RAPORT:

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Upadek Superligi cieszy byłą gwiazdę. „Nie ma futbolu bez kibiców”

Shaun Wright-Phillips cieszy się, że pomysł Superligi nie wypalił (fot. Getty Images)
Shaun Wright-Phillips cieszy się, że pomysł Superligi nie wypalił (fot. Getty Images)

To była jedna z najbardziej kuriozalnych sportowych historii ostatnich lat. Jeszcze w niedzielę Florentino Perez i jedenastu właścicieli największych europejskich klubów dumnie prężyło muskuły, obwieszając światu utworzenie elitarnej Superligi. Wystarczyło kilkadziesiąt godzin, presja ze strony kibiców, dziennikarzy czy samych zawodników, by wszyscy grzecznie zwinęli manatki.

AC Milan, Arsenal, Atletico Madryt, Chelsea, FC Barcelona, Inter, Juventus, Liverpool, Manchester City, Manchester United, Real Madryt i Tottenham – to te kluby miały stanowić trzon nowej inicjatyw. „Miały”, bo pomysł upadł niemal tak szybko, jak został ogłoszony.

Nie trzeba skrupulatnej analizy, żeby zorientować się, że władze Superligi zwyczajnie przeceniły swoje wpływy w sportowym świecie. Kilku bogatych panów spotkało się raz, drugi czy piąty, jeden z nich (w tej roli prezes Realu Madryt Florentino Perez) udzielił zgrabnego wywiadu i... tyle. Ogłoszono powstanie Superligi, ale nie upewniono się, że komukolwiek – poza samymi pomysłodawcami, rzecz jasna – pomysł się spodoba.

Piłkarze zaczęli tupać nóżką, bo UEFA groziła, że odbierze im prawo występów w reprezentacji (a przecież gra na mundialu to marzenie każdego). Przeprowadzili „współczesny” protest: posty na Facebooku, Twitterze czy Instagramie, rozmaite oświadczenia, jeden czy drugi wywiad przed kamerami... Poskutkowało. Zaczęło się od Chelsea, przez Manchester City, aż na placu boju zostały tylko dwa hiszpańskie kluby - Real i Barcelona. Perez zarzeka się, że podpisano zobowiązania, a Superliga wystartuje tak czy siak, ale ewentualnie w innym kształcie. Chyba nikt nie ma jednak złudzeń, że drugi raz na podobny „wyłom” właściciele się nie zdecydują. Przegrali, przepadli.

Cieszą się obecni piłkarze, cieszą również ci, którzy od kilku lat na boisku się nie pojawiają. – Liga Mistrzów to niezwykłe rozgrywki. Zawodnicy trenują więcej i ciężej, by grać o Puchar Europy. Nie można dawać tej szansy pewnej grupie, tylko dlatego, że ma więcej kibiców albo „lepszą” nazwę – mówi w rozmowie dla portalu britishgambler.co.uk były reprezentant Anglii, Shaun Wright-Phillips.

– Cieszę się, że Pep (Guardiola - dop. red.) zabrał głos w tej sprawie, że zaczął bronić piłkarzy. Być może to właśnie przesądziło, że Manchester City zdecydował się wycofać. Ku uciesze fanów, którzy wiedzą teraz, że trener jest po ich stronie. Nie ma futbolu bez kibiców – dodaje Wright-Phillips, który w latach 1999-2005 i 2008-2011 był piłkarzem „The Citizens”.

Perez i spółka muszą teraz kombinować. Nie tyle nad tym, „jak wyjść z twarzą”, bo to się pewnie nie uda, ale jak w ogóle zgrabnie z tego wszystkiego wyjść. „Przepraszam”, przynajmniej na razie, nie będzie. Jest walka.

W oświadczeniu wydanym w nocy z wtorku na środę zapowiadają, że nawet bez sześciu angielskich klubów, Bayernu czy PSG, nie zamierzają odpuszczać.

„Pomimo zapowiadanego odejścia angielskich klubów, które znalazły się pod presją, by podjąć taką decyzję, jesteśmy przekonani, że nasza propozycja jest w pełni zgodna z prawem i europejskimi regulacjami. Dowodem na to jest wtorkowe orzeczenie sądu, które chroni Superligę przed działaniami osób trzecich” – czytamy.

– Biorąc pod uwagę okoliczności, powinniśmy podjąć najwłaściwsze kroki w celu przekształcenia projektu (...). Zawsze mamy na uwadze dobro naszych fanów, którym chcemy zaoferować możliwie najbardziej atrakcyjny produkt.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej