RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Wybranowski: Jak pozostać ciamciaramcią i zmęczyć wyborców

Zainteresowanie propozycjami PO minęło wszystkim po trzech dniach – komentuje Wojciech Wybranowski  (fot. FORUM/Andrzej Hulimka)
Zainteresowanie propozycjami PO minęło wszystkim po trzech dniach – komentuje Wojciech Wybranowski (fot. FORUM/Andrzej Hulimka)

To miał być przełomowy rok. „Nowe otwarcie” nowe pomysły programowe i marsz do przodu. Politycy Platformy Obywatelskiej bardzo chcieli udowodnić, że wbrew głosom krytyków, mają „pomysł na Polskę”. Ofensywa największej partii opozycyjnej okazała się tak „porywająca”, że wyborcy, dziennikarze i analitycy stracili nim zainteresowanie po trzech dniach od ogłoszenia. A lider ugrupowania dokonał spektakularnego sepuku ogłaszając, że w zasadzie to jego partia nic nie może.

„Pięciu sprawiedliwych”, czyli jak Trzaskowski zaorał projekt Budki na konferencji PO

Borys Budka potrzebuje pięciu sprawiedliwych posłów z PiS, którzy „przejdą na jasną stronę mocy” i zmienią układ sił w Sejmie. – Tak. Nie będę...

zobacz więcej

Mija właśnie zaledwie trzeci tydzień od głośnej „konferencji programowej” Platformy Obywatelskiej organizowanej pod szyldem „Recepta na kryzys”. Konferencji, która miała też być nowym, programowym odbiciem partii Borysa Budki od politycznego dna. Nota bene kolejnym już, kilkanaście dni wcześniej zorganizowano wszak widowisko „Czas na zmiany”.

Pomysł był oczywisty. Platforma miała, – jak deklarowali jej liderzy w wielu patetycznie brzmiących wpisach w mediach społecznościowych – przekonać opinię publiczną, że ich aspirująca do powrotu do władzy partia dobrze przepracowała covidową zimę i ma, pomysły na reanimowanie polskiej gospodarki po wywołanym pandemią kryzysie. A przede wszystkim, że wbrew temu co mówił Andrzej Olechowski – „ma pomysł na Polskę”, i nie jest – jak to określał przed laty bliski dziś PO Roman Giertych – „kompletną ciamciaramcią, nic nie znaczącą, nic nie wnoszącą”.

Ambitny projekt podekscytował więc sympatyków Borysa Budki, w czym zresztą akurat nie ma nic dziwnego, od lat przecież czekali oni aż politycy popieranego przez nich ugrupowania będą w stanie zaoferować społeczeństwu więcej niż to, co pewna część liberalno – lewicowego elektoratu, ta mniej skłonna do samodzielnego, kreatywnego myślenia, wyrażała za pomocą ośmiu gwiazdek. Dmuchano więc w ten balonik, dmuchano…

Trzydniowa recepta


Efekt? Propozycje Platformy jakie przedstawiono pod koniec lutego były tak wtórne, banalne, pisane na kolanie, że zainteresowanie wyborców, analityków, dziennikarzy, jakie wzbudziły na łamach mediów… trwało dokładnie trzy dni. I to mimo prób spinowania ich przez podklejonych od lat pod liberalny obóz dziennikarzy powielających przekaz o nowym otwarciu. Trzy dni!

Budka boi się Trzaskowskiego. Za kulisami: Szpetnie go potraktował

Borys Budka w ostatnim wywiadzie ośmieszył ruch Rafała Trzaskowskiego. Większość osób komentowała, że lider PO „niechcący zaorał” kolegę z partii....

zobacz więcej

Po tylu dniach od konferencji PO temat „recepty na kryzys” przygotowanej przez największą partię opozycyjną temat pomysłów programowych, rozwiązań kryzysowych partii Budki praktycznie zniknął z debaty publicznej. Nota bene zniknąłby szybciej, gdyby nie fakt, że związany ze stacją TVN24 portal Konkret24.pl, gdy emocje wokół wydarzenia opadły podjął się groteskowej misji przekonywania internautów kpiących z memotwórczego zdjęcia Borysa Budki, że nie zrozumieli przesłania Platformy: „Niepewna przyszłość”, a skoro nie zrozumieli, to nie ma z czego się śmiać.

Trochę racji w tym jest. Przyszłość Platformy pod wodzą byłego ministra sprawiedliwości staje się coraz bardziej niepewna, a ludziom w PO do śmiechu być nie może. Dokładnie pokazał to efekt propagandowo-pijarowy dwóch organizowanych przez nich „konferencji programowych”. Wydawałoby się, że gdy aspirująca do władzy największa partia opozycyjna wreszcie po latach marazmu przedstawi – jak deklarowała – swoją „receptę na kryzys” wywoła dyskusję, zainteresowanie, sprowokuje do analiz zestawiających opozycyjne projekty z rządowymi. Nic bardziej mylnego, nic takiego się nie stało.

Powtórzę jeszcze raz – o programowej konferencji Platformy Obywatelskiej zorganizowanej na początku lutego pod szyldem „Czas na zmiany”, także pomyśle na stworzenie „koalicji 276” pies z kulawą nogą już nie pamięta, zaś kolejne wydanie „programowych pomysłów” PO – przedstawione pod koniec lutego umarło w debacie publicznej po trzech dniach.

Zobacz także: „Dmuchany balonik posła Budki”

teraz odtwarzane
Platforma Obywatelska o pomysłach dla Polski

Skoro o programowych projektach PO zapomniano to o co w ogóle o tym pisać? Ano, bo nader znaczący jest fakt, iż największe opozycyjne ugrupowanie nie potrafi zainteresować swoją, pierwszą od wyborów parlamentarnych, konferencją programową, utrzymać swoich postulatów w debacie publicznej i przejąć tym samym przynajmniej część narracji.

Długi cień Donalda

Dwudziestoletniej kobiecie wybaczymy nadmierną emocjonalność, uczuciową chwiejność i niestabilność poglądów. Ba, niekiedy bywa to nawet czarujące....

zobacz więcej

Trudno o lepszy dowód na to jak bardzo Platforma Obywatelska nie znalazła sposobu na kryzys. Ani ten, który w czasie pandemii dotknął dziesiątki tysięcy polskich przedsiębiorców, ani ten kryzys utraty zaufania i zainteresowania społecznego, z którym od lat sama się boryka. A już na pewno nie znalazła recepty na kryzys przywództwa we własnych szeregach.

Czasy Borysa „Nic nie możemy” Budki


Cofnijmy się do lata 2018 roku, ciepłych miesięcy poprzedzających wybory samorządowe w Polsce. Lider Platformy Obywatelskiej właśnie wrócił znad morza, gdzie spotykał się z wyborcami na plaży, był też z żoną i córką wśród młodzieży w Kostrzynie, na owsiakowym „Przystanku Woodstock”. Rozmawiałem z nim wtedy już po jego powrocie, w Warszawie pytając o plany Platformy Obywatelskiej na wybory samorządowe i cyklicznie powtarzane zapowiedzi: „Odsuniemy PiS od władzy”, rozliczeń i procesów. Odniosłem wrażenie, że rozmawiam z człowiekiem pełnym energii, gotowym do politycznej walki, może i całkowicie pozbawionym tak przydatnej w polityce charyzmy, ale wystarczająco zdeterminowanym, by poprowadzić swoje ugrupowanie do pojedynku o władzę. „Wyborcy domagają się ode mnie na spotkaniach, bym krwią podpisał cyrograf, że rozliczymy PiS” – mówił mi lider Platformy.

Wybory ani te samorządowe, ani kolejne Platformie nie wyszły, ale nadszedł za to czas poważnego kryzysu gospodarczego, kryzysu społecznego i kryzysu władzy zajętej wewnętrznymi rozgrywkami, ustawkami i walką o stołki. Czas, o którym cynicznie można powiedzieć, że z punktu widzenia opozycji „im gorzej tym lepiej”. Czas, w którym Polacy zaczęli odczuwać zmęczenie rządami PIS, pandemią i pogarszającą się sytuacją ekonomiczną. Czas idealny, by wzmocnić ugrupowanie i pokazać, że „czas na zmiany”. I co się stało?

Borys Budka nie wykorzystał w żaden sposób dobrego wyniku Rafała Trzaskowskiego w wyborach prezydenckich do nowego otwarcia w samej Platformie Obywatelskiej. Nie skonsumował mobilizacji liberalno-lewicowych wyborców do wzmożonej aktywności w terenie, aktywności programowej i pijarowej. A jak już mowa o przepychankach to lider Platformy (ani żaden z jego wewnątrzpartyjnych oponentów – co też jest symbolem upadku ugrupowania) nie wykorzystał potężnej awantury jaka przetoczyła się latem i jesienią w obozie rządzącym, kłótni o stołki i łupy destabilizującej Zjednoczoną Prawicę. Niewykorzystanie takiej sytuacji to również gol strzelony własnej drużynie.

Nie wykorzystał też powiększającego covidowego kryzysu gospodarczego który Polacy zaczęli odczuwać we własnych kieszeniach, co zawsze destabilizuje zaufanie do rządu. Czas, w którym zręczny przywódca podjąłby ofensywne działania Budka wykorzystał do bezproduktywnych przepychanek wewnątrz własnego ugrupowania.

Budka szczerze o ruchu Trzaskowskiego: I co on by zrobił?

Borys Budka jest bezradny wobec pytań swoich zwolenników, dlaczego jeszcze nie obalił rządu PiS. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” przyznaje, że...

zobacz więcej

Otóż, trzy lata po wspomnianej przeze mnie rozmowie z Budką z tego tego umiarkowanie dynamicznego lidera partii, któremu z sukcesami udało się wyciszyć wewnętrzną opozycję i który mógł odegrać rolę niekoniecznie przywódcy, ale na pewno administratora zjednoczonej opozycji niewiele zostało. Dziś Borys Budka jawi się wielu wyborcom i komentatorom jako człowiek zmęczony, znudzony, skupiający się na trwaniu i przetrwaniu, nie zaś na walce, popełniający proste błędy, których wystrzegałby się nieco bardziej rzutki polityk.

Dobrowolny strzał w kolano


Symbolicznie wręcz oddaje stan głównej partii opozycyjnej i jej lidera wywiad, jakiego Borys Budka przed kilkoma dniami udzielił „Gazecie Wyborczej”.

Przywódca obozu liberalno – lewicowego przyznaje w nim, z przebijającą między wersami goryczą i znużeniem, że praktycznie nie ma on pomysłu na ofensywę programową, pozyskanie wyborców, odzyskanie zaufania społecznego, a jedyna koncepcja jaką może przedstawić sympatykom swojego ugrupowania i politycznym partnerom to oczekiwanie, aż wyborcy zmęczą się PiS-em, tudzież koalicję Zjednoczonej Prawicy rozsadzą apetyty Zbigniewa Ziobry i gierki Jarosława Gowina.

Narzeka więc Budka: „Co można zrobić? Nie ma wyborów, nie mamy większości parlamencie” – po czym ogłasza – „Wygramy wybory przy urnach”.

W takiej sytuacji Borys Budka byłby pierwszym politykiem w Polsce, który wygrałby wybory nie robiąc dokładnie nic. Teoretycznie jest to oczywiście możliwe – wyborcy stają się znudzeni i zmęczeni partią rządzącą, a ten stan pogłębia chaos związany z restrykcjami covidowymi. Budka nie wziął jednak pod uwagę prostego, acz oczywistego w mojej ocenie faktu – zużycie ugrupowania głoszącego „Nic nie możemy” w sympatiach wyborców postępuje zazwyczaj znacznie szybciej niż obozu rządzącego, który jednak potrafi wyjść do nich z pewną ofertą.

Osamotniona PO. Poseł SLD: Nie podoba wam się TVP Info, to nie chodźcie tam [WIDEO]

Szef PO Borys Budka zdradził, że jego partii udało się zebrać kilkanaście tysięcy podpisów w sprawie likwidacji TVP Info. PO, która ogłosiła...

zobacz więcej

A tak przy okazji, wywiad Borysa Budki w „GW” był całą serią strzałów w kolano lidera Platformy Obywatelskiej. Wykpił Trzaskowskiego i jego ruch, czyli człowieka i środowisko, z którym, jak deklarował jeszcze na początku lutego, podczas konferencji „Czas na zmiany” on sam miał łączyć siły, zwierać szeregi, budować i walczyć. Szydząc z prezydenta Warszawy, prezentując go w sposób w jaki nieco bardziej dowcipnie ujął to Marian Hemar w swojej fraszce („On jest jednym z takich ludzi, którzy tym się chlubią, że nie mają wrogów. Tylko przyjaciele ich nie lubią”.) dał do zrozumienia, że nie ma za bardzo nowego środowiska, z którym jego ugrupowanie mogłoby spróbować zbudować coś nowego.

Oczywiście część komentatorów uważa, że przywódca PO celowo zdezawuował Trzaskowskiego uważając go za potencjalnego konkurenta do roli partyjnego lidera, aczkolwiek w mojej ocenie cechy osobowościowe prezydenta Warszawy i powszechnie znana jego niechęć do organicznej pracy sprawiają, że przedstawianie go w roli konkurenta Budki można było traktować jedynie jako idee fixe niektórych dziennikarzy, ot takie samo jak przed laty opisywanie Ewy Kopacz jako „żelaznej damy europejskiej polityki”.

Mówi się, że partia polityczna kończy się wtedy, gdy jej działacze, reprezentanci w strukturach państwa i samorządu oraz sympatycy szukają alternatywy w kreacji nowych bytów, zaś partyjny przywódca kończy się wtedy, gdy zmęczeni i znudzeni nim wyborcy i dziennikarze przebąkują, że poprzednik, którego ów lider odsunął był politykiem sprawniejszym. W przypadku Platformy i Borysa Budki oba te czynniki już mają miejsce.

Zobacz także: Budka boi się Trzaskowskiego. Za kulisami: Szpetnie go potraktował

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej