RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Ewa Kopacz miała rację: Ramię w ramię z Rosjanami

Zdjęcia Ewy Kopacz z rosyjskiego prosektorium (fot. TVP)
Zdjęcia Ewy Kopacz z rosyjskiego prosektorium (fot. TVP)

Niestety, dopiero teraz wyjaśniło się, co miała na myśli była premier III RP, rządząca z woli Donalda Tuska.

Co robiła Ewa Kopacz i jak tłumaczyła się po katastrofie smoleńskiej [KALENDARIUM]

Jak to możliwe, że po katastrofie smoleńskiej doszło do tylu zaniedbań, bulwersujących pomyłek w identyfikacji zwłok. Jak pozwolono Rosjanom na...

zobacz więcej

Przerażające zdjęcia Ewy Kopacz z rosyjskiego prosektorium opozycja próbuje zagadać. Najpierw po stronie polityków Platformy Obywatelskiej zapadła pełna konsternacji cisza – gdy się otrząsnęli, zaczęli starą, nie tylko smoleńską śpiewkę: nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało. Ale sądząc po niezborności ich narracji i ewidentnym oczekiwaniu, że temat szybko ucichnie, oni sami w tę strategię nie wierzą.

O dziwnym grymasie ust, czyli uśmiechu Ewy Kopacz powiedziano już dużo. Można odnieść wrażenie, że ta kawa i ten uśmiech skanalizowały emocje wstrząśniętych widzów filmu Ewy Stankiewicz „Stan zagrożenia”. Ale znacznie ważniejszy jest kontekst tych fotografii. Jak w ogóle mogło dojść do tego, że ważna polityk polskiego rządu w tak istotnej sprawie, tuż po narodowej tragedii, katastrofie dla polskiego państwa, pozwoliła w ogóle zrobić sobie takie zdjęcia? Że do nich z całą świadomością pozowała?

Dla niektórych najważniejsze są pytania, kto wcześniej dysponował tymi fotografiami albo dlaczego dopiero teraz ujrzały światło dzienne. O wiele istotniejsze jest jednak pytanie: czy Ewa Kopacz i ludzie z jej otoczenia nie zdawali sobie sprawy, że nie tylko wobec majestatu śmierci, ale niesamowitej wagi zagadnienia nie powinni zgodzić się na tego rodzaju fotografie? Tajemnicą poliszynela jest, że ludzie pracujący przy ludzkich zwłokach są znieczuleni na to, co w każdym z nas budzi grozę. To ich sprawa, specyfika ich zawodu.

Żukowska o zdjęciach Kopacz: Brak wrażliwości i wyczucia aż bije w oczy

Posłanka Lewicy Anna Maria Żukowska skomentowała na platformie Twitter zaprezentowane w dokumencie „Stan Zagrożenia” Ewy Stankiewicz zdjęcia...

zobacz więcej

Ale Ewa Kopacz była tam jednym z nielicznych reprezentantów rządu III RP. Kraju, który z Rosją ma historycznie naprawdę trudne relacje, a Rosja z absolutnym cynizmem wykorzystuje każdy błąd swoich przeciwników. Ewa Kopacz absolutnie i kategorycznie powinna zareagować jeszcze przed rozpoczęciem prac w prosektorium: nie pozwolić na nic, co mogłoby w przyszłości szkodzić polskiej stronie wizerunkowo.

Wygląda jednak na to, że ludzie Platformy Obywatelskiej bali się nawet niezbyt wysoko postawionych Rosjan.
A pomocnik patomorfologa / pracownicy prosektorium to nie są wysokie kadry (choć jeszcze bardziej należało brać pod uwagę tajnych agentów rosyjskich służb). Jak w takim razie politycy Platformy odnosili się do tych wyżej postawionych, na czele z Władimirem Putinem? Każdy sam uczciwie musi spróbować sobie na to pytanie odpowiedzieć.

Ktoś powiedzie – Ewa Kopacz lubi mężczyzn z tatuażami. Żal było stracić okazję na dobrą fotkę. W takim razie mogła zaprosić wytatuowanego Rosjanina na sesję zdjęciową w zdecydowanie innym plenerze. Byłaby to może ekscentryczna nieco fotografia, ale dla przyszłej premier Polski wizerunkowo nie tak szkodliwa. Nie tak szkodliwa dla wizerunku Rzeczpospolitej, bo przede wszystkim o tym mówimy.

Szydzę, ale wbrew temu, co próbują obecnie opowiadać politycy Platformy, zdjęciami Ewy Kopacz bulwersuje się nie tylko elektorat PiS. Dla bardzo wielu ludzi te fotografie to bolesny wstrząs, dla niektórych – znaczne rozczarowanie. I pytanie o to, co właściwie reprezentowała sobą merytorycznie strona polska po tragedii smoleńskiej? Czy tylko lękliwość, czy syndrom sztokholmski wobec Rosji?

Zobacz także: Plan Tuska dot. Kopacz w Moskwie

Zdjęcia Ewy Kopacz z prosektorium. „To jest jakaś azjatycka natura...”

To jest jakaś azjatycka natura, tam jest brak poszanowania dla zwłok. Niestety, ku najwyższemu zdumieniu, prezentują tego rodzaju kulturę czołowi...

zobacz więcej

Czy Ewa Kopacz została premierem III RP w nagrodę za swoje kontakty z Rosjanami po katastrofie smoleńskiej? Czy mówimy tutaj o swoistej nagrodzie wynikającej ze wspólnictwa win i zaniedbań? Z perspektywy czasu, z kontekstu pokazanych przed kilkoma dniami fotografii, to właśnie wynika. To smutny obraz Polski roku 2010, z jednej strony podległej niemieckim przyjaźniom Donalda Tuska, z drugiej – uwikłanej w niejasną grę z Rosją wokół Smoleńska. To smutny obraz liberalnych elit, które z taką przenikliwością opisał wówczas prof. Zdzisław Krasnodębski w tekście poświęconym prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu i zatytułowanemu gorzko i wymownie: „Już nie przeszkadza”.

Tekst prof. Krasnodębskiego jest jednym z najważniejszych w polskiej publicystyce po 1989 r. Szkoda, że tak szybko został zapomniany – dla wielu tak było najwygodniej. Warto, żeby sięgnęli po niego szczególnie zdecydowanie młodsi czytelnicy i czytelniczki, którzy często nie rozumieją, myślę, że z reguły bez złej woli, o co ten smoleński hałas.

Wybitny polski filozof społeczny pisał w tym krótkim eseju: „Najbardziej dotkliwe obelgi, drwiny, poniżające wyzwiska posypały się na Prezydenta RP. Pierwsze spadły od razu po Jego wyborze. Nie oszczędzono także początkowo Jego Małżonki, zanim postępowe panie Jej nie polubiły. Pomiatano Prezydentem w sposób bezprzykładny, nękano Go bezustannie.

(…) Pozostańcie sobą. Już zaczęliście dzielić łupy i dobierać się do szaf. Zróbcie kolejne »Szkło kontaktowe«, wyśmiejcie tę śmierć, wypijcie małpki. Zaproście Palikota i Niesiołowskiego. Krzyczcie: »cham” i »dureń«, i »były prezydent Lech Kaczyński«. Wyśmiewajcie i drwijcie. Bądźcie sobą. Gardzę wami. Jestem dumny, że Go znałem”.

Dziś ludzie, o których pisał prof. Krasnodębski, którzy zawalili smoleńskie śledztwo, którzy zagadywali drwinami temat w opiniotwórczych mediach, którzy oddali je Rosjanom między jedną a drugą słitfocią z moskiewskiego prosektorium, śmią kpić z tych, którzy po nich odziedziczyli pozacierane tropy, że niemrawo im idzie w tych sprawach. Ale każdy, kto ma blade pojęcie nie tylko o międzynarodowych dochodzeniach, dobrze wie, że liczą się pierwsze godziny, dni, tygodnie. Miesiące i lata – to już coraz większy trud. A jeszcze później – coraz trudniej; prawda trafia do tajnych archiwów, otwieranych nieraz po naprawdę długim czasie.

Zobacz także: Udostępniono nieznane dotąd zdjęcia Ewy Kopacz w rosyjskim prosektorium


Rzadko piszę o Smoleńsku, bo to temat między głębokim smutkiem a dużym gniewem. I fotografie, wciąż nowe fotografie Polski okrutnie wystawionej na drwiny przez tych, którzy znów przebierają nóżkami, czekając na powrót do władzy.

źródło:
Zobacz więcej