RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Jak „Pancerny Marian” stał się „Pancer-NIK-iem Banasiem”

Marian Banaś (fot. PAP/Paweł Supernak)
Marian Banaś (fot. PAP/Paweł Supernak)

Marian Banaś obejmował stanowisko prezesa Najwyższej Izby Kontroli w aureoli nieugiętego pogromcy złodziei VAT-u. Dzisiaj „Pancerny Marian” realizuje wyjątkowo niebezpieczny scenariusz upolitycznienia NIK z osobistymi motywami w tle.

Nitras: Banaś zrezygnował. Witek: To fake news

– Weszliśmy w posiadanie informacji, że na biurko marszałek Witek trafiła rezygnacja prezesa Banasia. Informacje są z wiarygodnego źródła i cieszą...

zobacz więcej

Życiorys obecnego szefa NIK może być z pewnością powodem do jego osobistej dumy. Marian Banaś w latach 1976-1980 był jednym z założycieli i działaczy „Akcji na rzecz Niepodległości” oraz Instytutu Katyńskiego. Za swoją działalność opozycyjną trafił do komunistycznego więzienia, gdzie przebywał w latach 1981-1983. W 1990 r. odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski przez rząd RP na uchodźstwie, a w 2011 r. Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski przez Prezydenta RP, został też wyróżniony Medalem »Niezłomnym w Słowie«. W 2015 r. prezydent RP Andrzej Duda odznaczył go Krzyżem Wolności i Solidarności. 

Marian Banaś był idealnym kandydatem na stanowisko szefa NIK, bo znał tę instytucję na wylot. Pracował w Najwyższej Izbie Kontroli w latach 1992-2015 m. in. jako główny specjalista i doradca. Zasłużył się także jako szef Służby Celnej, później Generalny Inspektor Informacji Finansowej, pełnomocnik rządu do spraw zwalczania nieprawidłowości finansowych. Kierował skutecznie Krajową Administracją Skarbową, która skutecznie zablokowała kradzieże miliardów złotych z budżetu państwa. Pełnił też funkcję wiceministra i ministra finansów. Zdobył sobie uznanie, szacunek i zaufanie najważniejszych osób w państwie. Przy wszystkich nieocenionych zasługach dla państwa polskiego, Marian Banaś, w sposób szokujący dla opinii publicznej znalazł się na celowniku dziennikarzy TVN, a w końcu także służb. 

– Obejmując stanowisko prezesa Najwyższej Izby Kontroli uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej, a powierzone mi obowiązki będę wypełniał bezstronnie i z najwyższą starannością. Tak mi dopomóż Bóg – mówił Marian Banaś, składając przysięgę przed Sejmem 30 sierpnia 2019 r. Zaledwie dwa miesiące później prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński będzie oczekiwał od niego rezygnacji z zajmowanego stanowiska. Historia Mariana Banasia to iście szekspirowska opowieść o straconym zaufaniu. Zaufaniu, którego, po raporcie NIK w sprawie wyborów korespondencyjnych prezes NIK już raczej nie zdoła odbudować.

Rekordowo niskie poparcie dla KO. „Grodzki walczy o to, żeby skończyli jak PZPR” [WIDEO]

Rekordowo niskie poparcie dla Koalicji Obywatelskiej. W sondażu przeprowadzonym po głosowaniu w sprawie Funduszu Odbudowy KO popiera zaledwie 12...

zobacz więcej

Kłopoty Banasia i oczekiwanie na dymisję


Ledwie nowy szef NIK objął swoje stanowisko, w mediach pojawiły się informacje, że Marian Banaś wpisał do oświadczenia majątkowego m.in. kamienicę w Krakowie, gdzie mieścił się pensjonat oferujący pokoje na godziny. Wynajem kamienicy o powierzchni 400 mkw. i dwóch mniejszych, miał przynosić rocznie 65,7 tys. zł dochodu. Według „Superwizjera” TVN, Marian Banaś zaniżył w oświadczeniach dochody z wynajmu kamienicy w Krakowie, mowa była także o powiązaniach ze stręczycielami.

Szef NIK oświadczył wówczas, że nie zarządzał pokazanym w materiale hotelem, obecnie nie jest właścicielem nieruchomości, a materiał TVN odbiera „jako próbę manipulacji, szkalowania i podważania dobrego imienia”. Pozwał TVN SA i autora materiału Bertolda Kittela, żądając przeprosin, sprostowania i wpłaty na cel społeczny. Trzeba przyznać, że po stronie obozu dobrej zmiany i jego wyborców stanowisko Mariana Banasia zostało przyjęte ze zrozumieniem i dobrą wiarą. Większość obserwatorów życia politycznego skłaniała się ku myśli, że jest on faktycznie ofiarą medialnej nagonki i „kreatywności dziennikarskiej”, której doświadczył przed nim (i po nim) niejeden przedstawiciel Zjednoczonej Prawicy.

16 października 2019 r. CBA zakończyło kontrolę oświadczeń majątkowych Banasia. Szczegółów wówczas nie ujawniono, sprawą zajęła się jednak Prokuratura Rejonowa w Białymstoku. Po zapoznaniu się z raportem szef rządu Mateusz Morawiecki stwierdził, że oczekuje rezygnacji Mariana Banasia z urzędu. Takie samo stanowcze oczekiwanie wyraził wówczas prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński.

Liderzy PiS uznali, że Marian Banaś powinien oczyścić się z zarzutów jako osoba prywatna, nie narażając na szwank wizerunku Najwyższej Izby Kontroli. Instytucji, która dla Jarosława Kaczyńskiego miała ogromne znaczenie praktyczne i symboliczne. Praktyczne, ponieważ dla realizacji programu Prawa i Sprawiedliwości sprawna i rzetelna instytucja nadzoru miała kluczowe znaczenie, stąd tak ważne było znalezienie najlepszego człowieka na stanowisko jej szefa. Znaczenie symboliczne wynikało z kolei z pełnienia w przeszłości funkcji prezesa NIK przez brata szefa PiS, późniejszego prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego. 

NIK: Marian Banaś nie złożył rezygnacji

W związku z doniesieniami medialnymi, jakoby prezes Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś złożył rezygnację z pełnionej funkcji, przekazujemy, że...

zobacz więcej

„Niezależny” dla opozycji


I podobno – jak twierdzą niektórzy – „Pancerny Marian” był wtedy gotów – dla dobra instytucji i całego obozu dobrej zmiany rezygnację złożyć. Stało się jednak inaczej. Szef NIK opublikował nagranie wideo oświadczenia, że urzędu nie opuści i pozostając na nim zamierza oczyścić swoje dobre imię. Z kolei partia rządząca wobec konstytucyjnej niezależności prezesa Najwyższej Izby Kontroli nie miała instrumentów do tego, by bez porozumienia z opozycją „Pancernego Mariana” z funkcji odwołać. A opozycja w sprawie Mariana Banasia dokonała gwałtownego zwrotu – z osoby odsądzanej od czci i wiary, prezes NIK stał się dla niej nagle człowiekiem wiarygodnym i niezależnym. Ciesząc się na konflikt między dysponującym ogromnymi uprawnieniami szefem NIK a obozem władzy, opozycja szybko zapomniała, jak nazywała go „gangsterem” i „przestępcą”.

Tymczasem postępowanie służb trwało dalej. 19 lutego 2020 r. na polecenie Prokuratury Regionalnej w Białymstoku funkcjonariusze CBA przeszukali mieszkania prezesa NIK Mariana Banasia i jego rodziny. Weszli też do siedziby NIK i gabinetu prezesa. Banaś w liście do marszałek Sejmu Elżbiety Witek wyraził oburzenie z powodu przeszukań i oczekiwanie, że marszałek „podejmie stosowne działania w tej sprawie”. Marszałek Sejmu Elżbieta Witek odpowiedziała, że nie dostrzega tutaj naruszenia immunitetu prezesa NIK, który chroni osobę fizyczną a nie pomieszczenia. Witek dodała wtedy znamienną uwagę: „nie obowiązuje u nas doktryna pana posła Neumanna i nikt nie będzie chroniony, jeśli złamał prawo”.

Śledztwo CBA


W kwietniu 2020 r. Centralne Biuro Antykorupcyjne ujawniło, że „kontrola oświadczeń majątkowych składanych w latach 2015–2019 przez Prezesa NIK wykazała, że podając wysokość posiadanych zasobów pieniężnych zaniżył je o kwoty od 209 tys. do 256 tys. zł. Zebrane, w toku postępowania kontrolnego materiały wzbudziły ponadto uzasadnione podejrzenie, że w latach 2018–2019 Prezes NIK posiadał dodatkowe, nieudokumentowane środki pieniężne w wysokości co najmniej 257 tys. zł”.

Banaś wraca do pracy. „Będę bronił niezależności i bezstronności NIK”

Dzisiaj przystąpiłem do wykonywania konstytucyjnych i ustawowych obowiązków w NIK; będę bronił niezależności i bezstronności Najwyższej Izby...

zobacz więcej

W ramach trwającego dalej postępowania agenci CBA w kwietniu 2021 roku przeszukali dom syna Mariana Banasia. – Na wniosek Centralnego Biura Antykorupcyjnego prokurator wydał postanowienie o dokonaniu przeszukań i zatrzymania rzeczy, w śledztwie dotyczącym składania fałszywych oświadczeń majątkowych przez osobę pełniącą funkcję publiczną. CBA realizuje dziś te postanowienia – mówił rzecznik białostockiej prokuratury regionalnej Paweł Sawoń, zastrzegając jednocześnie, że ze względu na dobro śledztwa nie będą udzielane szersze informacje. 

Ten obszerny kontekst dramatycznego obrotu spraw w życiu obecnego prezesa NIK jest tym, o czym trzeba pamiętać rozpatrując ostatni raport w sprawie tzw. wyborów korespondencyjnych. W świetle prawa Marian Banaś jest człowiekiem niewinnym, nie postawiono mu żadnych zarzutów, a postępowania prokuratury toczą się „w sprawie”, a nie przeciwko niemu. Trudno jednak ignorować kwestię utraty zaufania we własnym środowisku i ogromnego problemu z wizerunkiem, który niejednego polityka skłoniłby do opuszczenia stanowiska. „Pancerny Marian” okazał się jednak rzeczywiście odporny na zaciekłe ataki opozycji i mediów głównego nurtu, okazał się także odporny na prośby swoich dawnych przyjaciół.

NIK jako tarcza i broń


Dzisiaj istnieje realna obawa, że zamiast sprawować swój urząd niezależnie, człowiek, który dla mediów i polityków opozycji stał się „zwierzyną łowną”, może działania NIK upolitycznić, stosując instytucję nie tylko jako tarczę, ale także jako broń rażenia. Za tym, że z „Pancernego Mariana” prezes Banaś stał się „Pancer-NIK-iem” otwierającym ogień w stronę rządu, przemawia ostatni raport w sprawie wyborów korespondencyjnych i idące za nim wnioski do prokuratury. Trudno przecież zakładać, że człowiek tak inteligentny, jak obecny prezes NIK, nie dostrzega złożoności procesów politycznych i pandemicznego tła organizacji wyborów prezydenckich 10 maja 2020 r. Kto jak kto, ale właśnie Marian Banaś z pewnością rozumie, że zarówno rząd, jak i przedstawiciele spółek skarbu państwa działali w interesie publicznym. 

Marian Banaś odniósł się do zastrzeżeń CBA

Prezes Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś odniósł się do zastrzeżeń po kontroli jego oświadczeń majątkowych przez CBA. Stanowisko zostało...

zobacz więcej

Kilka zdań od siebie


Kropkę nad i postawił zresztą sam prezes NIK, który na koniec konferencji, już po pytaniach dziennikarzy, dorzucił od siebie uwagę o fałszywych alarmach bombowych w centrali NIK i oddziałach. A także, co zapewne dużo bardziej dla niego bolesne i drażliwe, informacje o rzekomych planach samobójczych jego syna. Te kilka zawieszonych zdań miało zasugerować dziennikarzom, że on i jego rodzina są ofiarami jakiegoś spisku. 

Marian Banaś w czasie kilku miesięcy stracił aureolę bohatera walki z przestępczością zorganizowaną, człowieka o nieposzlakowanej opinii. To musi być dla niego niesłychanie dojmujące, zwłaszcza, że dotyka także jego bliskich. Jednocześnie nikt nie kwestionuje jego zasług podczas pracy w KAS czy GIIF. Wśród wyborców obozu prawicowego ciągle żyje nadzieja, że zgodnie ze swoimi deklaracjami, prezes NIK w końcu okaże się całkowicie niewinny. W tym sensie dużo więcej szkód wizerunkowi Mariana Banasia przynosi raport w sprawie wyborów korespondencyjnych, który jest tendencyjny i krzywdzący.

Co więcej, ogłoszony w czasie największego kryzysu wizerunkowego w historii Platformy Obywatelskiej, wygląda jak koło ratunkowe rzucone sprzyjającym jej mediom. Paradoks polega na tym, że to właśnie TVN i posłowie PO jako pierwsi podnieśli sprawę niejasności wokół nieruchomości prezesa NIK (jedno z postępowań prokuratorskich toczy się wskutek doniesienia posłów PO). Dzisiaj to media sprzyjające Platformie i jej politycy najbardziej ekscytują się raportem NIK. I czekają na dalszą wymianę ognia między „Pancer-NIK-iem Banasiem” a rządem, trzymając mocno kciuki za jak największe osłabienie obozu reform.   

źródło:
Zobacz więcej