RAPORT:

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Odwrócenie ról – gra wokół Krajowego Planu Odbudowy

Powołanie Funduszu Odbudowy wymaga zgody wszystkich państw członkowskich UE (fot. Shutterstock/ilolab)
Powołanie Funduszu Odbudowy wymaga zgody wszystkich państw członkowskich UE (fot. Shutterstock/ilolab)

Do 10 grudnia 2020 r. rząd RP groził wetem na forum UE w razie próby powiązania dystrybucji funduszy unijnych z zasadą „pieniądze za praworządność”, politycznie zinstrumentalizowaną przez mainstream i forsowaną wbrew traktatom. Weto wiodłoby do wstrzymania decyzji o powołaniu Funduszu Odbudowy (FO). Opozycja – cała – od SLD po Konfederację włącznie, w najsroższych słowach krytykowała za to wówczas rząd i odmawiała wzmocnienia jego mandatu negocjacyjnego na forum UE. Koalicja Obywatelska nawoływała przy tym do jak najszybszego przyjęcia wszystkich propozycji unijnego mainstreamu pod grozą wykluczenia Polski z dobrodziejstw FO.

„Kto tu jest zdrajcą?” Lewica odpowiada Platformie

Odrzucenie Planu Marshalla XXI wieku byłoby zdradą Polski – uważa posłanka Lewicy Anna Maria Żukowska. To jej odpowiedź na krytykę polityków...

zobacz więcej

Dziś sytuacja – przynajmniej w zakresie stanowisk politycznych rządu i PO – jest dokładnie odwrotna. Rząd prze do przyjęcia Krajowego Planu Odbudowy (KPO), co byłoby krokiem umożliwiającym ratyfikację przez Sejm RP porozumienia osiągniętego na forum Unii Europejskiej 10 grudnia 2020 roku – tzn. oznaczałoby ostateczną zgodę Polski na unijny Fundusz Odbudowy. Platforma zaś chce odrzucenia KPO, co wstrzymałoby ratyfikację porozumienia o Wieloletnich Ramach Finansowych (WRF) UE na lata 2021-2027, w tym o FO. Ponieważ powołanie Funduszu wymaga zgody wszystkich państw członkowskich UE, pójście drogą forsowaną przez PO oznaczałoby zawieszenie procesu jego tworzenia do czasu spełnienia przez rząd postulatów Koalicji Obywatelskiej. Co się zatem stało i dlaczego taki właśnie dało rezultat?

UE na trzy pęknięta


Wielka gra na forum UE o kształt unijnego budżetu toczy się w istocie między trzema grupami państw: bogatą Północą skupioną w klubie skąpców” (Austria, Dania, Finlandia, Luksemburg, Niderlandy, Niemcy, Szwecja), silnie zadłużonym Południem (w pasie od Cypru i Grecji, przez Włochy, Francję, Belgię, Hiszpanię po Portugalię) i Wschodem – wciąż, po dekadach sowieckiej dominacji, odstającym poziomem rozwoju, ale posiadającym zdrowe i dynamicznie rozwijające się gospodarki. Naturalnie żadna z tych grup nie tworzy spójnego obozu.

Kwestia unijnego budżetu w każdym z krajów jest przedmiotem sporów między ugrupowaniami rządzącymi a opozycją. Polska nie jest tu wyjątkiem. Rytm wzmożenia politycznego poszczególnych państw – uczestników opisywanej gry – wyznacza przy tym ich kalendarz wyborczy. 17 marca odbyły się wybory w Holandii, do tego czasu to rząd Niderlandów przodował więc w atakach na Polskę i Węgry pod hasłem łamania przez nie „wartości unijnych”, za co domagał się pozbawienia ich funduszy z budżetu UE. Najbliższe wybory w „klubie skąpców” to wybory niemieckie (26 listopada 2021 r.).

Można więc teraz oczekiwać wzmożenia aktywności polityków tego właśnie państwa. Różnica taktyczna będzie zapewne taka, że dominujące w UE Niemcy będą posługiwały się raczej instytucjami i urzędnikami unijnymi i należy wątpić, by kanclerz Merkel – na wzór holenderskiego premiera Marka Rutte – sama znalazła się na pierwszej linii frontu. Im bliżej terminu wyborów tym większe będzie jednak prawdopodobieństwo, że w walce o zatrzymanie głosów eurosceptyków przy słabnącej CDU-CSU, rządowi politycy niemieccy będą zmuszeni bezpośrednio krytykować Polskę.

Waszczykowski o miażdżącym sondażu. „To było do przewidzenia”

Tylko 2,7 proc. badanych uważa, że opozycja powinna zagłosować przeciwko ratyfikacji Funduszu Odbudowy. Europoseł Witold Waszczykowski zaznacza w...

zobacz więcej

Przyczyna i reguła są oczywiste. Liczne rzesze wyborców w państwach bogatej Północy chętnie słuchają tych partii, które podkreślają, że „ciężko zapracowane pieniądze podatników holenderskich, niemieckich, austriackich itd.”, nie powinny być wydawane na „leniwych południowców” i „zacofanych, wstecznych wschodniaków, nie podzielających wartości europejskich i traktujących UE jak bankomat.” „Precz z unią transferową” – tzn. z transferem funduszy od państw bogatszych do biedniejszych – to hasło popularne na wiecach wyborczych w państwach „klubu skąpców”. Pieniędzy nie można jednak odbierać otwarcie – wbrew traktatom. Dobry jest więc każdy pretekst, by zredukować transfer funduszy lub choćby pokazać wyborcom, jak bardzo ubiegający się o ich głosy polityk (partia) stara się, by ten cel osiągnąć.

Niecierpliwość Południa


Zadłużenie Grecji przekracza 205 procent PKB, Włoch: 161 proc., pozostałe państwa Południa mieszczą się między ok. 120 a ok. 140 proc. Jest to stan dramatyczny. Gospodarki wszystkich tych krajów mają rozbudowany sektor turystyczny, który w warunkach pandemii zamiera i zależy nie tylko od poluzowania restrykcji antycovidowych, ale i od decyzji potencjalnych turystów o tym, że chcą już podjąć ryzyko spędzania wakacji w tych państwach. Na dodatek jest to trzeci z rzędu kryzys w UE, który najsroższy przebieg miał właśnie w jej pasie południowym.

Pierwszy był kryzys zadłużeniowy południa strefy euro, którego symbolem stała się Grecja, ale który przyniósł pojęcie PIGS (od angielskich nazw Portugalii, Włoch, Grecji i Hiszpanii), drugi – kryzys imigracyjny, najdrastyczniej przebiegający wzdłuż południowych granic UE, a trzeci – obecny – koronawirusowy, znów najbardziej dramatyczny przebieg ma w tym samym regionie. Zrujnowane wszystkimi tymi kryzysami gospodarki Południa w trybie pilnym potrzebują wsparcia.

„PO podkłada bombę pod unijny budżet. Jak tłumaczy to kolegom w UE?”

Działania polityków PO to pewnego rodzaju szantaż; podkładają bombę pod unijny budżet. Nie wiem, jak tłumaczą to swoim kolegom, koleżankom w...

zobacz więcej

Poziom zadłużenia wyklucza ich samodzielne pożyczanie na międzynarodowych rynkach finansowych na znośnych warunkach. Pieniądze ma więc pożyczyć UE, stworzyć z nich Fundusz Odbudowy i przy jego pomocy sfinansować granty i pożyczki dla państw członkowskich. Północ i Wschód pożyczając samodzielnie – każde państwo na własny rachunek otrzymałyby lepsze lub zbliżone warunki kredytowe do tych, które otrzyma UE. Południe natomiast, działając w ten sposób, musiałoby zaakceptować drastycznie wyższe oprocentowanie zaciąganych pożyczek. Nie udźwignęłoby go. To jemu zatem najbardziej zależy na Funduszu Odbudowy. Potrzebuje ono tych pieniędzy i to jak najszybciej. Północ i Wschód zaś mogą czekać.

Sens ewentualnego weta Polski przed 10 grudnia 2020 r.


Wyżej opisana sytuacja powodowała, że nacisk na Polskę w kwestii „praworządności” groził wstrzymaniem porozumienia o Funduszu Odbudowy poprzez zawetowanie przez Warszawę całej siedmioletniej perspektywy finansowej UE, opartej na zasadzie „pieniądze za praworządność”. Weto takie stawiałoby przed rządami Południa pytanie o to, co należy uczynić, by jak najszybciej FO powstał i pieniądze popłynęły do spragnionych ich krajów śródziemnomorskich UE. Czy szybciej będzie naciskać na Polskę i Węgry (którym się nie spieszyło), czy odblokować fundusze poprzez udzielenie poparcia stanowisku Warszawy i Budapesztu, wbrew „klubowi skąpców”.

Wymagałoby dużej dozy naiwności twierdzenie, że stanowiska Rzymu, Madrytu, Aten, Lizbony, a nawet Paryża kalkulowane były w procesie decyzyjnym zachodzącym w tych stolicach w odniesieniu do np. sposobu powoływania KRS w Polsce, a nie pod kątem tego, jaki wpływ będzie ono miało na perspektywę unijnego wsparcia dla znękanych kryzysami gospodarek odnośnych państw. Polska grożąc wetem w istocie zatem naciskała na kraje południowe, by przełamały pat negocjacyjny, solidaryzując się z nami, a nie z Północą.

Nonsensowność odrzucenia ratyfikacji


Opisana wyżej sytuacja negocjacyjna przestała istnieć 10 grudnia 2020 r., gdy Polska i Węgry zaakceptowały kompromis w kwestii budżetu, uznając polityczne gwarancje Rady Europejskiej za wystarczające. Obecnie odrzucenie ratyfikacji skonsolidowałoby Północ i Południe (każde działające z innych pobudek, ale w tym samym kierunku) do wspólnego nacisku na Polskę. Starcie takie nie rokowałoby nam powodzenia.

Krajowy Plan Odbudowy. Dlaczego opozycja blokuje miliardy?

Politycy KO wykoncypowali, że z utrąceniem Funduszu Odbudowy upadnie rząd, a to stwarzałoby jakieś ich rzekome szanse na przejecie władzy. To...

zobacz więcej

Stworzenie Funduszu Odbudowy, czyli oparcie Wieloletnich Ram Finansowych UE na pożyczkach, a nie na środkach własnych, jest drastycznym złamaniem art. 310, 311 i 312 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE), na mocy których ustanowiona jest zasada zrównoważonego budżetu UE opartego na zasobach własnych. Fundusz Odbudowy – oparty na pożyczkach łamie więc tę zasadę. Z faktu tego płynie wniosek polityczny, że obrona własnego stanowiska negocjacyjnego w oparciu o prawo stała się w UE niemożliwa. Ewentualny sprzeciw Polski – tzn. brak ratyfikacji porozumienia o FO – zostałby wbrew prawu zignorowany zgodną wolą pozostałych państw. Dziś, odmiennie niż przed 10 grudnia 2020 r., taki właśnie scenariusz wiódłby do tak pożądanego przez Południe jak najszybszego odblokowania pieniędzy.

PO a interesy Niemiec


W interesie Niemiec leży ratowanie Południa. Załamanie się jego siły nabywczej dramatycznie uderzyłoby w eksport RFN i wygenerowało rosnące bezrobocie. FO i tak nie powstanie jednak z dnia na dzień i opóźnienie jego formalnego powołania na okres po wyborach do Budnestagu bardzo ułatwiłoby kampanię wyborczą rządzącej CDU-CSU, szczególnie na kierunku starcia o elektorat eurosceptycznej AfD. Optymalnie byłoby jednak, by cenę wizerunkową tego opóźnienia na forum UE zapłacił ktoś inny, a nie Niemcy. W tej logice krok PO staje się z punktu widzenia Berlina bardzo pożądany. To może tłumaczyć, dlaczego Niemcy nie użyły swych wpływów do spacyfikowania Platformy, choć nie sądzę, by to w Berlinie ktoś wpadł na pomysł całej intrygi. Na pierwszy rzut oka widać, że nic z tego nie będzie i tylko oderwana od rzeczywistości i szamocąca się bez programu „opozycja totalna”, mogła sobie wyobrazić, że coś w ten sposób ugra. Niemcy nie miały jednak interesu, by ją od tego odwodzić. A nuż się uda – niczego nie ryzykowały.

Oderwanie PO od rzeczywistości


Skala oderwania naszej „opozycji totalnej” od rzeczywistości, zapał z jakim powtarza banały o unijnej praworządności i myślenie życzeniowe co do rozbicia Zjednoczonej Prawicy, obalenia rządu i zbudowania wokół PO nowej koalicji większościowej, są rozbrajające. Wbrew wyobrażeniom PO Solidarna Polska, podkreślając swój sprzeciw wobec ugody z grudnia 2020 r., w istocie demonstruje odrębność polityczną w tej kwestii w nadziei na jej zdyskontowanie, gdyby ugoda okazała się rozwiązaniem chybionym. Ale nie zamierza rozbijać rządu – wie, że jej stanowisko to gest, a decyzja sejmu i tak będzie pozytywna.

Krajowy Plan Odbudowy. Na co pójdą wielomiliardowe granty UE?

Wartość unijnych grantów dla Polski w Krajowym Planie Odbudowy sięga 24 mld euro, co stanowi 4,5 proc. PKB – wskazuje Jakub Rybacki, analityk...

zobacz więcej

Gdyby było inaczej wybrałaby sobie inny temat do manifestowania swej podmiotowości. Lewica nie ma zamiaru tonąć wraz z PO, żyrując jej gesty antyunijne, i ma nadzieję przejąć część jej elektoratu. Drogą do tego to nie koalicja 276 tylko poparcie unijnego budżetu. Hasło zaś, że pieniądze unijne powinni dzielić działacze PO panujący w samorządach, a nie administracja państwowa kierowana przez rządzący PiS, przemawia tylko do twardego elektoratu Platformy – wszak dla innych nie ma w nim nic porywającego.

Wniosek


Na poziomie unijnym groźba weta Polski wobec Wieloletnich Ram Finansowych UE przed 10 grudnia 2020 r. była instrumentem osłony Rzeczypospolitej przed bezprawnym naciskiem unijnego mainstreamu i narzędziem skłaniania Południa do zsolidaryzowania się z Polską. Obecnie byłaby krokiem konsolidującym Północ i Południe do wspólnego nacisku na Polskę – przyciągałaby, a nie odsuwała zagrożenie dla jej interesów. Jedyny zysk, który ktokolwiek mógłby z takiego kroku wyciągnąć, to ewentualny zysk wyborczy CDU-CSU, polegający na minimalizacji na okres kampanii wyborczej temperatury dyskusji o kwestii łożenia pieniędzy podatników niemieckich na długi unijne.

Na poziomie wewnątrzpolskim szansa na rozbicie Zjednoczonej Prawicy i wynegocjowanie kontroli nad „kasą z UE” dla PO istnieje wyłącznie w głowach polityków tej ostatniej. Pozostałe partie prowadzą w tym zakresie grę wizerunkową, ale nie zdecydują się na realne blokowanie ratyfikacji funduszy unijnych. Skala niezrozumienia tej sytuacji przez „strategów” PO jest więc kolejnym dowodem na uwiąd intelektualny tej formacji.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej