgłoszony przez koalicjanta kandydat.

 

  Kontynuator pracy Adama Bodnara 


Choć bowiem Marcin Wiącek sam siebie widzi jako kontynuatora pracy Adama Bodnara,  nie znamy go z żadnych kontrowersyjnych wypowiedzi czy politycznego zaangażowania. Z drugiej strony szkoda jednak, by ofiarą ambicji jednej niewielkiej partii stać miała się Lidia Staroń, autentyczna i od lat zaangażowana w pomoc ludziom społeczniczka, ciesząca się powszechnym zaufaniem i sporą sympatią obywateli, nie tylko w swoim regionie. Postać wymykająca się politycznym podziałom, za którą, paradoksalnie, świadczyć mogą nawet ostatnie sejmowe głosowania.

  O ile bowiem w przypadku Porozumienia może pojawiać się wątpliwość, czy sympatia prof. Gowina do kandydata opozycji nie ma związku z jego ekspertyzą, dającą Gowinowi właśnie rację w sporze o prawa do nazwy partii z Adamem Bielanem, o tyle trudno mówić, by Zjednoczona Prawica odwdzięczała się Staroń za konkretne głosowanie. Nie poparła ona nawet Bartłomieja Wróblewskiego w ostatnim jak dotąd głosowaniu w sprawie RPO. Czemu więc służyć miał manewr z Markiem Konopczyńskim?

 

  Najlepsze puenty dopisuje nam życie  


     Felieton powinien kończyć się zabawną lub przynajmniej złośliwą puentą. Najlepsze puenty dopisuje nam jednak życie, czasem rękami innych dziennikarzy.  W tym samym dniu, w którym Senat wypuścił w świat ustawę bez szumnie zapowiadanej preambuły, prof. Tomasz Grodzki został ogłoszony Człowiekiem Roku „Gazety Wyborczej”. Pogratulujmy więc nie tylko głosowania, ale i tytułu!

Zobacz też Wybranowski: Nie warto płakać po Bodnarze    

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej