RAPORT

DEBATA W PARLAMENCIE EUROPEJSKIM PO WYROKU TK

Znów trudno chwalić Polaków. Oceny po meczu z Anglią

Reprezentanci Polski znów się nie popisali (fot. Getty Images)
Reprezentanci Polski znów się nie popisali (fot. Getty Images)

Pięć minut, szczególnie w sporcie, zmienia bardzo wiele. Gdyby nie gol Harry’ego Maguire’a na 2:1, pewnie chwalilibyśmy Polaków za drugą połowę, dobrą reakcję i wyciąganie wniosków. Zamiast tego trudno nie odczuwać pewnego niesmaku. Żenująca pierwsza połowa, później trochę szczęścia, a ostatecznie i tak bez punktów na Wembley. Pewniaków do kadry jak nie było, tak nie ma.

Pół godziny to za mało. Polacy zawiedli na Wembley

W pierwszej połowie – zagubieni, nieobecni, przestraszeni. Jeśli komuś wydawało się, że z Węgrami Polacy zaczęli źle, to z Anglią było znacznie,...

zobacz więcej

Wojciech Szczęsny: 6/10
Przy rzucie karnym nie był nawet blisko wyczucia intencji strzelca, ale Harry Kane to nie jest przecież pierwszy z brzegu egzekutor. W pierwszej połowie obronił groźny strzał napastnika Tottenhamu zza pola karnego, zaliczył też kilka niezłych wyjść. Przy uderzeniu Maguire’a raczej bezradny, choć gdyby jakimś cudem przeniósł piłkę nad poprzeczką, mógłby zostać bohaterem. A tak: po prostu zagrał nieźle, niczego nie zepsuł.

Bartosz Bereszyński: 2/10
Anglicy długimi fragmentami po prostu bawili się na „jego” skrzydle. Chilwell i Sterling wyglądali jak gracze z innej planety, ale oczywiście nie tylko „Bereś” odpowiadał za ich pilnowanie. Gubił się, kilka razy bez sensu podwoił, wydawało się, że nie ma z niego pożytku ani z przodu, ani z tyłu. W drugiej połowie nieco częściej wykorzystywał swoje predyspozycje (przede wszystkim kondycyjne), ale „plusa” przy jego nazwisku zapisać po prostu nie można. Nie dźwignął.

Jan Bednarek: 7/10
Trochę niedoceniany, ale był najjaśniejszą postacią naszej defensywy. W ciągu dwóch minut dwukrotnie powstrzymał Raheema Sterlinga – nie były to interwencje łatwe, przypadkowe, wymagały za to sporo odwagi, brawury i czytania gry. Anglicy mogli prowadzić nawet trzema bramkami, ale dzięki Bednarkowi prowadzili zaledwie jedną. Trzeba docenić, tym bardziej, że „podniósł się” po fatalnym występie z Węgrami. Potwierdza się, że z Glikiem u boku czuje się po prostu pewniej.

Michał Helik: 1/10
Debiut w Budapeszcie skończyłby pewnie z czerwoną kartką, gdyby nie zlitował się nad nim trener. Tutaj sprokurował karnego, który smuci o tyle, że wślizg byłego obrońcy Cracovii był po prostu... głupi. Bez wyobraźni, bez sensu, bez powodu, bo piłka przecież prawdopodobnie zmierzała poza boisko. Nie jest to, niestety, piłkarz na poziom reprezentacyjny.

Kamil Glik: 4/10
Po jego błędzie Anglicy mieli rzut rożny, który w 85. minucie zamienili na zwycięską bramkę. Wcześniej raczej dość pewny, szczególnie w powietrzu, ale czasu nie oszuka – 33 lata na karku robią swoje, a następców nie widać... Na jego obecności korzysta Bednarek, to na pewno plus. Szkoda, że nie mógł pokazać się z przodu: osiem lat temu strzelił Anglikom gola na Narodowym, tym razem nie miał takiej okazji, bo jak już raz (w 20. minucie) mógł pognać pod pole karne rywala, to Maciej Rybus dwa razy nie potrafił kopnąć dobrze piłki. Lider, kapitan, którego ta reprezentacja po prostu potrzebuje. Niestety, bo poziom już nie ten.

Maciej Rybus: 2/10
Dużo było pretensji do Arkadiusza Recy po meczu z Węgrami, ale Maciej Rybus nie dał żadnego powodu, by Paulo Sousa skreślił z notesów 25-letniego obrońcę Crotone. Z przodu bezużyteczny, z tyłu spokojny o tyle, że Anglicy zdecydowanie częściej atakowali drugą stroną. Duży minus za dwa fatalne dośrodkowania ze stojących piłek.

Niezbyt piękna katastrofa. Tylko dwa jasne punkty w Budapeszcie [OCENY]

Miała być rewolucja, nowa jakość i powiew „Zachodu”. Zachód był, ale – zwłaszcza w defensywie – bliżej Liechtensteinu i Andory niż Francji czy...

zobacz więcej

Grzegorz Krychowiak: 3/10
„Waleczny”. Odzyskał to, czym imponował za Nawałki, ale to za mało, by podbijać świat. Jak już zdarzyło mu się raz czy drugi podnieść głowę z piłką przy nodze, to... nie robiło to żadnej różnicy, bo i tak zachowywał się z nią fatalnie. W pierwszej połowie najlepszy obok Bednarka, w drugiej zgasł. W decydującej akcji meczu przegrał walkę o piłkę ze Stonesem, który łatwo oddał ją do Maguire’a. Zamiast skoczyć, powalczyć, wolał udać, że został uderzony w głowę ze skutkiem niemalże śmiertelnym. Halo, panie Grzegorzu, VAR-u nie ma, choć i tak by tu nie pomógł.

Jakub Moder: 4/10
Jan Domarski, Marek Citko, Jerzy Brzęczek i... Jakub Moder. Wielkie nazwiska polskiej piłki, które łączy bramka na Wembley. Paradoks to o tyle, że gdyby po pierwszej połowie wyróżnić najmniej wyróżniającego się piłkarza reprezentacji Polski, trzeba by wskazać na Modera właśnie. Absolutnie niewidoczny, nieaktywny, zupełnie bezbarwny. Nie wiadomo, co powiedział mu Sousa w szatni, ale zadziałało: pomocnik Brighton pognał do pressingu, „nacisnął” na Stonesa, wywalczył piłkę i strzelił nie do obrony. Tak czy siak, podobnie jak z Węgrami, grał po prostu słabo.

Piotr Zieliński: 1/10
Bez udanego zagrania. Próbuje grać piętką, szuka finezyjnych podań, ale to nie Napoli, lecz stosunkowo toporna reprezentacja Polski. Oczywiście, że nie ma partnerów do gry kombinacyjnej, oczywiście, że okoliczności nie sprzyjają, ale prawdziwy lider potrafi się dostosować, wziąć piłkę, minąć dwóch, trzech, wywalczyć faul, dać impuls... Zieliński obok „prawdziwego lidera” nigdy nie stał i stał nie będzie. Szkoda, bo potencjał ogromny, możliwości wielkie, a w reprezentacji najczęściej – jak w meczu z Anglią – po prostu bezużyteczny i frustrujący.

Karol Świderski: 1/10
Spędził na boisku 45 minut i – z pożytkiem dla wszystkich – ani minuty więcej. Rezerwowy w Grecji,

Krzysztof Piątek: 1/10
Najgorszy w reprezentacji Polski. Frustrujący, bo nie tylko zawalił prawie wszystko, co dało się zawalić, ale też odbierał szansę innym. Przejmował piłki, które nie leciały do niego („zdjął” niezłą szansę Milikowi w drugiej połowie), przyjmował takie, których przyjąć nie potrafi, szukał gry tyłem do bramki, choć Maguire bawił się z nim jak z dzieckiem.

Najtrudniejszy test. Polacy grają z Anglią na Wembley [RELACJA]

Mecz, na który czekała cała piłkarska Polska. Starciom z reprezentacją Anglii zawsze towarzyszy wyjątkowa otoczka. I choć nie ma w naszym składzie...

zobacz więcej

Arkadiusz Milik: 2/10
Wszedł i zrobił to, co potrafi najlepiej: nic. Szybko złapał żółtą kartkę, stracił kilka piłek, byłaby to kolejna „czysta” jedynka dla Milika i występ z gatunku „do zapomnienia”, gdyby nie fakt, że akurat stał pod polem karnym, gdy Moder wygarnął piłkę Stonesowi, a potem – zamiast, w swoim stylu, strzelać bez sensu, na oślep – oddał ją młodszemu koledze. Brawo, Arku.

Kamil Jóźwiak: 6/10
Wszedł i znowu zrobił sporo dobrego. W NBA niektórzy zawodnicy lepiej radzą sobie, gdy mogą wchodzić z ławki, na zmęczonego rywala i w ten sposób „zrobić różnicę”. Nie ma pewności, czy z Jóźwiaka wyrośnie Manu Ginobili lub James Harden z czasów gry w Oklahoma City Thunder, ale wiele wskazuje na to, że jest idealnym materiałem na dżokera. Przynajmniej na razie. Kiedyś, jeszcze za czasów Leo Beenhakkera, podobną rolę pełnił Jakub Błaszczykowski. W końcu przebił się do pierwszego składu, a co działo się potem – wszyscy pamiętamy. Oby i w przypadku Kamila było podobnie, bo był podczas tych marcowych zgrupowań jedną z niewielu biało-czerwonych uciech.

Rafał Augustyniak, Arkadiusz Reca i Kamil Grosicki grali zbyt krótko, by ocenić.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej