RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Wybranowski: Nie warto płakać po Bodnarze

Jego aktywność w roli rzecznika była wypełniona radykalnie lewicową agendą (fot. PAP/Wojciech Olkuśnik)
Jego aktywność w roli rzecznika była wypełniona radykalnie lewicową agendą (fot. PAP/Wojciech Olkuśnik)

Opuszczający stanowisko rzecznika praw obywatelskich dr Adam Bodnar miał umiejętności, swoistą „iskrę bożą” i narzędzia, by być - jak śp. dr Janusz Kochanowski – rzecznikiem interesów obywateli niezależnie od ich przekonań. Niestety, mimo udanego początku, koniec końców stał się zakładnikiem swojego środowiska politycznego, a jego aktywność w roli rzecznika była wypełniona radykalnie lewicową agendą, od której tylko sporadycznie potrafił odejść.

Afera Amber Gold. Nie znam, nie słyszałem, nie pamiętam…

Kulisy afery Amber Gold, o której w ostatnim tygodniu przypomniała TVP filmem Sylwestra Latkowskiego „Taśmy Amber Gold” pokazały jak bardzo – w...

zobacz więcej

Sobota 22 maja. Lewicowy, bliski środowisku „Gazety Wyborczej” portal OkoPress publikuje artykuł, w którym krytyce poddaje księdza Michała Olszewskiego z Fundacji Profeto, wydającej katolickie media. Artykuł, zgodnie z linią medium, mocno antyklerykalny, sugerujący bliżej nieokreślone nieprawidłowości, za które ma odpowiadać rzekomo katolicki duchowny.

Gdy lewicowy portal reklamuje swój artykuł na Twitterze, błyskawicznie wtóruje mu dr Adam Bodnar, pełniący wciąż jeszcze obowiązki Rzecznika Praw Obywatelskich. W niedwuznaczny sposób porównuje fundację i katolickiego kapłana do Bretta O’Keefe, mrocznego bohatera serialu Homeland, fanatycznego świra zamieszanego w zamach na prezydenta.

Zobacz także: Borys Budka i bal na Titanicu

Wypadek przy pracy urzędnika publicznego, którego absolutnym pierwszym przykazaniem powinien być szacunek dla wszystkich obywateli, czy też raczej cyniczne schlebianie gustom radykalnie antyklerykalnego, lewicowego środowiska, od którego zależeć będzie dalsza kariera Adama Bodnara, a o którego politycznych ambicjach mówi się coraz więcej i głośniej?

Kilka miesięcy wcześniej rozżalone siostry Elżbietanki poprosiły Rzecznika Praw Obywatelskich o pomoc i interwencję. Otóż publikujący w poznańskim wydaniu „Gazety Wyborczej” Piotr Żytnicki znieważył je, nazywając zakonnice „służącymi biskupa”. Siostrzyczki słusznie zwróciły uwagę na dyskryminację, powielanie stereotypów i brak szacunku.

Kiedy historyk boi się babci

Procesy sądowe mogą okazać się jedyną skuteczną metodą w walce o prawdę historyczną z autorami publikacji, w których – mocno naciągając fakty i...

zobacz więcej

Reakcja Adama Bodnara dała czytelną odpowiedź na postawione przeze mnie wcześniej pytanie. Okazało się, że jako RPO nie widzi problemu w utrwalaniu przez wpływową, lewicową gazetę stereotypów i dyskryminacji grup społecznych, gdy chodzi o katolickie zakonnice. Podziękowawszy za list nie podjął żadnych działań kryjąc się za populistycznymi sloganami o wolności słowa i niezależności mediów.

Przed kilkoma dniami dr Adam Bodnar, który 15 lipca ostatecznie pożegna się ze stanowiskiem rzecznika praw obywatelskich, wygłosił swoje ostatnie przemówienie w Sejmie. Jeśli jednak ktoś spodziewał się relacji z działań RPO wspierającego zwykłych, szarych ludzi w walce z ich codziennymi problemami, nadgorliwością urzędników, szykanami społecznymi, zawodowymi, problemami seniorów i osób niepełnosprawnych z funkcjonowaniem w przestrzeni publicznej, mógł czuć się zawiedziony.

W zasadzie sprawozdanie ustępującego RPO brzmiało jak otwarcie nowego rozdziału w jego karierze – rozdziału politycznego aktywisty. I nic dziwnego. Po dobrych początkach kadencji Bodnara polityka zdominowała jego działalność.

Zobacz także: Śląsk przed czarnym orłem broń…

Wraz z upływem czasu stawał się coraz bardziej zakładnikiem własnego, lewicowego środowiska politycznego, z drugiej zaś strony można było odnieść wrażenie, patrząc jak jego działania wypełnione są lewicową agendą, że sam z rozmysłem z apolitycznego deklaratywnie urzędnika staje się coraz bardziej politykiem.

Wybranowski: Kali i jego dziczyzna

Walczący „o prawa kobiet” pobili dziennikarkę. Pewnie mieli do tego prawo, bo żeńskie gwiazdy liberalnych mediów sprawę przemocy wobec koleżanki z...

zobacz więcej

Miłe złego początki


W lipcu 2015 roku, mój wówczas kolega redakcyjny, Tomasz Terlikowski straszył objęciem funkcji rzecznika praw obywatelskich przez Adama Bodnara, pisząc, że „Normalsi nie mają co liczyć na jego uwagę. Ich problemy nigdy nie zajmowały bowiem nowego rzecznika.” Napisałem wówczas ostrą polemikę z jego tezami, uważając je za niesprawiedliwe i krzywdzące.

Faktycznie bowiem, jeszcze jako szef Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, dr Adam Bodnar, mimo bardzo wyrazistych lewicowych poglądów, stawał przede wszystkim po stronie ludzi skrzywdzonych, cierpiących, szykanowanych przez urzędników, represjonowanych przez aparat państwa.

Bodnar sprzed 2015 r to człowiek stający w obronie właścicieli firmy „Bestcom”, niesłusznie przetrzymywanych w areszcie przez nieudolnego wrocławskiego prokuratora Roberta Mielczarka. Ten ostatni doprowadził do zniszczenia wielkiej polskiej firmy. Bodnar z tamtych lat to także ekspert ostro krytykujący prezydenta Bronisława Komorowskiego za ograniczanie wolności zgromadzeń i broniący kibiców szykanowanych za udział w antytuskowych protestach.

Zobacz także: Seks, kobiety i lewica

Adam Bodnar w pierwszych miesiącach kadencji RPO to człowiek, któremu w dużej mierze wolność zawdzięcza Maciej Dobrowolski, przetrzymywany trzy lata bez wyroku w areszcie śledczym kibic warszawskiej Legii. Nowo wybrany RPO także interweniował skutecznie, gdy prawicowy tygodnik „Do Rzeczy” opisał dramat nauczycielek z Włoszczowy molestowanych przez dyrektora szkoły i działacza PSL. Interwencja RPO przyczyniła się do wznowienia procesu i skazania molestującego. Wspierał także osoby, które korzystając z dobrodziejstwa tzw. upadłości konsumenckiej, nagle stawały się wykluczonymi przez instytucje bankowe.

Lewą marsz, lewa, lewa, lewa…!

No i stało się to, co musiało się stać. Platforma przestała udawać partię chadecką, pozbyła się – istniejącej głównie medialnie - konserwatywnej...

zobacz więcej

Tyle, że im dalej w las, im dłużej trwało pełnienie stanowiska RPO przed dr. Adama Bodnara, tym jednak tych neutralnych politycznie akcji Bodnara - już jako Rzecznika Praw Obywatelskich - było mniej, stawały się mniej zdecydowane, mniej wyraziste (np. jak mówił mi wspomniany Maciej Dobrowolski – kiedy zainteresowanie mediów jego sprawą wygasło, RPO nie miał już dla niego czasu).

Niekiedy też można było odnieść wrażenie, że to akcje czysto pijarowe, pewien symboliczny ukłon w stronę prawicy, np. zapytanie do Allegro w sprawie blokady sprzedaży książki Rafała Ziemkiewicza, lub pytania do Polskiego Radia w sprawie rozwiązania przez rozgłośnie umowy z Łukaszem Warzechą.

Często, choćby te dwa wspomniane przeze mnie, działania Bodnara nie przynosiły żadnych rezultatów, nie wpłynęły na zmianę stanu faktycznego, ale mogły poprawiać wizerunek RPO po prawej stronie sceny politycznej.

Zobacz także: Tusk, Rosjanie i... szczekanie

Ot, na przykład skrajnie negatywnie oceniający w 2015 r Bodnara red. Łukasz Warzecha, pisał o nim na portalu Onet w 2020 r: „okazał się rzecznikiem bardziej rzetelnym niż się spodziewałem. Dziś mogę o nim powiedzieć: lewak, ale lewak uczciwy”. Można się tylko zastanawiać, na ile wspomniana interwencja RPO w prywatnej sprawie dziennikarza miała wpływ na stawiane później przed red. Warzechę oceny.

Niepoprawny alfabet 2020 roku

Rok 2020 zapisze się zapewne w naszej pamięci jako czas kryzysu covidowego i związanych z nim problemów gospodarczych i społecznych. Ale i w...

zobacz więcej

Rzecznik na wojnie


Oceniając działania Adama Bodnara z perspektywy jego trwającej zdecydowanie zbyt długo kadencji nie sposób nie zauważyć, że rzeczywiście w wielu przypadkach starał się być blisko zwykłych ludzi, reagować na ich zmartwienia, problemy, szykany. Wraz jednak z zaostrzaniem się wojny politycznej PiS kontra opozycja totalna i zauważalną słabością merytoryczną przedstawicieli opozycji, Adam Bodnar zaczął wyrastać na czołowego fightera obozu opozycyjnego realizując nie tyle interesy „zwykłych szarych ludzi”, ale właśnie opozycyjnych grup i bliskich im mediów.

Wielokrotnie, np. gdy w sposób kuriozalny próbował zablokować legalną transakcję gospodarczą i zakup przez polski koncern Orlen spółki wydawniczej od dotychczasowego, niemieckiego właściciela, albo kiedy oskarżając w sposób nieuzasadniony na łamach niechętnych naszemu krajowi niemieckich mediów – polskie władze o rzekome łamanie zasad praworządności – można było odnieść wrażenie, że występuje w roli nie apolitycznego urzędnika, kierującego się interesem wszystkich, a przynajmniej jak najszerszej rzeszy obywateli, ale przyszłego lidera partyjnego, zaczynającego budować swoją pozycję i rozpoznawalność w środowiskach życzliwych opozycji i to zarówno na arenie krajowej, jak i europejskiej.

Z tą rozpoznawalnością nie zawsze wychodziło po myśli dr Bodnara. Spektakularna – i jak wykazał sąd – chybiona- obrona praw mężczyzny podejrzanego o brutalne zamordowanie dziecka – raczej ośmieszała niż budowała autorytet RPO.

Dmuchany balonik posła Budki

Jesteśmy gotowi do każdej rozmowy, by zakończyć rządy nieudaczników – oświadczył szef Platformy Obywatelskiej Borys Budka. Polityk oświadczył, że...

zobacz więcej

Podobnie zresztą bezwzględnie kompromitująca była wypowiedz dr Bodnara w wypowiedź w TVP Info, gdzie stwierdził, że ”Musimy pamiętać też, że wiele narodów współuczestniczyło w realizowaniu holocaustu, w tym także, o czym mówię z ubolewaniem, także naród polski”.

Wracając jednak do polityki. Przykłady działań Adama Bodnara, które sprawiały wrażenie celowej, świadomej akcji politycznej realizujących interesy jednego środowiska politycznego, można wymieniać wiele. Latem 2019 roku, tygodnik „Do Rzeczy” opisał je w okładkowym tekście „Lewoskręt Adama Bodnara”.

By jednak nie być gołosłownym wspomnę o choć jednym z takich przypadków. W imię wolności słowa, wyznania, tolerancji i szacunku dla odmiennych poglądów Adam Bodnar ostro krytykował zatrzymanie przez policję, na polecenie prokuratury Michała Sz. znanego też jako ”Margot”, jednej z ikon lobby LGBT, podejrzanego o zniszczenie furgonetki fundacji pro-life. Obrona tegoż bojówkarza jednoczyła środowiska Lewicy i PO była spoiwem mobilizującym środowiska radykalnie i umiarkowanie lewicowe. Wolność słowa i sumienia fajna rzecz.

Zobacz także: Fake-historyk w natarciu

Temu samemu Adamowi Bodnarowi nie starczyło odwagi, by kilka tygodni później wziąć w obronę lewicowego prezesa Radia Nowy Świat, Piotra Jedlińskiego. Wówczas bliskie RPO, to samo lewicowe środowisko, zmusiło do odejścia ze stanowiska, po niewystarczająco poprawnej politycznie wypowiedzi o ”Margot”.

Nie stać go też było go też na obronę dziennikarki Radia Zet, której rzetelny i uczciwy wywiad z owym „Margotem”, obnażający pustkę intelektualną pewnego wojowniczego środowiska LGBT został – w atmosferze histerii lewicowych dziennikarzy usunięty z udziału w konkursie Grand Press, a na nią samą przypuszczono dyskredytującą nagonkę.

Wolność słowa i sumienia to fajna rzecz. Gorzej, gdy staje się, jak robił to Bodnar – pałką w politycznej wojnie, a osoba mająca stać na straży tejże wolności ubiera mundur żołnierza jednej z wojujących stron.

Długi cień Donalda

Dwudziestoletniej kobiecie wybaczymy nadmierną emocjonalność, uczuciową chwiejność i niestabilność poglądów. Ba, niekiedy bywa to nawet czarujące....

zobacz więcej

Potrzebujemy nowego dr. Kochanowskiego


Mam pewną dziennikarską słabość do Adama Bodnara. Może dlatego, że wciąż mam w pamięci jego pro obywatelską aktywność w czasach, gdy nie pochłonęła go polityczna gorączka, może dlatego, że – czego nie można mu odmówić – to człowiek dużej kultury osobistej, a może po prostu dlatego, że dyskusje z nim, które prowadziłem, zawsze dotyczyły konkretnych problemów, nie zaś personalnych animozji.

Nie mniej jednak nie mogę nie uznać, że – w ciągu pięciu lat Adam Bodnar – nie wykorzystał szansy, jaką dawało mu objęcie funkcji Rzecznika Praw Obywatelskich, by stać się pełnomocnikiem zwykłych szarych ludzi, nie zaś częścią obozu politycznego.

Zobacz także: Wybranowski: Jak pozostać ciamciaramcią i zmęczyć wyborców

Po słabej, nieudolnej kadencji prof. Ireny Lipowicz w roli rzecznika praw obywatelskich dr Adam Bodnar miał szansę, której niestety nie wykorzystał. Nie potrafił podjąć drogi tragicznie zmarłego w katastrofie smoleńskiej dr. Janusza Kochanowskiego. Za byłym RPO (2006-2010) nie przepadała ani radykalna prawica, ani skrajna lewica, gdyż własne poglądy polityczne i sympatie schował on do kieszeni i otaczając się zespołem ekspertów być blisko zwykłych obywateli, niszczonych przez nadgorliwych urzędników, przedsiębiorców i mocno wówczas wykluczanych seniorów.

I takiego rzecznika, jakim był dr Kochanowski dziś potrzebuje Polska.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej