RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Karnkowski: Jedna tylko Białoruś

Protesty nie odsunęły Alaksandra Łukaszenki (fot. Maxim Guchek\TASS via Getty Images)
Protesty nie odsunęły Alaksandra Łukaszenki (fot. Maxim Guchek\TASS via Getty Images)

Sytuacja na Białorusi nie jest i chyba nigdy nie była zbytnio zabawna. Protesty nie odsunęły Alaksandra Łukaszenki, białoruski przywódca wziął sobie natomiast na cel polską mniejszość. Nie bez powodu, bowiem od dawna to właśnie Polskę często oskarżał o inspirowanie lokalnego sprzeciwu wobec własnych rządów, a i nasze sympatie są raczej jednoznaczne. Gdy jednak nasze władze wprost mówią o braniu miejscowej mniejszości polskiej za zakładników, a w ocenie działań samego Łukaszenki chyba cały polityczny główny nurt jest zgodny, tym ciekawiej jest się wczytać w teksty epatujące czytelników hasłem „druga Białoruś” w odniesieniu do sytuacji w Polsce.

Na czekistowskim haku. Kto naprawdę rządzi Rosją

Czym jest FSB? Państwem w państwie? Nie. To FSB jest państwem. Środowisko czekistów kontroluje wszystkie aspekty życia w Rosji. Były oficer KGB...

zobacz więcej

Wszystko zaczęło się na poziomie lokalnym. Gdy na początku lat dwutysięcznych prezydentem Łodzi był kojarzony z prawicą Jerzy Kropiwnicki, jego przeciwnicy nadali mu miano „Kropaszenki”, które posłużyło również za nazwę popularnej wówczas strony internetowej w całości poświęconej krytyce polityka. „Miała być druga Irlandia, jest druga Białoruś”, skarżyli się w 2011 roku kibice rozczarowani powszechnie rządami Tuska. Niektórzy z nich mieli okazję utwierdzić się w swoim nie najlepszym przekonaniu o ówczesnej Polsce, gdy za pamiętne „Donald matole…” skazywani byli przez sądy za lekceważenie konstytucyjnego organu RP. Jednak i w czasach Platformy „Białoruś” nie była oskarżeniem jednokierunkowym.

Kodeksem w Kaczyńskiego


„Skorzystam z możliwości i ograniczę się tylko do apelu do polskich organów sprawiedliwości, aby zajęły się Jarosławem Kaczyńskim na podstawie art. 240 Kodeksu karnego. Ten człowiek swoją chorą obsesją spiskową za wszelką cenę chce zrobić z nas drugą Białoruś” – mówił w 2021 roku w rozmowie z Onet.pl poseł Ruchu Palikota Michał Kabaciński.

I, nie oszukujmy się, przeciwnicy prezesa PiS od zawsze próbowali skojarzyć działania jego partii z Białorusią lub Rosją. Czasem nawet z Koreą Północną, co zważywszy na skalę prześladowań, jakim poddawani są w tym kraju wszelcy nieprawomyślni obywatele, jest wyjątkowym nadużyciem, również wtedy, gdy robi to druga strona naszego politycznego sporu. Wróćmy jednak do naszego bliskiego sąsiada. W zeszłym roku na Białorusi odbyły się wybory prezydenckie. Niezależnie od skali interwencji instytucji państwa kontrolowanych przez Alaksandra Łukaszenkę , w ich przebieg, po raz pierwszy nie była to dla niego wyłącznie formalność. Sam Łukaszenka starzeje się i traci kontakt z popierającym go w dużym stopniu społeczeństwem, co wpływa na zmianę nastrojów społecznych, na które jeszcze w większym stopniu wpływają inne procesy, podobne do tych, które zachodzą w Rosji.

Prowokacja pod Kremlem, zasadzka na granicy. Jak Chiny wojowały z Moskwą

W nocy z 1 na 2 marca 1969 na wyspę Damanskij przedostało się około trzystu żołnierzy chińskich. W ich zasadzkę wpadł najpierw jeden oddział...

zobacz więcej

Mentalność postsowiecka ustępuje miejsca bardziej otwartej na świat, kształtowanej przez nowe media i technologie, do której przywódcy w stylu Baćki zwyczajnie przestają pasować. W efekcie słaba dotychczas opozycja staje się realnym zagrożeniem, za czym idą nerwowe ruchy przywódców i dalsze pogorszenie nastrojów społecznych. Było to analizowane w wielu tekstach, dlatego w tym miejscu ograniczę się do tego mocno skrótowego i powierzchownego opisu sytuacji. Po wyborach, których wyniki zostały zakwestionowane przez opozycje i państwa Zachodu, w tym Polskę, w kraju rozpoczęły się masowe protesty trwające z różnym natężeniem do teraz; w odpowiedzi prezydent Białorusi rozkręcił spiralę represji. Początkowo dotykała ona protestujących i ich liderów, ostatnio natomiast ich celem stali się przedstawiciele miejscowej mniejszości polskiej. Represje dotknęły Andżelikę Borys, Igora Bancera, Andrzeja Poczobuta i można być niestety pewnym, że lista ta nie jest jeszcze zamknięta.

Polska skierowana na wschód


Z racji bliskości i lepszego zrozumienia miejscowych uwarunkowań, Polska zawsze przejmowała się sprawami wschodniego sąsiada, co zresztą przez Łukaszenkę przedstawiane było chętnie jako wtrącanie się w nie swoje sprawy, a nawet historyczny rewizjonizm. Również po niedawnych wyborach jedną z propagandowych strategii było kierowanie uwagi na, z reguły wyolbrzymione lub całkowicie wymyślone, działania naszego państwa. W propagandzie mińskiego przywódcy Polska stała się więc niemal tym, czym we wczesnych latach PRL byli w procesie dyscyplinowania społeczeństwa Niemcy. Atak na miejscową społeczność polską, z której tym samym robi się coś w rodzaju „piątej kolumny”, jest nieuchronną konsekwencją i zwieńczeniem tej strategii. Reakcja władz, a także, jak widzimy, Unii Europejskiej, jest jak na razie stanowcza i inna być nie może, nie tylko z przyczyn politycznych. Zwłaszcza, gdy lokalna społeczność w pewnym stopniu płaci za nasze (z punktu widzenia naszego rozumienia polityki zasadne i nieuniknione, a i przez samych zaineresowanych podzielane) zaangażowanie.

Rozejm w Donbasie już tylko na papierze. Rosja aktywowała „odmrażanie” konfliktu

Zamrożenie przez Rosję konfliktu na wschodniej Ukrainie nigdy nie miało na celu doprowadzenie do jego stopniowego uregulowania. Kreml dąży bowiem...

zobacz więcej

Trzeba jednak pamiętać, że niektórzy krytycy polskich władz odmawiają im prawa do zajmowania się sprawami Białorusi. Bezpośrednio po wyborach, gdy nasi przedstawiciele upominali się o białoruskich opozycjonistów i demonstrantów, choć rządzący mówili tu właściwie jednym głosem z polską opozycją, część przeciwników PiS kolejny raz próbowała postawić znak równości między Mińskiem i Warszawą, co uzasadniać miały działania policji wobec protestujących na polskich ulicach zwolenników szerokiego dostępu do aborcji. Narracja ta, u nas mało jednak popularna, znalazła chętnych słuchaczy poza granicami Polski, o czym przekonała się na początku tego miesiąca dziennikarka Agnieszka Romaszewska. Szefowa telewizji Bielsat przyjęła zaproszenie stacji Euro News, z którą rozmawiać miała o zatrzymaniu na Białorusi trzech polskich dziennikarek, jednak wywiad okazał się mieć całkiem niespodziewany dla niej przebieg. „Jakież było moje zdumienie - relacjonowała Romaszewska w mediach społecznościowych - gdy zadawszy mi trzy podstawowe pytania na temat pracy dziennikarzy na Białorusi i naszych dziennikarek konkretnie, prowadzący zapytał, czy nie czuję się UŻYWANA przez polską ambasadę, aby za pomocą sprawy uwięzienia dziennikarek przykryć fakt, że w Polsce narusza się prawa kobiet,... bo nie mają prawa do aborcji.”

Ostatnio o drugiej Białorusi, a i Rosji (grafikę z takim porównaniem udostępniała bliska współpracowniczka Rafała Trzaskowskiego, posłanka Aleksandra Gajewska) możemy przeczytać przy okazji sprawy pisarza Jakuba Żulczyka ściganego z urzędu za obrazę głowy państwa. Czy w tym przypadku jest to niezbędne i jak powinno się zakończyć, to temat na inną rozmowę; dla tego tekstu kluczowe jest, że śledztwo nie odbywa się na wniosek Andrzeja Dudy. Widzący niebezpieczeństwo w stosowaniu przepisu, który świetnie miał się i za Kwaśniewskiego (skazano z niego wówczas m. in. Wojciecha Cejrowskiego i śp. Andrzeja Leppera), i za Komorowskiego, nie martwią się równocześnie choćby wyrokiem sądu apelacyjnego, jaki zapadł właśnie w procesie przeciwko Sławomirowi Cenckiewiczowi. Historyk skazany został na karę finansową za... podanie dalej na Twitterze mema, którego negatywnym bohaterem był polityk Platformy, Sławomir Nitras.

Krzysztof Karnkowski: Dzień Kobiet, nowomowa i sposób na życie

Drugi tydzień marca miał szansę być ważny dla lewicy. Zaczynał się bowiem od Dnia Kobiet, na który Marta Lempart zapowiadała liczne i spektakularne...

zobacz więcej

Obrońcy Żulczyka, który, jak sądzę, świetnie poradziłby sobie i bez nich, nie komentują też kolejnych procesów, jakie dziennikarzom wytacza, lub wytaczać próbuje, marszałek Senatu, prof. Tomasz Grodzki. Jedna ze spraw, na szczęście umorzona przez prokuraturę, dotyczyć miała próby obalenia ustroju poprzez atak na instytucję państwa.

Warto na koniec odnotować, że termin „druga Białoruś” zyskał w ostatnich latach drugi wymiar i coraz częściej rozumie się przez niego społeczeństwo obywatelskie organizujące się w kontrze do prezydenta i jego reżimu, słowem „Białoruś niełukaszenkowską”. Również tego kontekstu użyto już w opisach polskiej rzeczywistości, próbując porównać potencjał "strajku kobiet" do wydarzeń w Mińsku i innych białoruskich ośrodkach. Lubimy niestety barwne porównania, nie patrząc na ogół, na ile są uczciwe, a na ile przesadzone. Szkoda tylko, że często rozmywają one debatę publiczną, gdy potrzebny jest mocny głos z Polski. Tak, jak teraz. Białoruś jest natomiast tylko jedna, tuż za naszą granicą. I niech tak zostanie.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej