RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Moda na lata 50. Komuniści dumni ze swojej młodzieży

Współcześni agitatorzy nie do końca są świadomi, czyimi są spadkobiercami (fot. PAP; Omar Marques/Getty Images)
Współcześni agitatorzy nie do końca są świadomi, czyimi są spadkobiercami (fot. PAP; Omar Marques/Getty Images)

Lewicowa młodzież jednoczy się w kolektywy. Instruują ich starsi koledzy, działający w kolektywach pół wieku wcześniej, wychowywani przez działaczy i agitatorów Związku Młodzieży Polskiej, stalinowskiej organizacji sprzed ponad 70 lat. Podstawowa zasada z tamtych czasów pozostaje niezmienna: otoczyć „wroga taką nienawiścią i pogardą młodego pokolenia, aby z góry uniemożliwić jego powtórne próby wniknięcia do młodzieży”.

Posłanka Lewicy stanęła po stronie prawdy. Spotkał ją hejt za słowa o Niezłomnych

Posłanka Lewicy Monika Pawłowska napisała na Twitterze, że „naszym obowiązkiem jest nie pozwolić zapomnieć – o każdym kto walczył o wolną Polskę”....

zobacz więcej

Słowo „kolektyw” jako określenie zespołu robiło szczególną karierę w pierwszych dekadach ludowej ojczyzny działaczy i agitatorów. Z czasem „kolektyw” nie przebijał się przez beton partyjnej nowomowy, a wśród normalnej młodzieży budził zażenowanie. Jednak od jakiegoś czasu młodzi działacze odkryli ten termin na nowo, ochoczo organizując się w kolektywy.

Wróg za każdym rogiem


Odkurzane są nie tylko słowa czy efektowne gesty, jak podniesiona pięść. Starsi koledzy sączą swoim młodym towarzyszom ideały niezmienne od około stu lat.

– Dla komunisty cała moralność sprowadza się do zwartej, solidarnej dyscypliny – mówił Włodzimierz Lenin
. Dlatego pod koniec lat 40. i w latach 50. zetempowcy pozostawali w ciągłej gotowości do walki, mieli zachować czujność w każdym momencie, bowiem wróg czyhał za każdym rogiem. Przy czym pojęcie „wroga” było dość pojemne.

To mógł być zachodni imperialista-sabotażysta i szpieg na jego usługach, był nim Kościół katolicki, niewspierający nowych porządków, kapitalistyczny wyzyskiwacz w mieście czy bogaty chłop – kułak na wsi. Status dwóch ostatnich przechodził z pokolenia na pokolenie, bez względu na sytuację materialną. W końcu wróg to wróg, zawsze może się odrodzić.

Rewolucja pożera własne dzieci. Działaczka pod ostrzałem, bo używa słowa „kobieta”

Działaczka Lewicy Urszula Kuczyńska znalazła się w ogniu krytyki za wywiad udzielony przez nią w grudniu ub.r. W rozmowie z „Wysokimi Obcasami”...

zobacz więcej

Zresztą, by dopaść wyzyskiwaczy młodzieży z ZMP, nie trzeba było wiele. Dziarscy młodzieńcy potrafili sprawnie wytropić kułaków, którzy próbowali gospodarzyć na własnym, a nie w państwowych gospodarstwach, tworzonych na wzór radzieckich kołchozów.

Młodzi chłopcy i dziewczęta w niektórych regionach organizowali się w „brygady lekkiej kawalerii” i dokonywali tzw. skupu zboża. Ich sumienna służba polegała na odbieraniu plonów chłopom wskazanym jako ci, którym z kolektywizacją wsi nie było po drodze.

W praktyce służba takiej brygady polegała niejednokrotnie na wielogodzinnych rewizjach w poszukiwaniu zboża, połączonych z rujnowaniem gospodarstw i rabowaniem od zachomikowanych oszczędności na czarną godzinę po materiał na sukienkę. Złupionym gospodarzom po takiej terapii nie pozostawało nic innego jak zatrudnienie się w gospodarstwie państwowym.

Oczywiście w końcu musiało to budzić niechęć wsi do nowych „panów” na większą skalę, a, co za tym idzie, reakcję władz centralnych. Niemniej pojęcie walki i sprecyzowanie wroga, wpajanie nienawiści i pogardy młodemu pokoleniu wobec tego, co jest po drugiej stronie barykady, nie tylko zagrzewało do walki, ale budziło też poczucie bezkarności. Jednak w czasach zamordyzmu prędzej czy później władza mogła nad nią zapanować, jeśli akurat było jej to na rękę.

Zniszczyć księdza reakcjonistę


Zgodnie z uchwałą Rady Naczelnej, oprócz „agentów wywiadu, dywersantów, bandyckich faszystowskich grup ukrywających się w podziemiu, roznosicieli reakcyjnych kłamstw”, akcje ZMP miały także zniszczyć „księdza reakcjonistę, nadużywającego uczuć religijnych ludzi wierzących”. Pojęcie nadużycia uczuć religijnych było bardzo uniwersalne. Jak czytamy w opracowaniu Jacka Wołoszyna pt. „Współpraca Związku Młodzieży Polskiej z UB w realizacji planów „ofensywy ideologicznej” w środowiskach młodzieżowych w województwie lubelskim” , podczas jednej z konferencji w Lublinie zastępca przewodniczącego Zarządu Głównego ZMP Józef Ozga-Michalski stwierdził, że walczą oni „tylko z tym rozpolitykowanym klerem, który w różny sposób stara się podkopać autorytet organizacji ZMP i niejednokrotnie łączy się z organizacjami nielegalnymi. Naszym celem jest walka klasowa i tam, gdzie do tej walki zaplącze się sutanna, będziemy z nią walczyć i usuwać z naszego terenu” – stwierdził działacz.

Znikający tekst, czyli kto rządzi w „Gazecie Wyborczej”

Piątkowy tekst Piotra Głuchowskiego pt. „Idźmy dalej: Piotrków wolny od Żydów, a skatepark od niepełnosprawnych” wywołał wściekłość w środowiskach...

zobacz więcej

Sutanna mogła się zaplątać we wrogą działalność bardzo łatwo, bo tolerancja na jej wpływ była wyjątkowo skromna. Podejrzani stawali się uczestnicy katechez. Ci niejako z automatu mieli przyjmować „wrogie” postawy.

Kontrrewolucja według czujnych agitatorów ZMP pleniła się również na rekolekcjach zamkniętych (te otwarte były kontrolowane przez czujnych słuchaczy, przychodzących w to miejsca zawodowo), potencjalnym źródłem złej myśli były pielgrzymki do Częstochowy, „niebezpiecznie” było również w chórze parafialnym czy w kółkach różańcowych.

Zapał nowych, młodych komunistów


Spadkobiercy swoich ideowych dziadków wracają na ścieżki wytyczone 70 lat temu. Oczywiście są pewne różnice. Z wiadomych względów nikt nie przysięga wierności Związkowi Radzieckiemu, a członkowie „brygad lekkiej kawalerii” nie sprawdzają już obyczajności, bo i taką mieli funkcję, młodzieży bawiącej się na ówczesnych imprezach czyli prywatkach.

Niemniej kierunek został utrzymany. Najbardziej klejącym spoiwem są wspólni wrogowie. W tym momencie największym z nich, jak za dawnych lat, jest Kościół katolicki. Nowej Lewicy udało się przywrócić do życia zapał młodych komunistów. Znów czuć na ulicach entuzjazm dawnych mołojców-zetempowców, komsomołców w nowej odsłonie, rzucających raźnie petardy pod świątynie, malujących na nich chamskie przekleństwa, rozbijających w ściekłym zapale witryny z katolickimi plakatami.

„Głos rozsądnych katolików”. Poseł Lewicy reaguje na artykuł „GW”

O potrzebie „rozsądnego głosu katolików” napisał na Twitterze poseł Lewicy Maciej Gdula. W ten sposób odniósł się do artykułu Dominiki...

zobacz więcej

„Stare komuchy”, jak o sobie czasem z dystansem powiedzą, wracają do formy. Nikt nie może pozostać obojętny, bo znów zaczyna obowiązywać myśl towarzyszy z lat 50.: „Być neutralnym – to znaczy być wspólnikiem zbrodni”.

Spokoju nie mogą być pewni nie tylko księża czy wierni, na baczności muszą się mieć też sami działacze szeroko rozumianej lewicy. Wzór do naśladowania jest jasny i prosty w przekazie. W 1950 r. działacze ZMP podsumowali go krótko: „Wrogów świadomych należy natychmiast usuwać z organizacji, natomiast nieświadomych należy przekonywać i wskazać im błędy”.

„Brygady lekkiej kawalerii” w „wolnych mediach”


Widać to choćby w redakcjach „wolnych mediów”. Gdy któremuś z redaktorów wymknie się tekst spod kontroli i nagle okaże się, że coś takiego jak „strefy wolne od LGBT” nie istnieją lub nazywanie kobiet osobami z macicami nie trzyma się kupy, natychmiast zareagują współcześni zetempowcy, członkowie „brygad lekkiej kawalerii”.

Po krótkim, ale zmasowanym ataku w necie, wraży artykuł znika. W to miejsce pojawia się samokrytyka nieroztropnych redaktorów lub, na żądanie urażonych działaczy, poprawne ideologicznie teksty. To akurat przykłady znane z wydań redakcji „Gazety Wyborczej”.

Profesor mówiła o definicji rodziny. Studenci oskarżyli ją o homofobię

Wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin zapowiedział, że przedstawi projekt ustawy chroniącej wolność słowa i badań na...

zobacz więcej

Niektórzy z agitatorów próbują myśleć i bronić swojej polemiki. Ci zaliczani są wtedy do kategorii „wrogów świadomych”. Ich los jest wówczas przesądzony, otoczeni infamią i nienawiścią, atakowani są nawet zacieklej niż zwolennicy prawicy.

„Opieka” nad nauczycielami


W przytaczanym wcześniej opracowaniu czytamy tezy kolektywu ZMP w Lublinie, wygłaszane podczas pogadanek: „Nasza organizacja wymaga od swoich członków, aby ugruntowali swój światopogląd, aby członkowie organizacji coraz śmielej walczyli z przesądami, zabobonami swojej własnej świadomości i swojego otoczenia, aby sami ugruntowywali i wyjaśniali całej młodzieży materialistyczny pogląd na wszystkie zjawiska przyrody i życie społeczne”.

Niepotrzebni, a nawet niewskazani byli więc nauczyciele, którzy mogli z tymi wyjaśnieniami polemizować. Stąd w lutym 1950 r. członkowie ZW ZMP w Lublinie podzielili nauczycieli według kryterium: „przedwojenni »sanacyjni«, często zacofani klasowo i dlatego są wrogami narodu”. Władze wojewódzkie, jak czytamy, zaplanowały więc „rozciągnąć nad nimi [wychowawcami] opiekę, aby wróg nie miał żadnej możliwości działania”.


Akcja ta – jak pisze Jacek Wołoszyn - przyniosła pewne efekty. Nauczyciele nie chcieli już później narażać się zetempowcom, nawet jeśli ci sami wpisywali sobie oceny do dziennika szkolnego.

Dzisiejsi nauczyciele akademiccy powoli zaczynają czuć się podobnie. Jeśli któryś ma opinię niezgodną z wiodącym nurtem lewicowych studentów, może szybko narobić sobie kłopotów.

Współcześni agitatorzy może nawet nie do końca są świadomi, czyimi są spadkobiercami. A może i są, wierząc, że tamte czasy nie były takie złe i pozwalając swoim dziadkom czy pradziadkom poczuć się lepiej.

Parafrazując zatem znane stwierdzenie Sławomira Mrożka, można w tym wypadku powiedzieć: Wczoraj to dziś, tyle że wczoraj.

Zobacz więcej