RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

„Z jego kostką jest do d...”. Piątek nie pojedzie na Euro?

Krzysztof Piątek miał być jednym z pewniaków na Euro (fot. Friedemann Vogel - Pool/Getty Images)
Krzysztof Piątek miał być jednym z pewniaków na Euro (fot. Friedemann Vogel - Pool/Getty Images)

Bardzo źle ułożył się dla Krzysztofa Piątka środowy mecz z Schalke w Bundeslidze. Choć jego zespół wygrał (2:1) i oddalił od siebie widmo spadku, Polak nabawił się groźnie wyglądającej kontuzji. Nie ma pewności, czy uda mu się wykurować do mistrzostw Europy.

Na początku drugiej połowy Piątek zderzył się z jednym z rywali i niefortunnie upadł. 25-letni napastnik próbował jeszcze kontynuować grę, ale na jego twarzy widać było grymas bólu. Boisko opuścił w asyście sztabu medycznego, z kostką obficie obłożoną lodem.

Wszystko wskazuje na to, że reprezentanta Polski czeka dłuższa przerwa od treningów. – Nie wygląda to dobrze. Z jego kostką jest do d... – ocenił wściekły Pal Dardai, trener berlińczyków. Sam Piątek zachowuje optymizm. „Najważniejsze są trzy punkty. Mam nadzieję, że wkrótce wrócę!” – napisał na Instagramie.

Nadzieję ma też Paulo Sousa. Piątek jest jednym z pewniaków na mistrzostwa Europy i jeśli tylko zdrowie pozwoli, znajdzie się w gronie powołanych. Jeśli nie – selekcjonera czeka poważny ból głowy. Losy stawu skokowego 25-letniego napastnika Herthy powinny wyjaśnić się w ciągu kilkunastu godzin.

Był w polskiej piłce taki czas, zresztą całkiem niedawno, gdy ekscytowaliśmy się występami Andrzeja Niedzielana w NEC Nijmegen. Kolejne gole Macieja Żurawskiego dla Celtiku Glasgow bywały najważniejszymi sportowymi wydarzeniami weekendu, a co bardziej gorliwi kibice z wypiekami na twarzy śledzili losy Mirosława Szymkowiaka w Trabzonsporze czy Tomasza Frankowskiego w Wolverhampton.

Gdyby w tamtym okresie za któregoś z Polaków niezły włoski zespół zapłacił 4 mln euro, wybuchłoby szaleństwo.

Teraz, w kraju rozpieszczonym Milikiem, Zielińskim, Szczęsnym, Fabiańskim czy Lewandowskim, transferu Piątka wielu nawet nie dostrzegło. Ot, kolejny względnie młody Polak, który pewnie za dwa lata wróci z podkulonym ogonem. Jak Filip Starzyński, Rafał Wolski, Dominik Furman i kilku innych.


***

Wielki, większy, największy. „Lewego” droga na szczyt

41 goli. Nigdy nie mieliśmy takiego piłkarza i – być może – jeszcze długo mieć nie będziemy. Robert Lewandowski pobił rekord, który wydawał się...

zobacz więcej

Karierę „wymarzył” mu ojciec. Gdy tylko dostrzegł talent, rozpoczął pracę nad dyscypliną: młody Krzyś wychodził z domu codziennie około szóstej, jechał niemal godzinę na trening, do szkoły i na kolejny trening, by wrócić, gdy za oknem było już ciemno.

Z Lechią Dzierżoniów, krzątającą się gdzieś po niższych klasach rozgrywkowych, związany był przez kilka lat. W trzeciej lidze zadebiutował długo przed tym, zanim wydano mu dowód osobisty.

– Nie przejmował się niczym, okrzyki z trybun po nim spływały. Podchodził do wszystkiego swobodnie, na luzie. Był najmłodszy, a nakręcał zespół mentalnie, nie czuł się gorszy od starszych graczy. Pokazywał mocną osobowość – opisywał w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” ówczesny trener zespołu Zbigniew Soczewski.

Talent Piątka dostrzeżono szybko. Testy w Zagłębiu Lubin, pierwszy poważny kontrakt, potem niemal dwa lata występów w grupach młodzieżowych. Na poziomie Ekstraklasy zadebiutował 18 maja 2014 r., w meczu z Cracovią, niedługo przed 19. urodzinami.

Nie – nie podbił ligi, nie powalił na kolana, nie rozgrzał notesów obserwatorów. Coś tam w kolejnych latach strzelił, na boisku pojawiał się regularnie, ale skoro z odsieczą ściągniętego Martina Nespora, to raczej nikt nie liczył, że może być nowym Lewandowskim.

Dziennikarze zajmujący się w tamtym czasie lubińskim klubem wspominają, że Piątkowi szybko zrobiło się na Dolnym Śląsku ciasno. Marzył o Warszawie, może Krakowie, choć nie był raczej typem imprezowicza. – Może to dlatego, że sam pochodził z bardzo małego miasteczka? Może chciał spróbować nieco innego życia? – zastanawia się jeden z nich.

Gdy na stole pojawiła się oferta z Cracovii, oddano go bez większego żalu. Trener Jacek Zieliński potrzebował napastnika, a Piątek pasował do jego charakterystyki. Krakowski klub wygrał rywalizację z Lechią czy Legią, które nie były gotowe wyłożyć aż 500 tys. euro.

Żałować zaczęły mniej więcej po roku. Choć już za Zielińskiego strzelał w miarę regularnie, to dopiero pod okiem Michała Probierza udało mu się rozwinąć skrzydła. Pomimo gry w zespole, który nie imponował skutecznością, uplasował się w czołówce najlepszych snajperów ligi.

Już wtedy chwalono go za niezwykły instynkt strzelecki i charakter. Zadziorny, kontrowersyjny Probierz mówił nawet, że przypomina mu jego z czasów młodości, „tyle że jest lepszy”.


***

To już jest koniec. Piszczek zagrał po raz ostatni

To już jest koniec. Dziś Łukasz Piszczek po raz ostatni wybiegł na boisko w koszulce Borussi Dortmund. Były reprezentant Polski po 11 latach pobytu...

zobacz więcej

W Krakowie nazywali go „Lewym”. Lewandowski to idol Piątka, a trener regularnie wbijał mu do głowy, że jest między nimi wiele podobieństw. Na pewno obaj są niezwykle pracowici, nie mają kompleksów i wiedzą, czego w życiu chcą. Mówi się o takich: skazani na sukces.

O ile jednak Lewandowski opuszczał Ekstraklasę jako gwiazda, król strzelców, wicemistrz Polski, z doświadczeniem w europejskich pucharach, o tyle Piątek był raczej „jednym z wielu”.

Genua nie była wyborem przypadkowym. To w tym mieście – choć we wrogiej Sampdorii – gra trzech reprezentantów kraju: Bartosz Bereszyński, Karol Linetty i Dawid Kownacki. Wszystkich łączy przeszłość w Lechu Poznań i… ta sama agencja menadżerska. Ludzie z „Fabryki Futbolu” cieszą się w Ligurii dużym kredytem zaufania, więc gdy polecili szerzej nieznanego polskiego napastnika, nikt się w czoło nie pukał.

I całe szczęście. Enrico Preziosi, ekscentryczny właściciel klubu Genoa, przed kilkoma laty miał „na tacy” samego Lewandowskiego. Zanim zgłosiła się Borussia Dortmund, zdążył uścisnąć z nim dłonie i wysłać na testy medyczne. Do transferu nie doszło z powodu minimalnych rozbieżności finansowych…

Tym razem grosza nie szczędził. Dla zespołu, który rzadko wydaje więcej niż dwa miliony euro, kwota ponaddwukrotnie wyższa – za człowieka nawet w Polsce niemającego statusu gwiazdy (czy nawet „wielkiego talentu”) – to już sprawa całkiem poważna. Preziosi przestudiował ponoć dokładnie płyty z jego występami i wszem i wobec oznajmiał, że „ściągnął właśnie nowego Lewandowskiego”. Tyle tylko, że chyba sam w to nie wierzył…


***

Rekord pobity! Lewandowski zrobił to w ostatniej akcji meczu

Lewandowski zdobył bramkę w ostatniej akcji meczu.

zobacz więcej

Transfer Cristiano Ronaldo zdominował lato we Włoszech. Najlepszy piłkarz świata zamienił Real na Juventus, a rozkochana w futbolu Italia kąpała się już nie tylko w słońcu i morzu, ale i zalewających kraj informacjach na temat nowego idola turyńskich kibiców.

Kilka miesięcy później bohaterów było już dwóch.

Zaczęło się od mocnego uderzenia: pięć goli w meczu towarzyskim z Val Stubai, potem gol ze Swansea, no i dwa trafienia z Cuneo i Albissolą. W sparingach to każdy umie – uspokajali jednak kibice, dalecy od ekscytacji.

Przyszedł czas na debiut w oficjalnym spotkaniu: z Lecce, w Pucharze Włoch. Niech przemówi obraz.



„Lecce gra w drugiej lidze, Serie A to nie to samo, to najtrudniejsza liga dla napastników, niech tam się wykaże” – malkontentów wciąż nie brakowało. I znów Piątek odpowiedział najlepiej, jak tylko potrafił: gole z Bologną (1:0), Lazio (1:4), Chievo (2:0), Frosinone (2:1) i Parmą (3:1) sprawiły, że na punkcie Polaka wybuchnęło we Włoszech prawdziwe szaleństwo. Koszulki w klubowym sklepie sprzedawały się na pniu, a liczbą publikacji w kultowej „La Gazetta dello Sport” dorównywał nawet słynnemu Portugalczykowi.

Piątek zasłużył na powołanie do reprezentacji, w której zadebiutował meczem z Portugalią. I – oczywiście – okrasił ten debiut golem.

Mało? Gdy w trakcie reprezentacyjnej przerwy tworzono jedenastkę piłkarzy Serie A, których wartość od początku sezonu wzrosła najbardziej, nie mogło go zabraknąć.

źródło:
Zobacz więcej