RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

PiS i Lewica – zawieszenie broni, które niszczy Platformę

To zawieszenie broni niszczy Platformę (fot. PAP/Radek Pietruszka)
To zawieszenie broni niszczy Platformę (fot. PAP/Radek Pietruszka)

Zakończone sukcesem rozmowy premiera Morawieckiego z Lewicą zdruzgotały platformerskie zapędy do rządzenia opozycją. Niewykluczone też, że poprawią notowania PiS i Lewicy.

Karnkowski: Platforma zbiera podpisy

Na początku lutego tego roku Borys Budka z Rafałem Trzaskowskim wspólnie wystąpili na bardzo nietypowej konwencji Platformy Obywatelskiej. Choć to...

zobacz więcej

Od wczoraj trwa nagonka na Lewicę w mediach społecznościowych. Od poniedziałkowego wieczoru za pośrednictwem socjal mediów polityczno-medialna liberalna opozycja próbowała z pomocą ostrego hejtu wyperswadować SLD, Wiośnie i Razem pomysł spotkania z szefem rządu Zjednoczonej Prawicy. Nie przebierano w słowach i w złośliwościach. Jeśli ktoś wierzył dotąd w harmonijną współpracę opozycji pod światłym przewodnictwem Platformy Obywatelskiej, to musiał mocno się zdziwić – opozycja nie jest ideowo-politycznym monolitem. I z całą pewnością - szczególnie po dzisiejszym dniu – ani Lewica, ani Polska 2050 nie zamierzają śpiewać tak, jak zagra im słabnąca Platforma Obywatelska.

Porozumienie wokół Funduszu Odbudowy i Krajowego Planu Odbudowy, demonizuje zarówno Platforma Obywatelska, jak i Konfederacja. Ta pierwsza liczyła przede wszystkim na to, że polityczny impas w rządzącej koalicji doprowadzi do chaosu między Jarosławem Kaczyńskim, Jarosławem Gowinem i Zbigniewem Ziobro. A w efekcie – że czas Zjednoczonej Prawicy skończy się przyspieszonymi wyborami i powrotem Platformy do władzy. Jeśli nie do jej pełni – to przynajmniej częściowego odzyskania kontroli nad państwem i zasobami.

Programowo i tak niechętna unijnym instytucjom i rozwiązaniom Konfederacja liczyła na to, że Prawo i Sprawiedliwość, pozbawione ewentualnego wsparcia Solidarnej Polski w sprawie europejskich funduszy, poważnie zaszkodzi sobie wizerunkowo w oczach prawicowych wyborców. Polityczny i społeczno-gospodarczy kryzys jest niestety szansą dla Konfederacji na nieco lepsze notowania. Im gorzej, tym lepiej – to filozofia, z którą liderzy narodowo-liberalnej opozycji raczej się nie zdradzą, ale ewidentnie na to grają. To łączy ich zresztą z europejskimi liberałami od Donalda Tuska.

Słychać głosy, że w dniu dzisiejszym zawiązała się nowa polityczna koalicja, nazywana Zjednoczoną Lewicą. Czy jest tak rzeczywiście? To udana złośliwość, ale daleko jej od prawdy. Ugoda między Mateuszem Morawieckim a liderami Lewicy jest mocno taktyczna. Rozbieżności w bieżącej polityce jest między nimi za dużo – zarówno PiS, jak formacje lewicowe świetnie wiedzą, że w sprawach obyczajowych dzieli je niemal wszystko. Zapewne stoczą o te sprawy jeszcze niejedną walkę. Tylko że Lewica chce być w sporach ze Zjednoczoną Prawicą / PiS suwerenną siłą polityczną – a nie jedynie klientem, trzymanym w przedpokojach przez liberałów z Platformy i zaprzyjaźnione z nimi media.

Czytaj także: Prof. Domański: Dla Platformy to może być zabójcze

Śladami Nowoczesnej

Zmiany partyjnych barw przez polityków, eufemistycznie nazywane transferami, choć powinny być rzadkością, stały się codziennością naszej polityki....

zobacz więcej

Lewica wie też dobrze, że pieniądze z Funduszu Odbudowy wzmocnią społeczne i gospodarcze projekty w pandemicznych czasach. I to jest naprawdę wspólny punkt między PiS-em a przynajmniej częścią Lewicy. Dla żadnej prawicowej partii w III RP polityka rodzinna i społeczna nie była tak ważna, jak dla PiS. Zerwanie z lumpenliberalnym myśleniem o Polsce dało w ostatnich latach nie tylko wzrost gospodarczy na poziomie wskaźników makro, przyniosło też odczuwalną poprawę życia milionom mniej zamożnych polskich rodzin. I niewykluczone, że popandemiczny wzrost gospodarczy, także z pomocą dobrze wydanych unijnych środków, wpłynie na sondażowy wzrost Zjednoczonej Prawicy.

Z kolei Lewica w 2021 nie jest już lewicą Leszka „Rynek Ma Zawsze Rację” Millera. Wciąż sporo jest tam postkomunistów, praktycznych ultraliberałów udających społecznie wrażliwych z czysto pragmatycznych racji. Ale jest też znacznie więcej ludzi, nie tylko związanych z Razem, których faktycznie można określić mianem socjaldemokratów z prawdziwego zdarzenia. Rzecz jasna, dla części elektoratu PiS Adrian Zandberg zawsze będzie straszliwym bolszewikiem. Ale także po stronie elektoratu prawicy przybyło przez lata ludzi, którzy odróżniają społeczną gospodarkę rynkową od ultraliberalnego doktrynerstwa Platformy Obywatelskiej. I dziś najczęściej to oni rozumieją konieczność dzisiejszego porannego porozumienia między PiS a Lewicą.

Powtórzę – żadnych złudzeń; choć dziś rządzący i Lewica nie żałują sobie miłych słów, jak to po udanych negocjacjach, polityczna wojna między nimi pewnie jeszcze nie raz mocno rozgorzeje. Ale to w polityce i tak nie powinno dziwić. Ważne jest to, że udało zawrzeć się jednak kompromis, mimo naprawdę trudnych wzajemnych relacji od jesieni 2020 roku. Najgłębszym sensem tego porozumienia jest polska racja stanu. I dobrostan Polek i Polaków. Tak właśnie powinna wyglądać polityka, nawet w czasie głębokich sporów i podziałów, konfliktów i wzajemnych animozji.

Czytaj także: Lewica popiera KPO. Koalicja Obywatelska ostro: „Zdrajcy!”

„Zjednoczona” Prawica, czyli komu bije dzwon

Mija już niemal rok od czasu, gdy obóz rządzący, zamiast prac nad reformą państwa, pogrążył się w wewnętrznych awanturach. Cierpliwość wyborców się...

zobacz więcej

Platforma Obywatelska stoi z boku i zaciska piąstki w bezsilnej złości. Ich wołanie o jedność opozycji jest fałszem – ale to pół biedy. Dla nich w tym momencie liczy się tylko zemsta na PiS, stają się w tej zaciekłości nieobliczalni – i to wbrew zapewnieniom sprzed kilku miesięcy, że zależy im na Funduszu Odbudowy i środkach dla Polski. Ale to nie PiS ich oszukał, to nie Lewica ich oszukała, Dali się złapać we własne sidła – uznali za pewnik, że Zjednoczona Prawica nie jest już w stanie się dogadać we własnym gronie.

Ktoś złośliwy mógłby stwierdzić, że to typowa platformerska projekcja: skoro sami zmierzają ku katastrofie, skoro gubią się we własnych intrygach, nie panują nad narracjami (często i tak podsuwanych im przez liberalne media) to sądzą, że inni też tak mają.

Ale Kaczyński, Gowin i Ziobro, a także Czarzasty, Zandberg i Biedroń, jeśli chodzi o umiejętność dogadania się, to jest za wysoka liga, żeby mogli w niej dziś grać Borys Budka, Donald Tusk i Grzegorz Schetyna. Tych trzech ostatnich może co najwyżej haratać gałę w trzeciej lidze. I to jeśli Szymon Hołownia wpuści ich na boisko.

Czytaj także: „Ostre zarzuty pod adresem PO ze strony… Borysa Budki”. Pół roku temu mówił o zdradzie

 

źródło:
Zobacz więcej