RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Co Niemcy sądzili o reparacjach tuż po wojnie? Alianci przeprowadzili ankiety

Wielu Niemców uważało, że spłata reparacji potrwa przynajmniej 20 lat (fot. Keystone/Getty Images)
Wielu Niemców uważało, że spłata reparacji potrwa przynajmniej 20 lat (fot. Keystone/Getty Images)

Na początku 1947 r. większość Niemców z amerykańskiej strefy okupacyjnej było zdania, że nałożone na ich kraj reparacje będą wyższe od tych, do których zostali zobowiązani po I wojnie światowej. Wielu twierdziło, że największego zadośćuczynienia zażąda Związek Radziecki, a okres spłaty wyniesie przynajmniej 20 lat. Nie brakowało też opinii, że do momentu uregulowania odszkodowań wojennych przeciętny Niemiec nie będzie mógł liczyć na poprawę swojego poziomu życia.

Zapytali Niemców, czy zabijanie Polaków było konieczne. Szokujące wyniki sondażu

Po zakończeniu II wojny światowej alianckie władze okupacyjne przystąpiły do realizacji założeń denazyfikacji – procesu wykorzeniania nazizmu z...

zobacz więcej

Po zakończeniu II wojny światowej alianckie władze okupacyjne przystąpiły do realizacji założeń denazyfikacji, tj. procesu wykorzeniania nazizmu z życia polityczno-społecznego w Niemczech i Austrii. W jej ramach Amerykanie przeprowadzili w swojej strefie badania opinii publicznej (więcej na ten temat pisałem w tym artykule).

Do 1949 r. sporządzili 72 ankiety, w których pytali m.in. o stosunek podbitej ludności do Adolfa Hitlera i prowadzonej przez niego polityki. Wiele miejsca poświęcono też kwestiom przyszłości Niemiec oraz sprawom gospodarczym. Ankieterami byli przeszkoleni przez Amerykanów Niemcy, a próby reprezentatywne liczyły ok.1 tys.-3 tys. osób. Czasem prowadzono też badania na mniejszych, wynoszących kilkaset osób próbach w brytyjskich i amerykańskich sektorach Berlina.

Sondaże dotyczące reparacji


Na początku 1947 r. Amerykanie postanowili dowiedzieć się, czego Niemcy spodziewają się w temacie odszkodowań wojennych. Badanie przeprowadzono na próbie liczącej 2998 osób w strefie amerykańskiej oraz 401 osób w częściach Berlina kontrolowanych przez aliantów zachodnich. Wyniki z tych obszarów różniły się niekiedy w znacznym stopniu, co tłumaczono z reguły tym, że berlińczycy są bardziej świadomi powojennych realiów.

W badaniu przeprowadzonym w lutym 1947 r. aż 82 proc. respondentów stwierdziło, że reparacje, które zostaną nałożone na Niemcy będą wyższe od tych, do których ich kraj został zobowiązany po I wojnie światowej. Większość uważała też, że spłata tych odszkodowań zajmie bardzo dużo czasu: zaledwie 13 proc. berlińczyków i 10 proc. mieszkańców strefy amerykańskiej wskazało, że uda się je uregulować w okresie wynoszącym poniżej dwóch dekad.

Ankietowani przewidywali, że największych reparacji zażąda Związek Radziecki – takiego zdania było 74 proc. badanych ze strefy amerykańskiej i 84 proc. z Berlina. 50 proc. mieszkańców strefy i 39 proc. berlińczyków twierdziło natomiast, że największych odszkodowań będzie domagać się Francja (wyniki nie są tutaj jednoznaczne, gdyż ankieterzy dopuścili możliwość wyboru kilku państw, z czego skorzystała część respondentów).

Niemiecki ekspert: Dług reparacyjny nie ulega przedawnieniu

Dr Karl Heinz Roth, przedstawiany przez „Gazetę Polską” jako „najwybitniejszy na Zachodzie znawca problematyki niemieckiego długu reparacyjnego”,...

zobacz więcej

Badanie pokazało, że ponad połowa Niemców patrzyła z pesymizmem w przyszłość. O ile we wcześniejszym sondażu ze stycznia 1947 r. 71 proc. mieszkańców amerykańskiej strefy nie obawiało się o swoją sytuację osobistą, o tyle już w lutym 56 proc. było zdania, że poziom życia przeciętnego Niemca nie ulegnie poprawie do czasu spłaty reparacji.

Ankieterzy zapytali też, w jaki sposób Niemcy będą mogli spłacić odszkodowania wojenne. 30 proc. mieszkańców strefy i 48 proc. berlińczyków uznało, że będzie je można uregulować za pomocą usług lub produkcji przemysłowej. 44 proc. respondentów ze strefy i 33 proc. w Berlinie było natomiast zdania, że oba te sposoby pozwolą na pokrycie reparacji.

Kto ponosił winę za wojnę?


W amerykańskich ankietach nie brakowało niewygodnych i trudnych pytań, których celem było dostarczenie aliantom zachodnim ważnych danych o postawach Niemców po upadku Trzeciej Rzeszy. Niektóre wyniki miały niewątpliwie wpływ na kierunek prowadzenia denazyfikacji przez Stany Zjednoczone. Amerykanów interesowały zwłaszcza mechanizmy, które popchnęły Niemców do wojny. Chcieli też wiedzieć, czy społeczeństwo zamieszkujące ich strefę okupacyjną wysunęło odpowiednie wnioski z tych działań.

Czytaj także: Paul Ogorzow. Seryjny morderca kobiet w stolicy Trzeciej Rzeszy

W marcu 1948 r. Amerykanie postanowili się przekonać, czy zdaniem respondentów Niemcy ponoszą zbiorową odpowiedzialność za wybuch wojny światowej. Jedno z pytań zadanych przez ankieterów brzmiało dosłownie: „Czy sądzisz, że odpowiedzialny jest cały naród niemiecki, ponieważ pozwolił dojść do władzy rządowi, który pogrążył w wojnie cały świat?”. Pół roku po zakończeniu działań zbrojnych w Europie – 10 grudnia 1945 r. – do odpowiedzialności zbiorowej poczuwał się co czwarty ankietowany.

W sondażu z kwietnia 1946 r. 80 proc. respondentów ze strefy amerykańskiej i 89 proc. berlińczyków stwierdziło, że za ich ciężkie położenie odpowiadają podejmowane przez Niemcy próby podbicia innych państw. W tym samym roku 36 proc. badanych zgodziło się z twierdzeniem, iż przed wojną często mówiono w ich kraju, że niektóre tereny europejskie z dużą mniejszością niemiecką (np. Kraj Sudetów) powinny zostać przyłączone do Niemiec.

W badaniu z 25 września 1946 r. trzy czwarte respondentów w strefie i 70 proc. w Berlinie zaprzeczyło, że winą za wojnę należy obarczyć wszystkich Niemców. Wiele osób (59 proc. berlińczyków i 56 mieszkańców strefy) uważało, że za wybuch wojny odpowiadali wyłącznie przedstawiciele reżimu.

Padło też pytanie indywidualne: czy czujesz się współodpowiedzialny za wojnę? Odpowiedzi przeczącej udzieliło 41 proc. respondentów z amerykańskiej strefy i 47 proc. mieszkańców Berlina. Osoby te przekonywały, że nie mogły nic zrobić, aby powstrzymać nazistów i dlatego to liderzy i przywódcy państwa ponoszą całą winę za to, co się stało. We wcześniejszym sondażu zleconym przez Amerykanów w kwietniu 1946 r. część respondentów wymieniła jeszcze innych sprawców: 8 proc. mieszkańców strefy okupacyjnej i 21 proc. berlińczyków uznało, że wojna była wynikiem międzynarodowego spisku bankierów i komunistów.

Niemieccy historycy za reparacjami dla Polski

Wtorkowy artykuł w gazecie „Sueddeutsche Zeitung” poruszył niemiecką opinię publiczną. Przedstawiono w nim tezę dwóch tamtejszych historyków,...

zobacz więcej

Ilu Niemców czytało „Mein Kampf”?


Niektóre ankiety ujawniały też w pewnym stopniu powojenny stosunek zleceniodawcy do Sowietów – respondenci byli np. pytani, czy ich zdaniem Amerykanie powinni jak najszybciej odbudować Niemcy, aby „nie stały się one ofiarą komunizmu”. Liczba odpowiedzi twierdzących systematycznie rosła od sierpnia 1947 r. Sondaże ze stycznia i lutego 1949 r. wykazały, że obawy przed komunizmem przejawiało 20 proc. badanych – blisko dwukrotnie więcej niż we wcześniejszych ankietach.

Ponieważ odsetek osób popierających politykę rasową Hitlera oscylował w wielu badaniach w okolicach 30 proc., a w pewnym momencie ponad 60 proc. respondentów zostało zaklasyfikowanych przez aliantów jako rasiści, antysemici lub radykalni antysemici, Amerykanie chcieli dowiedzieć się, ilu Niemców w ogóle zapoznało się z podstawami ideologii narodowego socjalizmu.

Ciekawych danych dostarczyła w tej kwestii ankieta z marca 1946 r. Wynikało z niej, że po „Mein Kampf” sięgnęło 23 proc. dorosłych mieszkańców strefy amerykańskiej. Z tej grupy tylko 7 proc. przeczytało tę książkę w całości.

Najwięcej czytelników stanowili byli członkowie NSDAP (18 proc. przeczytało „Mein Kampf” w całości, a 28 proc. częściowo), wyższa klasa społeczna (odpowiednio 14 i 31 proc.) oraz osoby poniżej 30 r.ż. (odpowiednio 5 i 22 proc.).

Książkę Hitlera czytały też osoby, które – sądząc po ich preferencjach politycznych – nie identyfikowały się z poglądami autora: spośród zwolenników komunistów 13 proc. zapoznało się z nią w całości, a 18 proc. z jej fragmentami. Amerykańskie badania wykazały, że po „Mein Kampf” częściej sięgali mężczyźni niż kobiety.

Czytaj także: Niemcy wciąż udają, że temat reparacji nie istnieje

Reparacje to papierek lakmusowy relacji polsko-niemieckich

Niemcy mogą w dalszym ciągu odrzucać żądania reparacji, jednak nie uciekną przed pytaniami o brak zadośćuczynienia za zbrodnie podczas II wojny...

zobacz więcej

Powracający temat reparacji


Pomimo zróżnicowania poglądów wyrażanych w amerykańskich ankietach, powojenne społeczeństwo niemieckie zdawało się wykazywać wysoką świadomość w sprawie reparacji. Wyniki sondaży przeprowadzanych na terenach kontrolowanych przez aliantów zachodnich nie pozostawiały złudzeń – wielu Niemców, którzy dobrze wówczas pamiętali, jak duże odszkodowania nałożono na ich kraj na mocy postanowień traktatu wersalskiego, spodziewało się, że pokuta za kolejny, znacznie krwawszy konflikt, będzie jeszcze surowsza. Zdaje się jednak, że nawet w najśmielszych prognozach nie byli w stanie wyobrazić sobie tej kwoty. Bo czy ktokolwiek z niemieckich respondentów mógł się wtedy spodziewać, że odszkodowania za pierwszą wojnę światową, które ich zdaniem miały być przecież niższe niż za drugą, będą spłacane aż do 2010 r.?

Po upływie 76 lat od zakończenia najkrwawszego konfliktu w dziejach temat reparacji – nie bez powodu – nadal pojawia się w dyskursie publicznym. Ostatnio kwestia ta powróciła na początku kwietnia, w związku z 80. rocznicą ataku III Rzeszy na Grecję. W wyniku działań wojennych przemysł tego kraju został zniszczony w 80 proc., a śmierć poniosły tysiące cywili. Ateny domagają się od Berlina odszkodowań w wysokości 289 mld euro.

Zdaniem wielu ekspertów, w tym niektórych historyków niemieckich, Polska ma prawo żądać znacznie wyższej kwoty. Według szacunków badaczy dziejów zza Odry, Karla Heinz Rotha i Hartmuta Ruebnera, straty poniesione przez nasz kraj w następstwie niemieckich zbrodni to aż 1,182 biliona euro. Odejmując już wypłacone reparacje, do spłaty pozostaje jeszcze 87 proc. tej kwoty.

Do kwestii reparacji nawiązał też niedawno na antenie Polskiego Radia wiceminister kultury Jarosław Sellin. – Sami wysocy przedstawiciele państwa niemieckiego przyznali, że ze wszystkich odszkodowań, które wypłacili w ciągu tych siedemdziesięciu paru lat powojennych, Polsce przypadł tylko 1 proc. tej sumy, którą wypłacano w ogóle w ramach odszkodowań wszystkim państwom świata, wszystkim państwo Europy – powiedział.

Przeciwnicy podnoszenia kwestii reparacji przez nasz kraj przekonują z kolei, że temat został zamknięty już w 1953 r. , gdy PRL zrzekła się prawa do odszkodowań od NRD. Część ekspertów i komentatorów zwraca jednak uwagę, że ówczesne polskie władze nie podjęły tej decyzji suwerennie lecz pod naciskiem Moskwy. Roth i Rueber twierdzą natomiast, że rezygnacja z reparacji nie dotyczyła całych Niemiec, a jedynie NRD. Jak wyjaśniają, traktat o zjednoczeniu Niemiec z 1990 r. nie był traktatem pokojowym, a tylko taki mógłby zamknąć temat odszkodowań wojennych. Historycy sformułowali swoje wnioski po zaciągnięciu konsultacji z ekspertem od prawa międzynarodowego Andreasem Fischer-Lescano.

Tymczasem Berlin konsekwentnie stoi na stanowisku, że wszystkie odszkodowania zostały już dawno uregulowane. Dziennik „Die Welt” ocenił nawet, że rząd federalny przyjmuje w tej sprawie postawę „nieskazitelną pod względem prawnym”. Jednocześnie redakcja gazety zarzuciła polskim i greckim władzom, że próbują wywierać „moralną presję”.

Sytuacji nie ułatwia z pewnością brak jednomyślności na naszym własnym podwórku, gdzie temat roszczeń wysuwanych wobec Niemiec jest spychany na margines przez niektórych polityków opozycji. Unikanie problemu i bagatelizowanie go nie sprawią jednak, że nagle przestanie on istnieć. Niewątpliwie temat będzie powracał jeszcze wielokrotnie i każda ze stron – w szczególności niemieckie władze – będzie musiała się z nim zmierzyć.

źródło:
Zobacz więcej