RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Karnkowski: Przygoda z kablem i polityka fake newsów

Kolejny medialny atak na prezydenta przeprowadzony został chyba tylko dla sportu – pisze autor  (fot. Grzegorz Jakubowski/KPRP)
Kolejny medialny atak na prezydenta przeprowadzony został chyba tylko dla sportu – pisze autor (fot. Grzegorz Jakubowski/KPRP)

Okazuje się, że w samym środku trzeciej fali pandemii, część dziennikarzy znudziła się już nawet kreowaniem kolejnych afer i uznała, że pora zacząć sezon ogórkowy. Być może taka postawa ma na celu ośmielić przychodzącą i cofającą się na zmianę wiosnę. Przepis na news okazał się być prosty – weź zdjęcie telefonu, zaznacz kółkiem coś, co z daleka wygląda jak pusty wtyk na kabel, swoim maźnięciem zasłoń kabel prawdziwy i stwórz wrażenie, że głowa państwa rozmawia przez niepodłączony aparat. Tym samym zmuś otoczenie prezydenta RP do tłumaczenia twojej własnej głupoty, które i tak trafi w próżnię. Pójdzie na marne, bo to Ty potrafiłeś odwołać się do emocji przeciwników Andrzeja Dudy.

Kto parówką wojuje…

Schemat jest zawsze taki sam. Sympatyzujące z opozycją redakcje zapowiadają bombę, która uderzyć ma w kogoś kojarzonego z „dobrą zmianą”. Ukazuje...

zobacz więcej

„Kto się wstydzi za Andrzeja Dudę, daje serduszko” – apeluje na swoim Twitterze poseł Lewicy Tomasz Trela i faktycznie zgarnia tych miłych dla każdego reakcji niemal tysiąc. Aż szkoda, że to nie walentynki. Później, gdy wiadomo już, że do tego ocieplenia wizerunku użył nieprawdy, do tematu nie wraca. Zdjęcia aparatu, instrukcje obsługi, oświadczenia, nawet informacja prezydenckiego rozmówcy przegrywają więc z różowym kółkiem, powielanym przez portale. „Prezydent Duda dzwonił z niepodłączonego telefonu? – pyta Komputer Świat w tytule, by w tekście przynajmniej od razu napisać, że jednak nie dzwonił. „Prezydent rozmawiał z niepodłączonego telefonu? Powiększyliśmy zdjęcie. I wszystko jasne” – cieszy się portal gazeta.next.

Część dziennikarzy, która rzuciła się na informację uznała, że wystarczy wykasować tweety, kilku polityków jak na razie nie doszło jeszcze tak daleko w swoich przemyśleniach. Zapewne refleksja, brzmiąca „he he, Duda” jest szczytem ich możliwości intelektualnych i nie doczekamy się już żadnego ciągu dalszego. Z dwojga złego może jest to zachowanie uczciwsze niż postawa, która nakazuje powielanie, a następnie rozmywające sedno sprawy analizowanie fałszywej wiadomości nazywać spełnianiem dziennikarskiej powinności. Kiedyś mówiło się (mówi się zresztą nadal), że socjalizm bohatersko walczy z problemami, które sam tworzy. Wygląda na to, że dziennikarstwo walczy natomiast z dezinformacją, którą samo produkuje, tyle, że nie robi tego bohatersko, a w sposób niemrawy i wymuszony. Można oczywiście i tak. Niedawno nasz portal mocno rozpisywał się na temat politycznych i finansowych powiązań SokuzBuraka.

Przeczytaj także: Platforma jak Tusk z Michnikiem

Krzysztof Karnkowski: Sygnał z Budapesztu

Zjawiska, jakie obserwujemy od dawna w całym świecie Zachodu, a od pewnego czasu również w Polsce, można określić jako historyczne starcie...

zobacz więcej

Część, również konserwatywnych czytelników, odbierała to jako temat zastępczy, świadczący o marnej kondycji dziennikarstwa jako takiego. Jednak choćby sprawa z telefonem, „afera kablowa”, chętnie zresztą przez Sok podchwycona, pokazuje, że sytuacja jest dość poważna. Nawet jeśli bowiem dotyczy pozornie niepoważnych źródeł, dotyka kwestii wpływu, jaki podobne media wywierają na opinię społeczną, ludzkie emocje, wreszcie idące za nimi wybory polityczne. I tak z głupiego kabla czy o wiele mniej głupiej fałszywki na temat rzekomej aborcji posłanki, rodzi się zwykła pogarda, nienawiść, która sprawia, że nie potrafimy już rozmawiać z osobami o innych, niż nasze poglądach, a coraz częściej zjawisko to nie ogranicza się do internetowych wojenek i deklaracji. Wychodzi na ulice, gdzie zresztą, niestety, znajduje swoje środowisko naturalne, o czym uczy nas pełna przemocy polityczna historia XX wieku.

W 2015 roku zaczęła się u nas „polityka mediów społecznościowych”, co pomogło wygrać wybory Zjednoczonej Prawicy. Według wielu analityków to właśnie PiS wówczas, lecz niestety tylko przez dość krótki czas, znakomicie odnalazł się w zyskującym na znaczeniu świecie Twittera i, w mniejszym stopniu, Facebooka. Kolejne lata to już jednak raczej „polityka memów”, co z kolei znakomicie potrafiły wykorzystać młodsze, również metrykami swoich działaczy, siły polityczne, takie jak Razem czy Konfederacja. Inni, sięgając po taką samą stylistykę jedynie się ośmieszali, wystarczy przypomnieć sobie komunikację Nowoczesnej z wirtualną maskotką „Enką”, czy, z czasów w ręcz prehistorycznych, profil „Co na to Bronek?”, tajną broń prezydenta Komorowskiego w walce o reelekcję. Dziś coraz bardziej mamy jednak do czynienia z kolejną zmianą, która z poprzedniej wyrosła – „polityki fake-newsów”, dla których zresztą memy okazały się być znakomitym wehikułem.

Przeczytaj także: Konstytucja! Konstytucja?

Karnkowski: Jedna tylko Białoruś

Sytuacja na Białorusi nie jest i chyba nigdy nie była zbytnio zabawna. Protesty nie odsunęły Alaksandra Łukaszenki, białoruski przywódca wziął...

zobacz więcej

Kolejny medialny atak na prezydenta przeprowadzony został chyba tylko dla sportu, z niegasnącej niechęci za to, że ośmielił się, i to ośmielił się po raz drugi, wygrać z kandydatem salonu. Brutalne atakowanie Lecha Kaczyńskiego, choć obrzydliwe, miało jednak uzasadnienie polityczne dla tych, dla których cel uświęcał nawet tak nieludzkie środki. Kaczyński, atakowany od momentu ogłoszenia wyników głosowania w 2005 roku, miał przed sobą, jak się zdawało, możliwość walki o drugą kadencję. Stąd cała machina, nazwana później przemysłem pogardy, stąd notoryczne ośmieszanie i odzieranie z godności. Jak skuteczne, przekonaliśmy się, gdy przez rozpacz żałobników sprzed 11 lat niemal natychmiast przebiło wycie przyszłych kadr Ruchu Palikota na Krakowskim Przedmieściu. Które też przypomni się pewnie niejednemu uczestnikowi lub świadkowi wydarzeń.

Czemu jednak służyć ma, poza zemstą, atakowanie prezydenta Andrzeja Dudy? Przecież nie trosce o wizerunek głowy państwa i powadze sprawowanego urzędu. Duda, chętnie odwołujący się do dziedzictwa Lecha Kaczyńskiego, odziedziczył niestety i ten najbardziej kłopotliwy spadek – oddane i nieprzejednane grono hejterów. I ich odbiorców, którzy nawet widząc już, że zostali wprowadzeni w błąd i sami wprowadzili w błąd kolejnych nie przepraszają, tylko piszą, że po tylu historiach łatwo jest we wszystko uwierzyć i jako argument przedstawiają… kolejne fake newsy.

Przeczytaj także: Plan odbudowy i recepta na kryzys

Krzysztof Karnkowski: Dzień Kobiet, nowomowa i sposób na życie

Drugi tydzień marca miał szansę być ważny dla lewicy. Zaczynał się bowiem od Dnia Kobiet, na który Marta Lempart zapowiadała liczne i spektakularne...

zobacz więcej

Gdy tuż przed świętami przechodziliśmy przez kryzys spowodowany zawieszeniem się systemu szczepień, jednym z głośniej krytykujących rząd polityków był Szymon Hołownia. Nie minęło jednak dużo czasu, gdy ten sam Hołownia pochwalił się pięknym dyplomem „dzielnego pacjenta”, którego zazdrościć musiał mu każdy przedszkolak w Polsce, ujawniając przy tym, że sam z systemowej luki skwapliwie skorzystał. Przy okazji lider „Polski 2050” wymienił też kilka uprzejmości z prezydentem Dudą. Najciekawsze było jednak to, że zasłużoną krytykę ze strony mediów i kolegów ze świata polityki, otoczenie Hołowni przedstawiło jako przejaw hejtu, wręcz lincz na zdobywającym popularność liderze. Tymczasem przewodniczący partii Polska 2050, Michał Kobosko, fake newsa o prezydenckiej rozmowie telefonicznej na Twitterze podał aż dwukrotnie, raz bez żadnego komentarza, drugi raz z uwagą, że „seria ostatnich wpadek wygląda na sabotaż wobec głowy państwa”. Pomimo wielu sugestii czytelników, Kobosko tweeta opartego na manipulacji nie usunął, ani w żaden w sposób nie odniósł się już do tematu. Od prostowania powielanych przez siebie kłamstw za ważniejsze uznał podzielenie się informacją o utrzymanej w ciepłym tonie publikacji niemieckiej gazety na temat swojej partii politycznej.

Szczepionka była jednak, podobnie jak dyplom, prawdziwe. Fałszywka o kablu, pomimo setek sprostowań po ponad dobie żyje w najlepsze, stając się punktem wyjścia do kolejnych żartów, które, choć nieśmieszne, znajdują grono odbiorców. Również wtedy, gdy prezydent składa kondolencje brytyjskiej rodzinie królewskiej. Na koniec można jednak optymistycznie stwierdzić, że skoro trzeba wymyślać podobne ustawki, znaczy to, że tak naprawdę trudno Andrzejowi Dudzie cokolwiek zarzucić. Dobre i to!

Przeczytaj także: Media bez wyboru, czyli akcja-dezinformacja

źródło:
Zobacz więcej