RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Kolejny Polak w NBA? „Spore szanse, że zostanie wybrany”

Aleksander Balcerowski ma wszystko, by zostać kolejnym Polakiem w NBA (fot. Zhong Zhi/Getty Images)
Aleksander Balcerowski ma wszystko, by zostać kolejnym Polakiem w NBA (fot. Zhong Zhi/Getty Images)

Cezary Trybański, Maciej Lampe, Marcin Gortat i... Aleksander Balcerowski? 20-letni środkowy, wielki talent, zgłosił się do lipcowego draftu NBA. I wcale nie stoi na straconej pozycji. – Olek od dawna jest w notesach ludzi związanych z ligą. Myślę, że są spore szanse, że zostanie wybrany – mówi portalowi tvp.info Rafał Juć, skaut Denver Nuggets.

Syn legendy Chicago Bulls nie żyje. „Zawsze byłem z ciebie dumny”

Antron Pippen nie żyje. Najstarszy syn legendarnego koszykarza Scottie Pippena zmarł w niedzielę wieczorem. Przyczyna śmierci nie jest znana;...

zobacz więcej

Olek Balcerowski w listopadzie skończył 20 lat. Choć jest szalenie wysoki (koledzy śmieją się, że w butach ma 220 cm), szybko biega, skacze, ma niezłą koordynację i nieźle rzuca za trzy. Gdyby w grze komputerowej tworzyć europejskiego koszykarza, który mógłby wpaść w oko skautom z NBA, wyglądałby dokładnie jak on.

To miła odmiana: w 2015 roku o najlepszą ligę świata walczył Mateusz Ponitka, dwa lata później próbował też Przemysław Karnowski. Obu jednak „czegoś” brakowało. Ponitka, choć to świetnie wyszkolony zawodnik, który robi dziś karierę w Europie, nie miał i wciąż nie ma wybitnego rzutu - cechy niezwykle w NBA pożądanej, zwłaszcza u obwodowych. Karnowski, choć jest tylko odrobinę niższy od Balcerowskiego, był nie tylko odrobinę za stary (24 lata), ale i reprezentował dość przestarzałą koszykówkę: opartą na sile i walce pod koszem, bez rzutu z dystansu i dobrej pracy nóg. O ile Ponitka mógł mieć cień nadziei, w przypadku Karnowskiego nie było właściwie żadnych.

A Balcerowski? Tu sprawa jest otwarta. Zawodnik Herbalife Gran Canaria, dziesiątego klubu ligi hiszpańskiej (uznawanej za najsilniejszą w Europie), odebrał niedawno prestiżową nagrodę dla „wschodzącej gwiazdy” EuroCup. – Nie spodziewałem się wyróżnienia. Prawdę mówiąc, nie wiedziałem, że w EuroCupie jest taka nagroda. Byłem zaskoczony. To impuls do dalszej, ciężkiej pracy. Na pewno się cieszę, że zostałem wyróżniony, ale to dopiero początek mojej kariery – powiedział koszykarz.



Nagroda cieszy, jeszcze bardziej cieszą... nazwiska poprzedników, którym udało się ją zdobyć. Spośród dziesięciu wyróżnionych, tylko czterech (Macvan, Echodas, Ponitka i Smits) nie miało nic wspólnego z NBA.

2008/2009 - Milan Macvan (Serbia)
2009/2010 - Victor Claver (Hiszpania)
2010/2011 - Donatas Motiejunas (Litwa)
2011/2012 - Jonas Valanciunas (Litwa)
2012/2013 - Bojan Dubljević (Czarnogóra)
2012/2014 - Bojan Dubljević (Czarnogóra)
2014/2015 - Kristaps Porzingis (Łotwa)
2015/2016 - Mateusz Ponitka
2016/2017 - Rolands Smits (Łotwa)
2017/2018 - Dzanan Musa (Bośnia i Hercegowina)
2018/2019 - Martyna Echodas (Litwa)

Dublejvić został wybrany w drafcie, ale nie rozegrał żadnego meczu. Claver, Motiejunas czy Musa zostali wybrani (i to w pierwszych rundach!), ale żadnemu nie udało się zrobić wielkiej kariery w USA. Valanciunas z powodzeniem gra na parkietach NBA do dziś, rozwój Porzingisa zahamowały nieco kontuzje, ale to wciąż materiał na wielką gwiazdę. Co ciekawe: gabaryty Łotysza (221 cm, 109 kg) są bardzo podobne do tych Balcerowskiego...

Kolejny Polak w NBA? Kadrowicz zgłasza się do draftu [WIDEO]

Reprezentant Polski Aleksander Balcerowski z hiszpańskiej drużyny Herbalife Gran Canaria zgłasza się do draftu ligi NBA. 20-letni koszykarz był...

zobacz więcej

Długa lista chętnych


Na liście serwisu NBADraft.net, stanowiącego jedno z najlepszych źródeł wiedzy dotyczących tendencji w nadchodzącym drafcie, Polaka nie ma ani w najlepszej „60” (tylu koszykarzy zostaje wybranych co roku), ani „100”. Rafał Juć, odkrywca wielu talentów (m.in. Nikoli Jokicia, jednego z kandydatów do nagrody MVP w tym sezonie), który od lat pracuje jako skaut dla Denver Nuggets, przekonuje jednak, że podanymi zestawieniami nie warto się przejmować. – Scouting to sztuka znalezienia gracza, który w twoim schemacie, schemacie twojej drużyny, ma większe szanse na odniesienie sukcesu – tłumaczy w rozmowie z portalem tvp.info. – W każdym zespole taka lista wygląda inaczej. Gdyby były takie same, oznaczałoby, że źle wykonujemy swoją pracę. Gwarantuję, że Olek znajduje się w notesach skautów od co najmniej pięciu lat, bo obok chłopaka z takimi warunkami fizycznymi po prostu nie można przejść obojętnie. Nagroda „Rising Star” tylko wzmocniła jego pozycję.

Są zespoły, które wysokich środkowych z niezłym rzutem potrzebują bardziej, są takie, do których filozofii Balcerowski będzie pasował mniej. To, że nie ma go na „uniwersalnej” liście największych talentów, wcale nie oznacza, że kilka zespołów nie zagięło parolu na 20-latka. Co ciekawe, Polak jest jednym ze starszych zawodników w swojej „klasie”. W pierwszej dziesiątce dominują gracze z rocznika 2001, a nawet 2002. – Olek urodził się w 2000 roku, ale w listopadzie, więc też jest bardzo młody. Na pewno nie uważam, że jest dla niego za późno. Ma za sobą kilka świetnych miesięcy, robi nieustanny postęp, poza tym panuje powszechne przekonanie, że „środkowi dojrzewają później”: jeszcze nabierze tężyzny fizycznej, poprawi się dojrzałość mentalna... – mówi Juć. – Zawsze powtarzam, że pełnię potencjału danego zawodnika można ocenić w wieku 25-26 lat. Gracze pokroju Balcerowskiego są tym cenniejsi, że takich chłopaków jest po prostu niewielu. Niewysokich rozgrywających z dobrym kozłem i niezłym rzutem jest w USA na pęczki, ich można w drafcie „przegapić”, a potem ściągnąć z wolnego rynku. Szansa na „złapanie” Balcerowskiego można być jedna na tysiąc.

O „dojrzałość mentalną” Olka dbała przez kilka miesięcy Dominika Kuchta, psycholog sportu. Jej pomoc przydała się zwłaszcza w październiku zeszłego roku, gdy przez problemy z koronawirusem młody Polak musiał przez dłuższy czas pauzować. – Pracowaliśmy nad jego emocjami, oddechem, wzmacnialiśmy wydolność, kondycję... Chodziło o to, żeby w żaden sposób nie zmarnował tego czasu. Analizowaliśmy nagrania z meczów, jego akcje, reakcje, kiedy okazywał frustrację, kiedy mógłby zachować spokój, jak dane sytuacje boiskowe wpływały na jego dalszą postawę...

– Spędziłem w domu cztery tygodnie, bo tak długo miałem pozytywne wyniki testów. Przez pierwszy tydzień miałem gorączkę, potem przeszła, ale i tak nie mogłem wychodzić. Przez cały czas nie miałem smaku i węchu. Te problemy utrzymywały się długo po przejściu koronawirusa – mówił Balcerowski w styczniowej rozmowie z Jakubem Wojczyńskim z „Przeglądu Sportowego”.

Młody pięściarz podbił serca kibiców. „Kocham cię, mamo!”

Choć mówi się, że boks to sport dla prawdziwych twardzieli, również im zdarza się uronić łzę. Tym bardziej, gdy staje się przed szansą walki o...

zobacz więcej

Koszykarskie DNA


„Szpaku”, jak nazywany jest przez kolegów, m.in. dzięki wsparciu pani psycholog, wrócił na parkiet w okolicach grudnia i niemal od razu zaczął prezentować się świetnie. Szybko zdobył zaufanie trenera Porfiego Fisaca, który zapewnił go, że jeśli tylko będzie ciężko trenował, będzie dostawał kolejne szanse. I dostawał. Nawet po 15-16 minut na mecz, co – biorąc pod uwagę jego wiek i olbrzymią konkurencję w zespole – jest bardzo dobrym wynikiem. Jak dobrym? Porównań nie trzeba szukać daleko. Aleksej Pokusevski, który jest jednym z objawień sezonu w NBA, w wieku Olka rozegrał na parkietach Euroligi... dwie minuty. Skauci dostrzegli w nim jednak potencjał godny 17. wyboru w pierwszej rundzie ostatniego draftu. Co dostrzegą u „Szpaka”?

„Koszykówka to gra myślenia i niepopełniania niewymuszonych błędów” – powtarza Juć, dodając, że „rozwój zawodnika to sprint, nie maraton”. U Balcerowskiego wszystkiego przebiega harmonijnie, a korzystanie z pomocy psychologa – przekonuje Kuchta – wyłącznie dobrze o nim świadczy. – Wielu młodych sportowców zupełnie nie skupia się na mentalnej sferze rozwoju, spychają to gdzieś na dalszy tor. Wstydzą się korzystać z jakiegokolwiek wsparcia, a potem nie dają rady w trudnych sytuacjach. Z Olkiem jest inaczej. Bardzo kompleksowo podchodzi do swojej kariery. Mogę śmiało powiedzieć, bez cienia kurtuazji, że jest gotowy na NBA.


W żyłach Balcerowskiego płynie koszykarska krew. Tata, Marcin, jeszcze w 1998 roku reprezentował barwy pierwszoligowej Gwardii Wrocław. Dobrze zapowiadającą się karierę przerwał jednak wypadek samochodowy: dachowanie, przerwany rdzeń kręgowy i druzgocąca diagnoza – „reszta życia na wózku”. - To był koniec mojego dotychczasowego świata, ale tragedii nie rozpamiętywałem długo - mówił w rozmowie z „Super Expressem”. Koszykówkę „tradycyjną” zamienił na tę na wózkach i przez lata był jednym z filarów reprezentacji. Grał w Hiszpanii, we Włoszech czy w Niemczech, a z orłem na piersi wystąpił ponad... 300 razy. Wraz z żoną, Sylwią, która również uprawiała koszykówkę (m.in. AZS Lublin), są dziś największymi kibicami Olka.

Syn wydorośleć musiał jednak bardzo szybko: już w 2014 roku zgłosiło się po niego kilka klubów, w tym m.in. Real Madryt czy Sevilla. Wybór padł na Wyspy Kanaryjskie.

Na mistrzostwa świata w Chinach (2018) „Szpaku” poleciał jeszcze „po naukę”. Dziś jest pełnoprawnym reprezentantem Polski i pierwszym wyborem Mike’a Taylora pod koszem. Czy będzie też pierwszym (lub drugim) wyborem któregoś z klubów NBA? Draft NBA już 29 lipca. Nawet jeśli nie spełni się amerykański sen Olka: nikt nie ma wątpliwości, że przed nim wiele lat gry na wysokim poziomie w Europie.

źródło:
Zobacz więcej