RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

„Cud w spodku”. Niezręczne zwycięstwo Polaków

45 lat temu polscy hokeiści wygrali z mistrzami świata (fot. PAP/CAF/Seko)
45 lat temu polscy hokeiści wygrali z mistrzami świata (fot. PAP/CAF/Seko)

To był cud anno domini 1976. Wszyscy w Polsce musieli to przyznać, ale nie wszyscy byli skorzy do świętowania. Władze partyjne i państwowe przygotowały się na porażkę, zabezpieczyły się nawet na wypadek katastrofy. Nie były jednak odporne na sukces. Zresztą nie pierwszy raz nie nadążały za tym, co dzieje się na stadionach.

USA zbojkotują igrzyska w Pekinie? „Trzeba to przedyskutować”

Stany Zjednoczone przyznały, że chcą przedyskutować z sojusznikami podejście do przyszłorocznych zimowych igrzysk w Pekinie. Z powodu łamania przez...

zobacz więcej

8 kwietnia 1976 polska drużyna hokejowa wygrała z mistrzami świata i olimpijskimi – drużyną Związku Radzieckiego. Dziś nawet jeśli ktoś tylko pobieżnie interesuje się historią sportu, zna wynik. To było tak jakby dziś w meczu piłki nożnej San Marino wygrało z Hiszpanią, np. 5:0.

Hokej wśród Polaków nigdy nie był jakoś szczególnie popularny. W połowie lat 70., po kilku latach pracy z radzieckim trenerem, byliśmy zdolni przegrać 2-3 bramkami ze Szwecją, a nawet zremisować w Finlandią, ale ZSRR to była dla nas kosmiczna liga. Zresztą wyniki mówiły same za siebie, nasi kibice byli już nawet przyzwyczajeni do łomotu od „ruskich” typu 1:15, 1:16, a nawet 0:20.

Władze PRL podjęły jednak wyzwanie organizacji mistrzostw świata drużyn rywalizujących w najwyższej grupie rozgrywek. Gospodarzem zostały Katowice, mogące się od kilku lat pochwalić nowoczesną halą w popularnym „spodku”.

Nie było to proste przedsięwzięcie, bo oprócz wydarzeń sportowych, a może nawet przede wszystkim, trzeba się było zająć tym, co ze sportem nie ma nic wspólnego. Do stolicy Śląska ściągnięto kilkanaście setek dodatkowych milicjantów, a także ok. 300 agentów wszelkiej maści. Ci ostatni musieli mieć na oku nie tylko wraże ekipy i kibiców ze zgniłego Zachodu, z których co drugi to szpieg, ale również Polaków, którzy w najlepszym wypadku mogli skupić niebezpiecznie dużą ilość dewiz. W najgorszym zaś razie mogliby mieć kontakt ze wspomnianym szpiegiem.

Gorliwości agentów SB w terenie doświadczył najlepszy polski bramkarz Andrzej Tkacz. Gdy wracał do hotelu, natknął się na będących na służbie „smutnych panów”. Tkacz na co dzień bronił barw Katowic, ale w Polsce hokej nie futbol, a Tkacz nie Tomaszewski. Może zresztą stało się to przez strój bramkarski i kask zespolony z maską ochronną zakrywającą szczelnie twarz. Tak czy owak, nasz bramkarz dzień przed meczem ze Związkiem Radzieckim został wciągnięty do służbowego auta i tam zebrał solidny łomot od facetów z legitymacją służb i bez poczucia humoru. Dopiero po godzinie bardziej ogarnięty major poznał go i czym prędzej wypuścił, by sportowiec zdążył wrócić do formy po spotkaniu z jego ludźmi.

Tkacz wyjechał na lodowisko zmotywowany jak nigdy dotąd. Nie on jeden, ale chyba nikt poza drużyną nie zdołał lub nie chciał tego zauważyć. Trener Józef Kurek był realistą i przed meczem podkreślił, że jego zespół będzie walczył, ale nie nawiąże równorzędnej walki z zawodnikami z ZSRR.

Zmarł dwukrotny mistrz olimpijski w hokeju na lodzie

W wieku 71 lat zmarł w piątek dwukrotny mistrz olimpijski oraz trzykrotny mistrz świata w hokeju na lodzie Rosjanin Jewgienij Zimin – poinformowały...

zobacz więcej

Mecz w skrócie przed północą


W „Trybunie Ludu”, gazecie Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, mecz z mistrzami świata i mistrzami olimpijskimi potraktowano jak sparing przed rozpoczęciem sezonu ligowego. Pojawiła się wzmianka, że coś podobnego ma się odbyć. Natomiast Telewizja Polska w ogóle nie przewidziała transmisji z tego wydarzenia, a jedynie skrót o godz. 23.10.

Mecz z ZSRR był dla ówczesnej władzy jak całowanie lwa w ogon. Ani to miłe, ani bezpieczne. Na mistrzostwach, choć odbywały się na faworyzowanym przez władze Śląsku, nie pojawił się I sekretarz Komitetu Centralnego PZPR, czyli człowiek nr 1 w państwie, mimo, że pojawiał się na dużo skromniejszych imprezach. Edward Gierek, uchodzący za twórcę 10. gospodarki świata, nie chciał być utożsamiany z ewentualną katastrofą na lodowisku, nie chciał też świecić oczami przed towarzyszami z ZSRR za polską publiczność. Ta szczelnie wypełniła katowicki „spodek” i wcale nie miała zamiaru docenić finezji radzieckiego hokeja. Władza była tego świadoma. Gdy na lodowisku pojawiali się radzieccy mistrzowie, na widowni trzeba się było spodziewać wszystkiego. W tych i innych sportowcach widziano zwykle jedynie przedstawicieli najeźdźców.

Na boisku wystarczyła iskra


Sport był jedną z dźwigni osiągnięć politycznych i to na o wiele większą skalę niż to się dzieje obecnie. Zawody sportowe już na początku lat 50. zostały uznane na Kremlu za kolejną dziedzinę rywalizacji, jeśli nie wojny, z Zachodem. Front oficjalnie przebiegał wzdłuż żelaznej kurtyny. Jednak nieoficjalnie i spontanicznie co jakiś czas w kibicach z demoludów wybuchała nagromadzona energia, dla której wydarzenia na boisku były tylko iskrą.

Polskie władze przekonały się już o tym choćby podczas etapów kolarskiego „Wyścigu Pokoju”. W przesłodzonych telewizyjnych kronikach z tych zawodów widać wypuszczane gołąbki pokoju, kwiaty i brawa. Przez wiele lat bohaterem tych zmagań był nie tylko Stanisław Szozda czy śp. Ryszard Szurkowski, ale i Stanisław Królak i jego mityczne okładanie pompką radzieckiego zawodnika w tunelu przed stadionem. Po latach dowiedzieliśmy się, że nic takiego nie miało wtedy miejsca, ale też po latach szersza publiczność dowiedziała się, że rok przed meczem w Katowicach, na Stadionie X-lecia w Warszawie organizatorzy imprezy musieli wciskać Szurkowskiego na podium, gdzie stał już zespół ZSRR. Nasz najlepszy kolarz pełnił wówczas rolę swoistego buforu między zwycięzcami w drużynowej klasyfikacji, a polskimi kibicami, którzy celowali potem butelkami w Bogu ducha winnych radzieckich kolarzy.

Ryszard Szurkowski, Adam Małysz i dzieciństwo w PRL

„W wieku 75 lat w poniedziałek rano zmarł Ryszard Szurkowski, najbardziej utytułowany polski kolarz w historii” – poinformował w poniedziałek...

zobacz więcej

W 1968 r., w tym samym miejscu, kibiców, oczekujących również na wjazd kolarzy (wówczas na metę trafiało się po zaciętym i bardzo niebezpiecznym okrążeniu na stadionie), spiker poinformował o dominacji radzieckich kolarzy. Tym samym rozpętał piekło. Na trybunach doszło do regularnych zamieszek. Oddziały ZOMO wzywał obecny na uroczystości premier Józef Cyrankiewicz. Odsiecz przyjechała po dłuższej chwili, bo zmęczeni funkcjonariusze dostali urlopy po zmaganiach w marcu.

Podczas hokejowych mistrzostw świata w Katowicach mogło być podobnie. O ile na Wyścigu Pokoju wszystko zostało raczej wśród „bratnich krajów” Układu Warszawskiego, o tyle podczas takiej imprezy skandal międzynarodowy wisiał w powietrzu. Agenci SB i tak musieli pilnować kibiców z Czechosłowacji, których zachowanie było szowinistyczne, jak zanotowali funkcjonariusze. Nasi południowi sąsiedzi jakoś nie mogli zapomnieć o „bratniej pomocy” sprzed ośmiu lat.

ZSRR na biało-czerwono


Mecz był wspaniałym widowiskiem. Przez chwilę można było mieć kłopot, kto jest kim, bo radzieckich hokeistów ubrano w polskie barwy, a nasi wystąpili w czerwonych koszulkach i spodenkach. Przez pierwsze 10 minut na trybunach słychać było entuzjazm po każdym wybiciu krążka z naszej strefy, po każdym ostrzejszym zagraniu naszych. I nagle, wkrótce po tym, jak komentator chwalił polska drużynę, że jeszcze nie straciła bramki, Mieczysław Jaskierski strzelił z dystansu, nie dając szans bramkarzowi przeciwnika. Polska drużyna utrzymywała dwu, a nawet trzybramkową przewagę, by ostatecznie zwyciężyć 6:4.

W kraju polska szarża została jednak szeroko przemilczana. Owszem, były niewielkie wzmianki i pozbawione emocji artykuły informacyjne, ale na tym się skończyło. Następnego dnia nasi hokeiści stanęli naprzeciwko Czechów i Słowaków, dla których hokej był i jest tym, czym dla Amerykanów koszykówka lub baseball. Dostaliśmy łupnia 0:12 (może Czechosłowacy chcieli nam przypomnieć, że my też w tej „bratniej pomocy” braliśmy udział), ale dla Polaków nie miało to już większego znaczenia. Po wydarzeniach z dnia poprzedniego stali się bohaterami, oczywiście nie dla wszystkich. Dla władzy było to niezręczne zwycięstwo, na które absolutnie nie była przygotowana.

Świat jednak zapamiętał ten mecz. Międzynarodowa Federacja Hokeja na Lodzie (IIHF) na 100-lecie istnienia opublikowała listę 100 najważniejszych wydarzeń w historii tej dyscypliny. W pierwszej 40. znalazł się mecz Polski z ZSRR.

źródło:
Zobacz więcej