RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Biznesmen sam się porwał. Chciał wymusić od rodziny pieniądze na firmę

Porwali mnie. Zapłaćcie okup, jeżeli chcecie, abym wrócił do domu – plik z takim dramatycznym apelem syna otrzymała w kwietniu matka młodego biznesmena, który zniknął w tajemniczych okolicznościach. Porywacze domagali się przelania pokaźnej sumy w bitcoinach. Przez sześć dni nad odnalezieniem porwanego pracowało 300 policjantów, w tym z elitarnej grupy Łowców Cieni. Finał sprawy zaskoczył niemal wszystkich.

Próba uprowadzenia chłopców w Kielcach? Sprawę nagłośnili internauci

Na jednej z lokalnych grup na Facebooku pojawiła się przerażająca informacja odnośnie próby porwania dwojga dzieci, do jakiej miało dojść na jednym...

zobacz więcej

Młody biznesmen na dorobku nie wrócił na noc do domu w pewną kwietniową noc. Nikt nie wiedział co się z nim dzieje, tym bardziej, że nie odbierał telefonu. Kilka godzin później matka mężczyzny oraz jego przyjaciel i wspólnik w interesach otrzymali dramatyczne wiadomości. Wynikało z nich, że przedsiębiorca został uprowadzony. Porywacze domagali się okupu grożąc, wyjątkowo barbarzyńskim potraktowaniem ofiary, w razie nie spełnieni ich żądań. Od tortur, po okaleczenie do śmierci włącznie.

Na dowód, że to nie przelewki porywacze dołączyli plik z nagraniem głosy zakładnika. Przerażony i zapłakany mężczyzna zaklinał bliskich, aby spełnili wszystkie żądania kidnaperów.

Porwanie dziecka w Gdyni. Uruchomiono child alert

W Gdyni w niedzielę wieczorem doszło do porwania rodzicielskiego. Policja uruchomiła procedurę child alert – poinformował w rozmowie z portalem...

zobacz więcej

Oczywiście przestępcy zabronili rodzinie jakichkolwiek kontaktów z policją. Zażądali, aby okup został wypłacony w bitcoinach. Kryptowaluta miała być przelana na numer wirtualnego portfela nadesłany przez przestępców.

Jeśli chodzi o sumę, na jaką wycenili swoją ofiarę to według policji początkowo chodziło nawet na kilka milionów złotych. Śledczy z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga precyzują, że żądano okupu w wysokości 30 bitcoinów, co oznacza, że w grę wchodziło ponad 6 mln zł.

Porywacze wysyłali kolejne wiadomości, domagając się jak najszybszego spełnienia żądań. Chodziło o dodatkowe przestraszenie bliskich ofiary i „zmobilizowanie” ich do zapłaty.

Porwał byłą dziewczynę i pobił. Policji zeznał, że nie chciał jej skrzywdzić

Policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Tarnowskich Górach (Śląskie) zatrzymali 34-latka podejrzanego o uprowadzenie, bicie i zastraszanie swojej...

zobacz więcej

Wyścig z czasem


Matka biznesmena od razu zawiadomiła policję. W ciągu kilku godzin w akcję uwolnienia mężczyzny zaangażowała się armia funkcjonariuszy. Sprawę prowadzili policjanci z CBŚP oraz komendy stołecznej. Grupę wspierali między innymi członkowie elitarnej formacji „Łowcy cieni”. To jednostka „cebesiów” poszukująca najgroźniejszych przestępców, ale także przeszkolona w sprawie porwań.

W takich przypadkach liczy się każda godzina. W sumie, do sprawy zaangażowanych było 300 funkcjonariuszy. Analizowano miejsca logowania telefonu ofiary, przeglądano zapisy monitoringu z miejsc, w których mógł być mężczyzna przed zniknięciem.

Z każdym kolejnym dniem funkcjonariusze mieli coraz więcej wątpliwości. Co im dokładnie nie pasowało do tej układanki, tego nie chcą ujawnić. Wiadomo, że przeanalizowali dokładnie ostatnie tygodnie działalności młodego biznesmena. Prawdopodobnie wtedy zorientowali się, że wraz z wspólnikiem poszukiwali pieniędzy na rozkręcenie swojej działalności.

Kompan ofiary został objęty dyskretną „opieką”. Sprawdzono także z kim się kontaktował od momentu zniknięcia wspólnika. I po sześciu dniach zagadka została rozwiązana.

Planowali porwać handlarza kryptowalutą. Liczyli na setki milionów z okupu

Trzech groźnych gangsterów, w tym boss bydgoskiego półświatka Tomasz B. ps. Kadafi, planowało porwać biznesmena z Małopolski. Szacowali, że dostaną...

zobacz więcej

Zaskoczyli „porwanego”


Policjanci ustalili, gdzie przebywa „porwany”. Mężczyzna nie był w żaden sposób pozbawiony wolności. Przynajmniej do czasu zanim odnaleźli go stróże prawa z legitymacjami CBŚP. Był zaskoczony, gdy pojawili się w jego kryjówce. Podobnie jak wspólnik biznesmena.

Okazało się, że mężczyźni doszli do wniosku, iż najszybszym sposobem na dofinansowanie swoich przedsięwzięć będzie sfingowanie porwania. Ten nietypowy start-up jednak nie spełnił oczekiwań młodzieńców. W Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga obydwaj usłyszeli zarzuty usiłowania wymuszenia rozbójniczego. Tak kodeksowo określa się haracze. Grozi za to do 10 lat więzienia.

Na zarzutach się nie skończyło. Na wniosek prokuratora, sąd aresztował obu biznesmenów na trzy miesiące. Teraz będą mogli się przekonać co oznacza prawdziwa utrata wolności. W dodatku „porwanemu”, zapewne trudno będzie liczyć na paczki od rodziny, którą naraził na ogromny stres. Nie wspominając już o próbie ograbienia bliskich.

źródło:
Zobacz więcej