RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Putin boi się „kolorowej rewolucji” w Moskwie. Ratunku szuka w represjach

Kreml przed wrześniowymi wyborami parlamentarnymi wzmacnia prześladowanie opozycji (fot. Alexei Druzhinin\TASS via Getty Images)
Kreml przed wrześniowymi wyborami parlamentarnymi wzmacnia prześladowanie opozycji (fot. Alexei Druzhinin\TASS via Getty Images)

Kreml przygotowuje się do wrześniowych wyborów parlamentarnych uderzając w opozycję, poprzez kryminalizowanie jej działalności i spychanie jej do podziemia. Odpowiedzialność karna grozi już nie tylko działaczom, ale również jej zwolennikom, także tym, którzy ograniczają się do wpłat finansowych. Prześladowanie Aleksieja Nawalnego ma pokazać społeczeństwu, że wszelkie wystąpienia przeciwko władzom będą surowo karane, a apele Zachodu na nic się zdadzą.

Bitwa telewizora z lodówką

Wojna hybrydowa z Zachodem, rozpychanie się łokciami na arenie międzynarodowej, aneksja Krymu, agresja na Ukrainę, atak w Czechach, prześladowania...

zobacz więcej

Prześladowania ze strony władz przynoszą efekty, gdyż doprowadziły do zmniejszenia się liczebności protestów. Manifestacje z końca kwietnia cieszyły się mniejszą frekwencją niż wcześniejsze, a władze zdecydowały się tym razem nie stosować, jak poprzednio, brutalnej przemocy, ograniczając się „jedynie” do rutynowych zatrzymań i rozbijania większych grup.

Akcję opozycji skutecznie ograniczyły również zatrzymania bliskich współpracowników Nawalnego: jego rzeczniczki Kiry Jarmysz, prawniczki Fundacji Walki z Korupcją Lubow Sobol i wielu koordynatorów sztabów Nawalnego w regionach - do których doszło jeszcze przed rozpoczęciem manifestacji.

Spadek liczebności protestów podyktowany jest zarówno dotychczasową brutalnością służb, jak i groźbami represji wobec uczestników i organizatorów. Władze krok po kroku rozbijają struktury środowiska związanego z Nawalnym, a także zastraszają jego sympatyków.

Czytaj także: Rosja uderza w Europę Środkowo-Wschodnią. UE i USA muszą zareagować

Z opozycjonistów robią terrorystów


Jego Fundacja Walki z Korupcją przed dwoma laty otrzymała status „zagranicznego agenta”, a w połowie kwietnia prokuratura zażądała uznania jej za organizację terrorystyczną.

Dwa tygodnie później Rosyjska Agencja Kontroli Finansowej wpisała tzw. regionalne sztaby Aleksieja Nawalnego na listę organizacji ekstremistycznych i terrorystycznych, co powoduje, że jego członkom z automatu mogą być blokowane konta i karty płatnicze.

Jeśli sąd zdecyduje się uznać zarzuty formułowane przez moskiewską prokuraturę, która przekonuje, że wszystkie organizacje związane z Nawalnym są niebezpieczne dla państwa, to wtedy każda osoba pracująca w niej czy z nią współpracująca, a nawet o niej wspominająca publicznie może trafić do łagru.

Rosja publikuje listę „krajów nieprzyjaznych”

Rosyjska państwowa telewizja Rossija 1 opublikowała listę „krajów nieprzyjaznych”, którą wcześniej zapowiedział szef rosyjskiego MSZ Siergiej...

zobacz więcej

Przed kilkoma dniami do Dumy Państwowej trafił projekt ustawy, która odbiera bierne prawo wyborcze osobom związanym z organizacjami uznanymi za ekstremistyczne. Jest to próba zablokowania możliwości wzięcia udziału w wyborach do Dumy Państwowej części współpracownikom Nawalnego, którzy w ostatnich dniach zapowiedzieli, że będą się o to ubiegać.

Kreml stosuje wszystkie środki do walki z środowiskiem opozycjonistów, włącznie z włamaniem się na stronę free.navalny.com, na której rejestrowali się jego zwolennicy – którzy w następstwie dostali e-maile z ostrzeżeniem, że ich dane osobowe są w posiadaniu włamywaczy.

Adwokaci, dziennikarze, obrońcy praw człowieka…


Dużym echem, także na Zachodzie odbija się sprawa zatrzymanego Iwana Pawłowa, znanego obrońcy w sprawach karnych dotyczących zdrady stanu, będącego obrońcą organizacji Nawalnego, który jest też szefem Komandy 29 - organizacji broniącej praw człowieka i świadczącej pomoc prawną.

Sąd zakazał mu używania telefonu i internetu, co ma być środkiem zapobiegawczym podczas toczącej się wobec niego sprawy, dotyczącej rzekomego ujawnienia przez niego danych śledztwa. Grozi mu nie tylko kara trzech miesięcy aresztu, ale również pozbawienie statusu adwokata.

W jego sprawie niedawno 40 rosyjskich adwokatów złożyło w Moskwie apelację, a w liście otwartym podpisało się 80 osób w tym pisarze i dziennikarze z moskiewskiego Pen Clubu i stowarzyszenia Wolne Słowo.

Czytaj także: „Wycofanie wojsk” to dezinformacja. Rosja wciąż straszy militarnie Ukrainę

Szef PE: Putin szuka wrogów; UE odpowie zdecydowanie na sankcje

Władze Rosji szukają wrogów, ale odpowiedź Unii Europejskiej na niedawne sankcje będzie mocna – oświadczył przewodniczący Parlamentu Europejskiego...

zobacz więcej

Rosyjską codziennością jest już to, że policjanci pukają do drzwi niezależnych dziennikarzy, obrońców praw człowieka i zwolenników opozycji, którzy są często zatrzymywani pod zarzutem udziału w nielegalnym zgromadzeniu. Oskarżono o to m.in. pisarza Dmitrija Bykowa i poetę Wsiewołoda Jemielinowa, dziennikarzy m.in telewizji „Deszcz” i Echa Moskwy, a także znanych z sympatii dla opozycji naukowców i obrońców praw człowieka.

Niedawno na 10 dniowy areszt skazano pracownika „Memoriału”, kierującego projektem pomocy więźniom politycznym Siergieja Dawidisa.

Czytaj także: Rosja chce zagarnąć Morze Czarne. To zagrożenie dla całego regionu

Bolszewicka czujność


W Petersburgu zatrzymano zaś dwójkę aktywistów: Pawła Krysiewicza i Anastazję Michajłową, którzy rozstawili na ulicy obrazy poświęcone tematyce represji politycznych. Na płótnach znajdowały się np. czerwone odciski ludzkich dłoni i stóp. Celem ich akcji było wsparcie więźniów politycznych.

Policja udaremniła też premierowy pokaz spektaklu „Sąsiedzi”, której tematem były ubiegłoroczne protesty antyrządowe na Białorusi. Pół godziny po rozpoczęciu przedstawienia na sali pojawił się funkcjonariusz, który poinformował, że wszyscy zebrani muszą ją opuścić, z powodu telefonicznego ostrzeżenia o podłożonej bombie. Jest to powszechnie stosowana przez władze metoda rozpraszania spotkań opozycji. Gdy aktorzy chcieli kontynuować spektakl na ulicy, policja zagroziła im zatrzymaniem.

Uderzenie w media


Jak informuje z kolei mający siedzibę na Łotwie, ale prowadzony przez dziennikarzy rosyjskich - portal Meduza, powołując się na źródła zbliżone do rządu, rosyjskie władze zastanawiają się nad uznaniem za „zagranicznych agentów”, a w następstwie ich zablokowaniem, większości mediów zagranicznych skierowanych do odbiorcy rosyjskiego. Miałoby to dotyczyć publikatorów otrzymujących zagraniczne fundusze państwowe, takich jak: np. rosyjska redakcja BBC News. Temat ten miał zostać poruszony w połowie kwietnia podczas Rady Bezpieczeństwa.

Czytaj także: Tak się kończy robienie biznesu z Kremlem. Niemcy paraliżują Unię w starciu z Rosją

Czy Kreml zablokuje rosyjskojęzyczne media zagraniczne?

Władze Rosji rozważają uznanie za „zagranicznych agentów” większości mediów zagranicznych skierowanych do odbiorcy rosyjskiego – podał niezależny...

zobacz więcej

Przed czterema laty, rosyjskie władze wprowadziły prawo uznające media otrzymujące środki finansowe z zagranicy za „zagranicznych agentów”. Status ten faktycznie pozbawia takie media możliwości współpracy z reklamodawcami i utrudnia dziennikarzom kontakty z organami administracji państwowej. Inne media, jeśli będą cytować materiały „zagranicznych agentów”, muszą się zaś liczyć z grzywną.

Czytaj także: Putin, zabójca, Biden, sankcje. Wciąż nie wiadomo, jaki obrazek powstanie z tych puzzli

Historię ma pisać Kreml


Łatwiej zwalczać opozycję, a także prześladować niezależnych historyków i badaczy, takich jak choćby z „Memoriału” – gdy zabroni im się mówić o historii w inny sposób niż życzyłby sobie tego Kreml.

Do parlamentu Rosji trafił właśnie projekt ustawy przewidujący zakaz publicznego „utożsamiania roli ZSRS i Niemiec nazistowskich w II wojnie światowej”, a także zakaz „negowania decydującej roli narodu sowieckiego w pokonaniu Niemiec nazistowskich i misji humanitarnej ZSRS podczas wyzwalania krajów europejskich”.

Zakazem mają być objęte wystąpienia i pokazy publiczne, publikacje w mediach i internecie. Deputowani powołują się na zalecenie prezydenta Władimira Putina, który w ostatnim czasie coraz częściej oskarżał kraje zachodnie, w tym szczególnie mocno Polskę, o wypaczanie znaczenia Związku Sowieckiego w czasie II wojny światowej.

Jak oceniają niezależni historycy, w ten sposób Kreml chce tuszować stalinowskie zbrodnie i wybielać wizerunek sowieckiego państwa, a władze wracają do historycznej retoryki z okresu stalinowskiego.

W analizie dla Ośrodka Studiów Wschodnich Jadwiga Rogoża pisze, że chociaż działania władz przynoszą częściowe efekty – gdyż frekwencja podczas manifestacji zmalała i cały ruch sprzeciwu osłabł, to jednak nie wpłynie to na poprawę poparcia dla Władimira Putina i rządu, a to oznacza, że Kreml i tak musi się szykować na wzrost niezadowolenia, który może przybrać o wiele większe rezultaty.

Petar Petrović

Autor jest dziennikarzem Polskiego Radia

Czytaj także: Rosja zaciska pętlę na szyi Ukrainy. Zachód wciąż się przygląda

 

źródło:
Zobacz więcej