RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Kolejna zbrodnia junty w Mjanmie. Mundurowi ostrzelali protestujących

Protesty w Mjanmie nie ustają (fot. PAP/EPA/STRINGER)
Protesty w Mjanmie nie ustają (fot. PAP/EPA/STRINGER)

Funkcjonariusze służb bezpieczeństwa otworzyli ogień do protestujących przeciw zamachowi stanu w Mjanmie. Podczas manifestacji pracowników służby zdrowia w Mandalaj zginęła jedna osoba, a kilka zostało rannych.

Birmańska junta mogła przejąć pieniądze od MFW na walkę z koronawirusem

W ubiegłym tygodniu Międzynarodowy Fundusz Walutowy wysłał 350 mln dolarów w gotówce do rządu Birmy w ramach pakietu pomocy krajowi w walce z...

zobacz więcej

Od przewrotu wojskowych funkcjonariusze zastrzelili w Mjanmie co najmniej 715 demonstrantów. Aresztowano, oskarżono i skazano 3070 osób. Tak szacuje Stowarzyszenie Pomocy Więźniom Politycznym (AAPP). Organizacja twierdzi, że rzeczywista liczba ofiar może być znacznie wyższa.

– Stopień brutalności, z jaką siły bezpieczeństwa atakowały protestujących w ten weekend, wydaje się być największy od początku puczu. Uzbrojone w sprzęt wojskowy siły bezpieczeństwa były najwyraźniej gotowe strzelać do każdego, kogo zobaczą na ulicach – mówi prezes Stowarzyszenia Thomas Heine-Geldern.

Konflikt przybiera na sile


Jego zdaniem nie zanosi się na koniec konfliktu. Zarówno wojsko, jak i protestujący nie zamierzają się poddać.

Wojskowi uważają, że mają prawo do pacyfikacji zamieszek w dążeniu do stabilności i bezpieczeństwa. Z kolei protestujący są zdania, że kraj należy uwolnić od wojskowej dyktatury i przywrócić demokrację. – Sytuacja może się jeszcze pogorszyć – ocenia Heine-Geldern.

Ugrupowanie laureatki Pokojowej Nagrody Nobla Aung San Suu Kyi wygrało listopadowe wybory w Mjanmie, dawnej Birmie. 1 lutego armia przejęła władzę twierdząc, że wyniki głosowania zostały sfałszowane. Według komisji wyborczej nie doszło do nieprawidłowości.

źródło:
Zobacz więcej