RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Nie da się mówić, że nic się nie dzieje

Naukowcy badają wpływ pandemii na dzieci urodzone tuż przed i w czasie kwarantanny (fot. Alexi Rosenfeld/Getty Images)
Naukowcy badają wpływ pandemii na dzieci urodzone tuż przed i w czasie kwarantanny (fot. Alexi Rosenfeld/Getty Images)

Minął rok i na procesy związane z pandemią mogą już zacząć patrzeć ewolucjoniści. Czyli specjaliści od zmiany rozwojowej, od adaptacji, od selekcji i od wymierania i jego przyczyn. Czy wyjdziemy z tego doświadczenia inni? Z pewnością. Ale jacy? Na to pytanie stara się na łamach prestiżowego czasopisma „PNAS” odpowiedzieć interdyscyplinarny zespół naukowców amerykańskich.

Strategia szczepień oparta na faktach

Żyjemy w świecie głębokiej specjalizacji. Zwłaszcza w nauce. Bywa to źródłem wielkich osiągnięć, bo „jak coś jest do wszystkiego to jest do...

zobacz więcej

Czasy, które w piosence Grzegorza Turnaua „Naprawdę nie dzieje się nic” opisał poeta Michał Zabłocki, należą już do przeszłości. „Zwieść cię może ciągnący ulicami tłum, wódka w parku wypita albo zachód słońca, lecz pamiętaj: naprawdę nie dzieje się nic i nie stanie się nic – aż do końca.”

Aspekty życia naznaczone przez pandemię


Tłumy ciągnące ulicami to na ogół nielegalne zgromadzenia, wódka w parku wprawdzie bardziej bezpieczna epidemicznie niż w knajpie, bo na wolnym powietrzu, ale knajpy zamknięte, więc co to za wybór i cóż za zwiedzenie zatem? Słońce zaś wprawdzie wschodzi i zachodzi, ale życie nas wszystkich pandemia odmieniła i trudy codzienności odciągają nas od zachwytów nad cudami natury. Jedni będą przed tą świadomością uciekać w wyparcie, inni w inteligentną adaptację. To są tylko bardzo różne i skrajne odpowiedzi na ten sam odczuwany wewnętrznie naturalny i adekwatny do sytuacji strach. Dzieje się zatem. Dzieje się społecznie i dzieje się w nas. I będzie się działo aż do końca.

Aspektów naszego życia poważnie naznaczonych przez pandemię jest co najmniej dziesięć. To nad nimi pochylili się z uwagą i w oparciu o zgromadzone w ostatnim roku dane uczeni reprezentujący wiodące amerykańskie uniwersytety stanowe i prywatne (University of California w Los Angeles, Arizona State University w Tempe, University of Texas w Austin, University of New Mexico w Albuquerque, University of Maryland w College Park, Uniwersytet Harvarda, Uniwersytet Yale, etc.). Próbują zrozumieć, co zachodzi w ramach pandemii COVID-19 w tkance społecznej. Próbują też przewidzieć, co będzie dalej i jak moglibyśmy próbować sobą pokierować, aby minimalizować straty i być mądrymi po szkodzie.

Kolejna burza w fiolce ze szczepionką

Nie minęła jeszcze całkiem fala fejków, przekłamań i „opowieści dziwnej treści” w kwestii szczepionek przeciw COVID-19 bazujących na technologii...

zobacz więcej

Wirus zatem, dla którego jesteśmy gospodarzem (tak nauka określa naszą ekologiczno-ewolucyjną rolę w procesie epidemii) przemodelowuje głęboko wg uczonych nasze życie społeczne i towarzyskie. To widzimy na co dzień sami. Wyewoluowaliśmy jako „zwierzę społeczne”, funkcjonujące grupowo w oparciu o rytuały zbiorowości i mowę – to wszystko rozwijało się w bezpośrednim kontakcie. Wprawdzie nie znaczymy swoich siedzib czy grup odchodami i innymi wonnymi wydzielinami, nie budujemy hierarchii iskania ani ocierania się o siebie, nie korzystamy już na co dzień z rytualnych tańców, ale…

Konsekwencje neurologiczne i psychologiczne


Niewątpliwie nasze mózgi dwugodzinna wideokonferencja w sprawach zawodowych męczy nadal bardziej, niż nawet najnudniejsza nasiadówka w realnej, a nie wirtualnej sali zebrań. Podobnie z lekcjami – szkoła przez internet jest na masową skalę męcząca bardzo dla dzieci, może prowadzić do bardzo poważnych konsekwencji neurologicznych i psychologicznych u osobników, dopiero w populacji ludzkiej rozwijających się i uczących przecież czegoś więcej, a nie tylko alfabetu i liczenia.

Jest jasnym dla mikrobiologów i psychologów, że wszelkie drobnoustroje chorobotwórcze i inne organizmy nas zakażające, np. robaki płaskie lub obłe, znajdują się pod presją ewolucji, aby manipulować fizjologią i zachowaniem gospodarza w sposób, który zwiększa ich szanse na przeżycie i przenoszenie się na następnego żywiciela. SARS-CoV-2 jest jednak z nami zbyt krótko, aby był już jasny wpływ, jaki wywiera on na nasz ośrodkowy układ nerwowy, który jest atakowany przez koronawirusa bez wątpienia.

Jest też jasnym, że najczęściej transmisja tego wirusa odbywa się na dzień-dwa przed pojawieniem się pierwszych objawów choroby, w jego zatem najlepszym interesie byłoby sprawiać, abyśmy ignorowali jego obecność, aby złe samopoczucie związane z chorobą i naturalna samoizolacja następowały jak najpóźniej – to zapewnia mu bowiem najszybsze rozprzestrzenianie się. Po drugie, SARS-CoV-2 może wpływać na zachowanie gospodarza, np. powodując zaburzenia nastroju, takie jak zachowania maniakalne, które mogą zwiększać poziom aktywności i zmniejszać uczucie bycia chorym, przynajmniej tymczasowo, w okresach szczytowej zdolności zarażania.

Wirusologiczni detektywi i pochodzenie SARS-CoV-2

Komisja WHO nadal próbuje zanalizować i opisać to, co od października, listopada 2019 r. działo się w Wuhan, w mieście, i w Instytucie Wirusologii....

zobacz więcej

Takie zmiany fizjologiczno-behawioralne są obserwowane przy okazji innych ludzkich wirusów (np. grypa, HIV) i nie jest to zadziwiające. Sam fakt globalnego występowania zagrożenia i powszechnego wprowadzenia obostrzeń sanitarnych może oczywiście pogłębiać „wirusowe” zaburzenia nastroju u wielu ludzi, wspomagając działanie wirusa na tym polu. Nie oznacza to, że dało się owych obostrzeń uniknąć na początku, kiedy mogły jeszcze służyć zatrzymaniu pandemii, gdyby były przez społeczeństwa euroatlantyckie potraktowane poważnie, czy że dziś są do uniknięcia – choć służą już jedynie temu, aby system ochrony zdrowia nie doznał kompletnego załamania. Pandemii już się nie da zatrzymać niczym, poza być może – jak wskazuje przykład izraelski i brytyjski – jak najszybszymi i jak najbardziej masowymi szczepieniami ochronnymi.

„Pokolenia kwarantanny”


Kolejne zagadnienie poruszone w opracowaniu to funkcjonowanie immunologiczne „pokolenia kwarantanny”, czyli dzieci urodzonych tuż przed i w czasie pandemii. Dwa negatywne dla długoterminowego dobrostanu tych dzieci i ich zdrowia wpływy są tu niewątpliwe: związany z „nadmierną” higieną życia wymaganą w czasie rozprzestrzeniania się SARS-CoV-2 i związany z maseczkami.

Jeśli chodzi o zjawisko pierwsze, „hipoteza higieniczna” powstawania alergii pozwala nam przypuszczać, że będzie to pokolenie jak najbardziej narażone na przyrost tych chorób. Mikrobiom tych dzieci może być nieprawidłowo ukształtowany, ze względu na niedostateczny kontakt z drobnoustrojami, a ich układ odporności „niedouczony” i niedojrzały do podjęcia swoich funkcji w przyszłości (co szerzej wyjaśniałam na tych łamach). Jeśli w wyniku obostrzeń częstość chorób „brudnych rąk”, czy wirusowych albo pneumokokowych zapaleń mózgu spada o ponad połowę w naszej lokalizacji geograficznej, to jest się z czego cieszyć i to jest zasadniczo dobre. Jeśli jednak podjęte środki zapobiegania rozprzestrzenianiu COVID-19 sprawiają, że dzieci nie mają kontaktu także z „dobrymi bakteriami” w swoim otoczeniu, to już niestety dobre nie jest. A probiotykiem, nawet najlepszym, tego naturalnego kontaktu nie bardzo da się zastąpić.

Na Zachodzie bez zmian, czyli wieści z frontu wojny z COVID-19

Nadal mamy tylko jedną broń – szczepionkę. Nie obywa się bez problemów z aprowizacją. Uczeni tymczasem badają zjawisko niezwykle rzadkich,...

zobacz więcej

Tym bardziej wielkim błędem było wymuszanie na ciężarnych zakażonych SARS-CoV-2 porodów przez cięcie cesarskie czy uniemożliwienie im karmienia piersią – to realnie osłabiło układ odporności i psychikę ich maleńkich dzieci (o czym pisałam tu). Jak piszą sami autorzy: „Chociaż zmniejszona ekspozycja na wirusy neuropatyczne podczas kwarantanny może niektórych chronić, normalny rozwój mózgu wymaga odpowiedniej i zróżnicowanej ekspozycji na drobnoustroje. Podczas rozwoju komunikacja między mikrobiotą jelitową młodego osobnika a mikroglejowymi komórkami mózgowymi, które kształtują sieci poprzez mielinizację i selektywne przycinanie synaps, wpływa na jej przyszłe cechy poznawcze, motoryczne i afektywne”.

Kwestię maseczek i związanych z nimi utrudnień w komunikacji z małym dzieckiem, zwłaszcza niemowlęciem, już szeroko pisałam, także na tych łamach. Z jednej strony nieuniknione w przestrzeni publicznej, z drugiej… to nie jest działanie bez negatywnych konsekwencji dla rozwoju dzieci, że ich opiekunowie w żłobku czy przedszkolu mogą się z nimi porozumiewać jedynie wzrokiem. Poziom dysleksji i zaburzeń mowy też będzie prawdopodobnie większy – dziecko musi obserwować poruszające się usta rodzica czy nauczyciela aby prawidłowo nauczyć się artykulacji… Szerzej pokazywałam te zagadnienia już wcześniej na tych łamach. A to nie jedyne problemy – raczej wierzchołek góry lodowej. Problemy są nieuniknione, bo to nie jest tak, że mieliśmy wybór. Ale lepiej zdawać sobie z nich sprawę już dziś i przygotować remedia czy chociażby jakieś sposoby naprawienia szkód powstałych i w tym obszarze.

I tak można po kolei omawiać kolejne punkty przebogatego opracowania z niedawnego numeru PNAS, jak np. zaktywowany pandemią behawioralny układ odporności, którego podstawowym mechanizmem jest odczuwanie obrzydzenia do „trędowatych” (szerzej pisałam o tym zjawisku tu), który może być naszym wielkim wsparciem w walce, ale jednocześnie pozostawić może trwałe, niekoniecznie pożądane ślady w obyczajowości.

Między zakażeniem a szczepieniem

Badania skuteczności szczepionek na COVID-19 weszły w fazę oceny ich działania na osoby, które były zarażone SARS-CoV-2 przed szczepieniem. Wynika...

zobacz więcej

Czy nieuniknione, a w Polsce wręcz dramatyczne tąpnięcie demograficzne, wynikłe z gwałtownego spadku liczby urodzeń. To będzie miało dalekosiężne konsekwencje społeczne i ekonomiczne. Głupcy, którzy liczyli na „odmładzające społeczeństwa” działanie koronawirusa chyba nie bardzo zdaja sobie sprawę, jak działa ludzka rozrodczość w dobie współczesnej. Autorzy zwracają też uwagę na zagadnienie związanego z pandemią narastania nierówności płci i przemocy wobec kobiety i dziecka.

Ewolucja społeczeństwa


Wobec tego wszystkiego wg psychologów ewolucyjnych stoimy nieco bezbronni, bo to doświadczenie, choć głębokie i rozmiaru niespotykanego od stulecia, nie musi nas niczego nauczyć na przyszłość. Po pierwsze, niekoniecznie doprowadzi do wzrostu postaw opartych o empatię i współczucie – brak bowiem w przestrzeni publicznej i społecznej np. stosownych wzorców i autorytetów ideowych czy duchowych zdolnych takie postawy generować i umacniać.

Liberalnego społeczeństwa nie da się „odindywidualnić” czy uspołecznić. Nasza cywilizacja, podobno naukowo-techniczna – podchodzi do pandemii, jak pies do jeża. Zasadniczo nie umie jej opisać w znanych sobie kulturowych kodach i uporządkować w generowanych wewnętrznie kategoriach. Ponadto, jak opisują w jednym z rozdziałów uczeni, „nie rozwinęliśmy się, by szukać prawdy”. Masowo szukamy skuteczności, efektywności, szczęścia, przyjemności, ale prawdy niekoniecznie.

W poszukiwaniu straconego czasu, czyli goniąc za pierwszym przypadkiem SARS-CoV-2

Da się ustalić, kiedy był pacjent zero COVID-19 nawet, jeśli dokumentacja medyczna nie istnieje lub nie jest udostępniona – tak przynajmniej...

zobacz więcej

Analiza zaprezentowana na łamach „PNAS” jest przebogata i do streszczenia w kilku słowach trudna, zachęcam do zapoznania się z nią w całości. Czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie, gatunek ludzki nadal ewoluuje. Od tysięcy lat większość tych procesów ewolucyjnych koncentruje się na adaptacjach na poziomie funkcjonowania ośrodkowego układu nerwowego. Nasz genom został wyrzeźbiony przez wiele drobnoustrojów chorobotwórczych, takich jak retrowirusy czy malaria. Społecznie, już w czasach historycznych, a zatem wiemy o tym z przekazów na piśmie, nic tak nie przeorało naszej cywilizacji, jak dżuma, w późniejszym czasie cholera i wreszcie AIDS. Dziś zetknięcie z kolejnym poważnym wyzwaniem epidemicznym też nas przemieni. Będziemy inni, niekoniecznie lepsi i mądrzejsi.

Wirus namnaża się, a zatem ma szansę na genetyczna trwałą zmianę znacznie częściej, niż my. Ewoluuje szybciej. Ale, jak przypominają autorzy opracowania, to człowiek, a nie wirus, posiada narzędzia naukowego wglądu, które pozwalają na szersze spojrzenie. Być może pomoże nam to być niebawem o krok do przodu.

Rozumiejąc naturę strategii wirusowych, możemy lepiej przewidywać rozprzestrzenianie się COVID-19 i spróbować go zablokować. Podobnie, rozumiejąc ludzką naturę, możemy spróbować aktywować wyewoluowane systemy motywacyjne, które pomogą w walce z wirusem, na przykład dostarczając wskazówek, które uruchamiają nasz behawioralny układ odpornościowy. Zrozumienie natury ludzkiej zwiększy również naszą zdolność radzenia sobie z następstwami COVID-19, ponieważ zakłócił on wiele naszych podstawowych działań, takich jak kojarzenie się w pary, rodzicielstwo i po prostu utrzymywanie kontaktów społecznych.

Jak jednak przypomina poeta, „czy zdanie okrągłe wypowiesz, czy księgę mądrą napiszesz, będziesz zawsze mieć w głowie tę samą pustkę i ciszę. Słowo to zimny powiew nagłego wiatru w przestworze; może orzeźwi cię, ale donikąd dojść nie pomoże. Zwieść cię może ciągnący ulicami tłum …”.

źródło:
Zobacz więcej