RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Tusk, Rosjanie i... szczekanie

Tusk próbował odgrzewać opowieść o tragicznym locie dzień przed kolejną rocznicą (fot. Jack Taylor/Getty Images)
Tusk próbował odgrzewać opowieść o tragicznym locie dzień przed kolejną rocznicą (fot. Jack Taylor/Getty Images)

Dzień przed kolejną rocznicą katastrofy smoleńskiej Donald Tusk próbował odgrzewać opowieść o tragicznym locie - sprzeczną z faktami, ale znaną m.in.ze specjalnej „instrukcji dla posłów PO” i rosyjskiej narracji. Komu z naszych sąsiadów zależało na tym, by wciąż wrzało w „polskim piekiełku” ten się ucieszył. Nie pierwszy zresztą raz były premier i jego środowisko polityczno-medialne odegrali wobec Kremla rolę pożytecznych idiotów.

Afera Amber Gold. Nie znam, nie słyszałem, nie pamiętam…

Kulisy afery Amber Gold, o której w ostatnim tygodniu przypomniała TVP filmem Sylwestra Latkowskiego „Taśmy Amber Gold” pokazały jak bardzo – w...

zobacz więcej

- „Wkurza mnie wiele nadużyć, których ludzie prawicy dokonują dyskontując katastrofę smoleńską, ale ten pośmiertny przemysł pogardy w postaci Tuska i jego ludzi jasno określa, że są dwie Polski. Od rana ustawiona narracja dyspozycyjnych dziennikarzy plucia na Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Pies was...!” - podsumował wydarzenia weekendu, wpisem na Twitterze dziennikarz i publicysta Wiktor Świetlik.

Mocny komentarz, ale w zasadzie zamykający w kilku zdaniach to co się wydarzyło tuż przed i w trakcie kolejnej rocznicy katastrofy smoleńskiej. A raczej – to co wybuchło ponownie sztucznie podsycane, bo przecież emocje wokół tragicznego 10 kwietnia 2010 roku już przygasały, przytłumione przez upływ czasu, problemy z pandemią śmiertelnie groźnego wirusa czy coraz powszechniejsze przekonanie, że rzetelnie i ponad wszelką wątpliwość przyczyn tragicznej katastrofy nie da się już wyjaśnić.

Nie oszukujmy się; oficjalny raport Komisji Badania Wypadków Lotniczych przygotowany pod kierunkiem Jerzego Millera i Macieja Laska, powielający często kuriozalne rosyjskie tezy budzi spore zastrzeżenia co do wiarygodności i rzetelności. Zarazem opowieści członków komisji Antoniego Macierewicza brzmią od lat jak sensacyjna, niepodparta dowodami tabloidowa publicystyka, zaś śledztwa Prokuratury Krajowej (również w sprawie tzw „zdrady dyplomatycznej”) toczą się od lat zbyt ślamazarnie i przewlekle. A skoro najtragiczniejsze, czy też jedno z najtragiczniejszych wydarzeń w naszej najnowszej historii pozostaje bez wyjaśnienia to otwiera tym samym to pole do teorii spiskowych i aktywności… No właśnie.

Polskie służby specjalne z okresu rządów koalicji PO- PSL, zwłaszcza z perspektywy czasu, trudno oskarżać o zbytni profesjonalizm, patrząc na bezkarne hulanie „zielonych ludzików” w przestrzeni internetowej można odnieść wrażenie, że większy nacisk kładły one na polityczną inwigilację dziennikarzy, działaczy środowisk narodowych czy kibicowskich niż na działania kontrwywiadowcze.

Przeczytaj także: Fake-historyk w natarciu

Tusk, Rosjanie i... szczekanie

Dzień przed kolejną rocznicą katastrofy smoleńskiej Donald Tusk próbował odgrzewać opowieść o tragicznym locie - sprzeczną z faktami, ale znaną...

zobacz więcej

Niemniej jednak i wówczas w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego dość szybko zauważono jak mocno tragiczna katastrofa smoleńska stały się polem gry rosyjskich służb wykorzystujących agenturę wpływu i pospolitych idiotów do podsycania okołosmoleńskich emocji i wewnętrznej wojny polsko-polskiej.

Krótko przed zmianą władzy w 2015 roku jeden z ustępujących szefów ABW wskazywał, na kilka sytuacji, które, jak mówił mi wówczas, będą wykorzystywane przez obce służby do „grania emocjami w Polsce”. Wymieniał wówczas ewentualne zmiany gabinetu rządzącego, systemowe reformy ustrojowe i … kolejne rocznice katastrofy smoleńskiej.

Tym razem nie trzeba było jednak aktywności rosyjskich służb, internetowych „zielonych ludzików” mających problem z poprawną polszczyzną. Role pożytecznych idiotów wzięła na siebie grupa polityków i bliskich im dziennikarzy. Deklaratywnie niechętnych wobec Kremla, a jednocześnie zaskakująco często powielająca kuriozalne teorie dające „Iwanowi” powody do świętowania. Nihil novi, można powiedzieć.

Tusk i SMS czyli jak zrobić dobrze Rosjanom


Zaczęło się od wywiadu byłego premiera Donalda Tuska dla stacji TVN24. Wywiadu, który generalnie nie byłby wart większej uwagi biorąc pod uwagę i to, że prowadząca rozmowę redaktor Katarzyna Kolenda-Zaleska tradycyjnie już nie zadała liderowi EPL choćby jednego trudnego pytania i to, że znany głównie z aktywności internetowej Tusk od miesięcy notuje zauważalną, znaczącą zniżkę formy intelektualnej. Nie byłby wart nawet minuty uwagi, gdyby nie dosłownie kilka zdań przekazu rzuconego przez Donalda Tuska dla słuchających go fanów i powielenie przez niego narracji – o rzekomych naciskach Kaczyńskiego na pilotów, które to miały spowodować katastrofalny w skutkach błąd.

Przeczytaj także: Wybranowski: Jak pozostać ciamciaramcią i zmęczyć wyborców

Wybranowski: Kali i jego dziczyzna

Walczący „o prawa kobiet” pobili dziennikarkę. Pewnie mieli do tego prawo, bo żeńskie gwiazdy liberalnych mediów sprawę przemocy wobec koleżanki z...

zobacz więcej

„ (...) Nie jest to przyczyna katastrofy, ale nie ulega wątpliwości, że piloci, którzy popełnili błędy w czasie próby lądowania, byli poddani presji" – rzucił Tusk.

De facto były premier Donald Tusk kolejny raz stał się przekaźnikiem rosyjskiej narracji. W 2011 roku dyspozycyjni wobec Putina członkowie rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) podczas prezentacji kuriozalnego raportu „o przyczynach katastrofy” kilkukrotnie powtarzali jakoby załoga polskiego samolotu „obawiała się najważniejszego pasażera” , a do katastrofy miała zdaniem Rosjan przyczynić się „presja Lecha Kaczyńskiego”. Nota bene Rosjanie wówczas, podobnie jak i Tusk w minioną sobotę odwoływali się do wydarzeń z sierpnia 2008 r podczas lotu do Tbilisi.

Nie ulega wątpliwości, że żadne z ujawnionych, wiarygodnych danych dotyczących przebiegu tragicznego lotu nie potwierdziły, w ciągu jedenastu lat, tezy o naciskach na pilotów. Sobotnia opowieść Tuska została jednak błyskawicznie podchwycona i powielona przez polityków pozostających jeszcze w kręgu jego satelitów i bliskich mu dziennikarzy. Sęk w tym, że nie jest ona nowa, aczkolwiek odkrycia ostatnich tygodni rzucają nowe światło na historię jej powstania.

Narodziła się ona bowiem.. zaledwie kilka godzin po katastrofie smoleńskiej, gdy jeszcze nikt – także na najwyższym szczeblu w Polsce nie wiedział co tak naprawdę wydarzyło się w Smoleńsku. Przypomnę, nieżyjący już gen. Sławomir Petelicki, twórca GROM ujawnił w 2011 r. w wywiadzie dla portalu Wprost24.pl treść esemesa jakiego mieli otrzymać czołowi politycy PO z instrukcją jak mają się wypowiadać w sprawie katastrofy. "Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił".- głosiła treść esemesa, a według Petelickiego jego autorem miał być ktoś z trójki: Donald Tusk – Tomasz Arabski – Paweł Graś.

Przeczytaj także: Upiorna miłość pod czerwoną szturmówką

Przez lata opowieść o owym esemesie traktowano jako jeden z wielu dowodów na polityczną grę katastrofą smoleńska, ale ujawnione w ostatnich tygodniach przez red. Anitę Gargas w „Magazynie Śledczym” TVP nagrania dotyczące zachowania Tuska w pierwszych dniach po katastrofie mogą rzucać nowe światło na historię powstania owej esemesowej, powielanej kolejny raz przez Tuska narracji. Dwa tygodnie po tragicznym wydarzeniu, podczas specjalnej rządowej narady były premier intensywnie wywierał presję, by z góry przesądzać, że Rosjanie nie mogą stać za katastrofą smoleńską. – „Prawdziwe źródło niepokoju w Polsce to jest: czy to zrobili Rosjanie? (...) To są te najgroźniejsze spekulacje Im więcej zagadek, tajemnic czy spraw ukrytych, tym więcej pożywek dla najbardziej idiotycznych, a jakże groźnych spekulacji dotyczących na przykład zamachu ze strony rosyjskiej”- mówił Tusk.

Dmuchany balonik posła Budki

Jesteśmy gotowi do każdej rozmowy, by zakończyć rządy nieudaczników – oświadczył szef Platformy Obywatelskiej Borys Budka. Polityk oświadczył, że...

zobacz więcej

W kremlowskim cieniu


Oczywiście- do dzisiaj nie przedstawiono żadnego dowodu, który mógłby potwierdzać tezę o rosyjskim zamachu. Nie przedstawiono też żadnych dowodów, które taką hipotezę mogłyby jednoznacznie wykluczać.

Istotny w tej sprawie jest strach Donalda Tuska przed antyrosyjskimi emocjami i reakcją strony rosyjskiej, a także zaskakująca spolegliwość byłego premiera i jego otoczenia wobec Rosjan. Począwszy od tuszowania przez Donalda Tuska i Ewę Kopacz rosyjskich zaniedbań przy identyfikacji ciał i poszukiwaniu szczątków, powielania rosyjskiej narracji o naciskach na pilotów i kłamstw o rzekomo o pijanym generale Błasiku po bezpodstawne oddanie śledztwa stronie rosyjskiej.

Oddanie śledztwa stronie rosyjskiej bardzo dobitnie potwierdza fakt ulegania Donalda Tuska i jego otoczenia stronie rosyjskiej. By nie być gołosłownym - w 2017 roku na łamach tygodnika „Do Rzeczy” ujawniłem treść analizy zamówionej przez KPRM Donalda Tuska, z której wynikało, że nie było żadnych podstaw prawnych do oddania śledztwa Rosjanom. To opracowanie przygotowane przez renomowaną międzynarodową kancelarie prawną K&L Gates.

„Należy w szczególności wskazać, że według dostępnych publicznie informacji samolot Tu-154M pozostawał do dyspozycji jednostki sił zbrojnych, był wpisany do rejestru samolotów wojskowych MON i traktowany był na gruncie prawa krajowego jako statek powietrzny państwowy, nosił stosowne oznaczenia samolotu wojskowego, zaś dowództwo nad nim sprawowała osoba wchodząca w skład personelu sił zbrojnych(...)” - napisano w analizie.

Przeczytaj także: Na tropie rasistowskiego Sherlocka Holmesa

Donald Tusk nie czekając na jakiekolwiek analizy zdecydował o przekazaniu śledztwa stronie rosyjskiej. Gdy dotarły opinie wskazujące, że jego działanie było błędem – analizy zostały ukryte. Ujawniła je dopiero publikacja „Do Rzeczy”.

Długi cień Donalda

Dwudziestoletniej kobiecie wybaczymy nadmierną emocjonalność, uczuciową chwiejność i niestabilność poglądów. Ba, niekiedy bywa to nawet czarujące....

zobacz więcej

Chór pożytecznych idiotów


Nie sposób nie odnieść wrażenia, że „smoleńska wrzutka” została starannie przygotowana. Najpierw bliska rosyjskiej narracja Donalda Tuska w TVN 24 , później – powielające kłamstwa, także bliskie rosyjskiej stronie publikacje sobotniej „Gazety Wyborczej”, o których poznański naukowiec profesor Stanisław Żerko trafnie pisał jako „jednym z najbardziej obrzydliwych wydań ”. Na samym szczycie tych obrzydliwości znalazł się artykuł Jarosława Bratkiewicza „Lecha Kaczyńskiego nikt do Smoleńska i w ogóle do Rosji nie zapraszał”, absolwenta moskiewskiej uczelni.

Ten sam Bratkiewicz zaledwie dwa dni po katastrofie smoleńskiej, jako ówczesny szef Departamentu Wschodniego MSZ przygotował notkę, ujawnioną niedawno przez TVP, w której pisał: „Spotkanie premierów Polski i Rosji 7 kwietnia w Katyniu oraz tragiczna śmierć polskiej delegacji w katastrofie lotniczej w Smoleńsku 10 kwietnia br. stworzyły szczególny klimat w relacjach dwustronnych, wydatnie poszerzający przestrzeń dialogu, współpracy i pojednania”.

Wreszcie, sporo dziennikarzy i i dziennikarzy powielających – narracje znane z rosyjskich przekazów m.in. fejki o presji Lecha Kaczyńskiego czy odpowiedzialności Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego za organizację lotu do Smoleńska, a więc także w konsekwencji – tragiczną katastrofę. Idiotycznych komentarzy byłego sekretarza KW PZPR Leszka Millera, dziś eurodeputowanego, posłanki KO Barbary Nowackiej, czy bodajże najbardziej odrażającego wpisu autorstwa Waldemara Kuczyńskiego, założyciela Unii Wolności i bliskiego współpracownika Tadeusza Mazowieckiego - z szacunku dla zmarłych – nie ma sensu cytować.

Przeczytaj także: Słychać pokoleń drwiący śmiech

Za komentarz powinno wystarczyć stwierdzenie, wspomnianego wcześniej publicysty Wiktora Świetlika trafnie podsumowującego wykorzystanie i promowanie niespełnionych polityków, odsuniętych od przysłowiowego „koryta” dziennikarskich mitomanów i beztalenci do siania dezinformacji. – Nasze służby senne jak zawsze, a bracia Rosjanie zacierają ręce i zapewne wypłacają premie – zauważył Świetlik. Szanse na przekonywujące wyjaśnienie przyczyn katastrofy rządowego tupolewa 10 kwietnia 2010 roku praktycznie już nie ma. Zawiniły organa i służby Państwa Polskiego – zarówno w latach 2010- 2015 jak i w okresie „dobrej zmiany”,- bo tu mimo buńczucznych deklaracji i zapowiedzi prokuratorów, sprawy utknęły. A to w praktyce stworzyło – i zostawia na lata – atrakcyjną dla niekoniecznie przyjaznych nam państw – płaszczyznę do grania katastrofą smoleńską przez agenturę wpływu jak i użytecznych idiotów – zarówno tych bezkrytycznie powielających narracje o błędzie Kaczyńskiego i winie pilotów, jak i tych równie bezkrytycznie powielających nieudowodnione hipotezy o rzekomym zamachu.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej