RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Milionowa kara dla wysypiska w Gdańsku. Radni PiS interweniują u prezydent Dulkiewicz

Pomorski Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska nałożył milion złotych kary na Zakład Utylizacyjny w Gdańsku za wydobywanie w sposób niezgodny z prawem odpadów na działce przeznaczonej pod budowę spalarni. Zarząd miejskiej spółki zapowiada odwołanie od decyzji. Radni PiS domagają się wyjaśnień ws. zaniedbań. Zapowiadają interpelacje do prezydent miasta.

Matka noworodka znalezionego w sortowni śmieci oskarżona o zabójstwo

O popełnienie zabójstwa oskarżyła gdańska prokuratura 27-letnią kobietę, która w kwietniu 2017 r. urodziła w domu dziecko i nie udzieliła mu...

zobacz więcej

Decyzja o nałożeniu kary finansowej zapadła 30 marca, a jej uzasadnienie WIOŚ opublikował na swej stronie internetowej 7 kwietnia. Jak poinformowano, w związku ze zgłaszanymi przez mieszkańców uciążliwościami zapachowymi, inspektorzy WIOŚ w Gdańsku przeprowadzili dwie kontrole interwencyjne podmiotów działających na terenie Zakładu Utylizacyjnego w Gdańsku-Szadółkach.

Co ustalono podczas kontroli?


W trakcie kontroli ustalono, że głównym źródłem fetoru są magazynowane odpady ulegające biodegradacji oraz odpady frakcji zbieranych selektywnie, takich jak tworzywa sztuczne i szkło, ze względu na znajdujące się w opakowaniach resztki produktów spożywczych. Stwierdzono również, że zakład bez zgody urzędu marszałkowskiego wydobywał z ziemi olbrzymie ilości odpadów i przewoził je z placu budowy spalarni na inną działkę.

WIOŚ wyliczył, że pomiędzy lipcem, gdy rozpoczęto prace ziemne na terenie budowy spalarni, a grudniem ubiegłego roku, nielegalnie wydobyto co najmniej 363,9 tys. ton odpadów.

Milionowa kara


W efekcie Pomorski Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska nałożył na spółkę karę w wysokości miliona złotych za wydobywanie odpadów niezgodnie z zatwierdzoną instrukcją prowadzenia składowiska.

Pożar na terenie Stoczni Gdańskiej. Kłęby dymu nad miastem [WIDEO]

13 zastępów straży gasi pożar, który wybuchł w hali zlokalizowanej w centrum Gdańska. – Na chwilę obecną nie ma informacji o poszkodowanych –...

zobacz więcej

„Wymierzając administracyjną karę pieniężną, Pomorski Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska wziął pod uwagę przede wszystkim rozmiar działalności prowadzonej przez ukarany podmiot” – wyjaśniono. Sankcja w postaci kary administracyjnej w wysokości 1 mln zł jest najwyższą, jaką mógł nałożyć WIOŚ.

Odpowiedź Zakładu


Zakład Utylizacyjny w oświadczeniu opublikowanym na stronie internetowej zapowiedział odwołanie się od decyzji do Głównego Inspektora Ochrony Środowiska w Warszawie. „Decyzja została oparta na danych, które spółka ocenia jako niezgodne ze stanem faktycznym. Wskazany w decyzji teren działki nie jest istniejącym składowiskiem odpadów. Nie może być zatem mowy o nielegalnym wydobywaniu odpadów z istniejącej instalacji składowiska, a za to została nałożona kara” – czytamy w oświadczeniu.

Kolejny podejrzany w sprawie wypadku w zakładzie utylizacji

Zarzut niedopełnienia obowiązków i narażenia pracowników na niebezpieczeństwo przedstawiła prokuratura w Szczytnie specjaliście ds. BHP z zakładów...

zobacz więcej

Podkreślono, że prowadzone działania nie miały charakteru wydobycia odpadów ze składowiska, a zatem WIOŚ nie może zarzucać zakładowi złamania ustawy o odpadach. „Spółka robiła co innego – w myśl ustawy – wytwarzała odpady w trakcie prowadzenia prac ziemnych. Tak ustawa nazywa sytuację, w której podczas prowadzenia takich prac napotykamy na zanieczyszczenia – także pochodzenia antropogenicznego – wskazano. Zarząd zakładu przekonuje, że WIOŚ w swoich decyzjach nigdy nie traktował wskazanych działek jako składowiska odpadów i nie kwestionował granic terenu instalacji.

Interpelacje do prezydent Gdańska


Radni Prawa i Sprawiedliwości żądają wyjaśnień od władz Gdańska ws. wykrytych nieprawidłowości. – Okazuje się, że odpady były wydobywane bez formalnego pozwolenia. O takie pozwolenie nawet nie wystąpiono. To przykład prowadzenia przez władze miasta ryzykownej i nieodpowiedzialnej polityki inwestycyjnej. Doszło do poważnego zaniedbania, które może skutkować zatrzymaniem inwestycji lub jej opóźnieniem – powiedział w środę podczas konferencji prasowej przewodniczący klubu PiS Kazimierz Koralewski.

Czytaj także: Prokuratura Krajowa zleciła przeprowadzenie analizy postępowań prowadzonych ws. „nielegalnego postępowania z odpadami”


Jak określił, „mamy wiszącą jak miecz Damoklesa milionową karę”. – Być może ta sprawa skończy się w sądzie, co wiąże się z dodatkowymi kosztami. Władze Gdańska nie powinny ryzykować pieniędzmi mieszkańców, bo to środki z opłaty śmieciowej są tam tak naprawdę inwestowane – ocenił Koralewski.

100 tys. ton osadów z „Czajki”. Trafiają do ziemi, będą nawozem

100 tys. ton osadów ściekowych, które powstały po awarii spalarni w warszawskiej oczyszczalni ścieków „Czajka” zostały wywiezione do siedmiu...

zobacz więcej

Poinformował również o złożeniu interpelacji do prezydent Gdańska w sprawie kosztów usług prawnych zlecanych podmiotom zewnętrznym przez Zakład Utylizacyjny i Port Czystej Energii za ubiegły i bieżący rok.

– Polityka miasta opiera się na ekspertyzach prawnych, za które spółki ponoszą dodatkowe koszty. Stąd nasza interpelacja, żeby te koszty ogarnąć, chcemy zbadać, czy były one zasadne. Jak na razie wygląda to na wydawanie pieniędzy tylko po to, żeby balansować na krawędzi prawa. Miasto wchodzi w spór, zupełnie niepotrzebnie, zamiast uzyskać formalne pozwolenie. Pytamy więc, dlaczego mamy ponosić koszty takiej polityki – ocenił Koralewski.

– Wielokrotnie dopytywaliśmy przedstawicieli zakładu, czy wszystkie prace przy budowie spalarni przebiegają zgodnie z obowiązującym prawem. Za każdym razem władze Gdańska zapewniały, że wszystko przebiega tak jak należy. Dziś dowiadujemy się, że z budżetu miasta będzie trzeba wypłacić 1 mln zł kary. Na coś takiego nie ma naszej zgody – zaznaczyła radna Joanna Cabaj.

Zobacz także: Nielegalne wysypisko śmieci na Mazowszu


Drugą interpelację do prezydent Aleksandry Dulkiewicz skierowali radni PiS Andrzej Skiba i Przemysław Majewski. Pytają w niej m.in. o to, kto poniesie odpowiedzialność za działania lub zaniechania, które w efekcie doprowadziły do nałożenia przez WIOŚ wysokiej kary. Dopytują też, w jaki sposób nałożona kara wpłynie na kondycję finansową miejskiej spółki.

źródło:

Zobacz więcej