RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Snupi – pies, który zwiedza świat

Snupi podbija ludzkie serca na całym świecie (fot. Podróże z pazurem)
Snupi podbija ludzkie serca na całym świecie (fot. Podróże z pazurem)

Dla nich przygodą jest każdy dzień. Iza i Piotr Miklaszewscy oraz ich nieustraszony kundelek Snupi od prawie 4 lat są w podróży dookoła świata. Wspólnie odwiedzili już 37 państw na pięciu kontynentach. Razem penetrowali amazońską dżunglę, przepłynęli ocean i wspinali się na górskie szczyty Andów, Alp, Atlasu i Kaukazu. Do tej pory przejechali 50 tys. km i przepłynęli 3 tys. mil morskich. Podróżują poza utartymi szlakami. Nie odstraszyła ich nawet pandemia. O swoich niezwykłych przygodach i dzielnym Snupim, który podbija serca na całym świecie, opowiadają specjalnie dla portalu tvp.info.

Perły Lazurowego Wybrzeża

Lazurowe wybrzeże to nie tylko Nicea, Saint-Tropez czy Cannes. To także klimatyczne małe miasteczka. Saint Paul de Vence, Eze, Vence i Antibes...

zobacz więcej

Podróżowaliście z psem dookoła świata. Dla jednych to odwaga, dla innych szaleństwo. Skąd wziął się ten pomysł?

Piotr: Jesteśmy w drodze od sierpnia 2017 r. Pomysł podsunął sam Snupi. To on sprawił, że zaczęliśmy więcej czasu spędzać aktywnie wśród natury. Do tego doszły wrażenia z pierwszej bardziej „dzikiej” wyprawy z plecakiem do Gruzji i tak od 2014 r. zaczęliśmy się dusić w świecie, jaki dotychczas znaliśmy. Dusić - w każdym tego słowa znaczeniu. Szaleństwem byłoby gdybyśmy nie szukali rozwoju, nie podążali za marzeniami czy odkładali je na później. Snupi sprawił, że zaczęliśmy szybciej, więc mamy u niego ogromny dług, poza tym to nasz najlepszy przyjaciel i członek rodziny, a my dla niego jesteśmy całym światem, jak moglibyśmy się rozdzielić?!

Po raz pierwszy ze Snupim wybraliście się do Turcji, Gruzji i Armenii. I to autostopem. Musze przyznać, że bardzo odważnie. Jakie były wasze wrażenia?

Piotr: Kiedy stanęliśmy na wzgórzu w tureckim mieście Mardin, na pograniczu z Syrią i patrzyliśmy na wielką równinę, dawną Mezopotamię, o której tyle słyszało się na lekcjach historii, poczuliśmy, że jedynym ograniczeniem jest zdrowie. Gdy tylko opuściliśmy Europę, zobaczyliśmy też zupełnie inne style życia i rzeczywistości. To ogromnie poszerzyło nasze horyzonty. Odkryliśmy, że pomimo zdobytej wiedzy i wiadomości, tak naprawdę niewiele wiemy o świecie. Jak zniekształcona jest oceną zjawisk, gdy nie zna się kontekstu i patrzy tylko przez pryzmat swoich doświadczeń.

Jak Snupi zniósł tę pierwszą podróż? Było to jednak ryzykowne, bo nie wiedzieliście, jak zachowa się zwierzak. Pieska wzięliście ze schroniska. Słyszałam, że zanim go adoptowaliście był przestraszony, nieufny i wcześniej spotkało go dużo krzywd. 

Przeczytaj także: Wielkanoc na świecie

Iza: Zgadza się, nikt w schronisku nie znał dokładnej historii Snupka, ale z jego zachowania domyślamy się, że był bity i mieszkał w rodzinie patologicznej. Panicznie bał się podniesionej ręki, a nawet zapachu alkoholu czy dźwięku otwierania butelki. Za to szukał kontaktu z każdym napotkanym dzieckiem na ulicy. Szybko jednak przekonał się dzięki nam i naszym znajomym, że ludzie potrafią być też dobrzy. Gdy ruszyliśmy w tę pierwszą dużą podróż, Snupi był już z nami 4 lata i byliśmy na kilku mniejszych wyjazdach w Polsce, więc poznaliśmy go trochę. To bardzo ważne, by dawać sobie i psu nowe bodźce do rozwijania więzi i zrozumienia między sobą. Nie wiedzieliśmy, co będzie, bo to była zupełnie inna sytuacja, ale bez spróbowania nigdy byśmy się nie przekonali. Życie już tyle razy nauczyło nas, że najtrudniejszy jest tylko pierwszy krok.

Malowane wsie północnej Słowacji

Nie trzeba wyjeżdżać daleko, żeby zobaczyć wyjątkowe miejsca. Niedaleko polskiej granicy znajdują się dwie niezwykłe wioski. Cziczmany słyną z...

zobacz więcej

W sierpniu 2017 roku ruszyliście w podróż dookoła świata. Całą trójką. Jakie kraje zwiedziliście, ile trwała podróż i jakie były wasze największe przygody?

Piotr: W tej podróży po przejechaniu całej drogi z Polski do Hiszpanii, przedostaniu się do Maroka, a następnie morskim autostopem na Wyspy Kanaryjskie i Wyspy Zielonego Przylądka przepłynęliśmy do Brazylii. Potem spędziliśmy blisko dwa lata w Ameryce Południowej. Z Kolumbii ponownie jachtem dostaliśmy się do Panamy i przez Amerykę Centralną mieliśmy dotrzeć aż na Alaskę. Tam przez Morze Beringa przedostać się do Azji. Jednak pandemia zatrzymała nas na 8 miesięcy w Gwatemali, gdzie w małym miasteczku zorganizowaliśmy akcję kastracji 60 psów i kotów, a od października 2020 r. jesteśmy w Meksyku. Ogólnie Snupek zawitał w 37 państwach na 5 kontynentach. Przejechał ponad 50 tys. km i przepłynął ponad 3 tys. mil morskich. Przygodą jest każdy dzień, trudno powiedzieć, co było mniej, a co bardziej wartościowe. Ale jeśli chodzi o takie bardziej klasyczne rozumienie przygód, to mieliśmy ich tyle, że chyba byśmy mogli obdzielić kilka życiorysów.

Nie baliście się ograniczeń podróżując z psem? Nie wszystkie kraje są liberalne, jeśli chodzi o podejście do zwierząt…

Piotr: Nie wiem czy to kwestia „krajów”, to raczej kwestia konkretnych ludzi. Jakby tak uogólniać, to w Polsce też nie jest jeszcze zbyt dobrze w tej kwestii. Tak czy inaczej, nie przeszkadza nam to, bo jednym z celów naszego podróżowania jest dawanie dobrego przyjaznego przykładu i przełamywanie stereotypów - po obu stronach, tj. wśród tych, którzy traktują psy jako nieporadne niemowlaki i zabawki, jak i tych, którzy traktują je jak rzeczy, narzędzia - żeby nie powiedzieć śmieci.

Przeczytaj także: Dyskretny urok Neapolu

Iza: O tym, jak wiele radości nam to sprawia przekonaliśmy się w Turcji. Gdzie było stosunkowo dużo ludzi, którzy bali się psów lub ich - w skrócie - nie lubili. Wynikało to zapewne z racji nieznajomości pierwotnych i prawdziwych przekazów Islamu, bo to religia szanująca zwierzęta. Bowiem sam Koran nigdzie nie mówi źle o psach, a hadisy, czyli typowe dla tej religii przypowieści, są interpretowane zbyt dosłownie czy wybiórczo. Turcy i Turczynki - niejako zmuszeni do towarzystwa Snupiego - zaczynali się otwierać i przekonywać. Pierwszego dnia w Turcji na stopa zabrała nas grupa przyjaciół, jedna dziewczyna panicznie bała się psów. Po dwóch dniach spędzonych ze Snupim zaoferowała, że może się nim zaopiekować i możemy go odebrać, gdy będziemy wracać. Pożegnalne śniadanie Snupek spędził, siedząc na krześle obok niej przy stole. Snupi był w zasadzie pierwszym psem, z którym spędziła czas i była w szoku, że psy potrafią być tak mądre, czyste i spokojne.

(fot. Podróże z pazurem)
(fot. Podróże z pazurem)

Zurych nie tylko dla biznesmenów

Największe miasto Szwajcarii. Gospodarcze i finansowe serce kraju. To tu siedzibę ma większość szwajcarskich banków, giełda i wiele znaczących...

zobacz więcej

Gdzie podróżowało się wam ze Snupim najłatwiej? A gdzie najtrudniej?

Piotr: Najłatwiej, chyba właśnie w Turcji i Maroku, tam właściwie nigdy nam nie odmówiono czegokolwiek z racji posiadania psa. W Maroku tylko raz to się zdarzyło, w Agadirze w restauracji, której właścicielem był Francuz. Szwajcaria też jest wspaniała, bo tam z kolei niemal wszystkie szlaki i atrakcje górskie otwarte są dla turystów z psem. Trzeba jednak zaznaczyć, że tam ludzie wybitnie szanują oraz rozumieją wartość ekosystemu, natury i o nie dbają . Niemal każdy bierze tam w pełni odpowiedzialność za swojego psa i nie pozwala mu na zachowania nieodpowiednie względem dzikich zwierząt, innych ludzi czy psów. W Ekwadorze, bo tam nawet w autokarach długodystansowych udawało nam się bez większych problemów podróżować ze Snupkiem w kabinie pasażerskiej – wystarczyła pięciominutowa rozmowa z kierowcami lub sprzedającymi bilety i zapewnienie z naszej strony, że Snupek będzie jechał w swoim transporterze. Najtrudniej było w Hiszpanii, gdzie bardzo dużo obiektów, w tym nawet kempingi nie akceptują obecności psa. Na drugim miejscu… może w Brazylii, gdzie żaden autokar długodystansowy nie chciał się zgodzić na przejazd psa w kabinie.

Iza: Z kolei najtrudniej dla samego Snupiego było podczas przeprawy przez ocean. Żeglowanie mu się bardzo podobało i sam fakt zamknięcia na ograniczonej przestrzeni nie był dla niego dyskomfortem, bo nadrabialiśmy zabawami i pieszczotami. Jednak kwestie toaletowe były dla niego problematyczne. Gdy w końcu przełamał się załatwiać na łódce, bo traktował ją przecież jak dom, to za chwilę zmienialiśmy łódki i złamanie odwiecznej zasady - nie załatwiania się w domu - znowu zajmowało mu sporo czasu.

(fot. Podróże z pazurem)
(fot. Podróże z pazurem)

Wyjątkowe południe Czech

Niewiele jest takich miejsc, do których chciałoby się wrócić. Takich, które na długo pozostają w pamięci, a ich obrazy jak migawki zdjęć przewijają...

zobacz więcej

Jak zareagowały wasze rodziny i przyjaciele gdy usłyszeli o waszym pomyśle zwiedzania świata z psem?

Piotr: Myślę, że sam fakt robienia tego ze Snupkiem już niewiele zmienił. To wyprawa sama w sobie była wystarczająco trudna do wyobrażenia. W 2017 r. Snupek był już z nami siedem lat, więc nasze rodziny już same wiedziały, jak silna jest nasza więź ze Snupkiem, sami zresztą ją podzielają i to oni nauczyli nas miłości do zwierząt.

Iza: Wyprawa z 2014 r. udowodniła i uspokoiła ich, że da się podróżować z psem. Za to problem mamy z niektórymi naszymi znajomymi czy pewnymi czytelnikami naszych treści. Wielu z nich myśli, że w podróży chodzi o zabawę, wieczny relaks i picie napojów na plaży. Są przekonani, że aby podróżować trzeba mieć masę pieniędzy. Oni nie rozumieją i nie znają sposobu, ani idei, w jaki podróżuje się długodystansowo i długookresowo. Nie ma to nic wspólnego z wakacjami, poza tym, że czasem zawita się do jakieś atrakcji turystycznej. Jednak skąd oni mają to wiedzieć, skoro nigdy nie spróbowali?

Przeczytaj także: Tajemnicze piękno Edynburga

A nie macie czasem poczucia, że coś tracicie? Bo domyślam się, że nie wszystkie atrakcje są dostępne dla turystów z czworonogami?

Piotr: Nie czujemy abyśmy cokolwiek tracili. Wręcz przeciwnie – zyskujemy. Zamiast oglądać obcykane i zatłoczone masą turystów atrakcje, zamiast spędzać czas na wydawaniu pieniędzy na miejskie przyjemności, szukamy atrakcji bliżej natury, bliżej granic swoich możliwości fizycznych, a to pozwala nam się ogromnie rozwijać duchowo, emocjonalnie, intelektualnie. Równocześnie, obserwowanie psa i czerpanie z jego emocji potrafi naprawdę wiele nauczyć, nawet w najgorszym położeniu i sytuacji. Dzięki niemu nauczyliśmy się nie tracić energii, radości czy czułości, niezależnie od położenia. A jeśli jest jakaś atrakcja, na której nam naprawdę zależy, a nie można tam wejść z psem – np. Wodospady Iguazu, to się rozdzielamy i najpierw zwiedza jedno z nas, a potem drugie.

Iza: Ze Snupkiem zyskujemy też mnóstwo kontaktów i interakcji z miejscową ludnością, którzy są dla nas dużo bardziej życzliwi i otwarci niż wobec standardowych turystów. To dla nas ważne, bo tylko poprzez kontakt i rozmowy da się zrozumieć więcej i głębiej to, co widzimy. Piękne miejsca i atrakcja turystyczne są tak naprawdę tylko dodatkiem do samego bycia w podróży. To przygoda sama w sobie i lekcje płynące z niej i poznawania nowych kultur, zjawisk i ludzi są najcenniejsze.

W Słowackim Raju

Krasowe wąwozy, rwące potoki i prawie 300 km pieszych szlaków turystycznych. Park Narodowy Słowacki Raj jest jednym z najpiękniejszych w Europie....

zobacz więcej

Jak Snupi znosi trudy podróży? Zmiana czasu, upały lub mrozy, podróżowanie różnymi środkami transportu nawet dla człowieka bywa uciążliwe.

Piotr: Jesteśmy jednością, jak mawia przysłowie „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Zawsze dostosowujemy się do najsłabszego. Znamy się we troje tak długo, że nawzajem się do siebie dopasowaliśmy. Poza upałem nie ma dyskomfortu, w którym nie moglibyśmy ulżyć Snupkowi i którym by się mocniej przejmował. Gdy jest mu za zimno w górach, to zapraszamy go do spania w śpiworze. Gdy jedziemy za długo samochodem, to się zatrzymujemy i idziemy na długi spacer. Psy żyją chwilą, łatwo sprawić je szybko wesołymi i naładować im akumulatory.

Iza: Najgorzej było w Cartagenie w Kolumbii, gdzie było blisko 40 stopni, a wilgotność powierza sięga 90 proc. A my musieliśmy codziennie chodzić do mariny, by szukać nowych łodzi płynących do Panamy. Wtedy lęk separacyjny, na który Snupek cierpiał - wygasł i był w stanie zostać sam. A sprawiła to klimatyzacja, którą mieliśmy w wynajętym pokoju.

Podobno w ogóle nie latacie samolotem. Dlaczego?

Piotr: Powodów jest kilka. Główny to taki, że to po prostu nudne. Przemieszczanie się samolotem odbiera to co w podróży najlepsze – poczucie podróżowania, przemieszczania się, no i masę przygód, które mogłyby nas spotkać na lądzie. Czy zobaczenie 30 krajów w miesiąc jest lepsze niż poznanie jednego kraju, czy nawet jednego rejonu w tym samym czasie? Wątpimy. Zamiast tylko „obskoczenia” atrakcji, przy podróży wolniejszym tempem możemy poznać lokalną kuchnię, napoje, zwyczaje, ale - co najważniejsze - realia życia zwykłych ludzi. Nie lubimy latać.

Drugi powód to Snupek. Latanie z psem jest dość problematyczne, a czasem wręcz niemożliwe. W naszym przypadku, z racji ogromnego lęku separacyjnego, Snupek nie mógłby raczej samodzielnie podróżować pod pokładem.

Przeczytaj także: Zakochaj się w Lizbonie

Iza: Trzeci powód to ekologia. Transport lotniczy powinien być naszym wyborem tylko wtedy, kiedy naprawdę nie ma alternatyw w postaci pociągu czy autokaru. Jest nawet bardziej emisyjny niż podróż samochodem. Ceny biletów i oferty linii lotniczych nie pokrywają faktycznych, wszystkich kosztów lotów. Nikt w nich nie uwzględnia kosztów środowiskowych. Loty powinny zostać prawidłowo opodatkowane, by pieniądze z tego przeznaczać na zwalczanie skutków zanieczyszczeń. Powinno się także wprowadzić odpowiednie regulacje, które wymusiłyby na liniach lotniczych poszukiwanie proekologicznych rozwiązań, np. tworzenia nowych paliw. A ludzie muszą zacząć patrzeć na swoje wybory nie tylko przez pryzmat portfela i stanu konta, tylko wszystkich kosztów, które ponoszą oni sami, nasze dzieci i cała planeta.

(fot. Podróże z pazurem)
(fot. Podróże z pazurem)

Zalipie kwiatami malowane

To chyba najbardziej kolorowa wieś w Polsce. Jej znakiem rozpoznawczym są pięknie zdobione elewacje domów. Tę lokalną tradycję mieszkańcy kultywują...

zobacz więcej

Zdarzyły wam się nieprzyjemne sytuacje podczas podróży?

Piotr: Raz, w Paragwaju autokar, którym przejechać mieliśmy 1500 km zepsuł się w połowie drogi. A nowy, który pojawił się w środku nocy, po 8 godzinach oczekiwania, nie zgodził się zabrać Snupka. Zostawili nas bez jedzenia i picia pośrodku niczego.

Wcześniej, podczas rejsu z Wysp Kanaryjskich na Wyspy Zielonego Przylądka, trafiliśmy na kapitania z rozdwojeniem jaźni. Wydawał się naprawdę fajnym gościem, ale stał się agresywny, nieprzewidywalny i zagubiony. A sama łódka okazała się mieć kilka poważnych awarii, które nie powinny mieć miejsca na otwartym oceanie.

Raz zostaliśmy napadnięci, ale po oddaniu złodziejom fałszywego portfela od razu uciekli. To w zasadzie nasze „top 3” najgorszych sytuacji. Reszta to takie drobnostki, że nawet ich nie pamiętamy. Chyba niezłe to są statystyki, jak na przejechanie prawie połowy świata i to ponad 1500 pojazdami.

Przeczytaj także: Madryt. Miasto które nigdy nie zasypia

W Azji i Ameryce Południowej można spotkać wiele bezdomnych psów, czasem także agresywne małpy. Jak Snupi reaguje na inne zwierzęta i one na niego? Nie boicie się, że może zostać zaatakowany? Ze Snupim penetrowaliście Amazonkę i dżunglę...

Piotr: Nie wiem, czy kraje rozwijające się można wrzucić do jednego worka z krajami trzeciego świata... Na pewno w takim razie znajdują się tam razem ze Stanami Zjednoczonymi - z ich mizerną jakością służby zdrowia, edukacji publicznej, ubezpieczeń, wysoką przestępczością czy rosnącym rozwarstwieniem społecznym. Z właściwym traktowaniem zwierząt też mają problemy. Zauważyliśmy, że w wielu miejscach w krajach rozwijających się, np. w Peru, Ekwadorze, że ludzie nie krzywdzą bezdomnych psów, nie są wobec nich agresywni, dokarmiają je. W Polsce z ochroną zwierząt też jest źle. Zdarza się, że do tej pory psy trzymane są na łańcuchach przy 20. stopniowym mrozie i karmi się je ryżem, albo nawet i tyle nie. Przypadki bestialskiego znęcania się zwierzętami to też polska codzienność.

Iza: Dzikie zwierzęta robią wszystko, by człowieka nie spotkać. I robią wszystko, by być jak najdalej od jego osiedli. Czasem są zwierzęta, które żyją blisko ludzi – np. niektóre gatunki małp i Snupi z nimi ma faktycznie problem, bo są dla niego całkowicie nieprzewidywalne i potrafią robić rzeczy, które są dla niego nie do pomyślenia. Wszystkie pozostałe zwierzęta ignoruje, zresztą nauczyliśmy go spokoju i posłuszeństwa od początku. Snupi jest radosnym, delikatnym i pokojowo nastawionym psem, a do tego wykastrowanym, co na pewno dużo zmienia, bo inne zwierzęta są wobec niego też spokojne. Bezdomne psy nigdy nie wykazały wobec nas agresji, bo są przyzwyczajone do nieustannego spotykania innych psów i każde z nich szanuje i boi się siebie nawzajem.

Piotr: Ulice Iquitos były dla nas fenomenem, bo tam psy miały właścicieli, ale tak naprawdę, to były puszczone samopas, pilnowały kawałka chodnika, swojego terytorium przed swoim "domem". Pomiędzy sobą miały ustaloną hierarchię, ale jak tylko widziały Snupka, to biegły od razu z zębami. Musieliśmy go nieść pod pachą i wtedy nie było już kłopotu.

Niebieskie chaty – muzeum pod chmurką

Są takie miejsca, które choć na chwilę pozwalają oderwać się od zgiełku dużych miast, zwolnić tempo i przenieść się do przeszłości. Miejsca, w...

zobacz więcej

A co z wizytami u weterynarza? Chodzi mi o odnawianie szczepionki przeciwko wściekliźnie i odrobaczaniu zwierzaka. Chodzicie do weterynarzy za granicą?

  Piotr: Tak, także szczepienie przeciwko chorobom odwirusowym należy powtarzać co rok, a przynajmniej raz na 3 lata. Tego wymaga zdrowie Snupiego, ale także odpowiedzialność i uczciwość społeczna wobec innych psów, kotów, zwierząt dzikich i innych ludzi. W dzikim ekosystemie pies może przecież zarazić całe stado jakiegoś gatunku i wprowadzić chorobę, która tam nie występowała. W wielu krajach, które ktoś mógłby uznać za mniej rozwinięte – jak np. Brazylia, opieka weterynaryjna w miastach jest na lepszym poziomie niż w wielu miejscach Polski. Wszędzie są weterynarze, oczywiście w małych wioskach to będzie weterynarz ze specjalizacją do zwierząt hodowlanych, ale i on ma podstawową wiedzę do tak prostych rzeczy jak szczepienia. Co pół roku staramy się też robić badania krwi Snupka i inne badania kontrole. Jest członkiem rodziny, należy mu się równa troska, jak o każdego innego. Szkoda, że u nas w kraju nadal tak wiele osób tego nie czuje, mimo iż usługi weterynaryjne są w Polsce chyba najtańsze w porównaniu do wszystkich innych krajów, które odwiedziliśmy, a już na pewno zestawiając je z jakością usługi, jaką się otrzymuje.

Dwoje młodych ludzi podróżujących z psem to nietypowy widok. Z jakimi reakcjami się spotkaliście? Dzięki Snupiemu łatwiej było przełamywać lody czy właśnie wręcz przeciwnie?

Iza: Reakcje są zawsze pełne emocji. Są pozytywne, ale zazwyczaj towarzyszy im większy czy mniejszy szok, niedowierzanie i co najmniej kilkuminutowa wymiana zdań z pieszczotami dla Snupka. Nawet gdy ktoś się spieszy, to po takiej informacji się zatrzymuje, dopytuje, czasem wymieniamy kontaktami. Zdarzy się, że ktoś nas zaprosi na kawę, czy do siebie do domu, bo są nas ciekawi i chcą lepiej poznać. Z wieloma osobami do tej pory utrzymujemy kontakt. Zresztą, sam Snupi działa na ludzi jak magnes. Wystarczy chwila, a on już sam do kogoś podchodzi i zdobywa upragnione głaski. Oczywiście czasem nas to męczy i nie mamy energii na rozmowę, ale ogólnie jesteśmy bardzo wdzięczni, że tyle osób tak pozytywnie reaguje na Snupka, czy ogólnie na psy.

Jak się przygotować do podróży z pupilem?

Piotr: Nie chcemy tutaj robić żadnych skrótów. Każdy pies jest inny, każdy właściciel jest inny, każdy podróżuje w innym stylu, w inne miejsce. Przede wszystkim trzeba mieć chęć i wolę rozwijać więź łączącą nas z psem. Bo nie mogę powiedzieć "idealnie go rozumiem", bo podróż dostarczy tyle nowych sytuacji, że na pewno nauczymy się z psem wielu nowych rzeczy o sobie nawzajem. A jeśli ktoś chce jednak więcej konkretów do zainspirowania się - opisanych dokładniej, bez niedomówień, to zapraszamy na naszą stronę internetową: podróżezpazurem.pl oraz na social media.

Snupi podbija serca nie tylko internautów, ale także najmłodszych czytelników. Jest bohaterem waszego komiksu „Podróże z pazurem. Historia łapą pisana”. Ma on także wartość edukacyjną. Co chcecie przekazać?

Piotr: To bardziej powieść komiksowa, niż zwykły komiks. „Historia łapą pisana” to podtytuł pierwszej części, 21 kwietnia premierę ma druga - „Kalima nosi piaski Sahary”, a cała seria planowana jest na przynajmniej 8 odcinków. Tworzymy ją tak, by była atrakcyjna dla czytelnika w każdym wieku, ale szczególnie zależy nam na młodzieży. Chcemy przekazać dzieciom, że tylko one mogą zbudować lepszy świat. To, co zobaczyliśmy na własne oczy, a co w Europie i rozwiniętych krajach jest ukrywane czy raczej wybiórczo traktowane, to zdewastowanie świata.

Iza: Chcemy młodych czytelników uświadomić, że muszą zbudować zupełnie nowy model postrzegania rzeczywistości i istoty istnienia gatunku ludzkiego. Nie chcemy im mówić jak mają to robić, bo nasze pomysły są już z góry obarczone ciężarami i błędami obecnych pokoleń. Chcemy jednak pokazać istotne problemy, bo bez świadomości ich istnienia, jak mogą je zmienić? Chcemy pokazać, że świat w wielu miejscach wygląda inaczej, że jest inna rzeczywistość, równie ważna i wartościowa jak ta znana w Polsce. Że należy z niej czerpać.



źródło:
Zobacz więcej