RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Pupil Merkel, bułgarski Zełenski, ludzie Moskwy. Trzy podejścia i fiasko

Prezydent Rumen Radew w parlamencie Bułgarii 15 kwietnia br. (fot. Borislav Troshev/Anadolu Agency via Getty Images)
Prezydent Rumen Radew w parlamencie Bułgarii 15 kwietnia br. (fot. Borislav Troshev/Anadolu Agency via Getty Images)

Kryzys polityczny w Bułgarii. Miesiąc po wyborach okazuje się, że konieczne będą kolejne. Żaden obóz polityczny nie jest w stanie zbudować większości w podzielonym parlamencie.

Zdrajcy w mundurach, czyli bułgarski problem NATO

Macki siatki rosyjskich szpiegów sięgnęły wywiadu wojskowego, ministerstwa obrony i parlamentu. W ręce Moskwy trafiło dużo tajnych informacji, w...

zobacz więcej

Postkomunistyczna Bułgarska Partia Socjalistyczna rezygnuje z misji utworzenia rządu. Decyzja zapadła na plenum Rady Krajowej BSP. Oznacza to, że latem odbędą się przedterminowe wybory. BSP miała być trzecią partią, której misję utworzenia rządu powierzy prezydent Rumen Radew. Dwa wcześniejsze podejścia do utworzenia rządu nie udały się. Choć tylko zwycięzca wyborów, czyli centroprawicowa GERB ustępującego premiera Bojko Borysowa faktycznie się starała. Populistyczna partia Jest Taki Naród (TSN) telewizyjnego showmana Sławi Trifonowa od początku nastawiona była na kolejne wybory. Teraz prezydent powinien mianować tymczasowy rząd, który przygotuje przedterminowe wybory. Według konstytucji powinny one być wyznaczone na 11 lub 18 lipca. Zapowiada się długi i głęboki kryzys w Bułgarii.

„Wygrani”, wygrani i przegrani


Wybory do 240-osobowego Zgromadzenia Narodowego odbyły się 4 kwietnia. Wymagany próg 4 proc. przekroczyło sześć list wyborczych. Zgodnie z oczekiwaniami wygrała rządząca partia Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii (GERB), uzyskując 26,18 proc. głosów, co przełożyło się na 75 mandatów. Drugie miejsce, nieoczekiwanie, zajęli nie tradycyjni rywale GERB, czyli socjaliści, ale niedawno utworzone populistyczne ugrupowanie Jest Taki Naród (TSN), zdobywając 51 miejsc w parlamencie (17,66 proc. głosów). Dopiero trzecia pozycja przypadła lewicowej Koalicji na rzecz Bułgarii, czyli de facto Bułgarskiej Partii Socjalistycznej (BSP): 15,01 proc. głosów, 43 posłów. Czwarte miejsce zajął reprezentujący mniejszość turecką Ruch na rzecz Praw i Swobód (DPS): 10,51 proc. i 30 posłów. Trzy mandaty mniej uzyskała centroprawicowa koalicja Demokratyczna Bułgaria (DB) Christo Iwanowa, jedyne proeuropejskie i prozachodnie ugrupowanie opozycji: 9,45 proc. głosów. Próg przekroczyła też powstała na fali ubiegłorocznych antyrządowych protestów koalicja Wyprostuj się, Precz z Mafią (ISMW), na którego czele stoi była rzecznik praw obywatelskich Maja Manołowa: 4,72 proc. głosów, 14 posłów.

„Wycofanie wojsk” to dezinformacja. Rosja wciąż straszy militarnie Ukrainę

W pobliżu granicy z Ukrainą i na anektowanym Krymie nadal pozostaje 90 procent sił sprowadzonych tam w ramach tzw. sprawdzianu gotowości bojowej....

zobacz więcej

Formalnie zwycięzcą okazała się GERB, tyle że partia premiera Borysowa w porównaniu z 2017 rokiem straciła ponad 300 tys. głosów (wtedy miała 33 proc. głosów) i 20 posłów. Oprócz wyborców, straciła również koalicjanta. Nacjonalistyczna partia WMRO-BND wicepremiera i ministra obrony Krasimira Karakaczanowa nie przekroczyła progu wyborczego. Faktycznym zwycięzcą okazały się trzy ugrupowania „protestu”, które wyrosły na fali antyrządowych demonstracji. Turecki DPS utrzymał stan posiadania, zaś przegranym jest Koalicja na rzecz Bułgarii, na czele z BSP, tracąca jeszcze więcej wyborców niż GERB, bo ponad 475 tys., i aż 37 posłów! Rzadko się zdarza, by główna siła opozycji wobec tracącej poparcie partii rządzącej straciła jeszcze więcej niż ona. Przegranymi okazały się też cztery skrajnie prawicowe partie mające dotąd przedstawicieli w parlamencie: wspomniana WMRO-BND, NFSB, Ataka i Wolja.

Bojko Borysow rządził Bułgarią niemal 12 lat, z małymi przerwami. Ale na razie musi się żegnać z władzą. Pierwsze głosowania w nowym parlamencie pokazały, że pięć partii zjednoczyło się przeciw GERB. Odrzucono kandydaturę zwycięskiego ugrupowania na przewodniczącego parlamentu, chociaż partia ta ma najwięcej deputowanych i zgodnie z tradycją powinna wyznaczyć szefa Zgromadzenia Narodowego. 16 kwietnia parlament przyjął 156 głosami dymisję Borysowa i jego rządu. Do głosowania doszło pod nieobecność premiera i jego ministrów z wyjątkiem tych, którzy weszli do nowego parlamentu. Posłowie GERB nie wzięli udziału w głosowaniu. Sam Borysow gra ostro. Zignorował wezwanie większości posłów, by pojawić się w parlamencie i osobiście złożyć wniosek o dymisję oraz przedstawić sprawozdanie o stanie finansów państwa – tłumacząc się… pójściem na urlop. Z tego samego powodu Borysow nie przyszedł, by przedstawić plan odbudowy i stabilności, który do końca kwietnia Bułgaria powinna złożyć w Komisji Europejskiej. Rząd podał, że planu nie przedstawi i pozostawi to zadanie następcom. Wobec tego bojkotu ze strony Borysowa, parlament przyjął uchwałę zobowiązującą go do przyjścia na następne posiedzenie. Ale wtedy były premier wymówił się nagłą operacją kolana (miał zranić je podczas meczu piłki nożnej). W międzyczasie parlament 201 głosami przyjął decyzję o powołaniu komisji ds. rewizji rządów Borysowa. Na jej czele stanęła Maja Manołowa. Komisja miałaby zbadać, jak w ostatnich 10 latach wykorzystywały środki publiczne rząd, ministerstwa oraz spółki z ponad 50-proc. udziałem skarbu państwa. Tyle że komisja długo raczej nie będzie działać. Przynajmniej nie w tym parlamencie.

Wróg Putina uduszony psią smyczą. Kolejny mord na Wyspach

Trzy lata po śmierci Nikołaja Głuszkowa orzeczenie brytyjskiego koronera nie pozostawia wątpliwości: to było zabójstwo. Kilerzy nieudolnie...

zobacz więcej

Do trzech razy sztuka


Zgodnie z konstytucją, jeśli nie uda się utworzyć rządu przy trzech podejściach, prezydent powinien rozwiązań parlament, wyznaczyć rząd tymczasowy i wyznaczyć przyspieszone wybory. Zgodnie z konstytucją prezydent powierza misję utworzenia rządu partii politycznej, która ma najwięcej mandatów. Przy ewentualnym niepowodzeniu misja zostaje powierzona ugrupowaniu nr 2. Jeżeli i jemu się to nie uda, prezydent może powierzyć misję dowolnej z pozostałych sił parlamentarnych. Oczywiście to GERB od prezydenta Radewa otrzymała misję utworzenia następnego rządu. Godzinę przed ceremonią w urzędzie prezydenta z sali szpitalnej po przeprowadzonej operacji kolana Borysow ogłosił skład nowego gabinetu. Na premiera zaproponowany został były minister spraw zagranicznych w okresie 2014-2017 Daniel Mitow. Dziewięciu ministrów było ze starego składu rządu, a część nowych już zajmowała te same stanowiska w poprzednich gabinetach Borysowa.

Po przeprowadzonych 4 kwietnia wyborach GERB otrzymała najwięcej miejsc w parlamencie, ale za mało, by samodzielnie rządzić. Partie, do których zwróciła się w sprawie poparcia nowego rządu, nie chciały nawet rozmawiać. Zdaniem Mitowa było to „arogancją, nieodpowiedzialnością oraz przejawem politycznej niedojrzałości” ze strony koalicji Demokratyczna Bułgaria i partii Jest Taki Naród. 23 kwietnia GERB przyznała, że nie zdołała utworzyć rządu. Desygnowany na premiera Mitow wręczył rezygnację prezydentowi Rumenowi Radewowi. Ten zaś trzy dni później misję utworzenia rządu powierzył drugiej sile parlamentu. Lider TSN Trifonow zapowiedział, że kandydatem na premiera będzie Antoaneta Stefanowa, 42-letnia mistrzyni świata w szybkich szachach. Szybko też okazało się, że rezygnuje ona z misji utworzenia rządu natychmiast po otrzymaniu nominacji z rąk prezydenta. TSN nawet wspólnie z dwoma innymi antyestablishmentowymi ugrupowaniami, które weszły do parlamentu, nie ma większości. Cztery siły polityczne w parlamencie – BSP, turecki Ruch na rzecz Praw i Swobód, Demokratyczna Bułgaria oraz Wyprostuj się, Precz z Mafią - deklarowały gotowość poparcia gabinetu TSN przy określonych warunkach. Trifonow jednak zastrzegł, że nie przyjmie wsparcia ze strony BSP i DPS. „Partia Jest Taki Naród nie ma wystarczającej liczby posłów i koalicjantów, by stworzyć stabilny rząd. Proponowane poparcie pochodzi od podmiotów politycznych, które są szkodliwe, chciwe i skompromitowane. To co proponują to nie poparcie, tylko uzależnienie” – napisał na Facebooku. Po tej deklaracji było jasne, że Bułgarię czekają przyspieszone wybory. Zgodnie bowiem z oczekiwaniami socjaliści, którzy zajęli 3. miejsce w głosowaniu 4 kwietnia, nie podjęli się misji tworzenia rządu.

Tak się kończy robienie biznesu z Kremlem. Niemcy paraliżują Unię w starciu z Rosją

Rosyjskie prowokacje na pograniczu z Ukrainą, militaryzowanie Krymu i Morza Czarnego, wspieranie reżimu w Mińsku, prześladowanie Aleksieja...

zobacz więcej

Faworyt frakcji Tuska


Bojko Borysow rządzi Bułgarią, z małymi przerwami, od 2009 roku. To, co mu się udało w tym czasie, to na pewno choćby budowa bułgarskiego odcinka gazociągu TurkStream, którym na Bałkany płynąć ma rosyjski gaz. Ale Bułgaria to wciąż najbiedniejszy kraj UE. PKB per capita w 2019 roku wynosił ok. 9500 dolarów, przy unijnej średniej ponad 24 000 USD. Bułgaria jest też ostatnia z członków UE w korupcyjnym indeksie Transparency International, zajmując 74. miejsce wśród 180 ocenianych krajów świata. Z kolei w indeksie wolności prasy „Reporterzy bez Granic” umieścili Bułgarię na 111. miejscu. Na niekorzyść GERB przemawiają też konsekwencje gospodarcze pandemii, która dotknęła przede wszystkim sektor usług (w 2020 r. straty w turystyce oszacowano na 800 mln euro). Jednak to rozpleniona korupcja wyprowadziła w lipcu 2020 roku na ulice bułgarskich miast tysiące ludzi. Demonstranci domagali się ustąpienia skompromitowanego ich zdaniem premiera i przeprowadzenia nowych wyborów. Nie widząc wsparcia ze strony UE, sami zaczęli się o nie dopominać. Przed ambasadą Niemiec w Sofii pojawił się choćby transparent ze zdjęciem kanclerz Angeli Merkel ściskającej się z Borysowem, podpisany „Oczy szeroko zamknięte”. To nawiązanie do swego rodzaju parasola ochronnego, jaki Niemcy i Bruksela zapewniły Borysowowi. GERB to wszakże członek Europejskiej Partii Ludowej, do której należą też CDU i choćby polska PO. Zresztą delegacja z Bułgarii chciała się w tej sprawie spotkać z szefem EPP Donaldem Tuskiem, ale ten ich nie przyjął. Za to 2 października 2020 spotkał się z Borysowem, chwaląc go za „drogę, jaką Bułgaria przeszła” pod jego rządami.

Odpowiedzią na kruszące fundamenty poparcia dla GERB długotrwałe protesty miała być gra na nastrojach nacjonalistycznych. Z jednej strony Borysow postanowił uderzyć w socjalistów, by pozyskać elektorat wielkomiejski, coraz gorzej postrzegający współpracę z Rosją i choćby budowę TurkStream. Stąd dekonspiracja w środku kampanii wyborczej rosyjskiej siatki szpiegowskiej działającej w bułgarskim wywiadzie wojskowym, resorcie obrony i parlamencie. Tyle że wielu wyborców odebrało to jako słabość państwa rządzonego przez GERB, a nie sukces Borysowa. Sprawa szpiegowska uderzyła przy okazji w koalicjanta Borysowa, WMRO-BND i jej lidera wicepremiera i ministra obrony Karakaczanowa. Nie pomogła też GERB gra kwestią rozpoczęcia rozmów akcesyjnych z UE przez Macedonię Północną. Celem był elektorat nacjonalistyczny. Tyle że zysk był niewielki, a przyczynił się do porażki koalicjanta WMRO-BND.

Armia europejska – iluzje i rzeczywistość

Idea autonomizacji bezpieczeństwa europejskiego narodziła się w trakcie konferencji międzyrządowej wiodącej do przyjęcia w grudniu 1991 r. traktatu...

zobacz więcej

Trochę Zełenskiego, trochę Kukiza


Popularność zyskał jak showman telewizyjny i wokalista zespołu Ku-Ku Band. W 2013 roku wypuścił przebój pod tytułem „Nie ma takiego narodu”, w którym przedstawiał bułgarskich polityków jako ludzi zainteresowanych tylko pieniędzmi i seksem. „Nie mów mi o prawie i konstytucji. W tym kraju wszystko to prostytucja” - śpiewał Stanislaw Trifonow, dla milionów rodaków po prostu Slawi. Przez blisko dwie dekady był gospodarzem najbardziej popularnego programu rozrywkowego w Bułgarii, nadawanego w telewizji publicznej talk-show pod nazwą Slavi Show. Odszedł w 2019 roku, uruchomiając własny kanał telewizyjny 7/8. I zaczął ostro krytykować rządy Borysowa. Założył partię na krótko przed wybuchem afery korupcyjnej w 2020 roku, która wywołała wielomiesięczne protesty uliczne przeciwko rządowi. Trifonow popierał protesty, ale sam się w nie nie angażował. Do tego dochodzi sceptyczne podejście do COVID.

Podczas kampanii Trifonow ani razu nie udzielił wywiadu, nie wziął udziału w debacie, nie pojawił się mediach innych, niż jego własny kanał telewizyjny i powiązane profile mediów społecznościowych. TSN wygrał w grupie wiekowej 18-30 lat, oraz wśród mieszkańców wsi i miasteczek. No i zwyciężył w zagranicznych komisjach wyborczych, wyprzedzając Demokratyczną Bułgarię. GERB zajęła wśród diaspory dopiero 4. miejsce, za socjalistami. Jak Zełenski, Trifonow to polityczny nowicjusz używający swego telewizyjnego programu do krytyki establishmentu i budowania własnej pozycji. Tak jak Zełenski, ma za plecami oligarchów. Tak jak Zełenski, w kampanii Trifonow występował tylko w swoich mediach i nie zajmował pozycji w kluczowych sprawach. Ugrupowanie Trifonowa stało się drugą siłą polityczną w kraju. Zadecydowała o tym mobilizacja elektoratu z dużych miast (w stołecznej Sofii zwyciężyła Demokratyczna Bułgaria) i diaspory, wśród której frekwencja była najwyższa od 20 lat (poza krajem pierwsze miejsce zdobyła partia Trifonowa przed Demokratyczną Bułgarią).

Von der Leyen obraziła Zełenskiego. Niemieckie rozczarowanie Ukrainy

Protokolarna wpadka czy zniewaga uczyniona z premedytacją? Sygnał, że Berlinowi coraz mniej po drodze z Kijowem? Odpowiedź pochodzącej z Niemiec...

zobacz więcej

Pod pewnym względami Bułgaria nie różni się od innych postkomunistycznych krajów. Bułgarscy oligarchowie już parę lat temu uruchomili kilka nowych politycznych projektów, żeby w razie konieczności móc wymienić wieloletniego, ale już chyba zużytego Borysowa na kogoś nowego. Największy sukces odniósł projekt z Trifonowem. Sam showman jeszcze w 2016 roku na pytanie w telewizji publicznej o związki z oligarchami odrzekł z dość specyficzną ironią: „Muszę wam powiedzieć, że tak naprawdę jestem reptilianinem. Drzemie we mnie reptilianin. Jestem reptilianinem-gejem, a stoi za mną organizacja illuminatów”. TSN uzyskała wynik ponad oczekiwania patronów. To uruchomiło polityczny kryzys. Trifonow od początku bowiem nie był zainteresowany rządem.

Będzie dogrywka


„Nowi” w parlamencie nie chcą współpracować nie tylko z GERB, obwinianą za korupcję i nadużycia, ale też z socjalistami ze względu na ich prorosyjskie nastawienie, wewnętrzne konflikty i dużą liczbę byłych agentów komunistycznych służb wśród działaczy. Wszystko to sprzyja narracji Borysowa, że opozycja jest zbyt podzielona, aby sformować stabilną większość, a rozwiązaniem jest pragnienie jego partii, aby nadal rządzić, po wewnętrznych zmianach odpowiadających na oczekiwania elektoratu. Na niekorzyść GERB przemawia fakt, że przez kilka najbliższych miesięcy nie oni będą sprawowali władzę i nie będą mieli możliwości wpływania na kampanię i wybory. W raporcie OBWE o głosowaniu 4 kwietnia czytamy: „Wybory były konkurencyjne, ale zmasowane wykorzystanie zasobów państwa dało partii rządzącej znaczącą przewagę (…) W prasie brakowało analitycznych materiałów, informacja o kampanii wyborczej była ograniczona, co wpływało na możliwość wyborcy dokonania uzasadnionego wyboru”. Były problemy z maszynami do głosowania. Na przykład w mieście Weliko Tarnowo jedna z maszyn w ogóle nie zliczała głosów oddanych na DB. 11 osobom postawiono zarzuty nadużyć przy głosowaniu. Lokalne media pisały, że za jeden głos płacono 30-50 lewa (15-25 euro).

Obóz „protestu” chce nowych wyborów, już na nowych zasadach. 29 kwietnia parlament przyjął zaproponowaną przez partię Trifonowa nowelizację ordynacji wyborczej. Przewiduje ona m.in. zniesienie ograniczenia do 35 liczby lokali wyborczych w krajach spoza Unii Europejskiej; zmniejszenie i całkowitą zmianę składu Centralnej Komisji Wyborczej oraz wprowadzenie transmisji online z liczenia głosów w każdym lokalu wyborczym. Na niekorzyść Borysowa przemawia też fakt, że tymczasowy, techniczny rząd będzie zapewne złożony w dużej mierze z socjalistów - wszak BSP popiera prezydenta Radewa.

źródło:
Zobacz więcej