RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Upiorna miłość pod czerwoną szturmówką

Policja zabezpieczająca manifestację pod hasłem „Nacjonalizm nie przejdzie! #2 - Wygwizdujemy Winnickiego”(fot. arch. PAP/Jakub Kaczmarczyk)
Policja zabezpieczająca manifestację pod hasłem „Nacjonalizm nie przejdzie! #2 - Wygwizdujemy Winnickiego”(fot. arch. PAP/Jakub Kaczmarczyk)

Postkomunistycznej lewicy mistrzowsko udał się przeprowadzony w ostatnich latach „re-branding”. Ugrupowanie mocno zakorzenione w systemie komunistycznym paradoksalnie zaczęło być kojarzone z „europejskością”, „wolnością” i „tolerancją”. Ale rzut oka za parawan pozornie europejskiej socjaldemokracji ujawnia skrywane pod nim, kotłujące się demony totalitaryzmu w nowej odsłonie.

Francuski polityk o ofensywie ideologicznej UE: Tak wyglądał upadek Bizancjum

Mówiąc o praworządności, sami ją nieustannie ignorujemy. PE głosuje nad tekstami, które w żaden sposób nie wchodzą w zakres kompetencji Unii...

zobacz więcej

„Miejsce lewicy zawsze było przy osobach LGBT” – głosił niedawno, bez cienia żenady, eurodeputowany Leszek Miller, były przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej i przekonywał, że „ten temat raz był bardziej widoczny, raz mniej, ale niewątpliwie, lewica bez wsparcia wszystkich mniejszości nie byłaby lewicą. Jakość demokracji mierzy się traktowaniem mniejszości”. Bałamutne słowa Leszka Millera opinia publiczna i media głównego nurtu przełknęły – mówiąc dosadnie – „bez popitki”, powielając propagandowe deklaracje eurodeputowanego. To zrozumiałe.

Trzydzieści lat po upadku systemu komunistycznego były aparatczyk zbrodniczego reżimu odbierany jest – nie tylko przez młode pokolenie – jako starszy pan wojujący w Parlamencie Europejskim o „prawa człowieka”, ojciec chrzestny mniej lub bardziej udanych bon motów, ba… obrońca demokracji. Niewielu pamięta, lub chce pamiętać, że ten sam sympatycznie uśmiechnięty starszy pan, był sekretarzem przestępczej KW PZPR, a także działaczem władz centralnych partii komunistycznej. Robił w niej karierę na szczeblach kierowniczych w momencie, gdy podległe komunistycznej partii służby przeprowadzały bezwzględną akcję „Hiacynt” – system inwigilacji i represji środowisk LGBT. Tak jak niewielu chce pamiętać, że już po upadku systemu komunistycznego, w okresie rządów SLD, podległe premierowi Millerowi służby specjalne i mundurowe rozbijały demonstracje przeciwników jego rządu, wobec młodych antykomunistów uruchomiono system szykan i represji: zwolnienia z pracy, uczelni, zastraszanie – np. udział w demonstracji „Znajdzie się cela dla Leszka Millera” był niemal tożsamy z próbami postawienia przed sądem.

PE przyjął rezolucję ws. ogłoszenia Unii Europejskiej „strefą wolności LGBTIQ”

Parlament Europejski przyjął w czwartek rezolucję w sprawie ogłoszenia Unii Europejskiej „strefą wolności LGBTIQ”. Została przygotowana przez...

zobacz więcej

Tak jak niewielu dzisiaj wyborców, nie tylko młodego pokolenia, pamięta, że obecny lider Lewicy i wicemarszalek Sejmu Włodzimierz Czarzasty to nie tylko starszy pan przepychający się z policjantami na wiecach aborcjonistek, orędownik rzekomych praw gejów i lesbijek, ale też jeden z niechlubnych bohaterów afery Rywina, a wcześniej aparatczyk totalitarnej PZPR, podobnie jak poseł Lewicy Marek Dyduch.

Jak pisał Mainfred Kleine Hartlage, socjolog i były członek niemieckiej, lewicowej SDP - „Mówiąc ogólnie, istnieją dwa rodzaje lewicowców: oszukani i oszuści.”

Wybierzmy przyszłość, wybielmy przeszłość


Długo jeszcze można wymieniać nazwiska ludzi należących do współtworzącego Lewicę Sojuszu Lewicy Demokratycznej, umaczanych w zbrodniczy system komunistyczny, dziś paradoksalnie tworzących ciepły, proobywatelski, europejski wizerunek nowej lewicy – dziarsko występujących w roli frontmanów walki o „zjednoczoną Europę” i prawa człowieka tęczowego. Także tych – jak Leszek Miller – zależnych w przeszłości od sowieckiej Moskwy i jej finansów, dziś bez krępacji, acz całkiem fałszywie oskarżających oponentów o rzekome związki z Rosją. I wszystko to przy pewnym aplauzie mediów, zwłaszcza dziennikarzy młodego pokolenia urodzonych po 1989 r, i milczeniu lub cichej aprobacie tzw. „szarych obywateli”. Cud niepamięci? Nie do końca.

Były prezydent Aleksander Kwaśniewski, nota bene, o którego udziale w strukturach władzy przestępczej PZPR i zaangażowaniu w wyprowadzanie majątku narodowego do powiązanych z komunistami spółek też mało kto pamięta, a który nader chętnie występuje w roli arbitra demokratycznej elegancji w 1995 roku startował w wygranych przez siebie wyborach prezydenckich z hasłem „Wybierzmy Przyszłość”. Krytycy, a przypomnę, że jego pierwsza kadencja była czasem był czasem masowych demonstracji młodych ludzi przeciwko powrotowi do władzy upiorów systemu komunistycznego, do hasła „wybierzmy przyszłość” dodawali też ironicznie „wybielmy przeszłość”.

Zamieszki BLM w Liège. Dziewięć osób rannych, zdemolowane sklepy

Dziewięć osób, w tym pięciu policjantów, zostało w sobotę rannych w rezultacie starć policji z demonstrantami w centrum Liège w Belgii. Jak...

zobacz więcej

To czego nie udało się postkomunistom zrealizować przez ponad dwadzieścia lat III RP stało się faktem po połączeniu SLD z „Wiosną” pełną beztroskoinfantylnych aktywistów marzących o karierze politycznej i sojuszem z partią „Razem” Adriana Zandberga wrzucającą do tego lewicowego tygla młodych wiekiem, ale mocno ideowo zaangażowanych i lokalnie rozpoznawalnych neomarksisowskich aktywistów.

Ten miszmasz starych, skompromitowanych postkomunistów, młodocianych marksistów i młodziaków maszerujących w tęczowych pochodach, podatnych na proste socjologiczne sztuczki okazał się być genialnym wręcz rembrandingiem dla lewicy. Ludzie współodpowiedzialni za łamanie praw człowieka, za szykany i przestępstwa – także wymierzone w działaczy środowisk homoseksualnych – mogli skryć się pod tęczowym parawanem „Wiosny” i społecznego zaangażowania zandbergowców. Co ciekawe, wielu starych komunistów uważało i uważa dziś ten mariaż ze środowiskami LGBT za trudny do zaakceptowania, choć oczywiście chętnie przyjęło te „nowe szaty króla”: równościowe hasła, rolę obrońców demokracji i tolerancji.

Tolerancja, że aż strach


Sęk w tym, że ów parawan, ów wizerunkowy koc, za którym skryli się starzy działacze reżimu komunistycznego, za sprawą ich ideowych następców, tej medialnie głośnej dziś młodej lewicy – stał się wystrzępiony, pełen dziur, za których wygląda coraz bardziej ponure acz prawdziwe oblicze lewicy. To dla lewej strony sceny politycznej staje się poważnym problemem, kłopotem, który na razie dzięki przemilczeniom mainstreamowych mediów udaje się wyciszyć czy przemilczeć, ale który będzie wraz z upływem czasu narastał.

W Niemczech rośnie liczba ataków na tle antysemickim

W Bawarii wciąż nasilają się ataki ekstremistów na Żydów – donosi niemiecki portal focus.de. W ub. r. policja zanotowała 353 takie ataki.

zobacz więcej

Aktywność młodych, skrajnie zideologizowanych, politycznie zaangażowanych działaczy „Wiosny” Biedronia czy „Razem” Zandberga, oraz bliskich lewicy nieformalnych organizacji „młodzieżowych” powoli sprawia, że spod wizerunku tolerancyjnej, europejskiej, nowoczesnej lewicy zaczyna wyzierać obraz lewicy, który znamy z przeszłości, a na który intensywnie zapracowała sobie oba przez długie lata minionego stulecia. Środowiska totalitarnego, niedemokratycznego, nie będącego w stanie zaakceptować własnych poglądów i przekonań inne niż te „jedynie słuszne” oczywiście wyznaczane przez lewicowych ideologów.

O cenzurze kreowanej przez młodocianych lewicowych aktywistów, działaczy i pracowników wielkich korporacji medialnych napisano już sporo, więc nie ma sensu, by temat poruszał ponownie. Rzecz w tym, że młoda lewica zaczyna nieśmiało acz systematycznie wracać do praktyk znanych z okresu rządów starej lewicy, nie tylko w Polsce: przemocy, zastraszeń, pogróżek, szykan.

Ot, weźmy chociażby sprawę posłanki Lewicy – Moniki Pawłowskiej. Parlamentarzystka naraziła się młodym aktywistom lewicy, w tym członkom jej własnej partii, zbyt mało „lewicową” wrażliwością. A jak uczy nas historia, odchyły na lewicy zawsze były tępione z całą bezwzględnością. Więc, gdy poseł Pawłowska uczciła ofiary komunistów – żołnierzy AK, NSZ i WiN zamordowanych w czasach PRL, usłyszała od – co trzeba podkreślić – młodocianych działaczy i sympatyków lewicy wyzwiska, zapowiedzi szykan m.in. wyrzucenia z pracy i z partii, a także pogróżki.

Nożownik zaatakował policjanta. „Padły strzały z broni palnej”

Mężczyzna, który zaatakował w niedzielę policjanta nożem nie żyje. Funkcjnoariusz postrzelił go gdy ten zaczął uciekać – podała AFP. Do incydentu...

zobacz więcej

Przy okazji młodzi działacze „nowej Lewicy” murem stanęli za zbrodniarzami z UB i KBW, opowiedzianymi za śmierć dziesiątków tysięcy Polaków przekonując, że owi zbrodniarze – jak pisała np. Emilia Walkiewicz, określająca się jako zwolenniczka Ikonowicza – „Dobre ziomki z UB tylko sprzątały śmieci”. Przypadkowy incydent? Bynajmniej.

Działaczka Lewicy Urszula Kuczyńska straciła funkcję asystentki społecznej posła Macieja Koniecznego po tym jak ośmieliła się publicznie skrytykować lewackie pomysły zastąpienia słów „kobieta” zwrotem „osoba z macicą”. Ideologiczny skręt w „konserwatywną stronę” okazał się dla działaczy i sympatyków młodej lewicy, nie do przyjęcia, więc wzorem lewicy z okresu wewnętrznych starć „chamów” i „Żydów” w PZPR musiała ponieść konsekwencje. Przy okazji młodzi aktywiści lewicowi dali wyraz swojej tolerancji pisząc w dyskusji jaka rozgorzała się w mediach społecznościowych m.in. „uważam, że każda osoba transfobiczna powinna trafić na szubienicę” czy, „mordowałbym każdego transfoba, nieważne jakiej płci”. No cóż, mordowanie nieprawomyślnych poniekąd stało się symbolem rozpoznawczym komunistów w minionym stuleciu, teraz ta czarna plama wyziera w nowej odsłonie, w wykonaniu jakże „nowej lewicy”.

Co niepokoi – liderzy środowisk lewicowych nie potrafią jednoznacznie i mocno odciąć się od lewackich radykałów szerzących przemoc, agresję i nienawiści. Autorzy hejtu na posłankę Pawłowską czy panią Kuczyńską nigdy nie zostali oficjalnie potępieni przez osoby uznawane w środowiskach lewicowych i centrolewicowych za autorytety. Tak samo zresztą jak nigdy nie doczekaliśmy się z tej strony głosów krytyki pod adresem Michała Nowickiego, syna działaczki Lewicy Wandy Nowickiej, gloryfikującego mord katyński i zbrodnie NKWD na Polakach.

Czarnek: W Polsce strefa wolności istnieje nie tylko dla LGBT

W Polsce nie potrzeba dodatkowo strefy wolności, bo mamy jej więcej niż na zachodzie Europy. U nas strefa wolności istnieje nie tylko dla LGBT –...

zobacz więcej

A tak przy okazji – na razie nie strzelają, ale leją się po pyskach. Jak w Poznaniu, gdzie grupa skrajnie lewicowych antifiarzy związana ze „squotem Rozbrat” pobiła skrajnych lewaków z niszowej grupy Czerwony Kolektyw. Przy okazji poturbowano też kilka kobiet uczestniczących w manifie z okazji Dnia Kobiet. Powody prozaiczne, konflikt owych skrajnie lewicowych grup na tle ideologiczno-personalnym.

Historia uczy nas, że gdy lewica, szczególnie ta jeszcze młoda, mocno zideologizowana mówi o równości i tolerancji trzeba się mieć szczególnie na baczności. Dla lewicowca nie jest bowiem prawdziwe to co jest rzeczywiste, ale wyłącznie to co odpowiada jego przekonaniom i wyobrażeniom.

I jeszcze raz oddając głos Mainfredowi Kleine Hartlage’owi, przez wiele lat aktywnemu socjaliście, nie sposób nie przytoczyć innego z jego spostrzeżeń, oddającego nader trafnie stan i polskiej młodej lewicy: „To, co rozpoczyna się jako lewicowa utopia równości i braterstwa, obraca się zwykle w państwo terrorystyczne i policyjne”.

źródło:
Zobacz więcej