RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Triumf piłkarskich romantyków. Superligi nie będzie

Florentino Perez to jeden z największych przegranych w związku z fiaskiem Superligi (fot. Getty Images)
Florentino Perez to jeden z największych przegranych w związku z fiaskiem Superligi (fot. Getty Images)

Spektakularne wejście i jeszcze bardziej spektakularny upadek. Zaledwie kilkadziesiąt godzin trwał piękny sen futbolowych bogaczy, ubrany w szaty Superligi. Nie miejmy jednak złudzeń: to nie kolejna odsłona przygód Robin Hooda. Tracą bogaci, zyskują... bogaci. UEFA, z ogromną pomocą piłkarzy i kibiców, wygrała zawody przeciągania liny dla miliarderów. Przynajmniej na razie.

Liga Mistrzów po nowemu. Co się zmieni?

Komitet Wykonawczy Europejskiej Unii Piłkarskiej (UEFA) zatwierdził nowy format Ligi Mistrzów, który ma obowiązywać od sezonu 2024/25 –...

zobacz więcej

Nie trzeba skrupulatnej analizy, żeby zorientować się, że władze Superligi zwyczajnie przeceniły swoje wpływy w sportowym świecie. Kilku bogatych panów spotkało się raz, drugi czy piąty, jeden z nich (w tej roli prezes Realu Madryt Florentino Perez) udzielił zgrabnego wywiadu i... tyle. Ogłoszono powstanie Superligi, ale nie upewniono się, że komukolwiek – poza samymi pomysłodawcami, rzecz jasna – pomysł się spodoba.

Piłkarze nie są w większości wybitnymi myślicielami. Nie są ludźmi, którzy spędzili całą niedzielę i poniedziałek, analizując oficjalne dokumenty, czytając opasłe artykuły w „The New York Times” czy śledząc wielowarstwowe wątki na Twitterze. Zobaczyli, że powstaje Superliga, a w tym samym momencie przeczytali też, że UEFA i FIFA chcą zabronić im gry w reprezentacji, że nie będą mogli zmieniać klubów, że czekają ich kary...

Jak zareagowali? Zaczęli tupać nóżką. W tym kontekście zabawnie brzmiał choćby Ander Herrera, piłkarz PSG, który był jednym z pierwszych głośno protestujących przeciwko Superlidze. „Bogaci kradną najpiękniejszy sport na świecie” – napisał Hiszpan, gracz permanentnie majstrującego przy tzw. Finansowym Fair Play zespole z Paryża, należącego do katarskiego biznesmena Nassera Al-Khelaifiego.

PSG zniszczyło rynek


Herrera zarabia jakieś trzykrotnie więcej niż powinien, bo „jego” PSG kilka lat temu zupełnie zniszczyło rynek. Okrutne praktyki „bogatych” nie przeszkadzały mu wtedy, zaczęły teraz...

To, jak pozytywnie media, kibice i eksperci przyjęły post Herrery, zachęciło następnych. W ciągu kilkudziesięciu godzin piłkarze i trenerzy albo milczeli lub odmawiali komentarza, albo dość otwarcie protestowali przeciwko Superlidze. Zrobił to Juergen Klopp, zrobili piłkarze Liverpoolu, Pep Guardiola oburzał się, że „to nie sport, gdy nie ma znaczenia, że przegrasz” (NBA czy NFL to jednak ligi sportowe, mają się całkiem nieźle, podobnie jak koszykarska Euroliga; nikt nie narzeka) i tak dalej, i tak dalej.

Spory szum zrobili kibice Chelsea, którzy nie bawili się w pisemne oświadczenia, lecz – „po staremu” – wyszli na ulicę. Oczywiście przy aplauzie całego sportowego świata.

Angielskie kluby bardzo szybko się wycofały, inicjatywa upadła, Superligi nie będzie. Mniejsza z tym, że Perez w poniedziałkowym wywiadzie zapewniał, że kluby podpisały zobowiązania i „drogi odwrotu nie ma”. Warto zadać sobie pytanie: jak do tego doszło?

Jak mało wyobraźni trzeba mieć, by podobnych przełomowych, rewolucyjnych wręcz pomysłów nie konsultować z piłkarzami czy trenerami? A nawet jeśli nie „konsultować”, to przynajmniej spotkać się, porozmawiać, w najgorszym wypadku zakazać wszelkich komentarzy.

Brak wyobraźni


Nad kibicami zapanować trudniej, ale nad pracownikami własnego klubu? Gdyby milczał jeden, drugi, trzeci czy piąty, odbiór byłby znacznie lepszy. A tak: pani dyrektor przedszkola wyszła na środek sali, powiedziała dzieciom, że od dziś będą codziennie jadły pizzę, a te – zamiast się ucieszyć, bo przecież pizza jest wspaniała – zaczęły opowiadać o tęsknocie za rosołem, za schabowym, za spaghetti... Jak można było tego nie przewidzieć, nie zbadać, nie przeanalizować?

Odwrót zaczął Manchester City, za nim poszła reszta angielskich klubów. Tylko Arsenal w oficjalnym komunikacie zdobył się na proste, piękne i magiczne „przepraszam”. – Popełniliśmy błąd – przyznały władze Kanonierów.

Perez, Agnelli czy Glazerowie chcieli na siłę uszczęśliwić świat piłki nożnej; wydawało im się, że wpadli na coś tak genialnego, że wszyscy zaczną bić im brawo, a stali się ofiarami własnej rewolucji. Agnelli z piłką się pożegnał, za Glazerów „poleciał” wieloletni prezes Manchesteru United Ed Woodward, a dymisji Pereza już teraz domaga się wielu fanów Realu. A przecież wystarczyło zapytać...

Okrutnie naiwni romantycy


Najciekawsze w całej sprawie jest to, że zreformowana (od 2024 r.) Liga Mistrzów wcale bardzo od Superligi różnić się nie będzie. Kilkaset milionów więcej zostanie jednak w kieszeni UEFA, mityczną „szansę na sukces” (choć coraz mniejszą) wciąż będą miały i Legia, i Łudogorec Razgrad, i Dinamo Bukareszt, a kibice przy Łazienkowskiej, Bułgarskiej czy Słonecznej w Białymstoku wciąż mogą wierzyć, że kiedyś przyjdzie im zagrać na Santiago Bernabeu z Realem. Gdy wydaje się, że piłkę nożną bezpowrotnie zjadły pieniądze i biznes, kilkadziesiąt ostatnich godzin pokazało, że wciąż dominują romantycy. Nawet jeśli okrutnie naiwni.


Perez i spółka muszą teraz kombinować. Nie tyle nad tym, „jak wyjść z twarzą”, bo to się pewnie nie uda, ale jak w ogóle zgrabnie z tego wszystkiego wyjść. „Przepraszam”, przynajmniej na razie, nie będzie. Jest walka.

Polityczny sprzeciw wobec Superligi. „Zrobimy wszystko, żeby do tego nie dopuścić”

Wielka Brytania zrobi wszystko, co możliwe, aby zablokować utworzenie europejskiej Superligi zaproponowanej przez 12 klubów piłkarskich, w tym...

zobacz więcej

W oświadczeniu wydanym w nocy z wtorku na środę zapowiadają, że nawet bez sześciu angielskich klubów, Bayernu czy PSG, nie zamierzają odpuszczać.

„Pomimo zapowiadanego odejścia angielskich klubów, które znalazły się pod presją, by podjąć taką decyzję, jesteśmy przekonani, że nasza propozycja jest w pełni zgodna z prawem i europejskimi regulacjami. Dowodem na to jest wtorkowe orzeczenie sądu, które chroni Superligę przed działaniami osób trzecich” – czytamy.

– Biorąc pod uwagę okoliczności, powinniśmy podjąć najwłaściwsze kroki w celu przekształcenia projektu (...). Zawsze mamy na uwadze dobro naszych fanów, którym chcemy zaoferować możliwie najbardziej atrakcyjny produkt.

Superliga? Nie w tej chwili


Wszystko wskazuje na to, że owo „przekształcenie” to po prostu schowanie pomysłu do szafy. Biorąc pod uwagę, jak skandalicznie nieprzygotowana i nieprzemyślana była inicjatywa, wypada się tylko cieszyć.

źródło:
Zobacz więcej