RAPORT:

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

12 gwiazdek. Lempart już wie, co wstawić w miejsce siedmiu z nich

Marta Lempart (fot. Attila Husejnow/SOPA Images/LightRocket via Getty Images)
Marta Lempart (fot. Attila Husejnow/SOPA Images/LightRocket via Getty Images)

Marta Lempart odkrywa swoją prawdziwą rolę w grze. Miała się za siłę sprawczą, rewolucjonistkę zmieniającą jeśli nie świat, to kraj nad Wisłą, a właśnie dowiedziała się, że jest prostym narzędziem w rękach cwańszych od niej. Jej pięć minut powoli mija. Może wracać do kąta. Gdy będzie potrzebna, to się ją przywoła, żeby znowu zaszumiała na ulicy.

Strajk Kobiet stawia ultimatum. Śmiszek stanowczo odpowiada ws. pieniędzy z UE

Liderki Strajku Kobiet zażądały od Lewicy, by wycofała swoje poparcie dla Krajowego Planu Odbudowy. – Strajk Kobiet to miliony dziewczyn i kobiet w...

zobacz więcej

W jednym z wywiadów dla „Gazety Wyborczej” Marta Lempart przyznała, że chce mieć się komu wyżalić i lubi, gdy ją ktoś pochwali.

Kto wie, może to jesienne rumakowanie po warszawskich ulicach miało właśnie takie korzenie. Od kilku miesięcy Lempart pławi się w komplementach swojego środowiska. No bo jakaż ona jest „urocza”, a jaka „zdecydowana”, „charyzmatyczna” i w końcu „wybitna”.

Być jak Lempart


Na takie określenia działaczka zasłużyła wyzywając od najgorszych nie tylko swoich wrogów, ale i tych, którym niespieszno było ją natychmiast i bezwarunkowo poprzeć. Wystarczyło, by ktoś odruchowo skrzywił się na, czarujący oczywiście, ochrypły wrzask ze stekiem przekleństw i wyzwisk, wydobywający się z gardła działaczki, a słyszał natychmiast, jak szybko i w jaki sposób ma się oddalić.  

Jako pierwsi doświadczyli tego politycy Platformy Obywatelskiej, którzy w podskokach przybywali na pochód z błyskawicami i robili sobie selfie na tle skandujących przekleństwa działaczek. Zaraz po nich dzielnie przełykał obelgi Szymon Hołownia, nawiązując w końcu z panią Martą przedziwny flirt, z mniej więcej takim przekomarzaniem:  On: – No, może się z nią w niektórych sprawach nie zgadzam, może kiedyś mówiłem zupełnie inaczej niż ona, ale wtedy jeszcze byłem publicystą, nie politykiem. Poza tym gromadzi dziś wokół siebie ludzi, niech ktoś jej powie, że pozdrawiam ją serdecznie, bo mamy wspólnego przeciwnika. Ona: – To palant, może mu ktoś powiedzieć, żeby wy…alał? Ale właściwie to mam krótką ścieżkę reakcji, więc może jeszcze nie teraz, niech zostanie, może się jeszcze przydać.

„Jak terrorysta z granatnikiem”. Ikonowicz i Śpiewak wyśmiali Lempart

– Mam wrażenie, że Marta Lempart przerzuciła się z deweloperki na politykę i kręci swoje lody – powiedział aktywista Jan Śpiewak. Podobnego zdania...

zobacz więcej

I w ten sposób Marta Lempart pozostawała długo pod wrażeniem, jakie robiła na innych. To ona miała decydować, kto ma zostać, a kto wręcz przeciwnie. To ona miała wydawać polecenia posłom, by torowali jej drogę przez kordony policji na manifestacjach, to ona miała przyjmować warunki dymisji rządu, to ona w końcu miała być premierem rządu (wprawdzie technicznym, tymczasowym, ale kto wie, ile taki „tymczas” mógłby potrwać). 

Wszyscy musieli się z nią liczyć, bo umiała zgromadzić tłum, który mógł, jak tego chciała, „pozostawić ślady” nie tylko na ulicach.

Tak fajnie miało być już zawsze , ale z każdym miesiącem, potem tygodniem tłum za jej plecami stawał się coraz bardziej policzalny. Politycy zaczęli o niej zapominać, jedynie Adam Bodnar, ujął się za jej prawami obywatelskimi i nazwał ją „wybitną”, ale i tak potem musiał się z tego niezgrabnie tłumaczyć i wyszło, że miarą jej „wybitności” było jedynie gromadzenie tłumu.

Twarde lądowanie


Pierwsi odstąpili od niej ci, którzy do tej pory najbardziej ją wspierali, czyli Lewica. Lempart przekonała się o tym boleśnie. Postanowiła wrócić do gry na starych zasadach i jednym cięciem zmienić jej obraz. Pewna siebie dała Lewicy 24 godziny na zmianę decyzji w sprawie poparcia dla Krajowego Planu Odbudowy i unijnych pieniędzy dla Polski, jasno precyzując, że brak funduszy UE jest elementem układanki, która ma wyeliminować PiS z rządu. Wyraziła to oczywiście z sobie właściwym wdziękiem, formułując pytanie: „Czego nie zrozumieliście z postulatu, że PiS ma wyp***lać?”. W dalszym ciągu odezwy zagroziła, że jeśli któryś z „asów opozycji” nie podporządkuje się jej dictum w ciągu doby, będzie podlegać akcji „wybijania głupot z głowy”.

Lempart narzeka na opublikowanie jej danych

Dzisiaj ktoś opublikował w internecie między innymi mój numer telefonu – narzekała w czasie protestów liderka strajku kobiet Marta Lempart....

zobacz więcej

Takie ultimatum może by i zrobiło wrażenie na jej dotychczasowych kolegach jeszcze parę miesięcy temu, ale dziś wywołało tylko śmiech. Minęła wskazana doba i pani Marta wraz z koleżankami musiała już pisać odezwę w innym tonie, powstrzymując się od przekleństw, co już z pewnością było dla niej wyzwaniem. Na razie jednak po lewej stronie zyskała jedynie etykietkę „terrorystki z pancerfaustem”, a tzw. doły jej organizacji zaczęły się domagać konsultacji przed wysłaniem kolejnych odezw. Lempart wiedziała, że gdyby ponowiła swoje żądania, lewicowcy kazaliby jej wyp….ać. W końcu sama ich tego nauczyła.

  Wyśmiana przez swoich potrzebowała więc kogoś, komu będzie się mogła wyżalić i kto ją pochwali. Z chusteczką pospieszyła Platforma. Ta sama, której pół roku temu kazała w..., czyli wiadomo, co zrobić.  Ta sama, która dwa miesiące temu, przyjmując projekt legalizacji aborcji jako własny, zasłużyła na dobroduszne poklepanie po plecach przez działaczkę. Tym razem z obroną ruszył poseł Michał Szczerba. Wygłupił się przy tym nieco, polemizując w mediach społecznościowych z organizacją, której nie ma i w ten sposób jeszcze bardziej ośmieszył osobę, „która zasłużyła na jego najwyższy szacunek”, ale liczą się intencje.

Ciasne kanapy lewicy


Kłopoty Marty Lempart wynikają z tego, że po lewej stronie robi się coraz ciaśniej. Lewicy wcale nie jest po drodze z Platformą, która już od dawna nawołuje do walki pod swoim przywództwem,  rozsiadając się coraz wygodniej na lewicowych kanapach. A przecież na tym nie koniec, bo swój zadek wciska w nie już innych „chadek”,  Szymon Hołownia.

Gdzie jest więc miejsce dla Lempart? Ano, jeśli będzie potrzebna, to się ją zawoła. Niech się kobieta wywrzeszczy na ulicy, zrobi trochę zamieszania w poczuciu, że od niej wszystko zależy. W zamieszaniu łatwiej coś zyskać, gdy wcześniej straciło się wiele. Może się przydać, nie tyle do walki ze wspólnym wrogiem, bo do tego już wszyscy przywykli, ale do bitwy z konkurentem z tej samej strony barykady.

Na razie jednak Marta Lempart dostała od swoich przyjaciół nie osiem, a 12 gwiazdek, ***** *******, i sama dobrze wie, co ma podstawić w miejsce siedmiu z nich. Pozostaje tylko pytanie, jaką formę działania przyjmie lempartowa organizacja, by przebić dotychczasowe wyczyny i zrobić jeszcze większe wrażenie. Tego powinni się już obawiać wszyscy jej dotychczasowi adoratorzy.

Zobacz także: Karnkowski: Dwie Polski i Fundusz Odbudowy 

  

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej