RAPORT:

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Von der Leyen obraziła Zełenskiego. Niemieckie rozczarowanie Ukrainy

Wołodymyr Zełenski i Ursula von der Leyen (fot. Getty Images)
Wołodymyr Zełenski i Ursula von der Leyen (fot. Getty Images)

Protokolarna wpadka czy zniewaga uczyniona z premedytacją? Sygnał, że Berlinowi coraz mniej po drodze z Kijowem? Odpowiedź pochodzącej z Niemiec szefowej Komisji Europejskiej na oficjalne zaproszenie wystosowane przez prezydenta Ukrainy, na obchody rocznicy odzyskania niepodległości przez Ukrainę to dyplomatyczny skandal. Skandal z ważnym politycznym kontekstem.

Prezydent Ukrainy: Do rosyjskiej interwencji może dojść każdego dnia

Rosyjska interwencja jest bardzo prawdopodobna i może do niej dojść każdego dnia – oświadczył ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski w rozmowie z...

zobacz więcej

Portal „Politico” dotarł do odpowiedzi, jaką prezydent Wołodymyr Zełenski otrzymał na zaproszenie przewodniczącej Komisji Europejskiej na uroczystości w Kijowie z okazji 30-lecia niepodległości Ukrainy. Odpowiedź jest odmowna, ale gorzej, że nie udzieliła jej sama Ursula von der Leyen, czego wymaga w takiej sytuacji protokół dyplomatyczny, lecz szef jej gabinetu.

„Niestety, Przewodnicząca nie jest w stanie udzielić pozytywnej odpowiedzi na Pańskie zaproszenie ze względu na szczególnie napięty grafik w tych dniach. Z góry dziękujemy za zrozumienie” – tak brzmi treść pisma podpisanego przez Bjoerna Seiberta. Zadziwia też – i w Kijowie mogło być odebrane jako celowy afront – uzasadnienie odmowy. Trudno uwierzyć, żeby 23-24 sierpnia, a wtedy są planowane uroczystości na Ukrainie, von der Leyen była tak zapracowana – to środek sezonu urlopowego eurokratów.

A może chodzi o to, że pani przewodnicząca nie chce zmieniać swych wakacyjnych planów? Przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel, także zaproszony do Kijowa, osobiście odpisał, że dołoży wszelkich starań, aby wziąć udział w uroczystościach i, w razie potrzeby, zmieni plany wakacyjne.

Prezydent Ukrainy chce rozmawiać z Putinem o Donbasie

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski chce przeprowadzić rozmowę z prezydentem Rosji Władimirem Putinem o eskalacji sytuacji w Donbasie. Rzeczniczka...

zobacz więcej

W każdym bądź razie takie zachowanie niemieckiej szefowej Komisji Europejskiej wygląda fatalnie. Można by rzec, kolejna pozycja na liście wpadek i kompromitacji obecnej ekipy brukselskiej.

Jeszcze nie przebrzmiały echa „Sofagate”, a przecież wcześniej była kompromitująca wizyta Josepa Borrella w Moskwie. Teraz jednak dochodzą jeszcze dwa ważne aspekty.

Pierwszy, to obecna napięta sytuacja wokół Ukrainy. Taki policzek wymierzony w przez szefową KE prezydentowi Zełenskiemu w chwili, gdy wszyscy mówią tylko o zagrożeniu rosyjską agresją na Ukrainę, z pewnością uradował Moskwę. Nie można mieć wątpliwości, że propaganda rosyjska z lubością będzie eksploatowała ten temat, powtarzając tezy o rządzących w Kijowie „żydobanderowcach”, którymi już nawet Zachód się brzydzi tak naprawdę. Również na samej Ukrainie taki afront ze strony najważniejszego polityka w Brukseli wykorzystać mogą siły prorosyjskie. Jest jednak jeszcze drugi aspekt, dużo ważniejszy.

Zełenski do Stoltenberga: Samymi reformami nie da się powstrzymać Rosji

NATO to jedyna droga do zakończenia wojny w Donbasie – oświadczył prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski podczas rozmowy z sekretarzem generalnym...

zobacz więcej

Chodzi o postawę Berlina i niemieckich polityków (a takim jest też Von der Leyen) wobec Ukrainy. Przypomnijmy, że to Niemcy w 2014 roku stały się głównym zachodnim partnerem Kijowa – także z namaszczenia Baracka Obamy – reprezentującym niejako i NATO, i UE, w międzynarodowych rozmowach dotyczących Donbasu.

Petro Poroszenko został prezydentem m.in. na skutek układu kilku ważnych polityków i oligarchów ukraińskich, pobłogosławionego przez Berlin. Na mocy tego układu Poroszenko stał się głównym kandydatem „zachodniego” obozu na prezydenta, Kliczko (jego partia UDAR to partner CDU; on sam gościł na konwencji otwierającej kampanię wyborczą do Europarlamentu PO) został merem Kijowa, zaś Dmytro Firtasz miał dostać gwarancję bezpieczeństwa dla jego interesów w porewolucyjnej Ukrainie. Niemcy stały się też uczestnikiem tzw. formatu normandzkiego, wraz z Rosją, Ukrainą i Francją. Dziś widać – i Kijów wreszcie zaczął sobie zdawać z tego sprawę – że ta formuła nie zdała egzaminu.

Po pierwsze, pod presją Merkel i Hollande’a Poroszenko w lutym 2015 roku zgodził się na tzw. porozumienia mińskie. To rodzaj mapy drogowej, której realizacja miała doprowadzić do zakończenia konfliktu w Donbasie.

Przeczytaj też: Szef MSZ: Nawalny ofiarą prześladowań politycznych

Ukłon w stronę Moskwy? Europoseł: Gest szefowej KE to nie tylko „dyplomatyczna gafa”

Od Kijowa po Brukselę – nie milkną echa dyplomatycznej i protokolarnej wpadki szefowej Komisji Europejskiej, która odrzuciła zaproszenie prezydenta...

zobacz więcej

Jej porozumienia nie są korzystne dla Ukrainy, która nie miała wyjścia i podpisała się pod dokumentem. I od sześciu lat trwają spory o kolejność realizacji punktów. Rosja dąży do tego, żeby odbyło się to w ten sposób, żeby zachowała de facto kontrolę nad Donbasem, zarazem uzyskując wpływ na politykę całej Ukrainy. Kijów się temu opiera – a celem Moskwy jest skłonienie Zachodu do wywarcia presji na Ukraińców, aby się zgodzili na warunki rosyjskie. Główną rolę oczywiście odgrywają w tym Berlin i Paryż.

Wydawało się, że nowy prezydent Zełenski pójdzie na ustępstwa. Wszak wygrał wybory obietnicą pokoju na Ukrainie. Nic z tego. Od mniej więcej pół roku zaczął zmieniać swoją politykę. Z pewnością wpływ na to miało wzmocnienie wpływów amerykańskich nad Dnieprem kosztem niemieckich głównie. Gdy Kreml zrozumiał, że Zełenski nie spełni rosyjskich oczekiwań, najpierw de facto zerwał rozejm w Donbasie zawarty latem ub.r., a następnie zaczął demonstracyjnie gromadzić wojska nad granicą ukraińską. W tym momencie nastąpił kolejny test pożyteczności współpracy z Niemcami dla Kijowa.

Szefowa KE zlekceważyła zaproszenie na Ukrainę. „Afront”

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zlekceważyła zaproszenie prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego na uroczystości z...

zobacz więcej

Gdy USA, Polska, Wielka Brytania, Kanada i kraje bałtyckie jednoznacznie i zdecydowanie stanęły po stronie Ukrainy, Berlin i Paryż wspólnie wydały komunikat wzywający „obie strony” do deeskalacji. Czyli, kolejny raz już, poszły drogą rosyjskiej propagandy. W tej chwili jeśli ktoś eskaluje napięcie, to jest to tylko Rosja.

Generalnie, reakcja niemiecka na wydarzenia na wschodzie Europy w ostatnich tygodniach wygląda słabo. Rozmowa Merkel Putinem nic nie dała. A warto wspomnieć, że tuż przed obecną eskalacją doszło do wideokonferencji Merkel, Macrona i Putina. Bez udziału Zełenskiego – kolejny sygnał dla Kijowa, że format normandzki nic dobrego nie przyniesie. Zresztą to nie przypadek, że w niedawnej rozmowie z Joe Bidenem Putin podkreślał właśnie konieczność trzymania się porozumień mińskich i formatu normandzkiego (z Niemcami).

Afront ze strony Von der Leyen mógł nie być przypadkowy. Może to sygnał pod adresem Zełenskiego, że Berlin jest niezadowolony z postawy Kijowa. Może też Von der Leyen nie chce się narażać Moskwie wizytą na Ukrainie? Wszak wyraźnie widać, że dziś Rosja jest zdecydowanie ważniejsza dla Berlina niż Ukraina. Właściwie zawsze tak było, ale teraz Merkel nawet tego nie ukrywa. Zresztą najlepszym przykładem Nord Stream 2. Projekt biznesowo korzystny dla Niemiec, ale skrajnie groźny dla bezpieczeństwa Ukrainy.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej