RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Dziewięć mieszkań Kropiwnickiego. „Zarobiłem”. O co chodziło w aferze „Arlegu”?

Poseł Kropiwnicki przez kilkanaście lat pracował w samorządowej spółce związanej z PO (fot. PAP/Wojciech Olkuśnik)
Poseł Kropiwnicki przez kilkanaście lat pracował w samorządowej spółce związanej z PO (fot. PAP/Wojciech Olkuśnik)

Nie milkną echa środowego wywiadu Roberta Kropiwnickiego, w którym poseł PO tłumaczył się ze swoich dziewięciu mieszkań. Jak zapewniał, nie jest „kolekcjonerem”, lecz „inwestorem”, a na swój majątek zarobił pracując przez lata w... samorządowej spółce. To m.in. o tej posadzie parlamentarzysty „Gazeta Wyborcza” w 2014 roku pisała, że legniccy politycy PO „stworzyli układ”, w którym z prywatnych pieniędzy korzystali członkowie ich rodzin i partyjni znajomi. Krótko potem Kropiwnicki odszedł ze spółki, której wcześniej był zresztą prezesem. Ile zarabiał?

„Wszyscy się śmialiście z Obajtka”. Poseł PO tłumaczy się z dziewięciu mieszkań

Poseł Platformy Obywatelskiej Robert Kropiwnicki ma dziewięć mieszkań o wartości ponad 2 mln zł. – Jestem inwestorem – oznajmił parlamentarzysta.

zobacz więcej

W środę w RMF FM poseł Kropiwnicki musiał zmierzyć się z trudnym pytaniem prowadzącego rozmowę dziennikarza: „Na co panu 9 mieszkań? Wszyscy śmialiście się z Obajtka, a pan od 10 lat jest posłem. Z tego nie da się zarobić jakichś strasznych milionów, a pan ma 9 mieszkań. Jeśli wierzyć pańskiemu oświadczeniu majątkowemu”.

Majątek posła PO


Jak tłumaczył przedstawiciel PO, cena metra kwadratowego jego mieszkań to koszt ok. 5 tys. złotych. – Proszę pamiętać, że jestem posłem zawodowym dopiero od 2015 roku. Wcześniej byłem posłem niezawodowym i pracowałem w spółce, w której zarabiałem dużo lepiej, niż poseł. Zrezygnowałem, bo obowiązki parlamentarne nie pozwoliły mi tego godzić – stwierdził.

Kropiwnicki – o czym mówił w tym samym wywiadzie – przez lata pracował w samorządowej spółce. Nie zgadza się jednak ze stwierdzeniem, że była to „partyjna robota”, bo musiał ciężko pracować „po 10-12 godzin na dobę, żeby rozwijać region”.

Z wyjaśnień polityka wynika, że to właśnie w ciągu 12 lat pracy w samorządowej spółce odłożył pieniądze na zakup dziewięciu mieszkań.

Gdzie pracował Kropiwnicki i ile zarabiał?


Robert Kropiwnicki od 2002 pracował w Agencji Rozwoju Regionalnego Arleg. Rok później został prezesem – opisywał portal legnica.naszemiasto.pl. Jak wskazywali dziennikarze, na tym stanowisku zarabiał około 5,5 tys. zł netto.

W grudniu 2010 roku trafił do Sejmu w miejsce Janusza Mikulicza. Kilka miesięcy później, w kwietniu 2011 roku, Kropiwnicki zrezygnował z funkcji prezesa Arlegu. Jak tłumaczył, ciężko mu było łączyć tę funkcję z obowiązkami posła. Posłem zawodowym wówczas jeszcze nie został. Krótko po tym otrzymał inną posadę w tej samej samorządowej spółce: dyrektora zarządzającego.

Wielki dom posła Sowy za 250 tys. zł. „Powinno się tym zająć CBA”

Marek Sowa w ostatnich dniach z dużą wytrwałością zajmował się badaniem majątku Daniela Obajtka. Jednak gdy prześledzić oświadczenia majątkowe...

zobacz więcej

W 2014 roku „Gazeta Wyborcza” opisała aferę, która – jak mówiły tytuły artykułów dziennika – groziła końcem PO w Legnicy.

Afera w Arlegu. „Kumoterstwo”


„Politycy Platformy Obywatelskiej w Legnicy stworzyli układ służący finansowaniu prywatnych przedsięwzięć z pieniędzy publicznych. Korzystali na tym członkowie partii, ich rodziny i znajomi. Płynęły do nich pieniądze z Agencji Rozwoju Regionalnego Arleg, a także z unijnych dotacji. Afera skończyć się może rozwiązaniem struktur PO w Legnicy” – opisywała gazeta.

Dziennikarze cytowali polityków tej partii, którzy o sposobie zarządzania spółką przez Kropiwnickiego i nowego prezesa (Jarosław Rabczenko, wówczas także wiceprzewodniczący PO w Legnicy) mówili: kumoterstwo i łamanie dobrych obyczajów. Kropiwnicki był wówczas także szefem powiatowych struktur Platformy.

„Gazeta Wyborcza” wskazywała, że „pieniądze z Arlegu trafiały na konta prywatnych spółek. m.in. do Agencji Rozwoju Społecznego, w której udziały miała partnerka życiowa Kropiwnickiego Dorota Struska”. Jak skończyła się cała afera?

Kropiwnicki: Przeszliśmy na czerwonym, ale ulica była pusta


Sąd koleżeński PO choć odstąpił od wymierzenia kary wobec Kropiwnickiego i Rabczenki, to uznał część zarzutów wobec nich za zasadne – opisywała „Polska Times”. – Jest bardzo dobrze. Sąd nie uznał naszej winy, oddalił zarzuty. Stwierdził, że to jest tak, jakbyśmy przeszli przez ulicę na czerwonym świetle, ale wtedy, gdy była ona pusta – cieszył się z werdyktu Kropiwnicki.

Polowanie na Obajtka. Komu i dlaczego przeszkadza prezes PKN Orlen [NASZE ŚLEDZTWO]

W tzw. sprawie Daniela Obajtka pod szyldem „dziennikarskiego śledztwa” przez wiele tygodni epatowano wrzutkami, zmanipulowanymi, niepełnymi...

zobacz więcej

Nieprawidłowości w Arlegu wykazała jednak kontrola zlecona przez Urząd Marszałkowski.

Kilkadziesiąt tysięcy złotych do partnerki posła PO


„Wykazano, że szefostwo spółki przy organizacji przetargów nie zapewniło równego traktowania potencjalnych wykonawców. W wyniku tego konkursy wygrywały firmy powiązane w różny sposób z szefostwem spółki. Chodzi głównie o Dorotę Struską, prywatnie partnerkę życiową posła Roberta Kropiwnickiego, dyrektora spółki ARLEG” – relacjonowała „Gazeta Wrocławska”.

W dokumentach pokontrolnych wskazano też, że Struska dostawała kolejne pieniądze od samorządowej spółki za wynajmowanie przez firmę powierzchni biurowych, które są jej własnością. „Łącznie z tego tytułu uzyskała prawie 80 tysięcy złotych” – czytamy.

Zobacz także: Poseł PO Robert Kropiwnicki zasłabł w czasie wystąpienia w Sejmie

źródło:
Zobacz więcej