RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

III Powstanie Śląskie wg „Wyborczej”: Pijani powstańcy, tragedia rodzin

Nie po raz pierwszy „Gazeta Wyborcza” pisze o górnośląskim zrywie w ten sposób (fot. PAP/Grzegorz Momot; DPA; Shutterstock)
Nie po raz pierwszy „Gazeta Wyborcza” pisze o górnośląskim zrywie w ten sposób (fot. PAP/Grzegorz Momot; DPA; Shutterstock)

„Niektóre oddziały zamieniły się w bandy maruderów. Przez brak dyscypliny powstańcy śląscy stracili krwawo zdobyty Kędzierzyn. W porcie »zarekwirowali« olbrzymie zapasy spirytusu. Gdy doszło do szturmu, wielu było zbyt pijanych, by stawić opór” – to początek okolicznościowego artykułu, którym redakcja „Gazety Wyborczej” „uczciła” setną rocznicę III Powstania Śląskiego. Dzięki zrywowi Górnoślązaków Polska odzyskała znaczną część tamtejszego okręgu przemysłowego.

Prezydent o III Powstaniu Śląskim: Odzyskane ziemie były skarbem [WIDEO]

Obchody rocznicy wybuchu III powstania śląskiego stanowią ważny element stulecia odzyskania przez Polskę; Górny Śląsk miał absolutnie fundamentalne...

zobacz więcej

W opublikowanym przez „Gazetę Wyborczą” artykule „Niechlubne karty III powstania śląskiego. Od planu zabicia Korfantego do bitwy przegranej w 10 minut” pominięto fakt, że III Powstanie Śląskie było w istocie „zbrojną demonstracją” faktycznej woli Ślązaków, którzy chcieli zjednoczenia swej ziemi rodzinnej z Polską, nie zaś przyłączenia całego Górnego Śląska (łącznie z terenami dzisiejszego woj. opolskiego) do Polski.

Autor tekstu, Józef Krzyk, jedynie mimochodem wspomina o sukcesach pierwszych dniach powstania, które nazywa „polskim blitzkriegiem”. W rzeczywistości właśnie po tych pierwszych kilku dniach przywódca zrywu, Wojciech Korfanty podjął wysiłki na rzecz jego zakończenia, do czego nie doszło, ze względu na brak zgody ze strony Niemców.

Redaktor „GW” opisuje za to plastycznie niemiecką kontrofensywę z drugiej połowy maja (pomija jednak, że Niemcom nie udało się osiągnąć zasadniczego celu – opanowania miast Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego).

W ten sposób wycofanie się powstańców z części Górnego Śląska pod naciskiem lepiej wyposażonych sił niemieckich (choć oficjalnie armia niemiecka nie miała prawa tam się znajdować) w oczach czytelnika może rzeczywiście zrobić wrażenie haniebnej klęski.

Rzekomą tytułową dziesięciominutową bitwą ma być według niego bitwa o Górę Św. Anny, która trwała kilka dni.

Wrażenie klęski może zostać spotęgowane wzmiankami o współpracy powstańców z władzami Polski, ale bez wyjaśnienia, że wsparcie Warszawy nie mogło mieć charakteru oficjalnego i z tego tytułu musiało być bardzo ograniczone.

Istotne fragmenty treści stanowią relacje o pojedynczych incydentach, z których ma wynikać, że powstańcy dopuszczali się kradzieży m.in. mienia ludności cywilnej.

„Na porządku dziennym były kradzieże, które dla niepoznaki nazywano rekwizycjami. Nie czekając, aż ktoś się zatroszczy o nich, niektórzy powstańcy brali sprawy we własne ręce. Zdarzało się, że pobili oficerów, podejrzewając ich o to, że zdefraudowali pieniądze na żołd. Dochodziło do tego, że powstańcy sprzedawali swoje karabiny lub wymieniali je na żywność. Żołnierzy batalionu z Biskupic przyłapano na tym, że sprzedali cztery swoje konie do Polski (…), w okolicy Tarnowskich Gór powstańcy próbowali zaś przemycić za polski kordon 24 krowy i 32 barany” – czytamy w artykule.

„Sukces, ale lukrowany”

„Dzięki temu, że Rada Ambasadorów przyznała Polsce najbogatszą, przemysłową część Śląska, powstanie rzeczywiście zakończyło się sukcesem” – przyznaje na koniec autor. Ale historię powstania nadal określa mianem „lukrowanej”. Tymczasem to właśnie utrata górnośląskiego przemysłu, gdyby doszło do podziału według nieuczciwie wygranego przez Niemców plebiscytu, byłaby największą stratą dla II Rzeczpospolitej.

Europoseł Dominik Tarczyński przypomniał, że redakcja „Gazety Wyborczej” nie po raz pierwszy stara się przedstawić Powstania Śląskie w jak najgorszym świetle. -> Przeczytaj także: Premier: Powstańców śląskich łączyła wola walki dla Polski

źródło:
Zobacz więcej